Po nieco ponad roku od premiery gry na konsole, również miłośnicy grania na komputerach osobisty mogli poznać historię Artura Morgana. Czy warto było czekać? Spojrzę na to z perspektywy kilku tygodni po ukończeniu gry.
Fabułę można by opisać jako esencję najlepszych westernów. Pierwszy akt rozpoczyna się w zimowej i górzystej scenerii, gdzie wraz z towarzyszami poszukujemy schronienia. Na samym początku poznajemy kilka kluczowych postaci jak chociażby Dutcha Van Der Linde, Johna Marstona oraz samego Artura Morgana. Historia opiera się na poszukiwaniu przez bohaterów miejsca w którym mogliby się osiedlić i wieść spokojne oraz dostatnie życie. Do tego potrzebują oczywiście pieniędzy, które zdobywają na dosyć niekonwencjonalne oraz nielegalne sposoby. Do tego jak to zwykle w opowieści z bandziorami bywa, po piętach depczą im stróże prawa. To opowieść o łotrach, którzy szukają raju torując sobie drogę z użyciem rozgrzanych luf rewolwerów.
Bohaterem z którym przyjdzie nam spędzić najbliższe kilkadziesiąt godzin rozgrywki jest Artur Morgan. Bardzo charyzmatyczny mężczyzna z przeszłością, która dalej rzuca swój cień na jego poczynania. Zdecydowanie trudno go nie polubić. Gra daje nam relatywnie zero-jedynkowe podejście do zadań. Stąd Artur może zachowywać się jak złoczyńca lub jak człowiek o złotym sercu. Suma naszych wyborów reprezentowana jest przez wskaźnik, który mówi nam o tym jak bardzo “źli”, czy “dobrzy” jesteśmy. Tutaj pojawia się pewien mały zgrzyt. Podczas gry, starałem się być uczynny, tak aby wskaźnik wskazywał swoją pozytywną stronę. Uznałem, że dzięki temu zakończę przygodę pozytywnym akcentem. Na końcu gry nie miało to jednak żadnego znaczenia! Uważam, że to trochę zmarnowany potencjał…
Read Dead Redemption 2 to gra z otwartym światem, gdzie mamy do dyspozycji masę opcjonalnych aktywności pobocznych. Mechanika rozgrywki jest dosyć łatwa do zrozumienia i przyswojenia, mimo ogromu opcji i możliwości. Wszystkie czynności jak łowienie ryb, czy polowanie są sprytnie wplecione w tło fabularne. Nie spędziłem więcej niż kilku chwil na większość z nich, gdyż opierają się na byciu naprawdę cierpliwym i wytrwałym. Jestem przekonany, że dla niektórych takie dosyć realistyczne podejście do życia na dzikim zachodzie mogłoby się spodobać, ja po prostu to sobie odpuściłem. Nie jest to moja para kaloszy. W grze można znaleźć wiele możliwości modyfikowania praktycznie każdego elementu ekwipunku w tym konia oraz obozu w którym żyjemy.
Świat gry jest zbudowany fenomenalnie i naprawdę trudno mi znaleźć drugą grę w której tak realistycznie oddano piękno dzikiej natury. Wygląda to absolutnie zdumiewająco. Światło wolumetryczne, animacja błota (!), ruch postaci oraz zwierząt, jak również szczegółowość i gęstość roślinności daje niezrównane dotąd wrażenia wizualne. Grałem na bardzo dobrym komputerze z ustawieniami na ultra+ (po zwiększeniu ustawień na ultra, można poprzesuwać jeszcze kilka suwaków w prawo) i w porównaniu do konsol wyglądało to wszystko znacznie lepiej. Nie wiem dlaczego, ale mimo tych ustawień rozdzielczość wielu tekstur była bardzo mierna! Bez specjalnego przybliżania się do ścian, czy innych powierzchni łatwo jest dostrzec nieostre piksele. Poza tym, optymalizacja gry stoi na umiarkowanym poziomie. Nie jest źle, chociaż uważam że na komputerze na którym grałem powinienem mieć około 100fps, a jednak musiałem się zadowolić 60 w rozdzielczości 1440p.
