
Takie „cuś” - Siła wiara i honor, niechaj was prowadzą do bram edenu, gdzie broń ubogim rozdawano i ładnie przy tym śpiewano. :)
Pytanie dotyczy bardziej wyglądu niż funkcjonalności. Zatem fotele dla graczy w przyszłości, będą wyglądały tak jak sobie wymarzymy. Robione na zamówienie, przez w pełni zrobotyzowane fabryki. Wszystko co tylko możliwe, będzie w naszym zasięgu, niezliczone wzory, style, opcje i dodatki. Ludzie mają różne gusta, osobowości, przyzwyczajenia i potrzeby, tylko indywidualne dostosowanie produktu, sprosta wszelkim oczekiwaniom.
Właściwości zdrowotne z diagnozowaniem stanu organizmu i maksymalna wygoda, będą normą. Symulowanie dodatkowych doznań i wsparcie komunikacji, również staną się funkcjami podstawowymi.
Myśląc nad nowatorskimi, nietypowymi rozwiązaniami, doszedłem do wniosku że idealna będzie inteligentna materia. Całkowicie programowalna, potrafiąca na zawołanie zmienić kształt, oraz wszelkie swe funkcje. Molekularna precyzja, pozwoli uzyskać każdy pożądany stopień złożoności a tym samym bardzo zaawansowany sprzęt. Taki który nigdy się nie psuje, ponieważ nieustannie się naprawia, zachowując zawsze stan idealny. Dotyczy to również reszty mebli, sprzętów a nawet całych budynków.
Klawiatura, mysz, monitor, komputer, głośniki itp. to wszystko będzie zbędne. Sterowanie myślami, niczym w śnie na jawie, w stanie pełnego odprężenia zmieni świat. Nasz mózg to najpotężniejszy komputer, nauka znajdzie sposób na bezpieczną synchronizację neuronów z jednostką kwantową. Wspólne możliwości sieci biologicznych i syntetycznych, umożliwią nam na doświadczanie bezpiecznej rzeczywistości wirtualnej. Realny i zawsze świadomy sen, stanie się polem gry doskonałej, gdzie doznamy pełnej regeneracji. Zniknie problem braku czasu na granie, zawsze się wyśpimy i zagramy we wszystko to, co tylko sobie wyśnimy. Koszmary i problemy psychiczne odejdą w zapomnienie a gry edukacyjne pozwolą na szybszą naukę, poprzez poprawioną konsolidację śladów pamięciowych. Fotel idealnie się rozłoży i do snu nas ułoży, kołysankę zaśpiewa, prowadząc do gamingowego nieba. :)
11 sierpnia 1649, to nie do wiary, kolejny dzień apokalipsy. Dziesiątki tysięcy ciał zatruły wodę, fetor stał się nieznośny. Miliardy much, niczym chmury przykryły niebo a ustawiczny głód nękał resztki zmysłów. Zbaraż, twierdza i więzienie w jednym, nie bastion zwycięstwa, lecz cmentarz, na żer dla kroków przeznaczony. Taki to służby przeklęty porządek, walczyć i umierać, gdzie popadnie.
Templariusze się nie poddają, ja i kilku czcigodnych polaków pokażemy kim jesteśmy. Udowodnimy żeśmy godni nosić czerwone krzyże. Nazywam się Walery Bocianowski, opiszę com widział i przeżył. Waleczne czyny obrońców tego starcia, w istocie słusznie przejdą do legend.
Wysłano mnie tutaj pośpiesznie, na wieść o oddziale asasynów, zaciągniętych ukradkiem by zadać cios podstępny i morderczy. Wolałbym ścierać się z całą armią, niż tymi szubrawcami. Do licha nie wytropię ich, pozostaje czekać na ruchy przeciwnika.
Po nieudanych atakach kozackich, tatarami wspartych, ruszyli skrytobójcy. Pierwsi wspięli się ukradkiem na mury, wybili straże, niech ich diabli wezmą. Chcieli otworzyć bramę w porę ich odparłem, wiedziony szałem zemsty. Padło dwóch templariuszy, moi wierni przyboczni i przyjaciele, wraz z nimi wielu dzielnych szlachciców. Dnia następnego uaktywnili szpiega swego, naszą jedyną studnię zamierzał zatruć, niecny szubrawca! Lecz gniew mój przebił plan ów szkaradny i ciało nikczemnika. Kolejny zabijaka, drugi z szpiegów wysłał gołębie ukryte z wiadomością o położeniu naszym. Podszczówał ludzi, by się cieli między sobą, dezerterowali i poddawali. Cała bowiem jego sztuka wojenna w gębie, nie w szabli, dopadłem go szybko skonał na torturach. Niech to diabli wezmą, nic nam nie powiedział u schyłku swego obmierzłego żywota. Podejrzewam tajemny narkotyk, tak tylko był wstanie wytrzymać katusze.
Brakowało nam strawy, psy, koty i szczury pożarte, brzydzę się tym jak piekielną plagą. Jedliśmy co popadło, byle by przeżyć. 14 sierpnia, znaleźliśmy rannego, ponoć miał wieści dla księcia o królewskiej odsieczy. Był to kolejny już podstęp, zabójca przebrany, sam zadał sobie rany, by każdy był do niego przekonany. Ruszył na Wiśniowieckiego, sztylet wyjmując i skacząc po stołach niczym zając. Nie ma wodza, równemu jemu kalibru, zawsze przygotowany, wypalił z pistoletów, zbir padł bez ducha.
Chan wysłał ostatnich morderców, zwinnych sztuczek używali dla zamydlenia oczu. Mistrz nazamytów, niby z nadludzką mocą czarnoksiężnika, wprawił w strach nasze serca. Osłabieni traciliśmy głowy, dobyłem ukrytego dotąd miecza, zdradzając swą tożsamość, rozpłatałem go! Jeżeli domysł mój prawdziwy to wiele chorób rozsiali asasyni, zostaliśmy zdziesiątkowani podstępami bardziej niż orężem. Mikstury tajemne, odkryte przy zwłokach ich wodza zdradzają to dogłębnie.
W ostatnim dniu oblężenia strzelaliśmy z armat do siebie, na wprost z 30 metrów! Nieprawdopodobna walka, godna templariuszy, mimo wielu szturmów, pod wodzą Jeremiego, wytrzymaliśmy. Wysoka była cena uwolnienia wojsk naszych, umowy i ugody wiele dały wrogowi. Lepiej było skonać w boju. Usługi jakiem oddał Rzeczypospolitej były konieczne, nie szukałem zaszczytów, poklasku i hojnego wynagrodzenia. Zawsze jestem gotów na kolejne poświęcenia. Dostojnością okryli się natomiast polegli, wspaniali obrońcy, im cześć i chwała! Nie sądź nas ty, który to czytasz, miej nas jeno w sercu swoim.