
Czekałam z napisaniem tego komentarza do premiery gry i dziś – dzień po ukazaniu się Death Stranding i zobaczeniu kilku gameplay’ów jestem przekonana, że to z tą grą spędzę grudzień. A konkretnie mówiąc – święta.
Pamiętam jak kilka lat temu złożyło się, że Wigilię musiałam spędzać po raz pierwszy sama. Jakoś nie miałam specjalnej ochoty na organizowanie świąt dla samej siebie. Rozwiesiłam tylko lampki w swoim pokoju, położyłam się i słuchałam zespołu Interpol. Miałam wtedy PS2 i kilka gier w kolekcji - między innymi Metal Gear Solid na PS1. Kojarzyłam coś, że gry z szaraka działają na dwójce, ale nigdy tego nie sprawdzałam. Włożyłam płytę i o dziwo – gra się włączyła. I kompletnie mnie pochłonęła. Idealnie wpasowała się w zimową noc - jej mroźna atmosfera , klaustrofobiczne Shadow Moses, ciasne korytarze i w tym wszystkim samotność Snake’a. Przeżyłam z tą grą NIEZAPOMNIANE święta i dziś myśląc o tamtym okresie widzę tylko parę z ust stojącej za drzewem Sniper Wolf albo obrazy niedźwiadków z napisów końcowych.
Miałam obawy wobec Death Stranding – jak chyba każdy. Hideo Kojima słynie ze swojego nowatorstwa, ale chyba jeszcze nigdy wcześniej nie był tak bezkompromisowy. Kiedyś powiedziałabym, że to dobrze, ale po piątym MGS’ie byłam już trochę bardziej sceptyczna. Ale dalej pamiętam ten wigilijny wieczór i to co ten wariat dla mnie zrobił. Dlatego czekałam na recenzje i przede wszystkim – gameplaye. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że jestem nimi zachwycona. Bo najbardziej podoba mi się w nich właśnie ta atmosfera i poczucie samotności bohatera.
Tych świąt już nie będę spędzała sama, ale wiem, że kilka rzeczy się w tym roku powtórzy z tamtej Wigilii. Będą lampki w pokoju i na ekranie gra - Death Stranding. A po grze, do snu pewnie poleci Interpol :)