Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać Artykuły PREMIUM

Cyberpunk 2077 Gramy dalej

Gramy dalej 9 grudnia 2021, 17:26

Cyberpunk 2077 po roku na PlayStation 4 - port zwalony

Po niespełna roku postanowiłem wrócić do „peesczwórkowej” wersji Cyberpunka 2077, żeby sprawdzić, czy coś się zmieniło w stosunku do tego, co było na początku. Werdykt na bazie testu jest bolesny: niewiele lub prawie nic.

Artykuł powstał na bazie wersji PS4.

Gdybym miał w kilku słowach określić status mojego związku z Cyberpunkiem 2077, musiałbym napisać „to skomplikowane”. Ogólnie rzecz ujmując, gra mi się naprawdę podoba, bo też pod wieloma względami jest to całkiem udany tytuł. Z drugiej strony wciąż żywe pozostaje we mnie wspomnienie ogromnego zawodu, jaki poczułem, gdy po raz pierwszy odpaliłem ostatnie dzieło „Redów” na konsoli PlayStation 4. Dzień premiery, podniecenie okrutne, a na ekranie nieoheblowany kloc drewna, którego w takiej postaci nie wydałby żaden szanujący się producent, nie spaliwszy ze wstydu. Gdzieś miałem wówczas przeprosiny deweloperów i tradycyjną w takich przypadkach obietnicę poprawy. Smutki topiłem w znacznie lepiej przygotowanej edycji pecetowej. Przesiadka na inną platformę zatarła owo kiepskie pierwsze wrażenie, ale o wybaczeniu mowy być nie mogło. Nie tym razem.

Przez chwilę rozpatrywałem zwrot wersji na „plejaka”, ale ostatecznie postanowiłem ją zatrzymać. Zwyciężyła zwykła ciekawość, bo rok temu o tej porze pokusiłem się o odważne stwierdzenie, że tak źle działającej konwersji naprawić się nie da. Dziś tę opinię podtrzymuję, bowiem Cyberpunk 2077 na PlayStation 4 Pro nadal prezentuje się kiepsko. Mogę robić nawet w tej kwestii za eksperta, bo właśnie wbiłem w nim platynę, poświęcając na ten wyczyn 75 godzin swojego życia.

Tu kiedyś powstaną drzwi.

Czy da się naprawić tak fatalny port w dwanaście miesięcy? Uczciwej odpowiedzi na to pytanie udzielić nie sposób, bo przecież to nie my go tworzyliśmy i nie znamy tak naprawdę skali problemu. Oceniając jednak całoroczne wysiłki „Redów”, żeby przywrócić wersję na PlayStation 4 do stanu używalności, wypada uznać, że operacja ta zakończyła się porażką. Owszem, część błędów z pewnością poprawiono i miło zobaczyć, że na początku drogi korpa plik banknotów faktycznie znajduje się w ręce Jenkinsa, a nie krąży wokół niej, ale na usunięciu glitchy temat się nie kończy. Tego typu babole to nic w porównaniu z kłopotami z wydajnością gry, która ewidentnie potrafi zarżnąć odchodzącą do lamusa platformę.

Cyberpunk 2077 na PlayStation 4 Pro krztusi się niemiłosiernie i przez rok nie zmieniło się w tej kwestii absolutnie nic. Konsoli sprawia problem nawet tak prozaiczna komenda, jak zmiana ustawienia kamery podczas jazdy samochodem. Bywa, że działa to bez zarzutu, częściej jednak wciskanie odpowiedzialnego za tę funkcję przycisku nie przynosi żadnych rezultatów i trudno właściwie powiedzieć dlaczego. Na szczęście gra zapamiętuje preferowany przez nas widok i ustawia go domyślnie po przesiadce do innego wozu. Gdyby nie ta prosta sztuczka, babola tego widywalibyśmy znacznie częściej i irytowałby dużo bardziej.

W bezkształtnej bryle uwięziony.

Różnego rodzaju opóźnienia widać też podczas innych działań, np. przy próbie zmiany stacji radiowej w aucie. Lista lubi wyświetlać się z dużym opóźnieniem, a jej pojawienie się nie oznacza jeszcze, że po dokonaniu wyboru od razu usłyszymy inne dźwięki. Widząc, jak to funkcjonuje, przez całe 75 godzin tylko raz świadomie zdecydowałem się przełączyć stację na inną. Znów pomogło to, że gra zapamiętuje nasz wybór i ustawia go domyślnie w aucie, które przywołujemy cały czas. Dzięki temu w moim czarnym jak smoła caliburnie na okrągło leciało Ritual FM, najlepsze radio w tej produkcji.

Oba te przykłady nie są tak naprawdę nowe – identycznie działało to 10 grudnia 2020 roku, kiedy gra pojawiła się na rynku, i przez ten czas nie zmieniło się nic a nic. Wszelkiego rodzaju opóźnienia w odpalaniu różnych komend mają najprawdopodobniej związek z powolnym doczytywaniem scen, które jest – moim zdaniem – największą bolączką konwersji na PlayStation 4. Łatwiej będzie wytłumaczyć to na przykładach, więc znów się nimi posłużę.

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Wybieracie misję poboczną w dzienniku i musicie podjechać do znacznika znajdującego się w innej dzielnicy. Wsiadacie więc do szybkiego samochodu i pędzicie na złamanie karku, żeby oszczędzić trochę czasu związanego z podróżą. Po drodze możecie wbić się w innego użytkownika dróg, którego gra doczyta dopiero w momencie zderzenia, ale nie to jest największym problemem. Cuda zaczynają się dziać, kiedy z auta wysiądziecie i zechcecie aktywować zadanie. Widzicie przed sobą żółty marker na budynku, ale nie możecie wejść do środka, bo stoicie przed płaską, pozbawioną tekstur ścianą. Cierpliwie czekacie, aż konsola doczyta wszystkie szczegóły wznoszącej się przed bohaterem/bohaterką konstrukcji, i gdy po kilkunastu sekundach wreszcie się to udaje, otwieracie drzwi.

