Recenzja gry 13 kwietnia 2001, 12:20

autor: Gorim

Resident Evil 3: Nemesis - recenzja gry

Zastępy nieumarłych po raz kolejny wyległy na ulice Raccoon City. Nikt nie jest w stanie się im przeciwstawić, niewielu przeżyło, a jeszcze mniej może uciec. Ty należysz do tych nielicznych...

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

NEMESIS, Nemezys, mit. gr. Uosobienie gniewu bogów i kary spadającej na ludzi przekraczających wyznaczone im granice

Cykl Resident Evil zaliczamy do czołowych, wręcz kultowych tytułów na Playstation. Pierwsza część, wraz z takimi przebojami jak Ridge Racer i Tekken, tworzyła sukces tej konsoli i znacznie przyczyniła się do jej dominacji na rynku. Ta gra-horror przyprawiała o mocne bicie serca graczy na całym świecie, porażając nastrojem i zachwycając znakomitą grafiką. Osobiście przygodę z serią RE rozpocząłem od drugiej części trylogii, którą miałem przyjemność przetestować na PSX, a której klimat grozy do dzisiaj uważam za wzór dla innych gier tego gatunku. W późniejszym czasie miałem okazję wrócić do tego tytułu, jak i zagrać w pierwszą odsłonę cyklu, tym razem na ekranie komputerowego monitora. Z przykrością stwierdziłem, że daleko im do oryginalnych wersji. No cóż, monitor to nie 25 calowy telewizor, a dźwięk z głośniczków nie umywa się do tego z wieży. Co gorsza, konwersje z Playstation wykonano po najmniejszej linii oporu i na każdym kroku tła raziły niską rozdzielczością i wielkimi „kaflami”. Szczęśliwie pozostała esencja gry, czyli klimat.

Właściwie wszystko to samo można powtórzyć o najnowszej odsłonie tej kultowej gry na komputery osobiste.

Residen Evil 3: Nemesis należy potraktować jako uzupełnienie całego cyklu. Grę rozpoczynamy półtora miesiąca po wydarzeniach znanych nam z pierwszej części i tuż przed tymi z drugiej. Wirus T, wytworzony przez korporację Umbrella rozprzestrzenił się po całym Raccoon City, zamieniając jej mieszkańców w żywe trupy spragnione ludzkiego mięsa i krwi. Nikt nie jest w stanie zatrzymać narastającej fali terroru, nawet specjalne oddziały policji i najemnicy korporacji są bezsilni wobec nienaturalnego zagrożenia. Pozostali przy życiu mieszkańcy rozpaczliwie szukają schronienia lub ucieczki z tego piekła. Wśród nich jest bohaterka pierwszego RE, Valentina Jill, dla której koszmar ponownie stał się rzeczywistością.

Trzecia część „rezydującego zła” nie odbiega zbytnio od schematu, do którego przyzwyczaili nas panowie z Capcom’u. Nadal mamy do czynienia z hybrydą strzelanki oraz gry zręcznościowej z przygodową (z naciskiem na tą pierwszą), gdzie akcja jest prezentowana z różnych ujęć kamery. Mogę się nawet pokusić o stwierdzenie, że jest to swego rodzaju RE2 deluxe. Dlaczego? Na samym początku, gra po raz kolejny rzuca nas na obszar Raccoon City. Poruszając się po ciemnych zaułkach i pustych ulicach miasta mamy nieodparte wrażenie, że gdzieś już to widzieliśmy. Lokacje jak żywo przypominają te z poprzedniej części – przyjdzie nam nawet odwiedzić posterunek policji znany z RE2. Choć tutaj jest to raczej ukłon w stronę weteranów serii, niż wtórność autorów. Na szczęście w późniejszych etapach lokacje są już bardziej zróżnicowane i z ręką na sercu trzeba przyznać, że są wykonane niezwykle starannie, z dużą liczbą szczegółów i dobrze oddają charakter prezentowanego miejsca.

Także sterowanie i menu inwentarza pozostało prawie niezmienione, więc doświadczeni gracze odetchną z ulgą, a początkujący cierpliwie poświęci dobrych kilka minut na zaznajomienie się z obsługą 5-6 klawiszy.

