"A faktem było to, że takich dziewczynek jest dużo i dużo już było pod skalpelem doktora. Żadna nie przeżyła i z żadnej nic nie wyciągnięto do antidotum."
Skąd takie informacje? Gdzie pojawia się jakakolwiek wzmianka o poprzednich/innych pacjentach lub pacjentkach odpornych na zarażenie cordycepsem?
Oho, mam wrażenie, że zagadka rozwiązana.
https://www.reddit.com/r/thelastofus/comments/np6tj8/clearing_up_a_misconception_about_ellies_immunity/
Powiedz mi, że się mylę, chociaż obie gry dwukrotnie przeszedłem i nigdy nie było mówione nic o ludziach ODPORNYCH a co najwyżej o testach na wielu INNYCH ZARAŻONYCH.

Ja byłem i widziałem, i takich mięśni jak ma rzeczona bohaterka gry nie zbudujesz bez wspomagaczy tym bardziej w post-apo świecie gdzie praktycznie ich nie ma, masz braki w jedzeniu i wodzie. A jeśli już to je twarz nabierze cech męskich jaki głos ze względu na zażywany testosteron.
Zbudujesz, kwestia czasu i intensywności treningów, plus oczywiście bardzo solidne odżywienie. Ale w grze, w przypadku WLF to akurat nie problem - oni mieli swobodny dostęp do wszystkich podstawowych zasobów. Pokój bohaterki to wiemy jak wyglądał. I tu nawet nie jest konieczne użycie testosteronu czy innych wspomagaczy. Jak masz na to kilka lat i się przykładasz, to wyniki mogą być bardzo imponujące, nawet przy ograniczonych zasobach.
Ludzie w kinach będą powtarzać "Somehow Palpatine returned", róbcie screeny.
Liczby mówią same za siebie, Overwatch ma na steam niespełna 40 tysięcy graczy w szczycie dobowej aktywności. Ile może mieć na Battlenecie? Drugie tyle? Bardzo optymistyczne założenie, ale niech będzie, daje to łącznie 80 tysięcy graczy. A Marvel Rivals? 230 tysięcy pół godziny temu. Dziękuję, dobranoc.
Sytuacja analogiczna do PoE 2 i Diablo: pojawił się tytuł, który z palcem w nosie robi lepiej wszystko to co wielki tytuł od Blizza robił przez lata. Jaka będzie odpowiedź Blizzarda? Podejrzewam, że mierna albo nawet znikoma, bo im się już nawet nie chce, takie odnoszę wrażenie. Niesamowita historia, kiedyś Blizzard był stawiany na piedestale, dzisiaj jest pośmiewiskiem branży.
F
Mnie to w ogóle nie dziwi, zasypiałem przy każdej cutscence z pierwszego Death Stranding
Zależy którą część SH chcesz porównywać do której części RE, których w obu seriach było ponad 10 tytułów i każdy był innej jakości. W dodatku porównywanie horroru psychologicznego do zombie slashera (i to takiego celującego w klimaty kina klasy B) raczej nie ma większego sensu i to tak jakbyś powiedział, że kolor fioletowy jest lepszy niż kanapka z serem.
Oczywiście, że to było także w Layers of Fear. Grałem w jedynkę i dwójkę, obie pod koniec zaczynały mocno spowalniać, głównie chyba po to, żeby zakończyć z przytupem, ale czy się to udawało można by dyskutować.
Co do samego remake'u SH2 to wydaje się mieć w paru punktach przewagę nad oryginałem (bardziej koherentne dialogi, oprawa graficzna, sterowanie), ale z uwagi na uwspółcześnienie i dostosowanie do obecnych standardów gamingowych, robi mniejszy efekt wow niż robiła oryginalna SH2.
Te płacze z powodu ocen wystawionych za granie białym mężczyznom stały się już memem. Gość zrobił grę, która jest całkiem fajna w gameplayu i dość kiepska w fabule, ale nic ponad to. I gdy ktoś mówi, że gra jest co najwyżej okej, to wszczyna histerię, że ludzie nie dają samych 10 jego ukochanego dzieła z jakichś ideologicznych powodów.
Ego większe niż mapa gry (była całkiem spora).
