Bo tworzyli to pasjonaci, którym zależało na doznaniu, a nie wyrobnicy którym zależało na kasie.
Ale era tak tworzonej muzyki, filmów i gier minęła dla tej cywilizacji bezpowrotnie.
Oj tam, narzekasz;) Mam prywatną teorię, że ludzie, którzy przestali czytać (nawet komiksów już nikt nie czyta) i mają zdolność skupienia się jak u muszki owocówki po prostu nie potrzebują więcej (to, Palworld, Starfield itd.). Ich mózg przeciążyłby się, gdyby do rozgrywki wszedł sens, cele, emocje i wybory. To by ich męczyło. A farmienie przez 100 godzin ich nie męczy. Bo to rozrywka dziecięca, lepienie babek z piasku cały dzień, proste i zajmujące - dla dziecka. Korpo o tym wiedzą i puszczają co puszczają - wielkie bezsensowne pustki (a jedyne przesłanie to LGBT, jak w nowym Horizonie - 'put a chick on it, make her gay!' - widziałeś Panderverse;)?). To się robi tanio (dlatego małe studia dają radę) i prosto - nie musisz pisać tekstu, tłumaczyć go, zatrudniać aktorów, testować zależności, tworzyć konsekwentnych charakterów, pisać muzyki. Do tego trzeba zatrudnić ludzi z talentem, a tu wystarczą wyrobnicy - 'policz ile tam wooda i stona trzeba żeby house postawić'. AI ci wypluje teksturki. I tyle.
Sorry, częściej grana była łyżka od herbaty w klawiaturze żeby zablokować F. Automatyzacja z potworkami blokującymi się o kamyk, mhm. Gra bez celu, save, npców, polegająca tylko na farmieniu jest u mnie spalona. I tak, żal mi coś ściska, że z lenistwa nikomu nie chciało się żmudnemu gameplayowi nadać jakiegoś sensu. Dużo wysiłku by to nie kosztowało. Bezimienny i bezsensowny bohater pałętający się bez celu po mapie, w świecie któremu wszystko jedno czy tam jesteś czy nie - nie.
W dwa dni osiągnąłem 50ty poziom i odkryłem mapę (ustawienia suwaków) i całe szczęście - bo mózg by mi umarł jakbym to samo miał robic przez 100 godzin.
Cudownie, baw się dobrze. Dla mnie jedyny sensowny Survival to była Subnautica (bo miała fabułę i koniec). Mechanizm uzależnienia od farmienia rozumiem. Ale nie popieram.
Nie porównuj gier zręcznościowych, symulacyjnych, ani MMO do tego - bo tu nie ma takich elementów (a teraz prawie we wszystko można grać w multi - co nie sprawia, że gra z muti jest automatycznie dobra).
Masz rację - o jakości grafiki na poziomie 5cio letniego mobilka nie ma co rozważać. A ciekawsze animacje ciosów były w Diablo 1.
Pograne.
Gra w nic, o nic i po nic. Farmisz. Tyle. Godzina za godziną, dzień za dniem. Farmisz. Po co? Żeby farmić. Bez celu, bez fabuły, bez powodu. Zabijasz czas. Nagradza to mózg równie sensownie co palcowanie mediów społecznościowych. Gra szkodliwa dla dzieci, otępiająca, męcząca. Ustawiłem kolesia pod złożem, położyłem książce na klawiszu myszki i poszedłem na kawę. Taka gra. Szkoda, wielka szkoda, że tylko tego potrzeba do rozrywki ludziom - i to często dorosłym ludziom. Nie można było ustalić jakiegokolwiek celu gry, jakiegoś sensu, jakiegoś powodu? Widać nikt tego dziś nie potrzebuje. Czy to się zmieni po e.a.? Bardzo wątpię.
Grafika jest ok - taka na poziomie 6ścio latków. Animacje, dźwięki - wszystko jest drewniane, umowne. Budowanie proste, nieciekawe, prymitywne. Sterowanie w sam raz na mobilka.
Nie rozumiem.
Skok na kasę (czyli typowa gra po 2015r.). Niedorobiona technicznie, okrojona z zawartości i pełna błędów. Ogólnie produkt i projekt bez sensu, bo nie daje nic w porównaniu do poprzedniej wersji. Ale marka znana, więc się sprzedało. Taka 'Fifa' w świecie city-builderów.
Widzisz, ludzie mają różne poczucie humoru.
Mnie np. bawi gostek który broni śpiewania sobie kilkadziesiąt zł za grę tak starą, że powinna od dawna być darmowa.
Bawi mnie świat w którym wyciąga się takie trupy i sprzedaje od, bo nie ma nic nowego na rynku.
I bawi mnie (ale to już przez łzy), że gry sprzed 20 lat są ciekawsze i bardziej rozbudowane niż tworzone latami i za miliony potworki 'AAA' AD 2020+.
Jeśli pójdą w kolorowo-infantylno-cukierkowe badziewie (jak w 6) to nie kupię (a grałem jeszcze w jedynkę).
jak wyżej
Nie bój żaby, spragnieni nowej dawki przyjemności, ludzie zapłacą za wszystko, na co będzie hype. A w to Todd umie. To jakby zakładać, ze ludzie przestaną oglądać sport bo to tylko komercha, a jakaś drużyna gra kiepsko. A kogo to...? Gry zabiła ich masowość, chodzi o kliknięcie 'kup' na fali mentalności rozentuzjazmowanego tłumu - i miliony płyną. To po prostu działa.
