Szkoła? Nie, Borderlands 2!
17 378 wyświetleń
(18:00)
4 września 2012
Nie obawiaj się szkoły! Redakcja Przeglądu Tygodnia spieszy z podsumowaniem premier rozpoczynającego się września - a miesiąc ten przyniesie nam hity, które osłodzą nowy rok szkolny. Borderlands 2, remake Baldur's Gate, Mists of Pandaria i nie tylko! (2779)
Ostatnie problemy Ubisoftu nie napawają optymizmem fanów należących do firmy marek, w tym Kuby, który postanowił przyjrzeć się seriom francuskiego giganta, które nie mają już raczej zbyt wielkich szans na powrót.
tvgry
6 lutego 2026
Rusnar zabiera Was w swoją ostatnią podróż, do jednego z jego ulubionych światów. The Elder Scrolls V: Skyrim.
tvgry
2 lutego 2026
W najnowszym odcinku „Pecetowych Dziadów” Adam Kusiak i Przemek Bartula wracają po kilkumiesięcznej przerwie, tłumacząc swoją nieobecność problemami zdrowotnymi oraz restrukturyzacją w firmie. Prowadzący omawiają tytuły ogrywane zimą. Adam wspomina o strategii Operational Art of War 4, co prowokuje dyskusję o trudnościach w odwzorowaniu roli dronów we współczesnych grach wojennych. Przemek chwali The Alters od 11 bit studios za innowacyjny gameplay z klonami, a Adam poleca News Tower – wciągającego „tycoona” o prowadzeniu nowojorskiej gazety w latach 30. Istotną część rozmowy zajmuje Alien: Rogue Incursion. Choć Przemek docenia klimat gry, dyskusja przeradza się w krytykę technologii VR jako ślepej ścieżki rozwoju. Panowie wymieniają też uwagi o ARC Raiders (narzekając na brak poczucia ciągłości świata) oraz Kingdom Come: Deliverance 2, które mimo błędów technicznych zachwyca ambicją i fabułą, w odróżnieniu od gier Ubisoftu.
tvgry
3 lutego 2026
GOG ma nowego właściciela. Ale czy to spowoduje, że będzie gorzej, czy może lepiej? Nad tym wszystkim myśli dzisiaj Kuba Paluszek.
tvgry
20 stycznia 2026
Hard West to sfinansowana na Kickstarterze polska produkcja, która rozgrywa się na Dzikim Zachodzie podlanym szczyptą okultyzmu. Tutaj mieszają się typowo westernowe historie o zemście z demonicznymi wydarzeniami. Najważniejsze jest jednak to, że gra wypada bardzo dobrze – wciąga i cieszy trafionymi pomysłami.
tvgry
22 listopada 2015
Hidden and Dangerous 2 to gra mocno zapomniana przez wielu graczy, a kiedyś podbijała polski rynek. Twórcy Mafii stworzyli sequel, który był wyjątkowy na rynku strzelanek.
tvgry
28 stycznia 2026
Porozmawiajmy o historiach z gier, które miały na nas niesamowity wpływ!
tvgry
30 stycznia 2026
To ostatni Paluszek Rusnara więc pogadajmy o jednej z naszych ulubionych gier - Assassin's Creed 2
tvgry
20 stycznia 2026
Premiera najnowszej odsłony przygód Wiedźmina już za nie długo. Co fascynuje w tej postaci? Czym różni się od innych bohaterów fantasy? Brzydki, pełen brutalności świat przyciąga tych, którym przejadła się cukierkowata "wysoka fantastyka". Geralt to zdecydowanie nietuzinkowa postać, z którą gracz może się zidentyfikować.
tvgry
24 marca 2015
Z wyrazami najwyższego szacunku dla "starego" tvgry https://www.youtube.com/watch?v=QeM-5CevgYg
tvgry
21 stycznia 2026
Ja pamiętam czasy gdy się jeszcze na Amidze śmigało w Cannon Fodder 2. Miałem w niej swoich ulubionych żołnierzy, którymi byli JOOLS, JOPS, JL, STU, RJ i JONNY. Grając nimi gra sprawiała mi ogromną radość gdy dostawali awans, ale jednocześnie był to dla mnie wielki stres bo chciałem by nie zginęli. Strasznie frustrowało mnie jak któryś z nich zginął. A jak zginęli oni wszyscy to ze wściekłości wyłączałem komputer i zaraz włączałem i zaczynałem grę od nowa; bo bez moich ulubionych żołnierzy nie chce mi się grać. Nigdy przez to nie przeszedłem całej gry, dochodząc tylko do 15 misji; ale ile radochy sprawiało mi grać nimi. Dziś już takich gier się nie robi, gdzie żołnierze mają imiona i się do nich przywiązujesz chcąc by przeżyli. Dziś w grach wojennych wszyscy są anonimowi, toteż jak giną nie czuje żalu.
Pewnego dnia razem z kuzynem postanowiliśmy rozegrać mały turniej w FIFE 11 na symboliczne pieniądze. W jednym z meczów nie sprzyjało mi szczęście. Przegrywałem 1-0 do 82 minuty i nagle miałem "pewną bramkę" - dwóch zawodników na bramkarza. Postanowiłem jednak nie podawać do lepiej ustawionego partnera i strzelić w krótki róg. Piłka odbiła się od słupka i wpadła prosto w ręce bramkarza. Tak się wkurzyłem, że kopnąłem z całej siły w biurko i chwycił mnie skurcz w prawej nodze. Usunąłem się z krzesła i dobre 5 minut leżałem na ziemi. Co najlepsze mój kuzyn grał dalej nie wiedząc, że druga osoba nie gra i strzelił mi na 2:0. Było to moje najbardziej bolesne (fizycznie) wkurzenie się na grę jakie pamiętam.
Najbardziej frustrujący moment................cóż było ich kilka i można by tu wymieniać: wspomniany chociaż by wyścig z pierwszej Mafii, misje z Driver-a II gdzie trzeba było zepchnąć przeciwnika do jeziora, max-owanie Crash-a na PSX, czy też cała seria frustracji jakiej człowiek doświadczał grając w pierwszego Resident Evil na leciwym już PSX. Mi w pamięci zapadł jednak inny moment, czy równie denerwujący jak wspomniane powyrzej ?? Chyba nie do końca, a jednak pamiętny. I znów cofamy się do czasów PS 1, gierki MGS i sławetnej walki z Psycho Mantis-em, w której by pokonać owego delikwenta trzeba było przełożyć pad z gniazda Player 1 do Player 2. Co to dawało, a to, że nasz przeciwnik nie potrafił już czytać nam w myślach i spokojnie mogliśmy się z nim rozprawić. Jak na tamte czasy takie wstrzyki robiły robotę a ja dopiero po kilku dniach dowiedziałem się co należy zrobić by bosa pokonać i to z austriackiego pisma o grach LoL Dobrze, że gazetka nie stroniła od obrazków bo w tamtych czasach to z niemieckim było cieniutko. Tak więc to jest mój powiedzmy "najbardziej frustrujący moment"
PS: Spoko przegląd, klarowny i rzeczowy. POZDRAWIAM

Rzutem na taśmę chciałem podzielić się swoim chyba najbardziej frustrującym momentem w grze i spróbować swoich sił w konkursie. Można powiedzieć że rok 2007 był strasznie wkurzający Kidy to biurko oberwało parę razy a myszka od walenia w nie tylko podskakiwała a miało to miejsce przy graniu w grę Call of Duty 4 Modern Warfare na poziomie trudności Weteran, a konkretnie w misji Pt.” One Shot, One Kill” czyli po polsku „Jeden strzał, jeden trup” i jeszcze dodatkowo była to misja o nr 13 w tej części gry czyli pechowa 13. Dla tych co nie pamiętają dokładnie jest to misja kiedy musimy czekać na helikopter ratowniczy wraz z rannym na plecach kapitanem Macmillan –em w Czarnobylu. Miałem z tą misją wiele trudności bo wtedy nie miałem jeszcze internetu i nie mogłem posiłkować się poradami jak przejść tą misję ale ostatecznie sam się z nią uporałem. Drugim natomiast również frustrującym tytułem ale to z winy komputera był Wiedźmin 1 w którego grałem tak jaki i w COD-a 4 na komputerze o parametrach :Procesor AMD Athlon 2200+ 1,9 GHz, RAM 1GB, i Grafika 128 na 128bit strasznie cięło zwłaszcza w Wyzimie która płonęła i długo się ładowały lokacje, ale grę przeszedłem na starym PC a potem kupiłem nowy sprzęt który do teraz jest dobry i Wiedźmin 2 chodzi bez zarzutów. Oto moja historia . Teraz przy odrobinie szczęścia chciałbym zmierzyć się z nagrodą główną którą jest Dark Souls ponieważ nie mam konsoli i nie miałem okazji jej sprawdzić.
Hmm... miałem parę takich frustrujących momentów. Ale najbardziej zapadły mi w pamięć: wspomniany wyścig z Mafii i ostatnia walka ze Śniącym, w Gothic-u. Oczywiście klawiatura do wyrzucenia i wyraźne uszkodzenie w biurku. Jeszcze większa była moja złość, gdy kolega mi powiedział, że gdy rozwali się Stary Obóz (oczywiście mi się nie chciało) to kowal może ulepszyć znacznie zbroje. Chyba pół miasta mnie usłyszało :D Śmieszna sprawa była przy wyścigu z Mafii. Grałem razem z bratem (jako że, nie mogliśmy rozstrzygnąć kto będzie pierwszy przechodził, postanowiliśmy przejść razem), próbowaliśmy razem, darliśmy się w wniebogłosy. Pomagali nam tato, drugi brat nawet mama próbowała. Po latach, wspaniałe wspomnienia :)
Dla mnie najbardziej frustrujące było pokonanie Ming Xiao w Vampire The Masquerade: Bloodlines. Pod koniec gry zamieniała się w ślimako-ośmiornice i kiedy ciachałam ją moją kataną to jej odrąbane macki zamieniały się w jej klony i mnie atakowały. Najprościej było ją ustrzelić, ale moja postać specjalizowała się w walce wręcz, ponadto nie miałam broni palnej (normalnie jej nie używałam) ani pieniędzy żeby takową kupić (wszystko poszło na pancerz i parę blood packów). W końcu się udało po tym jak obejrzałam walkthrough. Ale byłam szczęśliwa ;-D
Miałem jeszcze sytuacje gdy grałem w hitmana musiałem zabić grupkę gangsterów. Kiedy
zabiłem ostatniego została mi tylko ucieczka, ale weszła ochrona i mnie zabili. Dopiero wtedy okazało się
że przycisk F5 nie zapisuje gry. Musiałem zaczynać od nowa. Po tym usunąłem grę i nigdy w nią nie zagrałem.
Jako, że obecnie jestem człowiek spokojny, nie zdarza mi się aż tak denerwować aby niszczyć swoje otoczenie. Inaczej sprawa miała się jednak gdy byłem młodszy. Gry, takie jak na przykład Mario, potrafiły mnie doprowadzić do niemałej furii. No bo wyobraźcie sobie, biegnę na max speedzie, a tu nagle dziura, której nie udaje mi się na czas przeskoczyć. Ok, ale gdy taki manewr powtarza się kilkukrotnie ..i to w tym samym miejscu, to młodego człowieka może to doprowadzić do niemałego rozstrojenia nerwów. No albo wpadasz na potworka z podobnych przyczyn. Swoją drogą mój pegazus miał kształt klawiatury, więc nie obyło się bez walenia pięściami w nią. To były czasy…
Jedną z najgorszych chwil w moim graniu była misja w GTA VC. Była to misja w wytwórni filmowej z rozsyłaniem ulotek starym samolotem. Przechodziłem ją dwadzieścia razy, i kiedy już wiedziałem jaką trasą lecieć i pod koniec został mi jeden punkt ta zahaczyłem o budynek, samolot spadł i się spalił i musiałem powtarzać misję. Ale za to jaka była satysfakcja po przejściu misji.
Momentów frustrujących w mojej "karierze" grania w gry nie było od groma, ale kiedy już jakieś się pojawiały, to... no cóż, klawiatura musi być czasem wymieniana, a fakt uderzania w nią nie ma nic do rzeczy...
W każdym razie, chodzi o grę Warcraft III. Nawiązują do dużych kartonowych boksów, które nie każdy pamięta, to na mojej szafie wściekły ork stale obserwuje mój pokój. Ale do rzeczy: chodzi o misję, w której wcielając się w nieumarłych należało chronić portalu, przez który miał przejść Archimond(ten duży i zły). Trzeba było przez pół godziny odpierać ataki ludzkich wojowników, którzy z uporem osła starali się zaprzepaścić przybycie demona.
Pomijając fakt, że 3, może 4 razy moja fortyfikacja padła po niespełna 15 minutach nie zatraciłem wojennego ducha i nie poddałem się. Konsultowałem się z kolegami w sprawie taktyki rozstawiania wojsk, w Internecie sprawdziłem jak inny ludzie poradzili sobie z misją i pewny siebie wróciłem do gry. Wszystko szło dobrze do 22 minuty, wtedy moja obrona zaczęła się łamać, ale wciąż wytrzymywałem napór przeciwnika. Po 28 minutach nie miałem się praktycznie kim bronić, Athras biegał ściągając na siebie uwagę innych odciągając ich tym samym od portalu i, uwaga, 4 sekundy przed końcem misji jakiś czołg(jedna z jednostek przeciwników) zniszczył portal, 4 SEKUNDY, WYOBRAŻACIE SOBIE, 4!!!1. To były czasy, kiedy gry nie miały checkpointów, musiałem wrócić do zapisu z połowy rozgrywki i mimo, że następne podejście było już udane, to te 4 sekundy prześladowały mnie bezlitośnie.
cóż, w grach jest wiele frustrujących momentów, zwłaszcza Bossów, czy choćby upierdliwców(zawsze choć jakiś jeden radzaj takiego się znajdzie w FPSie) a ostatnio to coraz mniej mam cierpliwości do porażek, zastojów itp problemów w grach; jednak najbardziej frustrującym momentem jaki mi chyba zapadł w pamięć to z gry Król Lew na Pegasusa w którym to chyba na trzecim levelu był zjazd i wspinaczka po wodospadzie i nijak nie mogłem doskoczyć do pewnej półki i zaczepić się pazurami(jeszcze młodym wtedy Simbą); mój problem doprowadził mnie do płaczu w ramionach rodziców(miałem jakieś 10 lat), marudzeniem kolegom, kuzynom oraz innym z rodziny, co oczywiście sprzyjało tematowi, że gry są złe, wzbudzają złość, płacz, nienawiść, bla bla ;) także więc zapraszałem każdego, kogo mogłem z grywających na podobnych sprzętach aby mi pomógł ale zarazem wolałem sam to przejść :), no i chyba po 3 dniach jakoś się udało, chociaż spadłem od razu z owej półki ale nadzieja była i nowe siły, więc dało potem rade
dużo osób grało i zna tę grę, chyba nie muszę wspominać jaka była trudna dla dziecka wtedy, zwłaszcza ostatnie poziomy wspinaczkowe oraz pojedynek ze Skazą :]
Przypomina mi się jak kiedyś na moim starym komputerze potrafiłem grać w GTA3 przy chyba 2 FPS-ach, strasznych lagach, zmienionych kolorach i trwającym niezwykle długo filmiku wprowadzającym. Mimo ogromnej frustracji, nie potrafiłem się oderwać od gry. Podobnie było z Heroes IV, który co chwile się zawieszał i trzeba było resetować kompa. Teraz gdy gra ma lekkie spadki FPS-ów, już jest niegrywalna. Wracając do Heroes, dawno temu gdy brat pomagał mi w grze z przyzwyczajenia zapisał grę na save swojej długo przechodzonej z trudem kampanii. Do dzisiaj widzę złość w jego oczach, gdy wspominamy o Heroes :)
Resident evil : code veronika
Konkretnie chodzi o scene z rozbrajaniem bomby i otwarciem wszystkich drzwi na końcu gry. Kiedy gra dopiero co się pokazała na PS2 razem z ojcem przechodziliśmy bez solucji. Wtedy jeszcze internet raczkował w polsce ;) Męczyliśmy się chyba prawie miesiąc ze znalezieniem kodu do bomby. Wkońcu wziąłem pudełko od RE i wyrzuciłem przez drzwi od pokoju. Niestety lecąca gra trafiła po drodze na brata. Gdy wszedł do pokoju powiedział, żeby wpisał może to co widnieje na opakowaniu, czyli VERONICA. Okazało się, że był to strzał w dziesiątke (dosłownie ;) )
Kiedyś miałem takie momenty przy grze Need for Speed Most Wanted. Pamiętam to jak dziś. Po około godzinie walki z ostanim bossem czyli Razorem w ostatnim wyścigu wysunąłem się na prowadzenie i zapowiadało się, że wygram. Już ciesząc się z wygranej zbliżałem sie do ostatniego zakrętu gdy nagle wyjechał mi z naprzeciwka jakiś samochód. Oczywiście nie zdążyłem już go minąć i zderzyłem się czołowo a Razor mnie wyprzedził i wygrał. Pamiętam, że rzuciłem wtedy myszką bo była najbliżej. Byłem tak zły. Do tej pory nie przeszedłem tej gry bo po tym wydarzeniu przestałem grac w NFS:MW. Pozdrawiam.