Bardzo dobrze, że doszli do takiego wniosku po latach badań. Gracze wiedzieli to po pierwszym przypadku użycia review bombingu i widząc jego skuteczność, korzystamy z tego do dziś.
Dzięki panowie krawaty, nie pomogliście wcale.
odpowiem tak: AC nigdy nie było grą historyczną per se, zawsze to była jakaś interpretacja. Od Ezio, który został zwyczajnie wymyślony, ale spotykał autentyczne istniejące persony, po Bayeka, który walczył z giga wonszem w podziemiach piramid (iks de). Ja akurat miałem taką sposobność, że kolega podczas rozmów o Legendzie 5 Kręgów (papierowy RPG osadzony w feudalnej fantasy Japonii) wspomniał, że był sobie kiedyś taki czarny ponoć samuraj Yasuke, który jednak był tylko na moment, bo po obaleniu jego władcy szybko go wygnali z kraju (co mnie dziwi, że go po prostu nie stracono), także na tydzień przed samą dramą sobie mogłem o nim poczytać jakieś bardzo ogólnikowe materiały. Ubi robi z niego samuraja? Trochę kiczowato, ale umówmy się - ta gra będzie miała inne, poważniejsze wady.
Raczej kwestia tego, że Bloober nam szykuje sporą fuszerkę. Rozumiem odświeżenie tytułu poprzez dodanie jakichś subtelnych zmian, zmianę designu itd. Ale zmiana stroju na bardziej skromny u Marii wprost kłóci się z ideą i sensem głównego wątku tej gry.
"Zmiana najpewniej miała na celu uniknięcie kobiecej seksualizacji"
Tylko, że powinno być... dokładnie odwrotnie. Nie chcę spoilerować gry tym, którzy jeszcze nie grali, więc nie będę zagłębiał się w szczegóły. Jestem zaniepokojony tym jak gra się prezentuje na materiałach. Widać dużą różnicę na plus w dialogach (James i Laura). Gameplay może i będzie dobry (walka, model poruszania się postaci, które w oryginalnych SH jednak były średnie), ale obawiam się, że gra nie do końca uchwyci ciężar i powagę wątków poruszanych w fabule.
Masz prawo mieć swoje zdanie, nawet jeśli nie ma ono najmniejszego sensu.
Opowiedz mi o tych zaprzeczających samym sobie babolach w fabule TLOU2, chętnie poczytam kolejny elaborat o tym jakie to woke jest złe :D
Akurat tydzień wcześniej gadałem z kolegami na temat feudalnej Japonii (gramy w L5K, niedawno oglądaliśmy Szoguna, więc temat mocno na czasie) i akurat jeden zapodał ciekawostkę o Yasuke, która oczywiście nas zaskoczyła, ale poczytałem i spoko. A tydzień później w necie inba, bo "REEEE jak to czarny samuraj?!!!!111" xD
Kiedyś trochę pograłem w pierwszego Fallouta, ale odrzuciła mnie archaiczność tej gry. Dodatkowo zawsze wolałem bardziej przyziemne i poważniejsze podejście do postapo (The Road, Last of Us, This War of Mine), ale serial chętnie obejrzę.
Ale że kobieta to od razu feministka? Powinna grę wydawać pod pseudonimem, nikt by jej nie zarzucił bycia kobietą :)
Quake Live to w sumie Q3Arena tylko odnowione.
Natomiast Quake Champions miało całkiem spore zaplecze fabularne(scrolle i inne notatki w grze), z którym absolutnie nie zrobiono nic pożytecznego. Gra ma meta-plot, każdy z czempionów ma swoją historię (niektóre całkiem fajnie napisane) i spora część z nich jest ze sobą powiązana. Wątek Stroggów (czyli wątek przewodni Quake'a) jest tam też jak najbardziej obecny - jak dla mnie można by na tych zasobach spokojnie zbudować fabułę pod grę singleplayerową.