Gry są generalnie nudne, głupie, wtórne, obliczone tylko na szybki zarobek i tracenie przy nich czasu, nie dając w zamian emocjonalnych przeżyć, przygody, czy ciekawych historii, a ekonomia skali sprawia, że nie muszą być inne bo i tak przynoszą zyski.
Każdy, średnio inteligentny człowiek tyle wie. Można o tym pisać drobnym maczkiem na całe rolki papieru toaletowego. I co z tego? Nic.
Jako fan niespiesznych i klimatycznych Risenów i osoba która zmęczyła Elexa 1, tej grze mówię NIE.
Ta gra nie ma klimatu (o zgrozo!), jest nudna, nieciekawa, bez poczucia przygody. Ma spapranych, zrobionych na 'odwal się' NPców, spapraną fabułę i klimat - czyli jedyne co czyniło z gier Pirani pozycje godne uwagi. Dla klimatu wybaczało się drewno. Tu drewno jest, a klimatu nie ma. Gra Pirani bez klimatu to jak jedzenie chleba z trocin. Bardzo, bardzo nie polecam.
Już jakiś czas temu stwierdziłem że czas znaleźć nowe hobby.
Pan zapomnial jeszcze wspomnieć, że w modelu szybkiej i masowej sprzedaży, trzeba bazować na najpodlejszych odruchach - seksie i przemocy - i o tym jest 99% gier. A świat w którym razi ludzi własne zdanie na temat odchyleń seksualnych, a rozrywka ociekającą makabrą, sadyzmem i obłędem jest spoko, to pociąg z którego ja wysiadam.
"Narcystyczne zaburzenie osobowości (ang. narcissistic personality disorder, NPD): jest zaburzeniem osobowości obejmującym wszechobecny wzorzec wielkości (w fantazji lub zachowaniu), czy stałą potrzebę podziwu i brak empatii.
Ludzie z tym schorzeniem są często opisywani jako aroganccy, egocentryczni, manipulujący i wymagający. Mogą być przekonani, że zasługują na specjalne traktowanie. Cechy te zazwyczaj pojawiają się we wczesnej dorosłości i bywają widoczne zarówno w kontaktach zawodowych, jak i w innego typu relacjach.
Charakteryzuje się co najmniej 5 z poniższych objawów:
1 Wielkościowe przekonanie co do swojej wartości (np. wyolbrzymianie swoich osiągnięć i talentów, oczekiwanie bycia lepiej traktowanym niż inni, pomimo braku znaczących osiągnięć).
2 Pochłonięcie wyobrażeniami o nieograniczonym: sukcesie, władzy, doskonałości, pięknie lub miłości idealnej.
3 Przekonanie o byciu kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym. Potrzeba bycia rozumianym wyłącznie przez osoby (lub instytucje) o wysokim statusie społecznym, zdolność do przebywania tylko w towarzystwie takich osób.
4 Nadmierne pragnienie bycia podziwianym.
5 Poczucie bycia uprzywilejowanym (tzn. irracjonalne oczekiwanie bycia szczególnie traktowanym lub zakładanie z góry, że różne oczekiwania zostaną spełnione).
6 Wykorzystywanie innych osób do osiągnięcia swoich celów.
7 Brak zdolności współodczuwania: niechęć do rozpoznawania lub identyfikowania się z uczuciami albo potrzebami innych osób.
8 Częste poczucie zazdrości wobec innych lub przekonanie o tym, że to inni są zazdrośni.
9 Arogancka, wyniosła postawa lub zachowanie."
Teoria: popieranie (lub atakowanie) Starfielda stało się ideologiczne w kontekście wojenki PC vs konsole -?
Bardzo ciężko znaleźć coś obiektywnego o tej produkcji, a ilość komentarzy (choćby tutaj) przyprawia o zawrót głowy. Można w nieskończoność pisać, że gra ma niewątpliwe plusy (ilość questów, elementy sanboxowe jak budowanie statku i hacjendy), ale i przytłaczającą ilość minusów (jakikolwiek brak sensu eksploracji poza questami, kiepskie AI, żenujące animacje sprzed 20 lat, kiepski interfejs, bycie symulatorem loadingów, brak klimatu i bezsensowność świata przyszłości bez choćby telefonów czy pojazdów naziemnych - które 90% misji odebrałyby sens istnienia).
Denerwują mnie tylko durnoty typu 'po 20 godzinach się rozkręca':) Człowiek na wszystko może poświęcić dowolną ilość czasu (znałem gościa co miesiącami budował statki z papieru), co nie świadczy o tym, że warto. Po kilkudziesięciu minutach już się wie czym Starfield jest. Albo się kupi ten drewniany świat i bieganie za questami wyłączając mózg, albo nie.
Koniec końców, przy tej grze MOŻNA się dobrze bawić, bo jest w niej co robić nawet na kilkadziesiąt godzin. To co irytuje i skłania do narzekań to lenistwo korporacji Bethesda, która wypuściła kolejny produkt obszerny, ale pod każdym względem przeciętny, lub kiepski. Mimo że dobrze wie, czego chcą gracze.
Czekam, ale obawiam się powrotu koszmaru z Dirta 5 gdzie auta jak plastikowe bańki fruwały po drodze, a AI jechało jak po sznurku.
Dobrze że Dirt 2 z 2009 jeszcze mi się odpala na Win11:)
No i co? Ludzie który mają miliony wyświetleń pierwszego dnia powtarzają słowo w słowo argumenty które podałem po mojej grze, ale wojownicy Internetu, obrońcy świętego płomienia Bethesdy z gry-online, od których nie usłyszałem nic poza personalnymi wrzutami, wiedzą lepiej:)
Gra nie wyszła, nie pyknął 'Skyrim w kosmosie', ale otrzyjcie łzy, Bethesda zarobiła, więc wyda kolejną grę. Oby lepszą niż ta.