Najbardziej frustrujący moment jaki przeżyłem w grach wideo, był za sprawą Fify 12, a pamiętam go jakby to było wczoraj...
Zawsze gdy tylko zasiadałem wspólnie przed konsolą razem z moim bratem, niemal za każdym razem dostawałem od niego wirtualny łomot. Pewnego dnia postanowiłem, że nie zagram z nim, dopóki nie będę na to gotowy.
Po blisko dwumiesięcznym treningu ze sztuczną inteligencją, innymi graczami oraz doskonaleniem tricków i zwodów, w końcu zaproponowałem mojemu bratu mecz. Był on dla mnie szczególnie ważny, więc wybrałem sobie swoją ukochaną zagraniczną drużynę z najwyższej ligi oraz ulubiony stadion. Byłem lekko stremowany lecz równie zdeterminowany, gdyż bardzo chciałem odpłacić bratu za moje wcześniejsze bolesne porażki.
Po około 25 minutach, było już po wszystkim - przegrałem wysoko bo aż 5:0. Miałem ochotę zapaść się pod ziemię, a całe starania i trening poszły na marne... Gdy tylko wyłączyłem konsolę, poszedłem do drugiego pokoju gdzie dałem upust emocją jedynie na poduszce, lecz gorycz porażki zapamiętam prawdopodobnie na całe życie...
No cóż.... Było kilka takich sytuacji.Ale najbardziej pamiętny jest Wilczy Szaniec.Nie wiem jakim cudem udało mi się przejść 3 poziomy . Podczas każdego zakrętu przeciwnicy wyłaniali się nie wiadomo skąd . Ani eliminowanie wszystkich przeciwników ani penetracja każdego pokoju i kąta nic nie dawała . Po prostu tak btyła zrobiona gra - po każdym zakręcie wymuszała na graczu nienaturalne zachowania-byc może producenci chcieli wywołać efeky "zaszczucia"?W każdym razie to sprawiało że chciałem wbić klawiaturę w monitor.Najgorszy był debilny tekst mordującego mnie Niemca gdy zapomniałem się odwrócić: "Nie ruszaj się półkowniku!" kiedy byłem już martwy.Teksty były po prostu mega frustrujące.To było moje najgorsze doświadczenie związane z grami wideo .
Może nie był to najbardziej frustrujący moment w moim życiu gracza ale przyszedł mi do głowy jako pierwszy. Czasy PlayStation i Metal Gear Solid, gra którą przeszedłem bagatela 16 razy... Za każdym razem przeżywając piekło podczas walki z Psycho Mantis'em. Od 20 do 30 minut walki z własną cierpliwością podczas trudnych sekwencji ataków tego bossa, szczególnie na wyższych poziomach trudności (hard i extreme) wyciskały ze mnie siódme poty. Dopiero po kilku latach od tamtych pamiętnych chwil wyczytałem gdzieś, że wystarczyło podpiąć pad pod drugi port aby dzięki takiemu podstępowi Mantis nie mógł "czytać" w myślach Snake'a i uczynić walkę sprawiedliwą. Wzdrygnąłem się na samą myśl o męczarniach z tym draniem, po czym odkurzyłem konsolę i zemściłem się na bydlaku rozgramiając go w kilka chwil =] Tyle może nie zbyt oryginale wydarzenia ale odcisnęły piętno w moim umyśle.
W pamiętny sobotni wieczór zacząłem ostro grać w GTA IV i nadeszła ta chwila gdzie musiałem skończyć a mianowicie misja ze sterowanie helikopterem między wieżowcami i dodatkowo zestrzelenie wrogiego helikoptera to była masakra podchodziłem do tej misji chyba z 10 razy jak nie więcej i na tej misji skończyłem gta :-[
Hmm... Moja najbardziej frustrująca przygoda z komputerem była raczej natury technicznej niż błędu w jakiejś grze :). Otóż ładnych parę lat temu miałem stary monitor CRT 15". Pewnego razu podczas gry w Red Alert 2 z kumplami przez sieć zniknął mi obraz. Jak można się domyślić pierwszą moją reakcją było lekkie uderzenie w jego obudowę. Jakie było moje zdziwienie kiedy po tym zabiegu obraz powrócił. Niestety problem z czasem powracał a za każdym razem musiałem uderzyć go coraz mocniej aby cieszyć się dalej grą. Gdy po którymś naprawdę mocnym pi*****nięciu pękł kineskop niestety musiałem jechać po nowy :). Wiele miesięcy trwała moja walka z nim i wiele przez niego wycierpiałem (raz wybiłem sobie przez niego palec), dlatego został zniszczony w dość znany wielu osobą sposób czyli rzut przez okno :p. Żeby nie było do śmietnika na parterze :).
Pozdro
To było jeszcze za czasów świetności Gothica. Mianowicie doszedłem już do ostatniej lokacji gry. Czekała na mnie walka ze Śniącym. Wszystko dobrze szło jako wprawny wojownik w zbroi z magicznej rudy kładłem to nowych obrońców śniącego. W momencie kiedy miałem zająć się ostatnim sercem wyłączyli prąd w mieście. Myślałem, że wyjdę z siebie, na domiar złego po wznowieniu gry, gdy nastała światłość okazało się, że mój save się zepsuł. A wcześniejszy był koło wieży Xardasa, przed zdobyciem zbroi. Słowa nie wykażą mojej złości w tamtym czasie, jako że trochę czasu minęło, to ochłonąłem.
Ahh kiedys podczas rankingowego meczu w sc2 grajac protosem wybronilem push terrana skladajacy sie z marinow i marauderow i expansja byla bezpieczna, zaczalem techowac do collosi kiedy nadszedl drugi push naszczescie mialem juz gotowego collosi zaznaczylem go i puscilem na attack movie do expa, po jakies chwili zorientowalem sie ze cos go nie widac i zaczalem przegrywac, wydawalo mi sie ze zle wydalem mu polecenie wiec zrobilem to jeszcze raz, w tym czase expansja padla, a ja zorientowalem sie ze kolosus zablokowal sie o pylon i nie moze wyjsc z okolic robo facility, przegralem gre w przyplywie gniewu trzaslem w blat i klawiature ktora rozleciala sie na pol, blat spadl na ziemie z wyrwanymi prowadnicami, do dzis nie wiem jak collosi ktory wchodzi na high ground moze zablokowac sie o pylon...... teraz mam klawiature razera i raczej tego bledu nie popelnie drugi raz
Dobrych kilka lat temu, za moich niewinnych, dziecinnych lat zagrywałem się w gry z czasopisma "Świat przygód z Hugo" (jest to jeszcze w ogóle :d ?). Z uwagi na moje totalne laictwo frustrowałem się praktycznie przy każdej, ale najbardziej w pamięci utkwiła mi produkcja "Jaskinowiec", dodajmy platformówa. Tak waliłem pięściami stół, że dostałem karę na granie na tatowym laptopie.
Moim najbardziej frustrującym doświadczeniem jeśli chodzi o gry wideo jest to misja z Arnie na commodore 64 przez którą zakończyłem przygodę z ta platformą. Przez kilka godzin udawało się przechodzić przez kolejne poziomy walczyć z podstawowymi przeciwnikami jak i z bossami, aż w jednej po utłuczeniu wszystkich lebiod i tego nieszczęsnego bossa z nie wiadomo skąd pojawił się najsłabszy przeciwnik i tak bezczelnie zabił mnie. Wtedy z rozpaczy rzuciłem joystick-iem który jakimś cudem w radio trafił to spadło na figurki porcelanowe które zbierałem. Zdenerwowany podchodzę szybko zobaczyć czy coś jeszcze da się uratować i przy okazji staję na opakowaniu od Arniego odruchowo szybko nogę podnoszę i palcami uderzam w kant szafki i lecę w tył bo równowagę straciłem i spadam na drugi joystick. Ból, krzyk, rozpacz towarzyszyły mi przez kolejne godziny ze starty sprzętu do grania i mojej kochanych figurek. Pomimo że joysticki sobie naprawiłem odłożyłem commodore 64 i już od tego czasu nie grałem na nim.
Jak już jesteśmy przy słabych portach na PC to pamiętam GTA IV, finałowa misja kiedy Nico musi wspiąć się na helikopter. Wale w klawisz Space ile wlezie, ale nic się nie dzieje i tak chyba z 10 razy zaczynam misję od początku. Myślałem że szajby dostanę. Potem przeczytałem na jakimś forum, że ten QTE jest pod konsolowe 30FPS i musiałem FRAPS'em ograniczyć sobie ilość klatek. Misję zrobiłem, ale dalej byłem wściekły, że takiego babola mi Rockstar sprzedał...
pamiętam raz w życiu gra doprowadziła mnie do takiej wściekłości że rozwaliłem biurko mianowicie w wieku jakichś 10 lat grałem w grę Hype The Time Quest gra ta miała może jak ktoś pamięta trochę toporne sterowanie i po tym jak n-ty raz spadłem w tym samym miejscu w przepaść czy coś w ten deseń tak mocno walnąłem głową i rękami w klawiaturę że wysuwana półka pod klawiaturę skończyła swój żywot w 2 kawałkach. Najgorsze było to że po tym zdarzeniu miałem srogi zakaz gry na kompie przez miesiąc a potem wydzielane godziny grania.
Najbardziej frustrujący moment? Strata postaci czarodziejki HC czyli zawodowca w diablo 2 (poziom coś ponad 85). Były to czasy jeszcze sprzed dodatku. Robiąc koledze taxi na hellu dołączył się jakiś jego kolega, który niby również chciał taxi, a jako, że gra była na hasło to nawet nie sprawdziłem kto to dokładnie. Po chwili, straszny dźwięk - okazanie wrogości, byłem w takim szoku, że nawet nie zareagowałem no i zgon. Myślałem, że mnie rozniesie, kolega przestał być kolegą a mi pozostał smutek, nigdy już potem nie osiągnąłem takiego poziomu na HC (mowa o diablo 2 przed dodatkiem).
Najbardziej frustrujący moment to... tadam tadam... Agent Gliniarz! Cały czas pamiętam, że w momencie odpalenia gry za żadne chiny nie wiedziałem o co chodzi i co trzeba w tej grze robić. Do tego gra odrzucała grafiką oraz mechaniką. Był to najgorszy Bożonarodzeniowy prezent jaki w życiu dostałem :P. Pozdro
Momentów frustracji podczas grania miałem całkiem sporo. Ciężko wyprowadzić mnie z równowagi, ale czasami się to udaje. Najbardziej denerwują mnie totalni debile w League of Legends. Każdy kto choć raz odpalił tę grę, doskonale wie że samemu meczu się nie wygra i wszystko zależne jest od pracy zespołowej. Nie potrafię zrozumieć co kieruje ludźmi, którzy trolluję grę i ją zwyczajnie niszczą. Widziałem już wiele rzeczy w LoL-u, ale co jakiś czas, pewien idiota wymyśli zupełnie nowy sposób na zepsucie zabawy, co wiąże się z przegraną meczu. Rozumiem to jeszcze na normalnych grach, ale w rankingowych dostaje czasami takiej frustracji, że przez kolejny dzień chodzę wkurzony. Ale to przypadłość większości gier multiplayerowych.
Grałem w Batmana Arkham City na najtrudniejszym poziomie trudności. Miałem trudność z pokonaniem Freza i uderzyłem ręką w fotel . Złamałem rękę.
Pozdrawiam.
Najbardziej frustrujący moment w moim życiu, który przeżyłem odbył się w grze "Airfix DogFighter". W momencie 1 misji w "alianc'ach" przy każdej próbie zabijany byłem przez czołgi po zleceniu na dół. Po jakiś 20 próbach płyta z grą poleciała przez okno. W szkole kolega powiedział mi że wystarczyło ominąć bazę "OS" przelatująca na barierka schodów. Po matmie urwałem się ze szkoły po znalezieniu płyty grałem jakieś dobre osiem godzin. ^^
Mój chyba* najbardziej frustrujący moment w mej ,,graczowskiej karierze" zdarzył się w... jednej z części GTA. W jakiej? San Andreas. Yhm, konkretniej szkoła latania, a jeszcze konkretniej zadanie ,,kołowanie nad lotniskiem'' (czy jakoś tak). Oczywiście to było kilka lat temu, a więc byłem dość młody (miałem jakieś 10-12 lat, tak wiem - za młody na takie gry, przepraszam :( ) i każdą porażkę bardzo przeżywałem - smutek, rozpacz, wściekłość itp. :). Wyprobówowałem wiele technik, zmieniałem w którą stronę trzeba kołować (można było to sobie wybrać przy rozpoczęciu zadania). Byłem jednak wytrwały - próbowałem przez dużo godzin, chyba** nawet dni i udało mi się. Ale po to by się dowiedzieć że muszę to zrobić jeszcze raz tylko z lądowaniem. Na szczęście to okazało się dla mnie łatwiejsze. Co ciekawe na konsoli gdy doszedłem do tego zadania to chyba** nie było takie trudne, a ten co częściej gra na klawiaturze i myszce (czasami nazywany pecetowcem:)) różnie radzi sobie z padem.
*,,chyba'' bo ciężko jest zmierzyć frustrację, chyba :)
**,,chyba'' bo dokładnie nie pamiętam :( przepraszam
Grałem w Super Meat Boy i podczas przechodzenia jednego z końcowych poziomów po n-tym failu byłem tak sfrustrowany, że wziąłem do ręki kubek która stał na moim biurku i wyrzuciłem go przez okno. Jak sie okazało w kubku była herbata a okno było zamknięte ; P
Przyznam się że to nie był mój frustrujący moment, lecz kolegi, ale bardzo mnie rozśmieszył. Gdy w Wiedźminie 2 toczył walkę z Letho w pierwszym akcie, kojarzycie jaka ciężka i długa, otóż był już tak sfrustrowany że rzucił w niego koło 50 petard jedną za drugą, w ciągu kilku sekund załatwił sprawę.
Moja najbardziej frustrująca sytuacja z gier była w TMNT (na podstawie filmu animowanego z 2007r.). Gra była w dużym stopniu platformówką i w mniejszym bijatyką. Gra była tak zrobiona że od czasu do czasu zmieniała się kamera. Pamiętam trzeba było z dachu skoczyć na trzy jakiś dymochody. Problem był taki, że kiedy zaczynałem skok z dachu trzymając "grzybek" padu w lewo, to kamera nagle przełączała się za plecy bohater i ja zawszy lądowałem po lewej stronie od dymochodu.
W moim skromnym mniemaniu najbardziej frustrujący moment podczas grania to zacinanie się gry, lagi, brak prądu etc. chodzi o coś, co na krótki lub też czasem dłuższy okres uniemożliwia rozgrywkę. Nie raz zdarzało mi się, że podczas przechodzenia najtrudniejszych etapów gry wyłączał się w całym domu prąd (złośliwość rzeczy martwych, bo nie wiedzieć czemu zawsze były to etapy, które powtarzałem wielokrotnie, a jak już byłem bliski ukończenia to coś niespodziewanego musiało mi przeszkodzić). W takcie takiej chwili, kiedy ekran gaśnie lub wszystko na chwilę zamiera, nasuwa mi się tylko jedna myśl, mianowicie WTF? a później jest już wybuch niekontrolowanej agresji:P Na szczęście poza mocnym pierdut pięścią w blat biurka nic nie robię i komp wychodzi z takich starć w jednym kawałku ;)
Moim najbardziej wkurzającym przeżyciem w grach wideo było jak grałem sobie w assassin creed brotherhood gdzieś już10 godzinę i miałem właśnie zrobić ostatnią misje z zabiciem papieża aż tu nagle biegnąc po budynku wpadłem w tekstury i nie mogłem wyjść a jak wyszedłem z gry to się okazało że gra ma błąd i nie zapisuje stanu gry. Pozdrawiam
W czasach PSX moją pierwszą grą, którą kupiłem wraz z konsolą była gra zatytułowana Tai Fu: Wrath of the Tiger. Niestety z powodu ograniczonych funduszy nie było mnie stać na Memory Card do konsoli z czym związane jest chyba najbardziej frustrujące wspomnienie. Wyobraźcie sobie, że po wielu męczonych dniach grania non stop (nie ma save'u, brak karty) nareszcie udało mi się dojść do ostatniego boss'a (był to taki niebieski smok), jako, że mieszkam w kilku tysięcznej miejscowości (domek jednorodzinny) zdarzają się rzeczy typu chwilowe odcięcie dostawy prądu. Zgadnijcie, w którym momencie. Tak jest. Dokładnie w trakcie walki ze wspomnianym bossem. Krzyk, płacz i popsuty pad, miesięczna przerwa od grania na PSX.