Recenzja pierwszego epizodu gry Life Is Strange: Before the Storm – klimatyczny powrót
Recenzja pierwszego epizodu gry Life Is Strange: Before the Storm – klimatyczny powrót

Recenzja gry

Studio Deck Nine podołało. Before the Storm nie ustępuje oryginalnemu Life Is Strange, już w pierwszym odcinku oferując równie melancholijny klimat, świetną ścieżkę dźwiękową oraz plejadę barwnych postaci.

Recenzja gry Observer – V Rzeczpospolita Cyberpunkowa
Recenzja gry Observer – V Rzeczpospolita Cyberpunkowa

Recenzja gry

V Rzeczpospolita Polska, schyłek XXI wieku i Rutger Hauer w roli Daniela Lazarskiego, detektywa posługującego się niekonwencjonalnymi metodami śledczymi. To kolejny, po Get Even, dobry polski symulator chodzenia.

Recenzja gry The Walking Dead: A New Frontier – spadek formy
Recenzja gry The Walking Dead: A New Frontier – spadek formy

Recenzja gry

A New Frontier nie przypomina pełnoprawnej kolejnej odsłony fenomenalnego cyklu The Walking Dead. Wygląda raczej na zrobiony na szybko, pełen dziur fabularnych i miałkich pomysłów wypełniacz przed ewentualnym prawdziwym trzecim sezonem.

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
21.04.2001 02:57
FramZeta
44
Konsul

Według mnie najlepszą częścią Residenta była jedynka... na drugim miejscu plasuje sie RE3... na trzecim RE@... dlaczego tak? ponieważ jedynka miała najlepszy klimat... tam nie było nastawienia na ogólną wyrzynaninę, wręcz przeciwnie - widząc dwóch Hunterów ( I just love them! ) na ekranie najlepszym rozwiązaniem było zwianie jak najdalej... W RE@ natomiast klimat zdecydowanie opadł i tak jak w jedynce grałem z przeświadczeniem - "ja sam kontra koszmarna rzeczywistość", tak w dwójce - "ja z super giwerą rozwalam wszystko co się rusza"... RE# dałem na drugim miejscu ponieważ bardzo mocno ( czasami wręcz na siłe - jakby autorowi nie chciało się wymyślić czegoś nowego... ) nawiązuje do jedynki - np. pojawienie się Hunterów w pewnym momencie gry i występujących w podobnych warunkach co te z jedynki ( chodzi mi o niewielką przestrzeń pola walki i nikłe szanse na rozpaczliwą ucieczkę... ) Jeśli chodzi o tytułowego Nemesisa, to miast grozy jaką wytwarzał u większości recenzentów, wywoływał on u mnie uczucie zdenerwowania i zażenowania za każdym razem, gdy się pojawiał... dlaczego? to proste... w każdej części Residenta sciga nas główny zły, w dodatku niemalże nieśmiertelny, bo ginie dopiero na końcu całej zabawy... różnica między poszczególnymi częściami polega na tym, że w jedynce Tyrant zjawiał się rzdko, ale jak już się zjawił to rzeczywiście budził grozę... w dwójce gania za nami z kolei Berkin ( czy jakoś tak - stworzenie tego samego pokroju co Tyrant ) i zjawia się częściej niż Tyrant w jedynce, grozę też budzie, lecz mniejszą niż jego poprzednik... a w trójce mamy Nemesisa, który zjawia sie tak często, że staje się to niezwykle monotonne, żenujące, denerwujące, przez co nie do zniesienia - zamiast okrzyku pełnego trwogi wykrztuszałem przez mocno zaciśnięte zęby " cholera! znowu?! " gdy poraz n-ty plastuś pojawiał się na ekranie... Ale ogólnie rzecz biorąc gra się przyjemnie, choć tutaj niestety nie uświadczymy zbyt wielu zagadek ( które stanowią zmienione kosmetycznie zagadki z RE1... ) a gierka okazuje się, podobnie jak RE2, zwykłą masową wyżynaniną, mimo kilku interesujących mini-bossów...

20.03.2004 15:34
odpowiedz
hermin
0
Legend

bardzo fajna gra