Starym graczem, który jest w temacie od lat 80tych, który pamięta czasy SecretService i 286, którego wkurzają dzieci pokrzykujące na forach internetowych.
Psami to możesz swoją rodzinę nazywać. Ja kupiłem produkt, spędziłem z nim wiele godzin, wiem o czym mówię. To nie jest dobra gra, lecz gra nudna i wsteczna. Czemu, to argumenty napisałem, ale ty się do niczego nie odnosisz tylko rzucasz obelgi.
A fakt, że Taylor Swift ma miliardy wyświetleń nie znaczy że ma mi się podobać jej muzyka (a propos durnych argumentów).
Potwierdzam, najlepsza recenzja tej gry. W 100% moje odczucia. W euforię wpadają niuńki, które odpaliły grę i przytłoczeni 'ogromem' jeszcze nie odkryli, że gra ma głębokość kałuży.
Nie kolego. Ta gra jest tak powtarzalna i tak głupia (chodzenie kliknięciami po 'planetach'-czyli kwadratach ziemi-jak po pokojach, w uniwersum bez map, gdzie nawet koniem nie pojeździsz, z npcami tak generycznymi że ciekawsze są rozmowy są z teściową z i interakcjami pamiętającymi lata 90te ), że raczej ludzie mu nie darują tych i innych wad.
Ta gra nie wciąga, bo o ile dało się uwierzyć w Skyrimowy drewniany świat zwiedzany na piechotę, bo to było siermiężne średniowiecze, o tyle uwierzyć w taką eksplorację galaktyki się już po prostu nie da. Gra mogłaby powalczyć ciekawym głównym questem, ale i tego nie ma. Jest za to piaskownica z nieskończonymi questami przynieść-znajdź, w której możesz farmić i ciułać setki godzin, choć bez celu, bo nikomu do niczego to w świecie gry nie potrzebne.
Bethesda się obroni, bo pracy w grę włożyła dużo, ale 90% graczy zostawi Starfielda po max kilkunastu godzinach (jak ja). Jak opadnie premierowy kurz to będzie 'cicha' gra. Bo krytykować nie wypada, bo przecież w grze jest co robić, a Bethesda włożyła pracę, a że się szybko ziewa, to się dyskretnie wywali z dysku i zapomni.
raviel - Ale żeś zabłysnął. Dałem konkretne przykłady w czym gra jest spaprana, a ty popis marnych obelg:)
Ehh... Mieciu Mieciu. Jak nie masz argumentów to obrażasz. Na grze spędziłem więcej niż możesz sobie wyobrazić i dostałem ją w sposób, którego byś pozazdrościł. Opiszę to tak: Starfield to kropkowana mapa (gdzie kropki to 'planety', czyli w 99% generowane losowo kwadraty ziemi, na których gra losuje miejsca z puli kilkunastu budynków). Uniwersum bez jakichkolwiek map (nowe dno w grach), w którym kliknięciem (i loading screenem) przechodzisz od 'planety do 'planety' jakbyś chodził po pokojach, gdzie nie ma żadnych środków transportu (już w średniowieczu były choćby konie). Te miejscówki które zaprojektowano ręcznie są ciekawe designersko (choć grafika jest po prostu stara), ale questy i npc są tak generyczni i nudni, że gra po prostu nie ma sensu i klimatu. Choć daje zajęcie na setki godzin, jest to zajęcie nudne, powtarzalne i nikomu nie potrzebne. Lepiej iść do parku i liczyć liście na drzewach.
'jak wam się nie podoba to może po prostu nie jest dla was'. Święte słowa gościu. Znam ludków którzy miesiącami z twarzą zombie rzeźbili kwadratowe drzewka w Minecrafcie, więc Twoje zarywanie nocy na queście ze Starfielda mnie nie rusza:)
Starfield nie jest epicką przygodą, tylko dość drewnianą piaskownicą, "RPGiem" w którym nikt nie obchodzi nas, a my nikogo, gdzie możesz zastrzelić miasto, a nieśmiertelni sprzedawcy i tak będą z uśmiechem oferować towar:). I to trzeba wiedzieć wydając parę stówek. Ale to co ma robić, robi dobrze. Tylko nie można się spodziewać kolejnego MassEffecta.
To ja dodam swój ostatni komentarz dla potencjalnego kupującego:
Starfield NIE jest złą grą. Ale jeśli myślisz, że musisz wydać teraz 300zł i biec do sklepu bo ominie cię epicka przygoda życia, to spokojnie, możesz poczekać na pacze, dlc i spadek ceny.
Bo to NIE jest epicka przygoda, z jakąś myślą przewodnią, tylko wielka piaskownica do której wujek Todd powstawiał dużo zabawek, świetnie dopracowany surviwal, który, ze względu na swoją wielkość, nie został dopracowany pod kątem przygody czy elementów RPG. Przypomina pod tym względem, niestety, niesławną 76stkę. Na szczęście tylko pod tym.
Nie ma tu jednak żadnej przewodniej przygody, światu gry zupełnie obojętne jest czy w nim jesteś czy cię tam nie ma i to czy będziesz siedział i budował sobie domek, czy porobisz parę questów, nikogo w świecie gry nie obchodzi. W grze można dłubać tysiące godzin, ale jak ją zaczniesz, a potem zgasisz na miesiąc, to nic cię do niej nie będzie do niej ciągnąć.