- absolwenci studiów pedagogiki i psychologi łączcie się!!! ile tu jest przypadków do badania klinicznego. Frustrujący moment kiedy komputer PC się wiesza i resetuje i masz niebieski ekran śmierci , wtedy nic nie pograsz i nie ma mowy o wyjątkowo frustrujących sytuacjach. Mam szklany blat więc za dużo roboty by było ze zbieraniem szkła.
Najbardziej mnie denerwowało Diablo III na Inferno. Był taki moment kiedy się menczyłem z final bossem. Grając samemu tak się wkurzyłem że rzuciłem myszką w monitor. Naprawa była droga a Diablo skończyłem na Inferno dopiero z kolegą. Monitor i myszka razem kosztowały mnie prawie 2000zł. Było więcej takich momentów np. wspomniany wyścig z Mafii , rozwalenie pada właśnie przez Dark Souls, denerwujące było też Daggerfall ( jak gra się nie crashowała przez więcej niż 45 min cały czas bałem się tylko o to żeby się nie scrashowała zaraz ), ciekawe były też moje pierwsze momenty w Gothicku. Najbardziej frustrująca sytuacja była chyba podczas walki z Dahaką w Prince of Persia Warrior Within na hardzie ( rozwaliłem klawiature i jakimś cudem gdy prawie go pokonałem dopadł mnie brak prądu ).
Najbardziej frustrujący moment zapewniła mi moja stara konsola Playstation(PSX). Powodem frustracji był brak karty pamięci. Przez to, że nie posiadałem tego akcesorium nie miałem możliwości zapisu stanu gry. Nie był to problem bo tytułów miałem niewiele i nie wciągały mnie one, aż tak. Pewnego razu postanowiłem odpalić Crasha bandicoota z zamiarem przejścia go całego. Z racji wspomnianego już braku karty pamięci nie gasiłem konsoli na czas każdej przerwy. Konsola dzielnie działała bez wytchnienia przez prawie 80h po czym zawiesiła się przy wczytywaniu przedostatniego poziomu w grze. Moja frustracja wynikała nie tylko z faktu, że byłem na prawie końcu gry gdzie zazwyczaj kończyłem grać w 1/3 ale również z tego, że usmażył się napęd konsoli.
Najbardziej wkurzający moment ? hmm...LAGI !!!
Zagłosował bym na FIFĘ 13, ale jako iż w tym roku nie ma jakiś rewolucyjnych zmian spokojnie wystarczy mi 12. W związku z tym zagłosowałem na Borderlands 2, przeszedłem grę w coopie z kumplem, bawiłem się wyśmienicie i liczę na więcej, lepiej i miodniej. ;)
Pamiętam jak strasznie denerwowałem się podczas grania w grę Need for Speed The Run. Gra cholernie oszukiwała ,samochody przede mną mijałem bez problemu i gdy tylko je wyprzedziłem to magicznie dostawały kopa i mnie mijały albo durne checkpointy które po minimalnym wyjechaniu z trasy cofały i traciłem pozycję. Któregoś razu pochwyciłem płytę leżącą na biurku i cisnąłem nią o ziemie i pękła. Na szczęście to był jakiś pirat :D
To się wydarzyło grając w GTA SA . Miałem około 12 lat przechodząc całą gierke na kodach byłem bardzo podekscytowany źe "Wymiatam" . Gdy Doszedłem do serii misji na cmętarzu samolotów , trafiło się zadanie gdzie mamy obkrążyc wyznaczony obszar i wylądować , kody nie pomagały a nigdy niewiedziałem jak się wysuwa podwozie i ogólnie stererowania samolotem nie ogarniałem . Z tą misją męczyłem się pare dobrych dni nikt nie potrafił jej przejść nawet mój starszy brat nie dawał rady . Gdy moje nerwy już totalnie wysiadały to rzucałem się na łóżko i miotałem pięściami i nogami w nie z całej siły przy tym płakałacząc. To wszystko aż do momentu gdy opanowałem to jedno głupie kółko z londowaniem . To chyba najtragiczniejsze wspomnienie z mojego dzieciństwa jakie pamiętam do dziś.
No to byłoby tak. Jagged Aliance 2, wszystkie miasta zdobyte, walka w stolicy w przedostatnim sektorze. Używałem 2sejvow(quick i wolny slot) w jednym domku przypadkowo zasejwovalem 2 razy w tej samej chwili( przerwanie) po oddaniu tury do pokoju wpadły 4 dzikie koty i 2 najemników i było koniec grania. Tym samym 3 miesiące grania poszło na marne bo nie miałem innych zapisów. A i będąc w ostatnim rozdziale Goticka II na wsypie parę minut przed bosem zapisałem i poszedłem na bronksa. Po powrocie mój współlokator postanowił ze trzeba do sesji siadać i skasował wszystkie gierki( w tym mafie - przedostatnia misja i Myth III 4 misja oraz GTA SA końcówka pierwszego miasta) Można się zdenerwować.
Moje najbardziej frustrujące wydarzenie związane z grami miało miejsce podczas grania w Portala.Po kilku godzinach katorgi z testem 19 tak się zdenerwowałem, że z całej siły uderzyłem w biurko.Na moje nieszczęście znajdowała się na nim hodowla ponad 200 karaczanów szarych (służących mi do karmienia moich gekonów) ;) Pojemnik z nimi spadł na podłogę, a gromada karaluchów rozbiegła się po pokoju.Mimo szybkiej interwencji kilkanaście "uciekinierów" schowało się w obudowie komputera.Próba ich wyciągnięcia zakończyła się zniszczeniem dysku twardego oraz burą od rodziców.
Witam, przychodzą mi do głowy dwa momenty, które denerwowały mnie niesamowicie:
1. Guitar Hero 3 - Robienie utworu zespołu linkin park na poziom Perfect, tak mi się ta piosenka podobała, iż postanowiłem ją ukończyć bez jakiejkolwiek pomyłki. Niestety wtedy nie miałem gitary, ale to chyba dobrze, bo uległa by zniszczeniu, a tak pad rozleciał się na kawałki [*]. Dobrze że nie celowałem w telewizor ;D Od tego momentu wybiłem sobie z głowy przechodzenie piosenek na poziom Perfect. Po 3 tygodniach powtarzania ciągle tego momentu udało się, pamiętam to był sylwester 2011, ze szczęścia aż pocałowałem koleżankę :D
2. CoD: World at War - nie pamiętam dokładnie już misji, lecz na pewno końcówka gry. Agresja pewnego przeciwnika z karabinem maszynowym tylko i wyłącznie na mnie, chociaż obok mnie było pełno ludzi z mojej drużyny, niektórzy nawet stali bez jakiejkolwiek osłony, ale gdzie tam, bo trzeba ciągle strzelać we mnie!
Nawet jak byłem schowany za osłoną, to przeciwnik strzelał we mnie. Przechodziłem ten fragment wtedy z 150 razy. Kląłem, wymyślałem aż nowe wiązanki, ale obeszło się bez jakichkolwiek zniszczeń. Az w końcu pewnego słonecznego dnia, jakimś cudem udało się. Pamiętam że ze szczęścia dzień zakończyłem na butelce 0,5l ;D
Oby dwie gry przechodziłem na starej, dobrej i służącej mi dalej PlayStation 2 :D
Na pewno tych momentów było więcej, lecz to takie, które zaległy mi w pamięci na dobre czasy :)
Najgorszy moment kiedy pamiętam, to kiedy byłem już przy końcu pierwszego Gothica po zapisaniu gry wyłączyłem komputer na przyciski i save poszedł się paść :(. Strasznie się wtedy męczyłem, żeby przejśto bez cheatów i strasznie się wkórzyłem.
Największego doła jakiego przeżyłem, to była chwila gdy przeszedłem Dreamfall - The Longest Journey 2. po zakończeniu tej gry, miałem takiego koszmara w nocy, ze lunatykowałem i skoczyłem z 2 piętra, złamałem sobie w tedy nogę w dwóch miejscach z przeniesieniem,!!!!!!!!!!! nigdy nie zapomnę tego momentu gdy się obudziłem na trawniku i nie mogłem się ruszyć a dalej myślałem o zakończeniu Dreamfall. i jeszcze bardziej chcą mnie wpienić ze nie chcą wydać 3 części
Kilka niezłych gier pojawi się w tym miesiącu. Na pewno będzie w co grać ;)
Dla mnie frustrującą grą był nfs carbon. nie dość że musiałem specjalnie kupić do niego nową kartę grafiki to później cały komputer. Wkurzający był kanion i finał gdzie dawałem się ograć na zakrętach. pamiętam że nad finałem ręce mi drżały przed każdym zakrętem i siedziałem nad nim z dobrą chwilę. Za krótymś tam entym razem tak bardzo przeklinałem, waliłem dłońmi w klawiaturę, a miałem słuchawki na uszach, nawet nie zauważyłem kiedy ojciec za moimi plecami odłączył mi kompa od prądu i kazał mi się przewietrzyć bo coś ten komputer ma zły wplyw na mnie a mial być tylko do nauki:) Ostatecznie mam złe wspomnienia z carbonem, gdyż wtedy mój komp domagał sie formata ale myślalem że zdąże przejść carbona. W trakcie finału pojawił się niebieski ekran:) Trochę mnie poniosło przyznaję wstałem sprzedałem mojemu kompowi kilka solidnych strzałow buta. Gość z serwisu nie wierzył jak mogła pęknąc płyta główna, podobno garta grafiki i pamięc została uszkodzona. Cały komp poszedł do wymiany. obecnie po carbonie wszystkie obecne nfs widziałem tylko w tvgry.pl :)P
Witam ziomki, moja historia to Operation Flashpoint Dragon Rising gdzie, próbowałem przejść gre na najcięższym poziomie trudności dla uzyskania trofeum, pierwszą misje przechodziłem równe dwa tygodnie szlak, mnie trafiał doszłem do drugiej misji gdzie cza było się obronić nie umiałem przejść, ponad 3 tygodnie!!!!!!! wnerwiłem się w ostatnim dniu (SOBOTA) i rzuciłem padem w telewizor LED 42' wiecie jaka była reakcja rodziców :) pół, roku kary na PS3 i kupno tv za własne pieniądze i jeszcze mnie chcieli wysłać do psychiatry.Wiec powiem wam lepiej zmienić gre na inną przy nerwach 97% niż ją próbować przejść
Moją najbardziej frustrującą sytuacją z gier była walka z Omegą Weapon w Final Fantasy VIII podczas pierwszego przechodzenia tejże gry na PSX, było to w roku bodajże 2000. Masakra, po prostu walka była totalnie denerwująca z tą swoją mechaniką, tzn. z monotonność ataków Weapona, chodzi o schemat kolejności ataków, po prostu nie dało rady, bez lekkiego oszukiwania, przejść tego bossa. Oczywiście, było to w czasach gdy gracz musiał samemu dochodzić do różnych sztuczek i tricków w grach. Mimo tej frustrującej sytuacji, gra jest świetna i należy się jej, mimo wieku, wysoka ocena :)
Najbardziej frustrujący moment w grze? W mojej głowie od razu pojawia się tylko jeden obraz. Nieprzespane noce pełne łez, rwania włosów i przeszukiwania solucji... a to wszystko dzięki Half Life 2.
Zapewne mało kto z was pamięta fragment, na którego wspomnienie do dziś przechodzą mnie ciarki. Miało to miejsce podczas ucieczki z miasta, bodajże niedługo po otrzymaniu Gravity Gun'a. Ukryty w kanałach szukając na oślep drogi ucieczki Gordon natrafił na wyjście - drabinę na której krańcu dało się dojrzeć blask słońca. Jedyną przeszkodą stojącą na drodze ku wolności była metalowa osłona drabiny sięgająca połowy jej wysokości. I tu pojawiał się problem. Wszystkie możliwe przedmioty zniesione z okolicy do tego małego pomieszczenia nie starczyły by zbudować konstrukcję dostatecznie wysoką. Na nic zdały się próby walenia łomem, strzelania z karabinu, użycia Gravity Gun'a jak również wysadzenia przy pomocy granatów. Gdy ja i moi bracia myśleliśmy, że już wszystko stracone, nagle jeden z nich zauważył drobny kształt schowany pod taflą płytkiej wody. Po dłuższej analizie stwierdziliśmy jednoznacznie: TAK, TO KŁÓDKA! Co było dalej? To już chyba wydaje się oczywiste. Jeden strzał wystarczył by pozbyć się przeszkody i ruszyć w dalszą drogę, jednak pamięć o tym traumatycznym wydarzeniu pozostała do dziś...
Pozdrawiam
Było to jakoś w 200x roku. Byłem wtedy jeszcze bardzo mały, ale gdy tylko wyjechali rodzice z domu, do pobliskiego miasta, szybko włączyłem komputer i uruchomiłem starą jak świat, grę - "Gorky". Po przegraniu pięciu godzin, nastała noc. Nagle trafiłem na bardzo silnego przeciwnika. Łatwo nie było, lecz gdy już miał skonać, płyta w stacji dyskietek eksplodowała, zabrano prąd i komputer został uszkodzony. Do dziś wspominam tę grę i szkodę jaką mi przyniosła.
Pozdrawiam : )
Moim najbardziej frustrującym momentem był moment gdy grając na psx jako młody chłopak męczyłem się z jednym lvlem w Crash bandicoot (nie pamiętam już, która częśc to była). kiedy w końcu go przeszedłem cieszyłem się bardzo. Mój Nemesis- moja siostra, będąc bardzo małym brzdącem biegała sobie beztrosko po domu w pewnym momencie przebiegła przede mną zachaczając o kabel pada i pociągneła całą konsole za sobą... Konsola uderzając o ziemię poszła w drobny mak... byłem załamany.
Mnie natomiast najbardziej frustrują gry z gatunku wyścigowych.A najbardziej denerwującym tytułem jest Burnout Paradise: The Ultimate Box.Super gra lecz człowiek tyle nerwów,łez,potu jak i 2 klawiatury popsuł na tę produkcję.A wszystko przez to,że bardzo często powtarza się dany wyścig.Najgorsze jest w takich produkcjach,że człowiek prowadzi przez większą część odcinka a przy samej mecie często gęsto w nerwy popadam i słabo panuję nad pojazdem i właśnie kończy się czasami na drugim miejscu.To wtedy są takie chwile słabości,że człowiek walnie w klawiaturę i niestety posypią się literki :)
Ja najbardziej pamiętam Hydre w Tomb Raider Legend. Cała gra nie jest może trudna, ale boss w Angli zalazł mi za skórę. Ja próbuje go hipnotyzować dzwonami, a on woli sobie popluć w Larę. Po którymś razie z kolei się zdenerwowałem i zepsułem klawiaturę.
Łooohooo... mnie najbardziej wkurzył pojedynek na szczycie wieży ze smokiem w Wiedźminie 2... po raz pierwszy chyba w mojej historii gracza utknał na jakimś etapie na 5... może nawet 6 dni? Codziennie po kilkadziesiąt prób pokonania dziada i za chiny ubić go nie mogłem... Próbowałem róznych zanków, ale nic zrobić z tym nie mogłem... :( Ale dzięki niemu skoczył mi lvl wytrwałości :D
Duzo jest frustrujących momentów w grach. Dla przykładu Diablo II, przed walka z Diablo jego sługusy miały klątwe odbijajacą obrazenia fizyczne xD zeby pokonmac ich postacią strikte zadającą tego typu obrazenia SAMEMU trzeba było sie nieżle nakombinować.Kolejny moment który zabrał mi część mojej anielskiej cierpliwości to jedna z misji ze SW TFU2- kiedy to trzeba było odeprzec abordaż statku. Moze i nie było problemu na normalnym poziomie ale na najwyższym, posiadajac checkpoint na samym poczatku ataku, można było sie z tym pobawic. I ostatni momemnt to zgubienie dyskietki z grą Deluxe Ski Jumping :< gra w którą sie muciło z kumplami, zabierało sie do szkoły taką dyskietke i można było odpalic na tych rzęchach :D ah...piękne czasy, jeszcze wtedy wychodziłem z domu xD
Najbardziej frustrujacy moment byl kiedy gralem w Diablo 2 i musialem walczyc z Diablo zabijal mnie 2 ciosami wiec musialem walczyc okolo 50 razy, kiedy juz mial bardzo malo zyc to wylaczyla mi sie gra :/
Witam. U mnie zaś frustrujący moment był kiedy moja siostra pokonała mnie 14 razy w tekkenie 3 zaraz na początku jak dostaliśmy pierwsze PlayStation z tą grą:).