Czasem jak budynek się nie doczyta, ale będziemy szybcy, możemy dotknąć Pustki.

Inny przykład. Miałem ochotę zmienić procesor u ripperdoca, bo lubię hakować i chciałem poszerzyć swoje możliwości w tym zakresie. Uzbierałem więc odpowiednią sumkę, skorzystałem z punktu szybkiego podróży, by wylądować na targu w Kabuki, po czym podbiegłem do kliniki. Wiem, że drzwi do siedziby konowała są zawsze otwarte, ale znów – płaska tekstura – więc trzeba poczekać, aż gra sprawi, że przejście stanie otworem. Podchodzę do lady, a przede mną pojawia się lekarz w bezkształtnej bryle uwięziony. No nic, czekam dalej, aż gra powoli doczyta vendora (w międzyczasie obserwuję wszystkie etapy tego procesu), i gdy wreszcie to następuje, dokonuję upragnionego zakupu.

I tak to wyglądało, 75 godzin męczarni, bo konsola PlayStation 4 Pro i jej wolne podzespoły nie były w stanie ogarnąć tego, co gra oferuje. Raz potrafiło być wszystko w porządku, innym razem (bardzo często, dodam) w sposób opisany powyżej, ale przecież w pamięć nie wryje się nam to, co działa prawidłowo, tylko właśnie takie kwiatki. To jak z wystrzeliwującymi w powietrze samochodami, ludźmi zatopionymi do połowy w podłodze oraz innymi glitchami, które po premierze Cyberpunka 2077 podbijały YouTube’a. Dodajcie do tego dropy, przycinki i wcale nie tak rzadkie krytyczne błędy aplikacji, zamykające ją bez ostrzeżenia. Głównie na takie rzeczy zwracamy uwagę, formułując opinie o aktualnej kondycji technicznej produktu. Pomijam już fakt, że ten ma po prostu obowiązek działać dobrze na takiej platformie, jaką jest konsola, bo mamy do czynienia z jedną konfiguracją (no dobra, w przypadku PS4 z dwiema). Tymczasem po upływie roku żadnej poprawy nie widzę i mogę jedynie zakładać, że konwersja sprawuje się już lepiej, bo w końcu wróciła na PlayStation Store po bardzo długim okresie nieobecności. Tyle teorii, praktyka pokazuje jednak, że nic się nie zmieniło.

Człowiek z głębokim gardłem.

Powiecie – po co grać na tym złomie, skoro na PlayStation 5 jest lepiej, a na piecu to już w ogóle bajka. Często słyszę ten argument i szczerze mówiąc, kompletnie go nie rozumiem. Decyzja o stworzeniu wersji multiplatformowej Cyberpunka 2077 zapadła na długo przed tym, nim nowe konsole oficjalnie zapowiedziano, i można było optymistycznie zakładać, że deweloperzy zwyczajnie uporają się z tym zadaniem, zwłaszcza że baza użytkowników PS4 wciąż jest ogromna. Wszyscy wiedzieli, że gra będzie wyglądać gorzej niż na mocniejszych platformach, ale na osłabieniu oprawy wizualnej robota się nie kończy. Gra ma przede wszystkim działać, a działa słabo. Można ją ukończyć, ale nie ma to nic wspólnego z komfortową rozgrywką. Było źle, jest źle i pewnie źle będzie, bo po roku podejść do naprawy tego gniota nie mam złudzeń, że coś się zmieni po wydaniu wersji next-genowej. Nikt nie będzie się litował nad rupieciami, choć byłoby miło, gdybym jednak się pomylił.

Reasumując, gry nadal nie polecam. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że istnieje spora rzesza ludzi, która – podobnie jak ja – w takim stanie ją ukończyła i wymaksowała, a niektórzy (tradycyjnie już) w ogóle nie mieli żadnych błędów (nigdy w to nie uwierzę). Ostatnio usłyszałem taki argument od dobrego kolegi, który wykazał się jeszcze większą determinacją, „dowożąc” platynę na bazowej wersji PS4. Można? Jak najbardziej tak, ale przypomina to próby przechodzenia strzelaniny działającej w piętnastu klatkach na pececie niespełniającym wymagań sprzętowych. Co kto lubi.

O AUTORZE

Na pierwsze podejście do wersji na PlayStation 4 zdecydowałem się w dniu premiery Cyberpunka 2077, po kilku godzinach męczarni kupiłem edycję pecetową, którą ukończyłem w 87 godzin. Do wydania konsolowego wróciłem prawie dwa tygodnie temu i spędziłem z nim 75 godzin. Gra ogólnie mi się podoba, pecetowej wersji z czystym sumieniem wystawiłbym 8,5 na 10.

Cyberpunk 2077 jest dobry jak nigdy, ale to za mało, żebym do niego wrócił
Cyberpunk 2077 jest dobry jak nigdy, ale to za mało, żebym do niego wrócił

Gramy dalej

CD Projekt RED nie składa broni i dzielnie łata Cyberpunka 2077, a także wzbogaca go o – jak na razie – skromne DLC. Debiutujący wraz z next-genową wersją gry patch 1.5 to spory krok ku lepszemu – nawet jeśli spóźniony i niewystarczający.