Bez obaw, gra ci czas wypełni, czuć ogrom pracy włożony w jej stworzenie, ale to typowa współczesna gra-piaskownica, gdzie możesz wszystko, a nie musisz nic.
Gra oferuje sporo: wielki świat do eksploracji, proste questy, generycznych npców bez osobowości, sporadyczne wybory moralne, uproszczony maksymalnie system rozwoju postaci, niemego bohatera, wielki świat do zwiedzania i tony lootu. I zajmuje ci tym setki i tysiące godzin.
Ale jeśli czekałeś na objawienie RPG i intensywną przygodę to nie ten adres.
Nie podzielam entuzjazmu. Sorry, jakie 'dialogi'? Chyba monologi npcow, bo masza postać 1) jest niema 2) nie ma żadnych opcji do wyboru (w Mass Effect to były dialogi).
Cieszę się że ci się podoba mnogość questów ale ja motywacji naszego bohatera do wykonywania któregokolwiek z nich nie widzę poza kredytami i eksploaracją. W NewVegas była zemsta, w Fallout 2 geck, w Wiedzminie Ciri, w Gothicu tajemnica, w MassEfect ratowanie świata, etc. Co cię motywuje tu?
Niestety pod kątem tempa rozgrywki (nic nie musisz) i ogólnej obojętności świata wobec dowolnych poczynań niemego bohatera przypomina survival. Podłubiesz tu, podłubiesz tam, a w sumie to wszystko jedno bo chodzi o 'eksploracje'.
NPCe generyczni i mdli.
To nie jest zła gra, ale nie wciąga i nie ma emocji.
Jeszcze kilka spostrzeżeń (nie najlepszych niestety):
- poziom imersji jest niski. Np. można kraść 'na oczach tłumu' ile wlezie łażąc w kucki po mieście i nikt się nie orientuje (to już w stareńkim Oblivionie czy Risenie jak się ktoś skradał na widoku to kogoś obchodziło). Zastrzelisz 100 osób, wszystkim wisi. Dogadasz się z kapitanem piratów że niby da ci spokój, co nie przeszkadza jego podwładnym kilka metrów dalej nadal cię atakować i robić za kukły z lootem. Ehh...
- 'wielkość' gry wynika z nadmuchania. Zamiast np. zmieścić 4 sprzedawców w jednym miejscu, rozrzuceni są pojedyńczo po budynkach z hallami wielkości boisk piłkarskich. Czy to ma sens?
- fabuła jest delikatnie mówiąc mdła jak flaki z olejem. W MassEffect np. (który Starfield na całego małpuje) chodziło o ratowanie świata. Tutaj w sumie nikogo nie obchodzi nasz cel. Nas też nie. Paru znudzonych obieżyświatów siedzi w
klubie i chce znaleźć kawałki czegoś. Czyli epickości też nie ma. Zadania robi się po to, żeby robić zadania.
- bugi są, a jakże. Postać wtapiająca się w podłogę, czy towarzysz biegnący w ścianie. No ale nie ma tragedii. Niestety czuć, że paczy to jeszcze nie było.
- loadingi i loadingi. Każdy budynek to ekran logowania, podobnie poziom na statku, czy piętra. Krótki bo krótki, ale na imersję nie wpływa dobrze.
Gra to typowy surwiwal z elemetami RPG. Robisz co chcesz, albo nic nie robisz i nikogo to nie obejdzie:/ Może ktoś lubi, ja bym jednak wolał żeby gra opowiadała jakąś historię. Gra się, ale żeby takie lepienie babek z piasku było wybitnie zajmujące to nie czuję.
Na laptopie z 3050 w FHD na średnich chodzi płynnie (na wysokich już tnie). Na PC z 3080 w 2k+ (panorama) na ultra chodzi bez zarzutu. Czy to kiepsko? Może mogłoby być lepiej, ale dramy nie ma. FPSów nie liczę bo to nie CS, po prostu da się grać bez przycinek na wspomnianych. Także nie słuchałbym 'clickbajterów' z neta, bo chodzi.
Wpadł mi przypadkiem w ręce, pograłem kilka godzin i... skrobie się po głowie.
Gra jest strasznie brzydka (szare kolory, grafika 'umowna'). Trochę nie wiadomo o co cho... Jakiś kolo podchodzi na początku i mówi - 'o górniku, mój statek kosmiczny jest twój, leć i zwiedzaj'.. Aha kolo, a ty tak każdemu dajesz te statki? Logiki widzę, że gra ma niewiele. Opcji dialogowych (wyborów) na razie brak). Biega się i farmi, na razie nie wiadomo po co. Takie no-mans-sky połączone z 'The Outer Worlds' (w których wiadomo było przynajmniej o co chodzi od początku) ze zrzynkami z MassEffecta.
Dziwna gra w której chyba chodzi o marnowanie dziesiątek godzin na bieganiu od A do B i z powrotem, bo żadna mechanika gry (a gra ma 3 - bieganie, strzelanie i farmienie) nie daje jakiejś zbytniej radochy.
Aha - skrzynki na przechowywanie zebranego badziewia na statku nie ma (za to kibel jest), więc rzeczy trzeba rozrzucać na podłodze, bo nosi bohater niewiele. Mapy jakiejkolwiek brak. Sterowanie postacią jak to w grze Bethesdy, erpegowe drewno. Także tego...
Taki 'surwiwal' z lekką fabułą. 6/10 jak na razie. Może kiedyś się rozkręci jak starczy cierpliwości.