Mój najbardziej irytujący moment w grze miał miejsce niedawno, bo w modzie DayZ. Grałem już bardzo długo bez śmierci (ok48h!!!). Miałem znalezione wszystkie najcenniejsze itemki takie jak noktowizor i AS50 i nagle nie wiedzieć czemu steleportowało mnie gdzieś wysoko i zacząłem spadać. Po 3 sekundach spadłem na ziemię i zginąłem. Tylko osoby grające w tego moda mogą wyobrazić sobie jak wielkie było moje wzburzenie. Powiem tylko, że następnego dnia musiałem zakupić nową klawiaturę :D. Kilka dni później przeczytałem na forum, że jest to znany bug i nie ja jeden miałem takiego pecha.
Mnie do szewskiej pasji doprowadzało jedno wyzwanie w Just Cause 2. Trzeba tam było zeskoczyć z jednego z wieżowców w Panau City i lawirować między checkpoint'ami (a było ich chyba z 6). Podchodziłem do tego chyba z 30 razy i po jakiejś godzinie mi się udało :)
Najgorszy moment był w AC:Brotherhood jak próbowałem zdobyć 100% w misji z czołgiem Leonarda. Zero checkpointów a jak raz oberwałeś trzeba było zaczynać od nowa. Po kilku tygodniach nieudanych prób pomyślałem, że spróbuje i posiedze przy tym kilka godzin. Tego dnia udało się za pierwszym razem.
Najbardziej dotychczas sfrustrowała mnie pierwsza mafia, miałem wtedy 13 lat i stanowiła ogromne wyzwanie i nie mowa to o wyścigu (dość szybko się z nim uporałem, mania Gran Turismo i te sprawy), a o ostatniej misji w muzeum nie potrafiłem jej przejść, szczególnie ostatniego pojedynku z Samem. Co ciekawie jest to dla mnie najlepsza gra jaka kiedykolwiek powstała i przeszedłem ja do tej pory już z 9 razy:)
Najbardziej irytujacy moment zwiazany z grami video generalnie to kiedy gram ( w cokolwiek),jestem w miejscu gdzie nie moge zapisac stanu gry ,badz gram online i mam pvp z druzyna ,a tu nagle zona wchodzi i nagle w tej wlasnie chwili ,w tym wlasnie momencie kaze mi cos zrobic ,albo gdzies jechac ..... no bo przeceiz niemoze poczekac 5 min .... a jak nie zrobie czego chce to stoi i grzedoli nad uchem caly czas ,niedajac pograc w spokoju ....
Pozdrawiam ^^
Mnie bardzo frustrowała gra Flojd . Była to jedna z moich pierwszych gier, a otrzymałem ją od mojego Taty. Na początku próbowałem się z nią oswoić, co już bardzo frustrowało, gdyż na początkach gry, byłem w takim pomieszczeniu, i moim zadaniem było otworzyć szufladę i wziąć klucze. Niestety frustrujące było to, że za każdym razem gdy człowiek tak robił Flojd odpowiadał, - nie możesz tego zrobić. - to jest nie zgodne z prawe - nie wolni mi otworzyć itd. to tak frustrowało, że zanim On otworzy te drzwi i weźmie te klucze, spędza człowiek pół godziny, na to by w końcu On otworzył te drzwi i miał gdzieś te wszystkie że nie wolno itd.
Problem spotykany w wielu grach, dotyczący sztucznej inteligencji...
Zadania typu: eskortuj tego pana z punktu A do punktu B, albo idź z punktu A do B a ten pan ci pomoże/ ja ci pomogę... Oczywiście wędrówka z takim jegomościem wiąże się z wielokrotnym powtarzaniem danej misji/zadania bo raz facet zaklinuje się w drzwiach czy gdziekolwiek indziej - zawsze coś się znajdzie, zamiast walczyć z głową i wspierać gracza pcha się w środek wrogów i oczywiście ginie, nie słucha rozkazów typu: zatrzymaj się, wycofaj, uciekaj... ginie! Pozostaje również opcja wykonywania rozkazów/poleceń w sposób niedorozwinięty, czyli odwalanie cyrków znanych tylko najstarszym góralom... ginie!
W każdym bądź razie eskorta czy "pomoc" w grach wideo to koszmar każdego gracza bo co jak co ale zepsuć zabawę to AI potrafi doskonale ;P
Moje jedno z najbardziej frustrujących wspomnień związanych z grami pochodzi z Wiedźmina 2. Nie chodzi tu o samą rozgrywkę, lecz raczej o jej uniemożliwienie. Gra na komputerze, który spełniał wymagania sprzętowe dosyć ostro się cięła, ale najgorsze było to, iż po patchu, który miał zwiększyć płynność rozgrywki stała się już kompletnie nie grywalna ;(
Ach ten moment w NFS, gdy się prowadzi kilkanaście okrążeń, a przed samą metą.....
S.T.A.L.K.E.R Cień Czarnobyla - od pewnego momentu zaczyna sie motyw z mózgozwęglaczem (tereny gdzie ciagle spada zycie w przypadku braku specjalnego helmu, ktory zdobywa sie normalnie podczas glownego watku - nie wiem jakim cudem opuscilem ten fragment). Dziesiatki prob i dziwy dlaczego nagle gra taka trudna ^^ zaopatrujac sie w dziesiatki bandazy uzywanych jak z karabinu przeszedlem
Witam...
Największą frustracją jest epizod który zrozumieją tylko takie staruchy jak ja :P
Gdy miałem z 12 lat może 13 po szkole siedzimy u kolegi wszyscy na bezdechu i w bezruchu czemu?? odpowiedź jest prosta ATARI XC12 i wgrywanie gry :) To było chyba Ghost Chaser o ile dziś po prawie 26 latach pamiętam :P
JAKAŻ była moja frustracja gdy po prawie pół godziny wgrywania SIEDZENIA w jednej pozycji i nerwowych spojrzeniach CO??!! NIC!! Wgrywanie od nowa... Oj pamiętacie te czasy?? Frustrujące ;)
Mój najbardziej frustrujący moment to problem z moim xboxem 360 - grając w kampanię BF3 xbox potrafił się czasem zacinać (trzeba było go wyłączać i od nowa uruchamiać), co uruchomiło mi furię podczas ostatniej misji....
Podczas zapisywania gry (stojąc koło bomby), gra mi się zawiesiła... Myślałem, że rodzicę po zobaczeniu mojego zdenerwowania nigdy już nie dopuszczą mnie do pada ;))
Najbardziej frustrujący byli bossowie z legend of dragoon, a szczególnie ostatniego bossa nigdy go nie przeszedłem. Po setkach prób podałem się. W tej grze bossowie byli bardziej wkurzający niż w DS:P ta gra zniszczyła mi dzieciństwo:P nawet wygląd niektórych potworów jest podobny jak w dark souls.
Aktualnie najbardziej mnie frustruje granie w starcrafta 2 przez neta, strasznie wtedy rzucam mięsem :D
Najbardziej frustrujący moment to mecz Quitticha w grze Harry Potter i Kamień Filozoficzny. Byłem wtedy jeszcze smarkaczem i nie za bardzo umiałem grać. Miałem wtedy 8 lat. Mimo, że nie było to specjalnie trudne, to męczyłem się z tym kilka dni. Do teraz zdarza mi się urwać gałkę od pada, więc chyba domyślacie się, co działo się wtedy. Ale najciekawsze jest zakończenie. Po paru dniach moich nieudanych prób, mecz Quitticha ukończyła... moja ciocia.
Turniej Quake 3 1vs1 w gimnazjum z losowymi mapami. Pierwsza gra. Z przeciwnikiem spotkałem się 2 razy. 2 minuty przed końcem wygrywam -1 do 0 (gość spadł z mapy). Sekundy przed końcem spadam drugi raz przegrywając epickim -2 do -1 -_-'
Witam Panowie,
Moja historyjka nie jest aż nadto stara...
Zakupiłem sobie naszego Kultowego Wiedźmaka 2 Kolekcjonerkę. Podniecony bardzo rozpakowałem ową produkcję, łapki trzęsły mi się bardzo! Pomijając podziw co do dodatków i wyglądu kolekcjonerki włożyłem płytkę do napędu i instalacja... Napięcie rośnie jak u Hitchcock'a wreszcie udało się!!! Gra zainstalowana!
Włączam więc ikonkę z grą, czekam aż ruszę w Temerię!
GRA POKAZAŁA MI JEDEN WIELKI POKAZ SLAJDÓW!!! a mój laptop dostał pięścią w sam środek klawiatury. Klawisze się rozsypały, laptop zazgrzytał... naprawa pociągnęła mi z sakwy większość kasy, rodzice dostali szału... a gra jak nie działała tak nie działa.
Pozdrawiam
Według mnie największa wściekłość jaka została we mnie wzbudzona to Full Spectrum Warrior z trybem autentycznym.To była kwintesencja katorgi.W pamięci zapadł mi rozdział czwarty gdzie były duże odległości pomiędzy zasłonami i zadanie z namierzeniem czołgu do ostrzału przez helikopter.Po drodze był dobrze osłonięty ,,Tango'' w jednym z bloków.Kiedy chciałem przejść ten moment po raz setny jak najszybciej.Zawsze przytrafiało mi się to,że dostawałem kulke i podskakiwała mi od razu adrenalina do maximum .Kto grał to wie,że mamy bardzo mało czasu na zapewnienie opieki medycznej swojemu wojakowi.Na tej planszy każde nawet przemyślane zagranie mogło zmienić się w klęske.Tryb autentyczny charakteryzował się tym,że nie mogłeś zapisać nigdzie poczynań w grze.Cała misja musiała być do przejścia bez śmierci.W końcu miarka się przebrała i w złości uderzyłem w stół tak mocno,że nowiutka myszka Logitech za 200 zł, spadła na ziemie.Na szczeście myszka działa do dzisiaj.!
Był pewny zimowy dzień... nie no normalnie:)
Grałem kiedyś w FIFE 12 i spróbowałem swoich sił w pucharze online(nie pamiętam nazwy). Jak dotąd odpadałem w pierwszej lub drugiej rundzie:( Jednak teraz nie wiadomo dlaczego z wszystkimi wygrywałem. Nadszedł finał... Zacząłem jak w poprzednich meczach bardzo dobrze jednak pad mi się rozładował, a że wszystkie przerwy miałem wykorzystane wywaliło mnie i PRZEGRAŁEM...
PS. Na drugi dzień miałem spuchniętą rękę(zgadnijcie dlaczego)
Moim najbardziej frustrującym momencie (który zadarza mi się CZĘSTO) jest wtedy kiedy
gram w League of Legends i gine przez jakiś debili w drużynie którzy gina specjalnie albo nie pomagają i przez takich ludzi ... .
Pzdr. Edzio.
Jak na razie najbardziej frustrującym momentem, jaki doświadczyłem w grach była ostatnia misja Chińczyków w Command & Conquer: Generals. Żadnym sposobem nie potrafiłem sobie poradzić z jej przejściem. Po ponad 10 próbach zacząłem rzucać w stronę ekranu ostrym mięsem i dziwię się, że mysz i klawiatura się wtedy nie rozleciały ( i chwała im za to xD ). Objawienie przyszło, gdy musiałem udać się do łazienki za potrzebą. Możliwość przejścia tej misji była ukryta w niepozornie wyglądającej ciężarówce z rakietami przeciwlotniczymi, którą trzeba było wykupić za punkty przed misją. Bardzo ułatwiła mi ona ukończenie kampanii Chin po wielu godzinach nieudanych prób.
dużo jest takich momentów, ale najgorsze było jak już byłem prawie u szczytu tabelki rankingowej w tenisie w Wii Sports i wtedy moja siostra postanowiła pokazać grę znajomym i zepsuli mi statystyki i od nowa trzeba było odbudować tą pozycję.. A wystarczyło zmienić Mii ludka.. ;P
Najbardziej frustrujący moment: Kiedy grałem w Football Managera 2011, grałem jedną karierę przez ponad dwa miesiące i właśnie zaczynałem 14 sezon tą samą drużyną wystąpił error i save mi padł i nieszło go już wczytać. I musiałem wszystko zaczynać od nowa.
Rzecz działa się 12 lat temu. Mając ledwie osiem lat dostałem swój pierwszy komputer, a wraz z nim powód najgorszych koszmarów dzieciństwa. Był nim Turok, gra na pozór dosyć sielankowa, jednak nie w tym wieku, i nie z moją wybujałą wtedy wyobraźnią. Grali w niego mój ojciec z bratem, na nieszczęście w moim pokoju. Byłem tak przerażony, że większość dnia spędzałem w zupełnym odosobnieniu, z dala od grających i z dala od nowego PC-ta. Już samo intro i grafika w menu przyprawiała mnie o dreszcze, a co dopiero gameplay...
Najbardziej wkurzyło mnie to jak kiedyś grając w Gothica 3, gdy przeszedłem już zdecydowaną większość gry komputer zawiesił się w momencie jak zapisywałem grę, a jak włączyłem go z powrotem ostatni zapis nie działał, a poprzedni był prawie z samego początku gry... Od tego czasu zawsze zapisuję na kilku miejscach zapisu.
The Elder Scrolls IV Oblivion, misja z głównego wątku fabularnego, normalnie grę przechodziłem na mistrzu, i dwa razy zmieniłem poziom trudności, kiedy miałem zamykać wrota otchłani koło miast(nie chciało mi się) i podczas misji z Wielkimi Wrotami Otchłani gdzie następca Cesarza uriel Septim zwabia deadry. Nic trudnego. Bzdura grałem magiem a ten idiota ciągle wchodził w moje czary, zamiast trzymać sie z boku ten zj#b pchał się na głowne pole bitwy więc zabijały go deadry moje czary lub moje deadry. Dobraaa zmniejszam poziom trudności na najniższy. Pomogło? Gówno!!!. Powtarzałem tą misję, 15 razy . Po skończeniu jej odinstalowałem Obliviona.W dupie miałem co się stanie dalej.
Pff. Mnie żadna gra nie jest w stanie wkurzyć. Jestem pro-gamerem i nie ma frustrujących gier, są tylko gracze bez umiejętności. Wyścig w Mafii? Banał, rozwalony za pierwszym razem. Dark Souls? Nigga please, powinni w wersji PC dać jakiś normalny poziom trudności, bo ten konsolowy to jak nic poziom "casual".
Hmmm najbardziej frustrujący moment w grze? To raczej granie w FIFE 07, gdy w ostatnim momencie strzelali mi bramkę i przegrywałem, dość dużo razy mi się to przytrafiało (gdy zdążyłem to w ustawieniach zmieniałem strony i wbijałem im kilka samobójczych, aby się dowartościować), waliłem pięściami w klawiaturę, od czasu do czasu wyskakiwały klawisze xD i się oczywiście darłem...a matka z dołu myślała że się w coś uderzyłem :P W sumie pochwalę się jeszcze tym, że za małolata wrzuciłem na dyskietkę Diablo II, oczywiście aby się upewnić, odpaliłem i działało, poleciałem do kumpla zadowolony jak nigdy, pochwaliłem się iii oooo..."trepie wrzuciłeś skrót na dyskietkę" :P
Mnie najbardziej sfrustrowało Dark Souls (na konsoli). Ogólnie cała gra jest hardcorowa, ale nigdy chyba nie zapomnę momentu, gdy w Anor Londo trzeba było przebiec po cienkim murku, a z obu stron ostrzeliwali łucznicy i przy trafieniu się spadało. Dwa dni (a może trzy?) się męczyłem,a to wcale nie byli żadni bossowie. A co najśmieszniejsze teraz chętnie pomęczyłbym się na PC.
Ciężko mi powiedzieć co dokładnie było najbardziej frustrujące w mojej przygodzie z grami.
Z pewnością niejednokrotnie rzucałem padem w UFC Undisputed 3 (również 2010), strasznie denerwujące są momenty gdy w walce przez internet już po paru minutach, często w ostatnich rundach dochodzę do sytuacji, gdzie wygraną mam w zasięgu ręki np. blisko TKO a przeciwnik wykazuje się reflexem i szybko wychodzi z gry co owocuje przerwaniem walki... O ile raz, czy dwa taką sytuację można zignorować to wyobraźcie sobię frustrację gdy dzieje się to 5 raz z rzędu, dlatego mój pad momentami uczył się latać ;D Morał z tego taki, że lepiej być słabszym i przegrywać. Chociaż nie, przecież ja też zacząłem robić to samo jak przegrywałem bo w końcu skoro mi tyle razy uciekano to czemu miałbym być gorszy :D Sprawiedliwość w świecie gier nie istnieje :D
Najbardziej wkurzającą akcję związaną z grą to walka z bossem o imieniu Sebastian w Legacy of Kain: Blood Omen 2. Bardzo chciałem poznać ciąg dalszy fabuły, a za każdym razem gdy z nim przegrywałem przez mój pokój przechodziło "Tornado".
