Wstaję słonce, kogut pieje, a ja z łoża wolno staje, już zakładam soją zbroje, już monetę sobie wziąłem, nagle druh mój wierny wpada do minę i zaczyna histeryzować. Ja go pytam co się stało ,a on do mię barcie mój bracie nie uwierzysz, smok mi gwizdną kurę mą kochaną. Czekaj czekaj którą kurę-pytam się go. A gdy zaczą opisywać, coś mu przerwało wychodzę na dwór i widzę smoka czarnego jak sadza z oczami jak bursztyny. Ale zaraz co to jest u niego w łapie ,toż to moja kaczka co mi jaja złote znosi, o nie tego mu nie wybaczę myślę sobie, odwróciłem się na pięcie i i pędem po topór do domu, by mu dać nauczkę ale co to biegnę biegnę i nagle jak żem orła nie wywiną, nosem po błocie przejechałem,głowa w błocie tyłek w górze, ale nie podniosę się myślę sobie, ale co to nagle słyszę śmiech, zdziwiony odwracam się a tu smok na ziemi leży za brzuch się trzymając i śmiejąc się od ucha do ucha. Mi aż szczena w duł opadła a on nagę wstaje z gleby i się patrzy na mnie , po chwili smok zaczyna mówić ja niewierze że on mówi, a on dominę że przeprasza za to że kaczkę bieżę bez pytania ale mu jest ona do pokera potrzebna a ja padam ze zdziwienia smok w pokera grający. ale co to nagle ciemno i zaraz jasno???????
sen się skoczył !!!!!!! Wracam do nydnego dnia codziennego ...