Aha, to taki realistyczny świat, w którym dowolna grupa kolesi spotkana na planecie zaczyna w ciebie pruć z broni maszynowej bez 'dzień dobry'. Taki z tego RPG jak z koziej d... trąba. Shooter zwykły. I realizmu tu tyle co z Quake:)
Przy wszystkich opisach dodam dla ostrzeżenia: gra jest trudna, irytująca, niezbyt rozbudowana i krótka.
Doradzam poczekanie na 'pacze' i dodatki, żeby się nie zniechęcić.
Najlepsza gra w historii:)? Prooszę...
Gra filmowa i oskryptowana tak, że ma się przyjemność z eksploracji, jak przy zwiedzaniu tunelu. Gameplay polega na wykonaniu mechanicznych czynności od checkpoita-do-checkpointa, czyli jak w każdym konsolowym dziele. Po mapie nie ma czego szukać, postać nie ma ekwipunku, nie rozwija się w żaden sposób, a do celu prowadzi jedna, maksymalnie oskryptowana droga. Absurdy tupu: zeskocz z dachu tą jedną zaplanowaną drogą, bo jak zejdziesz metr obok to zginiesz, to przejaw konsolowości, bardzo trudny do zaakceptowania dla PCtowego gracza.
To gra przeznaczona do konsumowania przez grubego Amerykanina na kanapie, gdzie pad ma mu nie zawadzać zbytnio w piciu browarka:) No i protagonista-bandyta jakoś nie budzi sympatii. Muzyka nie porywa, epickości nie czuć. Czuć za to uwikłanie w patologiczną rodzinę i jej problemy - za to plus. Nie wiem nad czym te zachwyty. Może cokolwiek z fabułą i trochę bardziej urozmaiconym gameplayem niż wciskanie szybko jakiegoś klawisza to dla konsolowców szczyt marzeń. Dla mnie nie.
Upierdliwa gra, przestrzegam. To są wyścigi, w których nie masz żadnych szans, bo nie liczą się umiejętności tylko 'kredyty' na zabawki. Możesz jechać najlepiej, ale i tak nie wygrasz, dopóki nie naciułasz 'kredytów', jeżdżąc do znudzenia te same trasy i kończąc gdzieś na dole listy. A jak zabijesz wystarczająco dużo czasu i naciułasz 'kredytów', to se kupisz lepsze fury i wtedy ze wszystkimi od razu wygrasz. Super model gry, naprawdę. Wykonanie na poziomie mobilka na xiaomi.
A kogo w ogóle obchodzi, że ta gra to żart pod każdym względem?
Korpo: Kasa się zwróciła? Dobry marketing był, to się i zwróciła i to w samych preodrerach. I tylko o to chodzi. I do następnego razu frajerzy. Bo i tak zapłacicie. Pogracie parę godzin, ponarzekacie w necie - a kaska płynie. I płynąć będzie.
Kiepski looter-shooter. Pusty, tani, zrobiony bez polotu. Tyle. O co się pieklić? Jedyne co wciąż zaskakuje, to gracze, którzy spodziewają się czegoś lepszego, gdy rzucają kasą w producentów zanim pokarzą się rzetelne recenzje.
Starfield będzie zapewne powtórką z rozrywki. A wystarczyłoby raz nie zapłacić za crap, żeby się firmom nie opłacało wykładać na crapy kasy. A tak połowa kasy idzie na PR, żeby gra się zwróciła w pierwszy weekend, a potem zdziwienie graczy, że się kupiło 10ty raz g... w kolorowym papierku.
O, pojawiło się po updacie na Steam. A wydawało mi się, że kupiłem po 'premierze'.
Kilkadziesiąt godzin. A gdzie by to miało być? Bo w opcjach jest tylko język auto, albo English.
Mocno pokomplikowany indyk.
Strategia ekonomiczna, survival, simsy i tower-defence w idei 'Factory'. I, niespodzianka..., nic z tych rzeczy nie wyszło wybitnie dobrze. Gra polega głównie na zmaganiu się ze skomplikowanymi mechanikami gry i farmieniu. Postacie łażą po mapie niezależnie (jak w simsach), ale można je 'powołać' i wtedy stają się naszymi marionetkami. Proste czynności wymagają skomplikowanego klikania po kolejnych rozkazach. Można też naszym 'simom' układać priorytety zajęć w tabelkach. I tyle.
Nawet trochę wciąga mechanika budowania twierdz przeciwko kosmicznemu robactwu, ale oczywiście wszystko tu jest niedorobione - nie porywają animacje, ani dźwięki, bo przecież to nie RTS. No właśnie - ta gra to sumie zlepek wielu pomysłów, z których żaden nie jest wykonany ciekawie. Trochę czasu można zabić, ale wątpię czy ktoś do tego wróci. Aha - i na dziś brak języka polskiego.
Herr Pietrus - no niestety za długo siedzę w grach, żeby sobie łatwo dać wciskać kit. Tzw. ''ludzie z branży'' (np. z ''gry online'') nie mogą być obiektywni, bo to jest ich praca i chleb. Bo dla nich gra to produkt. Ale gry to nie bułki w sklepie - że jakaś jest gorsza, ale się też zje. Gry to godziny wyjęte z realnego życia. Z grami (i każą sztuką - muzyką, filmem, książką) to jest tak, że albo od razu czujesz, słyszysz i widzisz, że robił ją ktoś z talentem, kto chce cię przenieść w świat swojej historii, albo czuć na kilometr, że ktoś chce ci wcisnąć tanią tandetę. A że dzisiaj dorosłym ludziom wystarczy lepienie babek z piasku, żeby dać im zajęcie na setki godzin, to już problem nie na moją głowę.