Najbardziej frustrujący moment w grze a propo nowego silnika fizycznego w fifie. Gram sobie z bratem, a zawszę lubię wygrać. Jest wynik 4:3 dla mnie. 90 min meczu. Akcja mojego brata rozgrywa się lewym skrzydłem boiska. Zatrzymuję go swoim zawodnikiem i zabieram mu piłkę, jednak niestety przez czołowe zderzenie mój zawodnik wywraca się. Po chwili nadbiega drugi mój zawodnik sterowany przez komputer i również się przewraca na leżącym już moim zawodniku, a mój brat spokojnie biegnie dalej i dośrodkowuje (moi zawodnicy jeszcze leżą). Oczywiście strzelił gola z główki, a ja o mało co nie wyrzuciłem pada na ziemię. Wkurzyłem się jeszcze bardziej gdy brat wygrał w karnych. :(
Najbardziej wkurzajacy moment to zaliczanie achivmenta Gold Star z GTA IV (dodatek The Ballad Of Gay Tony ).
Problemem bylo zaliczenie misji w odpowiednim limicie czasowym,po 2k prob maxymalnym wkurzeniu i stanie przed implozyjnym ,gdzie brakowalo 1 albo 2 sek do zaliczenia ,wkoncu cudem udalo sie zrobic misjie idealnie w czasie.Nikogo nieoklamujac bylem tak szczesliwy ze az rzucilem sie na siedzaca obok zone - 9 miesiecy pozniej urodzila nam sie mala Majeczka (aktualnie etap malej terrorystki ,czyli wymuszana ) ^^
Ahh tak najbardziej denerwujący moment jaki pamiętam ma dużo wspólnego z serią Fallout. Dokładniej chodzi o Fallout 2, dotarłem już do tej przeklętej bazy enklawy, cały zadowolony z siebie wparowałem tam z zamiarem wybicia wszystkich delikwentów urzędujących wewnątrz i niestety okazało się, że build mojej postaci jest tak skopany ze nie jestem w stanie ani stamtąd wyjść, ani pokonać wrogów, ani nawet się nimi dogadać. Ku mojej rozpaczy dziesiątki godzin spędzonych na podróżach po pustkowanich poszło się "gonić" bo zapisywałem tylko na 2 save-ach z czego jeden był z początku gry :( Trauma do końca życia gwarantowana. Po dziś dzień nie podjąłem się ponownego przechodzenia Fallouta 2 :P
Przychodzą mi do głowy 3 najbardziej frustrujące momenty:
1. The House of the Dead 2 - gdzie całą grę trzeba było przejść na 1 życiu i ginęło się na ostatnim bossie
2. Super Meat Boy - powtarzanie poziomu po raz n-ty
3. GRID - potworne wyścigi 1vs1 od punktu do punktu składające się z 2 części. W jedną stronę i z powrotem
Kupiłem sobie Total War II Shogun. Już pod koniec kampanii, przystąpiłem do oblężenia Kioto. Przez ponad godzinę misternie ustawiałem jednostki. Gdy nacisnąłem "gong" wyskoczył błąd i wyrzuciło mi grę. Chciałem wznowić oblężenie, ale okazało się, że nie było zapisane i musiałem od nowa ustawiać jednostki. Próbowałem rozegrać bitwę kilka razy ale zawsze ten sam błąd. Miałem zamiar pójść do sklepu i wcisnąć sprzedawcy grę przez odbyt.
Dla mnie najbardziej denerwującym momentem w grze była ostatnia walka w Fight Night Champion. Podchodziłem do niej około 50 razy i zawsze przechodząc pierwszy etap, a następnie dochodząc do momentu zadawania ciosów przeciwnikowi w brzuch zazwyczaj przegrywałem 4-5 ciosów przed końcem(był licznik), po czym musiałem zaczynać od nowa. "Boss" był tak przypakowany, że zdejmował mojego bohatera jednym ciosem, a ten nie mógł się podnieść. Po kolejnej i kolejnej nieudanej próbie niemal połamałem pada ściskając go z całej siły, około 2 razy rzuciłem nim o podłogę, a następnie martwiąc się o kontroler za 160zł. i jeszcze kilka razy przegrywając walkę POŁAMAŁEM PŁYTĘ i wraz z opakowaniem spaliłem w piecu. Z tym uczuciem ulgi mogę porównać jedynie zdanie prawa jazdy oraz matury. Wątpię, aby jakakolwiek gra mogła mnie zdenerwować w takim stopniu, więc dajcie mi się przekonać wręczając mi Dark Souls:)
mnie najbardziej wkurzyło to kiedy kupiłem sakreta 2 i okazało się że nie dziedziała zdenerwowałem sie bo niemogłem wybrać drugiego egzemplarza bo potzrzebny był paragon który wyrzuciłem byłem zawiedziony ponieważ nastawiłem się że bende grał razem z kolego
Mnie najbardziej wkurzył 2 boss w Wiedźminie 2 na zakończenie aktu 2. Miałem wtedy jeszcze słabego kompa i trochę mi się gra zacinała na minimalnych ustawieniach i próbowałem tak przez 2h, ale jedyne co mi się udało to złamać te podstawki do klawiatury i poluzować spacje. Po długich próbach postanowiłem zgrać zapis i pójść do kolegi , jednak tam też nie udało mi się tego przejść. Dopiero nazajutrz gdy rano miałem jeszcze chłodny umysł w końcu udało mi się go zabić, szkoda tylko ze po tym wszystkim wypadały mi niektóre klawisze z klawiatury
Kiedyś przeglądając filmy na YT natrafiłem na gameplay'e z gry Guitar Hero. Następnego dnia oglądałem je znowu, potem jeszcze raz i tak przez parę dobrych tygodni. Postanowiłem - kupuję ! Oczywiście oglądając te filmiki omijałem amatorów męczących się na niskich poziomach. Swoją uwagę poświęcałem tylko i wyłącznie doświadczonym graczom wybierającym poziomy expert, no w ostateczności hard. W końcu miałem grę w swoich rękach, złożyłem gitarę i dumnie stanąłem przed ekranem telewizora wybierając utwór a potem poziom trudności. Grać zacząłem na hardzie, chociaż grać to naprawdę dużo powiedziane. Nie byłem w stanie trafić w nawet jeden dźwięk. Ze złości odstawiłem "instrument" na bok i zająłem się czymś innym, byłem mocno wkurzony bo zestaw nie należał w tym czasie do najtańszych. Po jakimś czasie ochłonąłem i odkurzyłem stare graty. Zacząłem od easy, a po paru miesiącach przeszedłem na expert ! Teraz gdy spotykam się u mnie z przyjaciółmi słyszę tylko "Jak ty nadążasz z tym graniem" "Od tego można dostać oczopląsu" "po prostu szacun". Zdałem sobie sprawę, że nic nie ma za darmo a praca jaką poświęciłem na naukę naprawdę się opłaciła. Dziś próbuje już swoich sił na gitarze klasycznej i idzie mi całkiem nieźle, może kiedyś ktoś usłyszy o moich gitarowych podbojach :)

Ja miałem jedną taką frustrującą przygodę ( co prawda było ich więcej ale ta była najbardziej "szkodliwa" ). Gdy miałem 11 lat i grałem w Daemon Vector rpeg tpp ( dostałem ją pod choinkę), doszedłem do takich białych wilków które nie były trudnymi przeciwnikami, ale było ich sporo i za każdym razem mnie zabijały. Pamiętam, że próbowałem przejść je 3 dni. W końcu je rozwaliłem, zostało mi mało hp, ale byłem już rozluźniony aż tu nagle kawałek dalej rozwalił mnie jakiś pająk, co powodowało że musiałem przechodzić te wilki jeszcze raz. Moim błędem w tym czasie było to że grałem bez ścianki bocznej komputera żeby się nie przegrzewał, i ze złości skopałem wnętrzności komputera, dosłownie rozwaliłem wszystko w środku, przestałem gdy zaczęła mnie noga boleć( adrenalina robi swoje więc trochę mi to zajęło) Gdy wrócili rodzice powiedziałem że niechcący kopnąłem w komputer, pocharatałem sobie nogę ale dobrze że kapcie miałem bo byłoby gorzej.
Odpowiedź na pytanie konkursowe .
W swoim życiu grałem w naprawdę wiele gier, jedne były łatwiejsze przechodziło się je od tak z dużą łatwością drugie natomiast wymagające i przejście poszczególnych lokacji, misji było trudniejsze zajmowało niekiedy kilkanaście godziny. Jest jednak gra która doprowadziła mnie do maksymalnego wysiłku , frustracji, momentami ogromnego zwątpienia i złości.
Tytułem który tak bardzo napsuł mi krwi i odrzucił na jakiś czas jest Driver 3 a dokładnie misja 8 w Nicei o nazwie Rescue Dubois (Uratuj Duboisa) . Wydawało by się że jest to jedna z prostszych misji zaczyna się stosunkowo łatwo jedziemy w wyznaczone miejsce tj. restauracja zabijamy kilku kolesi i potem zaczyna pozornie prosty pościg , jest on tylko pozornie prosty, tak naprawdę wymaga doskonałego prowadzenia pojazdu połączonego z bardzo precyzyjnym strzelaniem. Myślałem że na tym etapie gry potrafię już w miarę sprawnie jeździć pojazdami nic bardziej mylnego pierwsze próby przejścia tej misji kończyły się niepowodzeniem mijały kolejne godziny ... dni a ja dalej nie potrafiłem nic zrobić , próbowałem i próbowałem zacząłem już nawet liczyć podejścia, przestałem po ponad 200 ... momentami byłem tak bliski końca i standardowo coś musiało mi przeszkodzić , jak wielka była moja złość oj nawet nie mam ochoty sobie tego przypominać , z moich ust leciały wiązanki niecenzuralnych słów a agresja spowodowana niepowodzeniem kilkanaście razy wyładowana została na klawiaturze ( po jakimś czasie odmówiła z resztą współpracy) . Zostawiłem grę na kilka dni odpocząłem psychicznie sporadycznie włączałem grę próbując aż wreszcie po setkach prób udało mi się przejść ten piekielnie trudny pościg, jak że wielka była moja radość nie muszę już chyba pisać :) w grze było jeszcze parę trudnych momentów ale zaprawiony i wyszkolony tym jednym pościgiem poradziłem sobie z nimi bez większych problemów .
Misja ta pozostanie w mojej pamięci na zawsze jako najgorsza przeprawa jaka kiedykolwiek przytrafiła mi się w mojej przygodzie z grami. Znalazłem nawet materiał video z owej misji na YouTube ,na filmiku przejście misji wygląda stosunkowo łatwo w praktyce jednak nie jest to takie proste :) właściwy moment od 3:17
Link: http://tiny.pl/h4b6s
Jako jedyny w okolicy posiadacz konsoli byłem rok temu często odwiedzany przez ziomków. Konsola od czasu do czasu przebywała u mojej Lubej, bo też lubiła gry (szczególnie bayonette i darksiders), ale tamtego pamiętnego popołudnia była u mnie. Siedziałem i od 1,5 h zastanawiałem się z 3 kolegami jak ubić (!#!%&!$! !) smoka w darksiders właśnie, gdy z niespodzianką wpadła Moje Lepsze Pół , rzuciłą krótkie "daj" i ubiła go w około 2,5 minuty. Sprzedałem xboxa.
Cerberus w Devil May Cry 3. Rzucałem padem po całym pokoju. Kiedy pojawiła sie opcja "easy" uniosłem sie honorem i postanowiłem nie być "lamusem z izi". Więc go biłem. Tydzień.
Ogólnie najbardziej frustrującymi momentami w grach jakie mi się przytrafiały, to zawieszanie się komputera/konsoli po przejściu jakiejś okropnie trudnej sytuacji w grze. Mówię tu głównie o starych grach jeszcze z ps1 czy na pentium 2. Teraz takie rzeczy się już nie zdarzają ;)
Jeżeli chodzi o konkretną grę, to chyba najbardziej zapadły mi w pamięć, walka z Sarevokiem w BG1 (proszę o wyrozumiałość, miałem 8 lat, i tak uważam za sukces to, że ukończyłem tą grę) oraz walka z pierwszym pieskiem z cienia (nie pamiętam jak się nazywały) w Devil May Cry, do obydwu rzeczy podchodziłem z 30 razy ;D
Najbardziej frustrujący moment ? z pewnością to ten kiedy w porządnym krwistym RPG np Skyrim po 200 godzinach okazuje się że to dopiero połowa gry a ja już mam dość grania a drugi moment to sytuacja gdy rozpoczynając bitwę w Empire total war i wystawiając do walki tysięczną armię i rozbijając przeciwnika w pył sam przy tym nie tracą wielu swoich wojaków a system odczytuje to jako "Minimalna przewaga"
Chciałem wymienić grę Starcfrat 2 ale było by to nie oryginalne bo tam już zaczynająca już się denerwujesz bo złe drony wysłałeś, wiec najbardziej denerwująca gra jaka grałem i mowie tu o całości jest Devil May Cry 4. Czasami parę godzin szukałem rozwiązania które było oczywiste a na najtrudniejszym poziomie trudności było szczególnie trudno gdyż przeciwnicy byli no bardzo trudni. Do dzisiaj jej nie ukończyłem bo złamałem płytę ze wściekłości bo nie umiałem oddaleń drogi do Bosa... ehh :(
Maksymalnie wkurzającym momentem w moim giercowym życiu był moment kiedy w call of duty 2 tak zapisałem sobię grę, że bez przerwy zaliczałem zgony. Po 3h w końcu miałem zapamiętanych wszystkich przeciwników i ich ruchy dlatego się udało :D
Dla mnie najbardziej frustrująca był walka z Genshin'em w Ninja Gaiden II, wtedy w ogóle nie ogarniałem pada bo Ninja Gaiden II była moją 2'gą grą w którą grałem na X360, co ja sobie myślałem wybierając taką grę :).Również raz rzuciłem padem o biurko gdy przegrałem finał z Realem Madryt w Fifie 12 na szczęście padu nic się stało, tylko baterie wyleciały.Pozdrowienia dla ekipy Tvgry.pl
Najbardziej wkurzyłem się podczas misji w GTA:SA kiedy to my sterowaliśmy motorem a nasz gruby kompan siedzący za nami próbował ustrzelić przeciwnika na dachu pociągu. Trzeba było jechać koło tego pociągu by nasz kolega mógł ich załatwić. Jednak był on tak niezdarny że nie potrafił tego zrobić. Pamiętam powtarzałem tą misje chyba około 13 razy. Od tamtej pory mam nową klawiaturę bo troszkę mnie poniosło :D
Moment który najbardziej zapadł mi w pamięci miał miejsce w Need for Speed: Most Wanted. Ścigając się z kierowcą nr. 9 Earlem, kilkukrotnie wyprzedzał mnie na ostatnim zakręcie, tuż przed metą w ostatnim wyścigu wyzwania, nieraz musiałem powtarzac cały wyścig (który był długi) tylko po to, żeby zostać wyprzedzonym tuż przed metą. Jakby tego było mało, zawsze podobał mi się jego Lancer, to też kiedy go nie wygrałem - alt - F4, i wszystko od początku. Po ok. 5 próbie odpuściłem sobie moja ulubioną część NFS na jakiś czas. Był to najbardziej irytujacy moment w którym szarpałem za mój 17" kineskopowy monitor. Na szczęście ani mi, ani monitorowi nic się nie stało (może oprócz śladu na psychice).
Wtedy kiedy Grałem w castlevania lament of innocencena playstation 2 finałowy boss a właściwie dwa finałowe bossy sprawiały że sam koniec gry dla mnie był koszmarnie trudny przegrałem z 10 razy.Gears of War wtedy kiedy pojawiały się te nietoperze które cię od razu zabijały.kiedyś dawniej w diablo przy finałowych bossach poszczególnych aktów Dragon age początek w misji w misji po te kowadło krasnoludów gdzie była ta krasnoludziczka to był ciężki fragment gdy przyzywała golemy.i kilka gier na NES tzw. potocznie pegazusa jak gun nac japońska produkcja związana z lataniem statkiem i rozwalania wszystkiego.Mario również.Ostatnia produkcja jaką pamiętam że mnie zdenerwowała to Soul of the samurai Gra z pierwszego playstation od Konami walka z dziadkiem który latał i miotał błyskawicami przechodząc kampanie Postaci Kotaro- samuraja.Wiele razy również wyprowadziła mnie z równowagi Gra Max Payne pierwsza część po prostu niektóre fragmenty zabójcze szczególnie sny gdy nie wiadomo było gdzie iść i po ścieżce z krwi się szło
największe nerwy miałem podczas gry w super street fighter IV gdy walczyłem ostatnią walkę na multi o awans do klasy A+ i gdy wykonywałem ultra combo które wykończyło by oponenta on się rozłączył i musiałem toczyć kolejne 5 rund
Dobry Konkurs hehehe :D Chyba każdy pamięta grę ze swoim rodzenstwem młodszym lub starszym i to wkurzenie i ciskanie joystickiem (określenie pad wtedy raczej nie istniało :P) gdy się przegrywało w gierki na pegasusie lub tym podobnych konsolach zakupionych w szemranych miejscach XD Ta złość z przegranej z rodzenstwem to stare dobre czasy !