Ukończenie gry zajęło mi jakieś 40 godzin. Wykonałem wszystkie misje poboczne, lecz nie zajmowałem się takimi rzeczami jak kolekcjonerstwo lub wytwarzanie swoich ubrań. Chwilami doskwierało mi znużenia potęgowane dodatkowo przez źle umiejscowione zapisy stanu gry. RDR ma bardzo wolne tempo akcji. W żadnym przypadku nie należy traktować tej produkcji jako “GTA na dzikim zachodzie”, ponieważ można się od niej odbić jak piłka od ściany. Twórcy położyli nacisk na budowanie klimatu, niespieszne tempo, tak aby można było podziwiać piękny świat, poczuć trochę uroku nieśpiesznego życia na dzikim zachodzie. Wiele misji zaczyna się od krótkiej rozmowy wstępnej, po czym bohaterowie wsiadają na konie i gawędząc dalej jadą do interesującego ich miejsca. Taka przejażdżka trwa przynajmniej kilka, a czasami nawet kilkanaście minut. Nie możemy zapisywać stanu gry w dowolnym miejscu oraz nie istnieje “klasyczna” szybka podróż. Zdarzyło mi się zostać zauważonym przez wroga w etapie skradankowym i następnie wolałem dać się im zabić, gdyż mogłem kontynuować misję, ale tylko jako brutal strzelający do wszystkich. Po takiej akcji znowu trzeba przeboleć 10 minut na koniu i spróbować ponownie.
Premiera gry odbyła się najpierw na konsole, dopiero później dostaliśmy port na PC. I to… czuć. W sterowaniu szczególnie. W niejedną grę grałem, strzelać lubię i to bardzo. Natomiast wybór broni oraz włączenie trybu “sokole oko” (bullettime) było dla mnie czystą tragedią i irytacją. Jak głupio się czułem, kiedy podczas najbardziej zaciekłej wymiany ognia nagle chowałem przypadkiem broń do kabury i stałem z gołymi pięściami, a wróg walił do mnie swoim karabinem… Podobnie ma się obsługa trybu sokole oko. Do końca gry robiłem te same błędy… Dodatkowo strzelanie wówczas, kiedy dzielnie galopujemy na swoim wierzchowcu to również nie miła niespodzianka. Bez zmiany ustawień kamery strzelanie podczas pościgów to katorga. Podsumowując, dla mnie jedną z większych wad produkcji jest zdecydowanie bardzo nieintuicyjne rozłożenie klawiszy oraz mechaniki strzelania.
Czy było warto czekać? Jak widać nie jest to gra dla każdego. Kilka elementów jest wybitnie silnych - grafika, fabuła, klimat - niestety kilka słabszych - sterowanie, optymalizacja, problemy z zapisem stanu gry i dla niektórych ogólna toporność. Historia Artura Morgana jest naprawdę znakomicie poprowadzona, a końcówka to mistrzostwo. Można mieć łzy w oczach. Do tego przepiękne krajobrazy o niesamowicie dalekich horyzontach. Nietuzinkowe podejście do detali objawiające się mnogością aktywności pobocznych oraz modyfikacji ekwipunku jest czymś, co może zatrzymać wielu graczy na dłużej. Chwilami znużenie zaczyna być odczuwalne i tempo akcji może uśpić, lecz kiedy coś się dzieje to robi się naprawdę gorąco. Uważam że warto było czekać, ponieważ to jedna z najlepszych produkcji ostatnich lat. Na pewno jednak nie jest idealna. Całe szczęście wiele zajęć jest opcjonalnych i można cieszyć się opowieścią. Jeśli lubisz klimat dzikiego zachodu, cenisz w grach fabułę oraz wolność eksploracji jest to pozycja obowiązkowa! Jeżeli jednak oczekujesz wartkiej akcji znanej z GTA, może najpierw obejrzyj jakiś gameplay lub pograj u znajomych i sprawdź czy to jest coś dla Ciebie, ponieważ możesz się srogo zawieść.
Fabuła: 9/10
Grafika: 8.5/10
Dźwięk: 9/10
Świat gry: 10/10
Sterowanie: 7/10
Ocena główna: 9/10