BB to chyba zbyt nowa produkcja, by cokolwiek mogło być na niej aż tak wzorowane-? Wartales to raczej gra na fali popularności sanboksowych survivali, czyli gier tanich w produkcji, gdzie nic (za cyferkami excellu) nie trzeba tworzyć z konsekwencją, sensem, ani polotem, bo przecież ''gracz sam tworzy sobie grę''. No bo po co iść do galerii sztuki, skoro można ludziom dać blok i kredki. Gry takie przebiły się z kolei w świecie całkowitego uwiądu gier AAA.
A do Herosów nawiązałem, bo gamplay przypomina ich bardzo (łażenie po mapie, zbieranie znajdziek, dopakowywanie ekipy i turowe walki).
Ehh... To byłaby dobra gra gdyby nie gameplay:) Tak, głupio to brzmi, bo idea jest świetna - Heroes M&M w surowych realiach średniowiecza.
Problem w tym, że ta gra próbuje być RPGiem, strategią turową, przygotówką i survivalem naraz - i niczego nie robi dobrze. Nie ma poczucia przygody, niestety.
Hirołsi polegali na opanowaniu jednej mapy - był cel, była frajda. Tutaj mamy wielki, rozwlekły i pusty świat po którym włóczymy się bez większego celu naszą posępną ekipą, 90% czasu spędzając na powtarzalnym szlachtowaniu jakichś przypadkowych ludzi, tylko po to by nabić sobie koszmarnie powoli rosnące statystyki. Do czego to zmierza? Ano do niczego. Ładnie to wszystko wygląda, ktoś się napracował nad mechanikami, tylko po kolejnej godzinie szlachtowania pojawia się pytanie - po co.
Ekipa którą zarządzamy składa się z przypadkowych ziutków, którzy giną nam gęsto (chyba, że się ciągle wczytuje), w sumie w ogóle nam na nich nie zależy - tyle co ich cyferki. A w RPGu to błąd.
Mapa jest powtarzalna i pusta (są domki i kilka rodzajów znajdziek, ale typów zadań jest ze 3 na krzyż). A w strategii to błąd.
Mechaniki survivalowe sprowadzają się do karmienia ekipy tanim żarłem. I tyle.
Celu łażenia nie ma, poza śrubowaniem statystyk, więc dla kogo będziemy zarzynać, też nie ma żadnego znaczenia.
Koniec końców, po kilku godzinach gra powoduje ziewanie. Nie ma ani regrywalności strategii, ani przywiązania do postaci z RPGa, ani ''story'' i emocji przygodówki. No i po co w to dalej grać? Żeby strugać paski życia kolejnym rzędom bandziorów?
Kolejny survival... I na tym można by skończyć. Ale to co wyróżnia SotF to fabuła i jakiś cel rozgrywki. Oczywiście schowany jest za typowymi durnymi mechanikami tego typu gier (zapisy gry wymaga zbierania patyków po lesie), ale jednak jest po co grać, za co wielki plus.
Do twórców chyba powoli dociera, że gra polegająca tylko na zbieraniu patyków w sztucznym lesie, to nie jest ciekawe zajęcie, więc dali pomocnika do farmienia śmieci, NPCów i cel gry. Wielki plus i brawa za to i mam nadzieję że gry survivalowe pójdą w tym kierunku.
Grafika jest w porządku, ale fotorealizm to to nie jest - nie razi, ale w 2023 niczego nie urywa, takie ''meh''. Muzyka w stylu lat 80tych robi klimat. Jak na wczesny dostęp to nawet da się pograć. Za wcześnie żeby ocenić grę całościowo, ale jeśli lubiłeś pierwszego ''Lasa'', to polubisz drugą część jeszcze bardziej. Do tego znośna cena.
W IMIĘ LUDZKOŚCI - NIE KUPUJCIE W PREORDERACH ANI NA PREMIERĘ!!!
Gracze, uczcie się z historii - jeśli będzie to wielka, pusta, brzydka zabugowana kupa polegająca na farmieniu i pełna mikropłatności (czyli tak jak wszystko co Bethesda wydawała od lat) to jedynym sposobem, by korpo, przestały to robić jest nie danie im zarobić. Gorzkie żale korpo ma głęboko, dopóki kasa się zgadza. Dopóki zarabiają na kupie, będą produkować kupę. Nie kupujcie kupy.
stg.Olo - Gruby argument wyciągnąłeś:) Powiem tak - 1,5-2 godzin przy dobrym filmie spędzę z przyjemnością. 12 godzin przy nudnym - nigdy w życiu!
Nazywam Valheim stratą czasu, nie dlatego, że jest zupełnie złą grą, ale dlatego, że gra wymaga ZBYT DUŻEJ, absurdalnej wręcz ilości mojego realnego czasu. I nie jest to czas spędzony twórczo, ciekawie i emocjonująco, ale na tych samych na mechanicznie wykonywanych czynnościach.
Jako gracz (od wczesnych lat 90'tych) z przyjemnością spędzę nawet 40-60 godzin w grze, która umie mi ten czas ciekawie zająć - np. uczestniczeniem jakiejś historii z ciekawymi 'plot twistami', postaciami i klimatem (np. pierwszy Dragon Age, Fallout 2 i Vegas, czy Mass Effect).
Ale wymagające setek godzin survivale są grami szkodliwymi, toksycznymi - zwłaszcza dla dzieci. Po prostu mulą mózg nagradzając go za złudne poczucie kontroli nad światem. A tak naprawdę gracz utyka siedząc bez ruchu godzinami w pętli powtarzalnego i bezmyślnego farmienia. Nie podejmuje żadnych wyborów, nie przezywa emocji - po prostu siedzi i bezmyślnie klika, wraca tymi samymi drogami po 50 razy nosząc wymyślone znajdźki. Jest to przerażający, tani w produkcji, zwyrodniały gatunek gier, którego nie lubię.