P.S Każdy pamięta wyścigi w GTA i flustracje z przegranej :P
Nie wiem dlaczego zwracacie się do nas... widzów "idzie szkoła i nie będzie tyle czasu żeby grać" albo "napewno większość z was nie widziała nigdy dyskietki". Sami jako gracze powinniście wiedzieć, że większość graczy to nie dzieci, ale ludzie którzy wychowali się na dyskietkach. Gry to nie bajki a najlepsze z nich są od 18 roku życia. Podejrzewam, że sami nieraz tłumaczyliście ludziom którzy nie grają w gry.
Pozdrawiam
Przechodziłem Jade Empire po raz drugi, na poziomie jadeitowego mistrza i zatrzymałem się na walce, na arenie w lokacji, której nazwy nie pamiętam, ale nie o to chodzi. Sama walka polegała na tym, że co pewien odstęp czasu na arenę wpuszczano coraz mocniejszych przeciwników. Początek był jeszcze do ogarnięcia, ale poziom trudności jadeitowy mistrz był totalnie imba co sprowadzało się do tego, że walka wyglądała tak Jak w Dark Souls (cios i odskok), dochodził jeszcze do tego fakt, że grałem na lapku, który miał problemy z uciągnieciem gry. Spadki framerateu nie były niczym nadzwyczajnym. W praktyce wyglądało to tak, że nie dość, że pojawiało się więcej coraz mocniejszych przeciwników to jeszcze przeszkadzał spadek framerateu. Próbowałem tyle razy, że zepsuł mi się lewy przycisk myszy i musiałem kończyć używając touchpada. Satysfakcja z ukończenia gry na najwyższym poziomie trudności i zepsuta myszka pozostały do dzisiaj.
Jeszcze niedawno kupiłem the walking dead sezon 2 . Nie mogłem włączyć bo mi tylko dodatek chodził i
wyskakiwało mi ,, Odblokuj sezon pierwszy,,. Dopiero po 5 godzinach w końcu się udało. tak się cieszyłem że
krzyczałem I kto jest bogiem
10 miesięcy przechodziłem karierę w grze fifa 08 aż tu nagle save mi się skasował i całe moje granie poszło na marne. Myślałem, że rozwalę komputer. Próbowałem odzyskać pliki ale się nie udało. Przez miesiąc chodziłem nabuzowany...
ehh
Soulcalibur 4, grałem całymi dniami uczyłem się wymiatać Zasalamelem. Trochę nawet przez psn z ludźmi grałem i wcale tak źle mi nie szło, wszystko super i ok do czasu kiedy moja starsza siostra (która nigdy nie gra na konsoli czy komputerze, no kiedyś tam za młodu w arkanoida pograła i już nie tak dawno w "bombika" czy "kryształki") odwiedziła mnie i chciała ze mną zagrać w soulcalibura, jak przegrałem trzeci mecz z rzędu, mimo że dusiła wszystkie guziki na raz nawet nie zawsze patrząc na ekran to rzuciłem padem o ziemie i od tego czasu gry już nie włączyłem.
Najbardziej wkurzający moment , żeby nie powiedzieć gorzej był moim zdaniem w Resident Evil 5 ostatnia misja na trudnym poziomie trudności . Jej trudność polegała na tym , że kiedy walczyliśmy ostatni raz z Kesslerem w wulkanie jedna z postaci biegnie i atakuje przeciwnika a druga zwisa i próbuje się utrzymać skały . Problem był w tym , że trzbe było szybko wciskać przycisk na padzie przez bardzo długo . Podczas pierwszych niepowodzeń było spoko ale za dzesiątym razem już mi nie było do śmiechu i miałem ochote wyrzucić pada przez okno , ale kiedy się udało udało cieszyłem się jak dziecko kiedy dostało pod choinkę wymarzony prezent .
Najbardziej frustrującą przygodą z grami był dla mnie pojedynek z tytułowym demonem z gry "Diablo II". Za każdym razem gdy stawałem do pojedynku z tą wielka, czerwoną, przerośniętą jaszczurką czułem się, jakbym wykonywał jakąś życiową misję. Potrafiłem siedzieć do późnych godzin nocnych przy komputerze by po raz kolejny rzucić wyzwanie Panu Grozy. Przeczytałem setki poradników, które mówiły jak pokonać tego stwora. Za każdym razem gdy przegrywałem waliłem w klawiaturę pięściami jak szalony! Z Diablo męczyłem się koło tygodnia. Nie wiem czy to wina źle zrobionej postaci (to był mój początek z grami RPG), czy czegoś innego ale w końcu go pokonałem. Pamiętam to jak dziś a było to jakieś 8 lat temu :)
Ja osobiście najbardziej się frustrowałem jak grałem w reflux'a mając 8lat bodajże. Grałem inteligencją, bo walką przeszedłem grę, a inteligencja się dużo różniła. Była pewna misja w której męczyłem się dosłownie godzinami, aby ją przejść (wybaczcie nie pamiętam która) i z tydzień ją przechodziłem po 2-3godziny dziennie grając. Jak mi się nie udawało od 2 dnia rozpoczęcia tej misji do ostatniego 7 czy tam 8 dnia grania w tą misję(z następną też był problem i też frustracje, ale tamta była najgorsza) po graniu w tą grę rzucałem się na łóżko, biłem poduszki, i myślałem jak to można przejść. Pamiętam jeszcze przedostatniego dnia zanim ją przeszedłem uderzyłem głową w biurko, aż do krwi i tego nie zauważyłem. Jak mama wróciła to na mnie nawrzeszczała i miał być szlaban, ale nie dałem się i następnego dnia przelazłem tą misję.
Strasznie uparty byłem za młodu. Jak coś sobie powiedziałem, że zrobię nie było przebacz, musiałem to zrobić. Sam sobie z placka dawałem czemu się za to wziąłem i sobie obiecałem przejść obiema nacjami, ale udało mi się po dłuugim czasie i byłem z siebie dumny. :D
Najbardziej frustrujący moment zdarzył mi się w grze Shift 2: Unleashed. Gra pokonała mój próg cierpliwości w kampani single player na jednej z tras która okazała się dla mnie nie do przejścia. Przy pierwszym podejściu do etapu jeden z przeciwników wyprzedził mnie na ostatniej prostej. Przy drugim podejściu sam rozbiłem się na jednym z ostatnich zakrętów. Próbowałem chyba ugryźć ten etap z 15 razy (etap przechodziło się około 15 minut). W końcu udało mi się przejechać tą trasę perfekcyjnie, odsadziłem rywala o bardzo duży dystans i na ostatniej prostej przed samą metą wyskoczył komunikat że zatarłem silnik i czy powtórzyć trasę. W tym momencie rzuciłem xboksowym padem do peceta o podłogę po czym natychmiast wszedłem w panel sterowania i odinstalowałem grę. Tak zakończyła się moja przygoda z Shift 2: Unleashed.
Mnie najbardziej frustrowało piekło w pierwszym diablo, a konkretniej sukkuby które atakowały z dystansu. Grałem wojownikiem (w pierwszym diablo nie było sprintu) więc żeby je zabić musiałem je ganiać po całym poziomie. Zanim ubiłem jednego to reszta się zatrzymywała i strzelała do mnie. Tyle razy ginąłem, że dałem sobie spokój z diablo i przy okazji rozwaliłem klawiaturę o ścianę.
Najbardziej frustrujący moment? Frustrujących było wiele i w starszych grach, ale najbardziej pamiętam właśnie ten nieszczęsny wyścig z Mafii. Grałem sobie wieczorkiem i nagle natrafiłem na opór. Po kilkunastu próbach ochota na wyrzucenie monitora przez okno była już tak silna, że musiałem przerwać, komentując przy tym kto to do cholery projektował, że przecież to strzelanka, a nie gra dla ludzi zaprawionych w ścigałkach itp. Następne podejście było następnego dnia. Co najmniej pół dnia na to zeszło. Grałem na przemian z bratem, bo sam nie wytrzymałbym psychicznie. Ostatecznie chciałem już zaprosić kogoś doświadczonego w wyścigach, bo stwierdziłem, że nie podołamy ale nikogo pod ręką takiego nie było. Zamiast tego kolejnego dnia wpadł do nas kolega i przechodziliśmy to już we trzech, co by łatwiej to było psychicznie znieść. W końcu się udało. 3 dni. To chyba najdłuższa zacinka jaką miałem. Ostatecznie tak się w tym wyścigu wprawiłem, że przechodziłem go znajomym ;)
Ja pamiętam, jak rozwaliłem sobie kiedyś pada, rzucając nim o ścianę, a jako że nie miałem na czym grać to przerzuciłem się na klawiaturę, ta natomiast jakoś wytrzymała... Działo się to przy Street Fighter IV, w wersji na PC, kiedy nie potrafiłem obczaić jak robi się Ultra Combo. Normalnie masakra, przeciwnik miał z 10% życia, a przez to że ciągle próbowałem wbić combo to mnie roznosił chociaż miałem nawet 3x więcej HP - kurwicy można było dostać przy tym...
Ja najbardziej denerwowałem się przy pierwszym batmanie na pegazusa :D Mając 8 lat nie mogłem przejść w nim pierwszej rundy, moja frustracja sięgnęła dna kiedy z nerwów połamałem pada (materiał nie był zbyt trwały :P) mama gdy usłyszała trzask pada, zabroniła mi grać w tą grę :D
Moje najokropniejsze przeżycie miało miejsce z 2 dni temu ale właściwie nie dotyczyło samego grania :P, naoglądam się u was filmików o Guild Wars 2 i się nakręciłem strasznie na tą produkcje!!!. Już miałem zacząć się rozglądać za zakupem i sprawdziłem sobie na CanYouRunIt? wymagania sprzętowe, okazało się że procesor jest minimalnie za słaby ??? A dopiero co upgradowałem PC za ciężko zarobione pieniądze :( -(trzeba dodać że upgrade nie był skierowany pod gry tylko pod lepszą pracę AutoCada, ArchiCada i Photoshopa ). A obecnie kasy mam tyle że jak wymienię procek, nie będę miał na GW 2 ....
Też mam sporo takich momentów np wyścig w Mafii, szkoła latania w GTA SA (najlepsze jest to że po zaliczaniu owej szkoły na następny dzień wpadł do mnie kolega aby pograć w GTA i przez przypadek usuną mi stan zapisu.... myślałem ze mu łeb urwę), próba uruchomienia GTA IV, ale najbardziej z tego wszystkiego pamiętam przechodzenie Driver 3 na klawiaturze którą potem i tak musiałem wymienić. Dzisiaj już się tak nie denerwuje może dlatego że nie mam tyle czasu na granie, a jak jakaś gra zaczyna mnie drażnić to po prostu przestaje w nią grać
To była Mafia - City of the lost heaven, misja w której musimy wygrać wyścig samochodem który wcześniej ukradliśmy. Samochód był bardzo trudny w prowadzeniu. Powtarzałem ją kilkadziesiąt razy. W końcu byłem tak zfrustrowany że zaczął mnie wkurzać brzęczący wiatraczek na procku. Długo nie myśląc, lub wcale nie myśląc odkręciłem obudowę i wsadziłem w kręcący się wiatraczek śrubokręt. W momencie gdy nie było już w nim kilku skrzydełek wcale nie kręcił się ciszej, wręcz przeciwnie wył jak szalony. Zdenerwowanie sięgnęło zenitu, wyrwałem na siłę radiator i było po grze.
Najbardziej frustrujący moment w grach ? To było Rayman 2 na PC. Była taka misja gdzie jakimś statkiem piratów leciało się przez kanion i trzeba było podlatywać do brzegów skał ( to były jakieś kopalnie ) po niebieskie ludziki. I oczywiście mi się to nie udawało bo nawet jak bardzo blisko podleciałem do tych kopalni na brzegach skał to zamiast włączyć się animacja przechodzenia niebieskich ludków na pokład przelatywałem dalej i przegrywałem. Ile się ja w tedy nadenerwowałem. A że byłem mały to i jeszcze w ryk, jak sobie to przypominam teraz to się uśmiecham :)
Ja nie miałem żadnego takiego przeżycia bo nigdy się nie denerwowałem przy grach (nawet przegrywając Le Mans 24h w GRIDzie w ostatniej chwili po 20 wcześniejszych restartach :)). Do ćwiczenia cierpliwości polecam puzzle :D
Najbardziej frustrującą chwilę w grze przeżyłem w Rayman 2: The great escape w ostatnim poziomie kiedy lataliśmy na takiej latającej rakiecie z nogami, sterowanie było wtedy odwrócone i nie dało się wyrabiać na zakrętach, a przy najmniejszym otarciu się o przeszkodę wybuchałem i tak kilkadziesiąt razy. Mam tę grę od ładnych lat i ani razu jej nie przeszedłem
Tibia. Tak, tak, tak. Tibia to ta piękna gra z graczami na prawdę trzymającymi wysoki poziom...
Był piękny letni poranek 2009 roku. Postanowiłem trochę sobie "poskillować", trochę "poexpić". Przy okazji bezlitosnego "farmienia mobów" wpadła całkiem pokaźna sumka "golda". Po skończeniu zamierzałem skierować się do "depo". Wcześniej wstępując do sklepu, by sprzedać zdobyte przedmioty. Idę sobie, idę. Patrzę, a tu "Master Sorcer" na 60-którymś poziomie. Postanowiłem kulturalnie do niego zagadać tradycyjnym "Hi". On natomiast odpowiedział mi atakiem. No i cóż tu zrobić? Wziąłem nogi za pas. Uciekając ujrzałem dziurę w ziemi do której wskoczyłem. Agresor za mną nie wskoczył. Ucieszyłem się. Niestety nie miałem liny, dzięki której wydostałbym się na górę, więc postanowiłem pójść w głąb tejże jaskini z myślą, że znajdę jakąś drabinkę czy inne wyjście. Drabinki nie znalazłem. Znalazłem za to linę leżącą na ziemi oraz "Dragon'a". Linę zabrałem i ponownie wziąłem nogi za pas. Po ucieczce od Sorcer'a zostało mi niewiele mikstur leczących, ale zdołałem prawie dojść do wyjścia. Prawie, gdyż smok w końcu mnie dopadł. Padłem. Trzygodzinne "expienie", "skillowanie", zdobywanie "golda" poszło na marne. Byłem tak zdołowany tym faktem, że chciało mi się płakać. Uzależnienie? Po kilku minutach wziąłem się w garść i postanowiłem pójść na to miejsce i zabrać swój plecak, który został tam z ciałem. Na moje nieszczęście po drodze spotkałem tego samego Sorcer'a. On oczywiście mnie nie szczędził. Spadła kolejna duża ilość "expa" i "skilla". Wówczas wycisnęła się pierwsza łza. To nie było wkurzenie i walenie w biurko. To był wielki dół...
Tak oto skończyła się moja przygodą z Tibią. Więcej nie zagościłem w świecie tej gry i nie zamierzam nigdy więcej. Tibia strasznie uzależnia. W krótkim czasie robi z ludzi "zombie".
Takich momentów gdzie pad szedł o ścianę czy konsola w drzazgi było wiele. Najbardziej jednak zapadło mi w pamięć Crash Team Racing gdy byłem młodszy i grałem pierwszy raz cholernie trudno mi było wygrać wyścig zwłaszcza w późniejszych etapach gry. Przy tej grze jeżeli dobrze pamiętam rozwaliłem PS1 i to dosłownie pięścią walnąłem w konsolę, a nie w stół jak inni :P Najgorszy etap to był zamek i lodowiec. I ogólnie przy serii Crash straciłem wiele nerwów, ale nie żałuje :P
Denne to przeżycie, ale co robić.