Raczej problem będzie miała aktorka odgrywająca postać Abby. Ale osobiście nie moge się doczekać burzy jaka się rozpęta po scenie gry w golfa <3
Taki średniak, przegotowany i rozwodniony i dobity przez nieproporcjonalny hype. Grało się przyjemnie, ale więcej niż 7/10 bym tej grze nie dał. Najbardziej w dniu premiery ubawiły mnie gumowe palmy rozciągające się na całe ulice i Jackie przechodzący przez zamknięte drzwi windy w pierwszej misji :D
Gram w Tekkena od części trzeciej i na etapie siódemki gra już została dla mnie frustrująco spłycona na tyle, że ósemki pewnie nie ruszę. Zamiast znajomości ciosów i możliwości poszczególnych postaci na pierwszy plan wchodzi umiejętność odpalenia super-ciosu, którego kombinacja dla każdej postaci jest taka sama, zabiera dobre 60% paska życia i nie da się go przerwać. Ja w tym nie widzę żadnej frajdy.

"Titanfall is core of our DNA" trąbi słynny cytat z Twittera Respawn, który stał się memem.
Dla mnie pierwsza część jest niekompletna bez drugiej. Historia zatacza piękny krąg pokazując, że zemsta nie daje tego czego szukamy, a często jedynie prowadzi do kolejnego rozlewu krwi, który prowadzi nas do punktu wyjścia i ponownego szukania "sprawiedliwości".
Fajny movement to miała inna gra na bazie której powstał Apex i która przez niego zwyczajnie skończyła żywot. Movement w apexie jest biedny w porównaniu do tego ze swojego protoplasty. Następnym fajnym shooterem z dobrym movementem jawi się Boundary (to w przestrzeni kosmicznej, zerowa grawitacja, trzy osie obrotu i linka z hakiem), który całkiem spore zainteresowanie zebrał podczas Next Fest.
Bo są złe, przede wszystkim dlatego, że koparki/farmy potrzebne do ich utrzymania mocno się przyczyniają do śladu węglowego (a o tym, że klimat już robi fikoły i zaraz się zaczną problemy z dostępem do wody pitnej nie trzeba nikogo przekonywać). A druga kwestia to to, że Rosja mocno zyskuje na kryptowalutach, które pomagają ruskim niwelować skutki nałożonych na nich sankcji. Zatem popularność kryptowalut nijak ma się do ich pożyteczności. Można to porównać do tego, że pomimo iż niektóre rządy państw przyjmują kasę od karteli narkotykowych, to nie sprawia to, że heroina jest dobra czy pożyteczna ;).
Od razu nasunęło mi się skojarzenie z Respawn, Apexami, Titanfallem 1 i 2 DDOSowanym, brak podjęcia jakichkolwiek działań przez Respawn oraz EA. To jest bardzo analogiczna sytuacja. Wychodzi nowa gra, ale duża część graczy pozostaje przy poprzednim tytule, z którego twórcy już przecież nie czerpią korzyści. Nagle serwery gry zostają sabotowane przez hakerów, którzy notabene używają tej samej metody przy przeciążaniu serwerów. Wprowadzają do czatu tekstowego ciąg znaków, którego silnik gry nie może skutecznie przetworzyć co blokuje, przeciąża i kładzie serwer. Widzę tu kilka podobieństw i to jak się rozwinie ta konkretna sytuacja. Bo na sabotowaniu starszych, udanych gier na rzecz nowych korzysta dość wąskie grono i gracze do niego nie należą.
Jak będzie spiracone to może pogram, bo na jakąkolwiek kasę z naszych kieszeni Respawn nie zasługuje.
Co do LawBreakers, to do upadku gry chyba najbardziej przyczyniła się aktualizacja, która sprowadziła balans bohaterów do sytuacji, w której jeden bohater niszczył wszystkich innych bez problemu, a wygrywała ta drużyna, której gracz grający owym bohaterem był lepszy, reszta pozostawała bierna/nieistotna, to zraziło ludzi.
Jeśli zaś chodzi o Quake Champions, to na tę chwilę gra jako tako sobie radzi i może sprawić radość, o ile się nie trafi na jakiegoś tatuśka grającego w Quake'a od 20 lat.
Sam osobiście najwięcej gram obecnie w Titanfalla 2, który jest trochę hybrydą między arena shooterami (postaci giną i respawnują się od razu) a takim Battlefieldem, gdzie zdobywamy punkty za bicie wrogich jednostek.
EA pełni teraz rolę sugardady dla Respawn, które robi tę grę, więc hype train może jechać swobodnie dalej, bo Respawn robi gry co najmniej porządne ;)