P.S. Nawet tekstówki z lat 80tych, czy klasyki takie jak Breytal at Krondor, które miały elementy survivalu, były ciekawe i twórcze. Współczesne survivale to czyste zło:).
stg.Olo - to jest RPG (rozwój postaci), otoczka, cel gry. A elementy survivalowe (np. konieczność jedzenia) są tu tylko dodatkiem. Dlatego ta gra jest taka popularna. Natomiast nie wspomniałem chyba o jednej dziesiątej sposobów na marnowanie w niej czasu. Np. czekanie dwa dni na sfermentowanie, żeby zrobić jeden napój... Jaki sens? Żaden, poza traceniem czasu. Nie mogę wybaczyć tego tej grze - i dodatki nic tutaj nie zmienią. Bez modów mim zdaniem pozostaje irytująca i zupełnie niegrywalna. Całe szczęście są mody, które mogą oszczędzić tygodni bezsensownego farmienia. Tylko jak to świadczy o grze...?
Survival doskonały. I kropka. Jest klimat, jest cel (pięciu bossów), jest znośna, choć pikselowa grafika i jest poczucie przygody. Ale ja niestety, kurde mówię takim grom NIE!!!
Próbowałem, naprawdę próbowałem przekonać się do survivali po raz kolejny. Niestety ta gra to tylko kolejny, tanio zrobiony potworny, niewyobrażalny, gargantuiczny POŻERACZ CZASU. Zaprojektowany skrupulatnie jako pożeracz czasu.
Gra sprowadza się do powtarzania przez dziesiątki, setki TYSIĄCE godzin tych samych powtarzalnych czynności (np. rąbania drewna). Brak NPców, questów, celu błąkania się po ogromnej mapie, poza zbieractwem. RPG w którym z nikim się tu nie rozmawia, nie podejmuje żadnych wyborów, nie ma żadnych emocji - po prostu chodzenie i zbieranie, chodzenie i zbieranie, chodzenie i zbieranie. Brak save. A jak zginiesz (a ginąć będziesz), chodzenie na piechotę po ekwipunek na niewyobrażalnie wielkiej mapie, albo zaczynanie od zera.
Jedyne co ma ta gra, to milion sposobów na marnowanie Twojego czasu na powtarzalnych czynnościach i chodzeniu po niewyobrażalnie wielkiej pustej mapie w celu lootowania. Nic więcej. To wielkie oszustwo, wydmuszka. Gra jest też wtórna, bo rzeczy oczywiste w RPGach (jak mapa, czy punkty szybkiej podróży) oczywiście są, a jakże, ale albo uproszczone, albo maksymalnie utrudniono do nich dostęp. Czym? Potrzebą powtarzalnego farmienia przez setki godzin miliona dupereli po wielkiej mapie. Nie mogę grze, która wymaga ode mnie takiej ilości czasu wybaczyć:
- Mapy. W tej grze to żart - nie można ustawiać znaczników poza ogniskiem, prawie nic się na niej nie zaznacza w takcie odkrywania, i zupełnie nie wiadomo gdzie co jest (generowana losowo, a żeby znaleźć bossa trzeba zmarnować dziesiątki godzin bezcelowego snucia się po pustej mapie. Założę się, że po czterdziestym zmarnowanym w tym celu dniu gra prosi się o odinstalowanie)
- Maksymalnie uproszczone statystyki postaci, brak umiejętności i wyborów jak rozwijać postać (powoli, koszmarnie powoli, wzrastają tylko statystyki sprzętu który się aktualnie używa).
- Braku NPców i jakichkolwiek questów pobocznych (gra ma ich 5 - słownie, PIĘĆ questów na grę wymagającą setek godzin).
- Braku szybkiej podróży po ogromnej mapie (są portale, które trzeba samemu wystrugać z bardzo rzadkich zasobów, wiec zrobisz ich maksymalnie kilka. Oczywiście nie można przez nie podróżować z naprawę przydatnymi przedmiotami - np. jak wydobywasz rudę metali, każdą w innym końcu mapy, zawsze z dala od domu, musisz z nią chodzić na piechotę, albo statkiem. Nie ma to żadnego celu, poza marnowaniem godzin twojego realnego życia na chodzenie w grze.)
- braku save (możesz tylko odrodzić się po śmierci w swoim łóżku, goły i wesoły, żeby wrócić do miejsca pochówku aby odzyskać cały sprzęt). Po co? Po prostu, żeby tracić czas.
- braku informacji co robić, gdzie iść. Gra mówi ci minimalnie niewiele albo wcale o tym co z czego zrobić, co to daje, gdzie są bossowie, jak ich pokonać. Wszystko odkrywasz nieustannie ginąc, albo zbierając strzępki informacji z losowo poukrywanych kamieni z niewiele mówiącymi opisami. Kolejna zaprojektowana strata czasu.
- Niewyobrażalnej wręcz powtarzalności i nudy gameplayu polegającego na nieustannym rąbaniu drewna, zbieraniu kamieni, farmieniu, lootowaniu które jest sensem, celem i kwintesencją tej gry.
O walce nawet nie wspominam, bo jest ona tak drewniana, że wrzucono ją tu chyba na siłę - polega na dziobaniu jedną animacją kilkunastu rodzajów wrogów. Jedynie bossowie (5ciu na grę) są wymagający, ale tragicznie zbalansowani - np. dwóch pierwszych pada samych, a zielony bloob jest zdecydowanie za silny.