Nie pamiętam wszystkich frustrujących gier w które grałem, ale według mnie Duriela z Diablo II nic nie przebije. Albo to ja robiłem coś nie tak albo ten boss był przegięty do granic możliwości. Przechodziłem Diablo kilka razy różnymi postaciami i za każdym razem ginąłem dziesiątki razy. Jedyna taktyka jaką opracowałem to było zrobienie portalu do miasta, zadanie mu jednego ciosu i natychmiastowa śmierć. Nic nie dawało uciekanie bo potwór był szybki jak diabli, spowalniał swoimi atakami więc wtedy już w ogóle kaplica. Kolejne razy były już coraz lepsze, ale pierwsza gra w Diablo i pierwsze spotkanie z nim - do końca życia nie zapomnę tego alt+f4 po 15. zgonie :)
Mój najbardziej frustrujący moment był dosyć niedawno, a mianowicie grając w darksiders 2 doszedłem do jednego z pierwszych bossów ( Krwibór strasznie dziwna nazwa). Walcząc z nim myślałem, że ze złości eksploduje. Wyklinałem twórców, dlaczego na początku gry umieszczają tak trudnego bossa, że ma nas na hita, itp. ( dodam, iż nie miałem jeszcze w tedy pada, a sterowanie nie jest zbyt dobre na klawiaturze.) Po którejś z rzedu próbie udalo mi sie go pokonać. Osłupiałem gdy dowiedziałem się, ze jest to boss dodatkowy, a ja z moim sprzętem praktycznie nie mogę go ruszyć, a wystarczyło by przyjść tu za parę lvl'i, ehh. Ale za to teraz jestem hardcorem i od razu przełączyłem się z poziomu trudności medium na hard i teraz każdą grę będę przechodził na najwyższym stopniu trudności.
Dla mnie najbardziej wykańczającą gra była Contra :d Niby stare ale przechodziło się kilkanaście godzin...Także można tak powiedzieć o god of war 2 jak grałem na najtrudniejszym poziomie to mnie coś brało jak nie potrafiłem przejść bossa...
To nie jest zwykła poduszka
Jeśli chodzi o najbardziej traumatyczne przeżycia z grami to zawsze wracam do lat 90. Alone in the Dark 3. Tak naprawdę nigdy tej gry porządnie nie zacząłem. Dlaczego? Miałem oczywiście 6, może 7 lat i nigdy nie wpadłem na to żeby nie walczyć z duchem kowboja, który zachodzi nas od tyłu na samym początku gry. Ginąłem dziesiątki razy, a moje ciało wieszano na linie za nogi przed jakimś salonem. Ciężkie przeżycie dla dzieciaka.
Miałem kilka takich momentów, ale chyba najbardziej wkurzyła mnie misja w GTA San Andreas, w której trzeba było ścigać na motorze typka który ukradł rymy pewnemu raperowi. Tragiczny model jazdy w tej grze i straszna toporność sterowania na pececie doprowadzały mnie do szału, a oliwy do ognia dodawało to, że w grze nie ma systemu checkpointów i za każdym razem trzeba było jechać do znacznika rozpoczynającego misję i tracić 10 minut aby móc spróbować jeszcze raz. Do gry już nigdy przez to nie wróciłem ;P
Super Mario 3 na NES'a było strasznie frustrujące. Męczysz się z poziomem już ze 2 godziny, jest etap z ostatnim bossem, padasz i ... od nowa cały level. Aż dziwię się, że pady mam całe, bo nie raz zaliczyły lot bezzałogowy z lądowaniem na ścianie.
Jeszcze przypomina mi się stary chwyt na "zapis stanu rozgrywki" na NES'ie - wyłączenie TV z zostawieniem włączonej konsoli. To były czasy ;-)
Najbardziej frustrujący moment w grze? Co druga partia 1 vs 1 w Starcrafta 2... Osobom, które grają w tę grę nie trzeba wiele mówić, a tym, którzy nie mieli przyjemności, polecam, jeśli chcą się przekonać jak wiele krwi może napsuć gra :)
a kto pamięta ostatniego bossa z najnowszego Wolfenstein'a? Gdzie znajdowaliśmy się w takiej przestrzeni z zegarami czy jakimiś tego typu trybami? Trzy dni przechodziłem grę, a drugie trzy na ostatniego bossa. Jedyna gra kiedy straciłem nadzieje na jej przejście :P ale udało się
Moja najgorsza chwila przy grach to była wtedy gdy grałem w Burnout Paradise i było dużo wyścigów czasowych i zawsze zawsze brakowało mi kilku sekund i jednego razu gdy grałem tak się zdenerwowałem że kopnąłem piłkę która leżała na dywanie i walnęła w monitor od komputera który się rozbił i wtedy dostałem nauczkę abym był spokojny podczas gier.
Najbardziej frustrującym momentem był Boss Z pierwszego Kingdom Hearts, gdy Goofy i Donald nie mogli wejść do zaklętej areny. I Sam musiał męczyć się z przeciwnikiem. Zawsze, gdy padałem najbardziej denerwowała długa animacja, której niemożna było ominąć. Z Po kilku godzinach niewdzięcznych prób, głośnego wyklinania i podobnej złości jak Krzysiek grał w Bit. Trip'a na Live, pokonałem bossa. Satysfakcja była gwarantowana, lecz po pokonaniu bossa dopiero zorientowałem się, że pod bodajże kwadratem była obrona key-swordem. Przez swoją nieuwagę utrudniłem prawie całą grę :/
ja pamiętam jak byłem mały i nie mogłem przejść jakiegoś bosa w contrze, to z nerwów rzuciłem padem o podłogę,a potem pad się roztrzaskał i miałem innego bosa na karku mojego brata :)
Dla mnie najbardziej denerwujący był śmiech psa w grze Duck Hunt, kiedy to nie trafiło się do kaczki.
Pamiętam, gdy byłem mały i złamałem pistolet do tej gry. Byłem bardzo zły ze względu na porażkę w grze, a później dostało mi się jeszcze od rodziców opieprz. To były straszne chwile.
To co napiszę może nie będzie odkrywcze albo oryginalne lecz ja najbardziej wkurzałem się przy league of legends głównie w początkowym etapie zaznajamiania się z grą. Gdy po raz 10 ginąłem z "niewiadomych" przyczyn dostawałem "białej gorączki" i pewnego razu gdy wpadłem w furię uderzyłem pięścią w ścianę która okazała się bardzo licha i cienka co objawiło się ręką w drugim pokoju. Przynajmniej miało to swoje plusy a mianowicie termin remontu został przesunięty na najbliższy weekend ;_;
Najbardziej frustrujący moment w grze?
Kiedyś jak byłem jeszcze małym, nieopierzonym graczem posiadałem Aminge. Jedną z moim ulubionych gier na nią był Cannon Fodder. Była to dla mnie na tamten czas gra prawie idealna, lecz miała jeden poważny minus. Posiadałem wersje gry z bugiem nie pozwalającym na zapis stanu gry. Dodatkowym problemem był fakt, że nie mogłem grać gdy rodzice wracali z pracy. Mimo to wciąż w nią grałem i doszedłem do takiego mistrzostwa, że w parę godzin potrafiłem dojść pod koniec gry. Jednak była jednak taka misja, która zabierała bardzo dużo czasu i była trudna. Za każdym razem gdy się nad nią męczyłem akurat rodzice przychodzili z pracy. Frustracja spowodowana tym stanem rzeczy narastała we mnie przez wiele tygodni, a nawet miesięcy. A najgorsze było to, że jeszcze musiałem to ukrywać bo oficjalnie przecież nie grałem tylko robiłem inne, "grzeczniejsze" rzeczy. Ostatecznie nigdy nie przeszedłem owej misji, a sama gra wylądowała u mnie na czarnej liście gier, których nigdy już nie ruszę.
Może nie był to bezpośrednio frustrujący moment w grze, ale to było BARDZO frustrujące:>
Pamiętacie Ninja Gaiden? Ale to pierwsze Ninja Gaiden... Nie? To dobrze, bo pewnie teraz nie macie koszmarów. Ktoś powie, że MegaMan jest jedną z najbardziej frustrujących oldschoolowych platformowych gier. Brednie - ten ktoś nie grał w NG. Nie dość, że przeciwnicy byli trudni (nawet normalni), to jeszcze Tecmo postanowiło wprowadzić motyw durnych ptaków przelatujących przez ekran i przewracających Ryu. Do tego jeszcze NAJGORSZY system platformowy z idiotycznym motywem wspinania się po ścianach. Na tej grze rozwaliłem pada od NES-a... Ze złości powciskałem przyciski do środka, nie wiem jak to możliwe, ale tak się stało... Więcej grzechów nie pamiętam.
Najbardziej frustrujące momenty miałem z Mafią, kiedy siedziałem godzinami, aby dojechać do wyścigu, żeby potem go przejść. To było trochę wnerwiające, ale z uporem przechodziłem, chociaż miałem chwile słabości i chciałem rozwalić kompa to nie przeszkodziło mi w przejściu tej gry. Było też tam jeszcze parę wkurzających misji, chociażby i pierwsza misja, w której naszym zadaniem było przetransportowanie mafiozów oraz ucieczka przed policją będąc taksówkarzem lub pościg, w którym naszym zadaniem było strzelać w opony przeciwników. Misje te przechodziłem setki razy, aż za którymś razem się wreszcie udawało. To tylko parę wkurzających momentów z tej gry, ale wrażenia z samej rozgrywki i fabuły zostaną do końca życia.
W piękny majowy poranek (jajecznica na śniadanko) zasiadam do peceta. Hmmm World of Warcraft za darmo do 20 poziomu. Hmmm Trzeba wypróbować.No to jazda, Rasa Troll, klasa Łotrzyk. Zaczyna się fajnie. Questy idą ostro, aż tu nagle ...... Swiftclaw. Zadanie polega na złapaniu raptora o nazwie Swiftclaw na lasso. Trzy godziny szukania go po całej lokacji startowej, cały internet przeszukany i nic. Dopiero po jakimś czasie robiąc już zupełnie co innego, patrzę sobie, a tam biegnie uśmiechnięty Swiftclaw i merda do mnie ogonem. Największa frustracja w moim gamingowym życiu ever.
To było rok temu.Grałem w World of Warcraft moją postacią która miała już prawie najwyższy level (80).Grając wieczorem dostałem komunikat.Ktoś szukał grupy do przejścia raidu na Arthasa.Nigdy nie byłem na raidzie więc zgłosiłem sie na ochotnika.Jeszcze przed dołączeniem do grupy zaprosiłem kolege z gildii który ma już doświadczenie w raidach i zapytałem ile może trwać taki raid.Odpowiedział 2-3h max była 22:00.Zaczeliśmy raid po drodze zginelismy kilka razy i szliśmy bardzo wolno (to któś musi iść zapalić itp.)Była 3:00 a my byliśmy w połowie już troche mnie to denerwowało ponieważ musiałem wstać do szkoły o 6:00.Mój kumpel miał gorzej miał zaliczać kolosa :).O 4:30 dotarlismy do Arthasa przy którym zginelismy jakieś 15 razy.To nie miało sensu,grupa się rozpadła a ja miałem godzine snu i do szkoły.Byłem jak zombie,nigdy wiecej raidów wieczorem.
Jak miałem ok 15 lat dostałem od kolegi na urodziny AvP classic 2000 od razu rozpakowałem i gdy zaczołem grać to doszedłem do prawie końca etapu i się pojawia predator on mnie zabija i zaczynam od nowa cały początkowy epizod.Tak się wkurzyłem że rozwaliłem monitor i myszka a jak rzuciłem myszką w monitor.Szkoda było mi monitora i myszki.
Najbardziej frustrujacy moment gry, hmm chyba walka w Demon's Souls z Spider Armor. Podchodzilem do niej z 5 razy no ale sie udalo. Kilkanascie godzin musialem przyfarmic i pozniej juz nie mialem problemow praktycznie. Wracajac do tego pajaka to przez niego rzucilem DS na 3 miesiace.
Do prawdziwej frustracji doprowadzał mnie mag z III aktu Wiedźmina 2, grając na wysokim poziomie trudności za nic nie mogłem go pokonać. Zawsze kiedy wydawało mi się, że jest już bliski śmierci, wypuszczał na mnie kolejny oddział swoich gargulców i te mnie w moment zabijały. Ale cierpliwie próbowałem i próbowałem, aż w końcu po kilkudziesięciu próbach udało mi się go pokonać ostatkiem sił. Spędziłem przy nim bardzo dużo czasu, ale jaka była satysfakcja jak w końcu go załatwiłem!!
Dla mnie osobiście najgorszym, wręcz traumatycznym przeżyciem był wyścig z pierwszej mafii. Grałem w to kilka ładnych lat temu, ale pamiętam, że po kilkunastu próbach przejścia tej misji zwątpiłem w sens grania i w swoje umiejętności. Był też moment gdy podczas jednej z kolejnych prób udało mi się prowadzić cały peleton i został mi do pokonania jeden z ostatnich zakrętów w lesie, los tak chciał, że poległem i to był moment mojego załamania.Po tym incydencie musiałem odstawić mafie na kilka dni i gdy nabrałem sił witalnych powróciłem do tego nierealnego wyścigu i w końcu się udał.
Do tej pory żona mi wypomina, że musieliśmy kupić nowy stolik okolicznościowy. Niestety ten ze sklepu IKEA nie wytrzymał zderzenia z padem. Jak mógłby wytrzymać kiedy w środku był papierowy tzw. plaster miodu i powietrze!? W każdym razie w stoliku zrobiła się dziura, w którą idealnie pasowała rączka od pada PS3. Gra, która wywołała taką frustrację, to Prince Of Persia Classic. Końcowa walka z Vezyrem była dla mnie niebotycznie trudna!
Najbardziej frustrujące chwile przeżywałem przy starym dobrym Far Cry. Ostatnia misja w wulkanie doprowadzała mnie do białej gorączki. Rakiety latały z każdej strony i wydawało mi się niemożliwe aby skończyć ten etap.
Po kilkudziesięciu próbach (i połamaniu lewego przycisku myszki) ukończyłem grę na "czitach" :D
coraz bardziej jest do du;\ pół roku temu było lepiej
Najbardziej się wkurzałem grając w FIFE 12 -> Sezon Pojedynków, gdy nie szło mi i przegrywałem już 2, 3:0 to zacząłem zawsze strzelać w klawiaturę, biurko, albo rzucałem słuchawkami. Potem miałem przesrane zawsze, bo dostawałem zakazy na komputer przez rodziców.
Było kilka momentów w grach kiedy chciałem roztrzaskać klawiaturę, wyrzucić monitor oknem itd.
Jednak jako wyjątkowo frustrujący moment pamiętam pierwszą walkę z Letho w Wiedźminie 2.
Pierwsze 2-3 porażki jeszcze przełknąłem, jednak mimo wielu prób,różnych taktyk zawsze przegrywałem.
Niesamowicie denerwował mnie o wiele wyższy poziom umiejętności Letho względem Geralta(siła czy długość działania Znaków oraz ogólne umiejętności szermiercze). Mimo tego, że Geralt zawsze wywijał mieczem tak, że nikt nie był w stanie go pokonać, w walce z Letho wyglądał tak jak gdyby dopiero zaczynał naukę szermierczego rzemiosła. Mimo, że było to stosunkowo dawno i mimo, że udało mi się w koncu pokonać przeciwnika na myśl
o tej walce momentalnie skacze mi ciśnienie ;).
Ja najbardziej męczyłem się z jedną misją w grze Driver na PSX'a. Jako, że to było naprawdę dawno dawno temu to nie pamiętam konkretnie o jaką misję chodzi. Pamiętam natomiast, że musiałem przejechać z jednego końca miasta na drugi na czas i zawsze na ostatnim zakręcie na skrzyżowaniu pojawiał się autobus, którego nijak nie potrafiłem ominąć... Kilkanaście razy próbowałem ukończyć tą misję aż w końcu nie wytrzymałem i cisnąłem padem o podłogę nie wypuszczając go z ręki. Efekt był taki, że w mojej prawej dłoni została połowa pada ( do analoga ). Uniemożliwiło mi to granie w cokolwiek na miesiąc (nie miałem wtedy komputera) ;/. Gamingowy horror.
Mój moment? Niedawno. Fifa12, 1 pkt do wygrania 1 ligi (online), 4 mecze do rozegrania. Myślę sobie: "luzik, ja nie zremisuje?". Jak się skończyło? Pierwszy mecz do przerwy 3:0 dla mnie, przegrałem 3:4. Drugi mecz IDENTYCZNIE jak pierwszy. W trzecim dostałem łomot już na starcie i byłem bez szans. No i wtedy: zimny prysznic, kawa, koncentracja i walczymy! Tak... przegrałem 3:4 tracąc bramkę w ostatniej akcji meczu. Ze złości tak mocno przywaliłem sobie w nogę, że nabiłem sobie wręcz kosmicznej jakości siniaka. Ligi do dzisiaj nie wygrałem...
Nie ma bata. Dark Souls jest moje. Dlaczego? Bo widać, że nie mam nerwów na taką gre;p.
Najwięcej nerwów straciłem przy Project IGI. Gra bez save'ów gdzie misje trwały czasami ponad 1 godzinę. Pamiętam do dzisiaj sytuację w 2000 roku kiedy to do mnie przychodził kolega starszy o 4 lata. Ja miałem wtedy 14 on 18 lat. Kumpel pakował w tamtym czasie na siłowni. Także był istnym siedliskiem testosteronu, który w każdym momencie mógł wybuchnąć. W Project IGI graliśmy na zmianę, jedną misję on, później jedną ja, frustracja w każdej misji sięgała zenitu. Niejednokrotnie po długim graniu i nagłej śmierci bohatera odchodziłem od kompa, żeby odetchnąć. W końcu trafiło na ostatnią misję (grał kumpel), po ponad godzinnej walce ostatni przeciwnik na mapie zabił go. Zaczął krzyczeć "NIEEE!!!" rodem z amerykańskich filmów, kiedy to głównemu bohaterowi zabijają kobietę, bądź dziecko. Kolega z miną wściekłego Van Damme rzucił myszką o ścianę po czym wziął się za monitor. Ostatecznie z bratem (który też miał wtedy 18lat) uratowaliśmy monitor, a kolega dał się namówić na odpoczynek przy otwartym oknie. Dyszał tam z nerwów chyba 15 minut. Cieszyłem się, że mi nie wyrzucił przez okno monitora. PS: siłownia w tamtych czasach ostro mieszała ludziom w głowach. Pozdro.
Calkiem dawno temu , dokladnie 12 lat przy grze o nazwie Diablo 2 druidem swiat podbic chcialem. Misje proste przyjemne, niezbyt wymagajace. Bossy padaly 1 po drugim az do Actu 4 doszedlem. Popadalem pare razy (nie duzo moze z 5) i do ostatniej misji doszedlem. Diablo ubic trzeba wyciagam miecz, przywoluje kruki, wilkolaki, niedzwiedzie, duchy i robaki. Jeden strzal i diablo przemienil towarzyszy w pyl zostalem sam. Co zrobilem ? Padlem a jak! Nie jeden raz a okolo dwudziestu , tak sie denerwowalem juz kit z diablo , ale ekwipunek sam sie nie podniesie,
i juz wiedzialem ze go nie zobacze , ze cala moja gra w jednej chwili w pyl sie rozplynela. Jak wziolem myszke, jak ja trzaslem o biurko , jak wziolem piescia walic w stol i powiedzialem NIE I JUZ . Po zakupie nowej myszki, zalozeniu nowej postaci graniu przez kilka dni w koncu go pokonalem i w tedy pierwszy raz, i ostatni poczulem zachwyt, dume ze zrobilem cos nie mozliwego.
grałem sobie Wiedżmina a tu mama wyłączyła mi prąd następnego dnia gram gothic i zabrała mi komputer tydzień tydzień później grałem fife na xbox360 i grałem tylko 5 minut bo nie miałem prądu grałem heavy rain na PS3 to mi brat zabrał konsole
Tekken 6...... Moim najbardziej wkurzającym momentem była ostatnia walka z azazylem. Próbowałem każdą dostępną postacią po kilka razy.Nie udało się . W końcu zacząłem walić losowe przyciski tak mocno że do tego czasu mam wciśnięte A i X na padzie.
W całej historii mojego grania najbardziej zdenerwował mnie wyścig w F1 2011. Ustawiłem długość wyścigu na maksymalny, realizm na full, przeciwników najtrudniejszych itd. Poziom mojego zdenerwowania podniósł się, gdy straciłem parę pozycji na pitstopie, miałem ochotę rzucić padem w monitor, aby pośpieszyć mechaników. Następnie straciłem pozycję przez stłuczkę i konieczność wcześniejszej wizyty w pitstopie. No cóż trudno, jadę dalej, a wtedy nagle na ostatnim okrążeniu, gdy jechałem na bodajże 10 pozycji, na zakręcie kolega ze stajni zbliżył się do mnie zbytnio, a ja w ataku paniki rozbiłem się całkowicie o bandę, przez kolejne 5 minut siedziałem z otwartymi ustami i z ochątą rzucenia padem o ziemie...
Kiedys mialem xboxa 360 i kota.
Grajac w forze 2 i jadac wyscig wytrzymalosciowy juz niepamietam jaki bodajrze na toirze laguna seca.
Przyszedl moj kot usiadl na moim xboxie a w sumei przykucnal i zasikal mi konsole.
Co prawa konsole mam nowa ale kot uciekl.
Było to roku 2003.Resident evil 3 koszmarny Nemesis tam był.
Grałem dużo, próbowałem z całych sił się starałem a i tak rady mu nie dałem.
Ile było prób pokonania Nemesisa czy też próby gry tej przejścia.
Nemesis do tej pory kojarzy mi się źle.
Nie mówię o grze tylko o tym potworze.
Byłem wtedy młodszy i niedoświadczony, Nemesisa przestraszony mały gracz.
Ile razy umierałem (w grze), łzy wylewałem, pada rzucałem czy też przeklinałem.
Cała gra co prawda kojarzy mi się dobrze ale gdy Nemesisa wiedziałem to się nie bać nie umiałem.
Resident Evil numer 3 to gra ciężka, padłem nie raz ale o tej grze nic złego nie powiem. ;)
Dla mnie taką grą był PoP T2T, a konkretniej walki z bossami. Najwięcej problemów przysporzyli mi pierwszy i trzeci boss (Reszta to leszcze). Przy pierwszym miałem taki problem, że na mniejszych niż full detalach gra nie wyświetlała mi prawidłowo qte (walka z nim to tylko qte), a ja mały, nieświadomy tego walczyłem z nim z dwadzieścia razy zanim w necie nie sprawdziłem jak go przejść, a i tak nie wyszło mi to za pierwszym razem bo na ślepo musiałem wbijać klawisze i liczyć że robię to w odpowiednim momencie. Walka z tymi bliźniakami to było najbardziej frustrujące wydarzenie związane z grami w moim życiu. Walczyłem z nimi ok tydzień straciłem pada, krzyczałem miałem ochotę wywalić monitor przez okno, aż w końcu usunąłem tą grę i powiedziałem sobie że nigdy więcej w to nie zagram (dopiero dwa lata później zainstalowałem tą gra i już na większym luzie ją przechodziłem), a najbardziej wkurzało mnie przechodzenie tej banalnej i głupiej jazdy rydwanami po raz n-ty jakby twórcy nie mogli umieścić checkpointa minutę później.
Mnie najbardziej flustrowała sytuacja w GTA VICE CITY, kiedy trzeba myło wykonać misje z helikopterkiem... kilka godzin przy tym spędziłem i oczywiście Walki z bosami w prototype na najwyższym poziomie... niestety pada już nie mam :P (ale przeszedłem, to jest ważne :) oraz oczywiście te zdenerwowanie w Call of Duty 1 na poziomie veteran kiedy po 2 strzałach było pomnie, a jak każdy gracz starej daty wie że to nie była łatwa gra. Dalej pogrywam ale w multi, grafika jest dalej piękna jak 7 lat temu. I nie zapominając o ostatniej misji w Ghost Recon: Future soldiers, kiedy ścigaliśmy 7 przywódców organizacji bodajże ;p ogólnie każda misja prawie w GR:FS mnie denerwowała bo miałem uszkodzony system i strasznie gra mi się cieła ale przeszedłem i ta radość na końcu . "jest udała się ! like a boss xD"
Bardzo chciałbym zagrać w Dark Souls. Jestem pewien że DS da mi kilkadziesiąt niezapomnianych miłych ale jakże denerwujących godzin... ale licząc na te spełnienia dochodząc do endgamu :D
Do złości niepohamowanej,
Doprowadzały gry w ilości nieznanej.
Najczęściej z konsoli każdemu znanej,
I przez wszystkich pagasusem nazywanej.
Gdy orła się nie dopilnowało,
I w tankach wróg do niego wbijał śmiało.
Albo gdy Mario wpadał na grzyba złego,
Po czym okazuje się że to ostatnie życie jego.
A gdy pterodaktyla na obiad zjeść chciałeś,
I buffów pełno na swej pale miałeś.
Wnet jaskiniowiec pod ogień wbiec musiał,
Bo to Big Nose a nie dzisiejszej gry rozdział.
Mam nadzieję że się podobało,
Co prawda wspomnień jest w tym niemało. :)
Kiedy na moim poprzednim komputerze grałem w wiedźmina 2 doszedłem w dosyć krókim czasie do walki z kejranem. Jako noob w wieśku 2 nie zdziwiłem się gdy zginołem kilka razy . Ale gdy 4 tydzień z zrzędu próbowałem "przeklikać" nieszczęsnego QTE dostałem takiego szału że miałem ochotę rzucić komputerem o ścianę. Ograniczyłem się jednak do usunięcia w zemście samej gry z dysku twardego . Ale jak się potem okazało była to wina komputera związana z błędem występującym przy za małej ilości klatek na sekundę,czego niesety wtedy nie podejżewałem.
Witam. Najbardziej frustrujący dla mnie moment ma powiązanie z dzisiejszą grą z Przeglądu :). Moment ten miał miejsce w grze Baldur's Gate! Pamiętacie zapewne, tytułowego(finalnego) bossa i zarazem brata głównego bohatera. Przez swoją własną głupotę nie mogłem się z nim nigdy zmierzyć, ponieważ wiecie co zrobiłem?!
Zabiłem typka, który miał mi wręczyć klucz do otwarcia pewnej bramy do budynku, w którym mieścił się właśnie główny zły do pokonania w grze.... Nie zapisałem sobie wcześniej gry, nie wiem jakim cudem miałem tylko jeden zapis z samego początku, widocznie regularnie kasowałem save'y bo szkoda było miejsca... Zabiłem tegoż jegomościa i próbowałem godzinami(dniami!) dostać się do tego budynku. Prosiłem kolegów o pomoc i nic. Bezskutecznie! Myślałem, że popełnię harakiri, że mnie piorun trafi. Kilkadziesiąt godzin grania, męczenia się tylko po to, żeby nie ukończyć gry! Częściowe pocieszenie nadeszło wraz z przejściem dodatku Opowieści z Wybrzeża Mieczy... Masakra. Pozdrawiam
Cześć. Wydarzeniem, które POWODUJE (tak, nadal cierpię) u mnie największą frustrację, związaną z grami wideo jest moment, kiedy pokazałem mojej dziewczynie jak grać w World of Warcraft. Początkowo- z głupoty- sam namawiałem ja, by ze mną pograła w WoWa- stanowczo odmawiała, kwitując WoWa określeniami takimi jak "głupie", "głupie" i "głupie". Kiedy w końcu udało mi się sprawić, że sięgnęła po tę grę, zacząłem zauważać, jakim błędem to było- kiedy gdzieś wychodzimy, czekam kilkakrotnie dłużej aż się zbierze (wliczając w to czynności, które one robią przed wyjściem z domu, wyobraźcie sobie, jak zabójczy jest ten kolejny dodatek czasowy...), bo zwykle gra. Kiedy ją odwiedzam, gra. Kiedy ona odwiedza mnie, prosi, bym sprawdził jej drzewko talentów i opowiada, jakiego to słodkiego raptora dzisiaj nie widziała... Osobiście nie mogę dłużej patrzeć na tę grę, a Dark Souls przyda mi się cholernie bardzo, chociażby dlatego, że nie jest WoWem. A może Ewa zajara się DS, ukończy całe i będzie spokój... Albo nie- biorąc pod uwagę poziom trudności, doczekam późnej starości, albo i nawet zgonu, jeśli zechce przejść tę grę kilkakrotnie. Jestem Kuba, mam 19 lat i jestem wowofobem- mam też załamanie nerwowe i niedosyt dobrych gier, ktore WoWem nie są- staję się coraz bardziej nudną personą, która nie opowiada o fascynujących rzeczach w obawie, że ktoś powie/ napisze: "Wow!", bleehh...
Prawdziwy płacz wywołały we mnie ... wyścigi chocobo w Final Fantasy X. Wyścigi te należało ukończyć w czasie - uwaga - mniejszym niż 0:00:00 s. (łapanie baloników odejmowało sekundy, baloniki kradła nam sprzed nosa konkurencja, a nadlatujące ptaki - bardzo trudne do ominięcia - dodawały nam 5 sekund karnych I to wszystko przy fatalnym sterowaniu). Problem w tym, że osiągnięcie tego wyniku było prawie niemożliwe. Powtarzałem ten etap chyba ze 150 razy przez dwa tygodnie, waląc padem, obrażając się na konsolę, fotel, stół, sufit i psa, który obserwował mnie z miną wyrażającą niezwykle ludzkie współczucie i równie ludzką żałość. Napis "Continue" regularnie pojawiał się w koszmarach.
Nigdy więcej nie wrócę do wyścigów chocobo w FFX. Nigdy więcej nie będę próbował zdobyć Celestial Weapons. Gdy wreszcie to przeszedłem, nie miałem nawet siły się cieszyć. Ot, wzruszyłem ramionami. Byłem po tym tak wymęczony, że odstawiłem FFX na miesiąc.
Brrrr...
Najgorsze co mi się przytrafiło w grach to walka z Gaping Dragonem w Dark Soul u kolegi na PS3. Było to pewnego pieknego dnia gdy w wolne sobotnie popołudnie znajomy zaprosił mnie na partyjkę w DB Ragin Blast 2 a skończyło się na 10h sesji przy "super grze przez którą nie mogę już normalnie funkcjonować" (jak mówił znajomy). Jako fan uniwersum DB byłem początkowo zawiedziony takim obrotem spraw no ale inaczej być nie mogło, po 3 godzinnym tutorialu n/t chodzenia, atakowania i lockowania wrogów (nie grałem w poprzednią część i nie miałem styczności z tytułem prędzej) oraz kilkunastu śmierciach i straceniu kilku setek dusz dotarliśmy do bossa z Depth'sów. Jak to już się zdąrzyłem przyzwyczaić umarliśmy podajże z 7 razy - niby można by się wściec ale to 8 raz był najgorszy. Ostatnia walka przyniosła Nam nową taktyke - brak zbroi, walka stylem dwuręcznym i uniki oraz hint z neta o wrażliwości "krokodylo-smoka" na elektryczność. Uzbrojony w "super miecz" posypałem go "jakimś" proszkiem dzięki czemu zadawał dmg od błyskawic i ruszyłem nie świadomy tego co mnie czeka na potwora. Walka była długa (z 15 min na oko), pad spocony (kto grał ten wie dlaczego), a ja właśnie straciłem ostatnią butelkę życiodajnej wody. Gad posiadał już około 1/8 paska zdrowia a moja postać była skoczna jak nigdy - już się cieszyliśmy jak na rozdaniu cukierków w przedszkolu gdy nieoczekiwanie super six axis DualShock 3 chyba nie wytrzymał tego co się działo na ekranie i się bezczelnie rozładował. Skończyło się to oczywiście śmiercią (drugi pad leżał 2 metry od Nas na biurku!), rozsypaniem paluszków (ku uciesze psa), rzuceniem pada na kanape i wyjściem się przewietrzyć. Złośliwość rzeczy martwych ;) dziękuję i pozdrawiam
Rzecz miała miejsce w 2003, gdy to internet na większości terytorium Polski był tylko przez modem, ale z sąsiadami zainwestowaliśmy w dsl podzielony kablami miedzy domami. Pewnego dnia odkryliśmy, że możemy grać między sobą na LAN-ie więc się zaczęło ciupanie po kilka godzin dziennie w Medal of Honor Allied Assault i jeszcze z mirofonami. Flame leciał straszny. Miałem takiego sąsiada który strasznie dobrze radził sobie ze Springfieldem i w pewnym momencie gdy zginąłem chyba z 10 raz z rzędu od niego z całej siły przywaliłem pięściami w klawiaturę z dodatkiem soczystego KUR*******************AAAAAAAAAAAAA(podobno nie było trzeba mikrofonu bo słyszeli wszyscy sąsiedzi)...w każdym razie po tym uderzeniu przyciski w klawiaturze zapadły się do środka bo połamałem podstawki pod nimi. Swoją drogą kiedyś ten sam sąsiad rozwalił swoją myszkę gdy rzuciłem w niego młotem w grze Rune...ale to już zupełnie inna historia :)
Pamiętam właśnie jak rozwaliłem klawiaturę przy wyścigu w Mafii pierwszej, tak się męczyłem że za którymś razem uderzyłem pięścią w klawiaturę i ta przestała odpowiadać na naciśnięcia przycisków i musiałem czekać na nową klawiaturę aby przejść ten wyścig i już później panowałem nad sobą, też miałem podczas fify 12 na ps3, gdy przegrywałem mecz w którym nic mi nie wychodziło po prostu przeciwnik był dużo słabszy, lecz oddawał jakiś tam strzał i padał gol, więc za którymś tam razem się zdenerwowałem i rzuciłem padem w krzesło na którym stała kamerka do ps3 o nazwie Play Station Eye i ten głośniczek co jest na górze został wgięty, a w padzie coś tam latało jakby się coś odłamało, ale działał :).
Pozdrawiam