Jeśli ktoś by chciał w to zagrać, to podam sposób, który moim zdaniem sprawia, że w ogóle jest się sens zabierać za Valheima (i tak spędzisz tam dziesiątki godzin, ale oszczędzi ci to chociaż błąkania się bez celu):
1) Podejrzyj mapę (wchodzisz na stronkę i przeciągasz tam plik ze swoją mapą z katalogu) C:/Users/.../"%appdata%\..\locallow\IronGate\Valheim\worlds):
Zapisz ją jako JPG i trzymaj w czasie grania pod ręką.
2) Odpal konsolę (w necie znajdziesz instrukcję), i użyj od razu:
- exploremap
- przenieś się poleceniem 'goto' do miejsca startu każdego bossa, a tam zrób w pobliżu każdego portal (aby zrobić portal użyj polecenia 'devmode' a potem klawisza 'b' co odblokuje możliwość budowania dowolnej struktury).
Następnie zrób drugą końcówkę portalu obok swojego domu i nazwij np. Boss 1, Boss 2...
- obok domu postaw od razu ulepszony na maksa warsztat i kuźnię, to przynajmniej, bez tracenia kilkudziesięciu godzin, zobaczysz co i ile możesz w grze wyprodukować.
- zrób brązową siekierę.
- poczytaj w necie jak ubić każdego bossa i co jest potrzebne do jego wywołania.
Wyloguj się i rozpocznij ponownie.
Od tej chwili masz przed sobą tylko niemiłośiernie długiego i nudnego RPGa, w którym i tak spędzisz tygodnie realnego życia, głownie na powtarzalnym farmieniu zasobów. Ale w takiej formie jest jeszcze zjadliwy. W formie pierwotnej, absolutnie odradzam, każdemu, kto choć trochę szanuje czas swojego krótkiego żywota.
Dla survivalu daję 10. Dla gry komputerowej 2 za klimat.
Po pograniu (na szczęście zakup długo po premierze wyszedł taniej) stwierdzam, że niestety gra nie ma nic do zaoferowania.
Grafika jest brzydka (jak na taką grę to bardzo brzydka), jest przepotwornie liniowa, nieciekawa, pusta i oskryptowana do granic możliwości (nie wejdziesz przez drzwi obok, dopóki nie porozmawiasz z postacią x).
Co do gameplayu i fabuły, to... ależ ta gra jest... durna. Robił ją chyba ktoś kto w życiu w nic nie grał, za to miał ambicję zrobić grę komputerową. NPCe coś mruczą i bełkoczą (lektor tłumaczy nam że jednostajne pochrząkiwanie postaci to skomplikowany dialog), gra polega bezmyślnym na szlachtowaniu hord jakichś przypadkowych bogu ducha winnych stworków, a interfejs nadawałby się do gry dla 6ściolatek o ubieraniu kucyków. Kto to robił i co przy tym palił - to jedyne ciekawe pytanie w czasie gry w Biomutanta. Gra nie ma nic, dosłownie NIC co by czyniło ją wartą zagrania.
Amen. Gra bez polotu (jak wspomniałem, gdzie jej do Red Alerta, KKND, czy Total An.). Zrobiono prostą gierkę z antyczną grafiką i zabrano save żeby byłą 'wyjątkowa'. Nie z nami te numery.
O co cho?? RTS z grafiką sprzed 10 lat i wykastrowany z opcji save. O co wielkie halo? Grę wykastrowano z opcji save żeby tracić przy niej czas, ot wielka idea. Idea idiotyczna, tani trick.
Nie ze mną te numery - stareńki Red Alert czarował fabułą, filmikami, zwrotami akcji, zmianą stron, humorem. Tutaj jest nędza, taniość, nuda, powtarzalne misje. Mechanizm 'nagradzania mózgu' za siedzenie 2 godziny nad mapą w RTSie żeby się w końcu udało przejść bez zapisywania to za mało, żeby tracić tyle czasu z życia na nudną jak flaki z olejem grę.
Daję 5 za początkowy fun, który bardzo szybko ustępuje miejsca nudzie i poczuciu, że nie warto tracić czasu.
Z wstępnych recenzji wynika, że zwykły skok na kasę w wykonaniu EA (eksperci w temacie - jak seria FIFA) - wszyscy potwierdzają, że zmiany są czysto kosmetyczne.
Trwa pandemia (mamy wielki popyt na rozrywkę), nowych dobrych gier jak na lekarstwo, więc jest okazja zdoić spragnionych rozrywki frajerów na 200+PLN jeszcze raz za to samo. A przecież nowi gracze mogą przecież kupić oryginał, a dla tych co już kupili trylogię zakup zupełnie bez sensu.
Remaster (praktycznie to 'hi-res mod') miałby sens gdyby był dostępny za symboliczną cenę dla posiadaczy trylogii. I póki nie będzie tak dostępny, to kupowanie go w tej horrendalnej cenie tylko zachęci EA do dalszego dojenia frajerów. Największa premiera roku od giganta EA - gra sprzed kilkunastu lat, za pełną cenę. Śmiech na sali...
Najgorsze jest to, że te 10 lat temu, gdy rynek gier był mniejszy, opłacało się zrobić taką epicką space-operę, a teraz, przy tak rozwiniętej technologii i wielkim rynku, najwięksi producenci zalewają go szambem mobilnego crapu, kolorowymi strzelankami i ogólnie rozrywką najniższych lotów.