Wulfyk

Wulfyk ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

01.07.2020 00:28
odpowiedz
Wulfyk
1

Pajęcza Jama
Micareth obejrzała się przez ramię w stronę coraz to cichszych szczęknięć topora. Po czym przyspieszyła kroku i dogoniła khajiita. Cały czas kurczowo ściskała rękojeść rapiera w gotowości na niespodziewany atak. Każdy jej mięsień płonął zmęczeniem domagając się chwili odpoczynku, a może nawet kufla piwa. Niestety na jedno, tym bardziej drugie, nie było szans w najbliższej przyszłości. Sha'anks poprawił sobie nieprzytomnego chłopaka na plecach i zastrzygł uszami, po czym przystanął.
- Oi, rusz się! Chyba, że chcesz skończyć jak te… potwory. - warknęła wojowniczka.
- Cicho. Sha'anks coś czuje - zmarszczył nos po czym wskazał pazurem na korytarz przed nimi. - Falmerowie i coś jeszcze… Cuchną jakoś inaczej, niż to co widzieliśmy do tej pory.

Wyminęła go i zaczęła się skradać w pokazanym kierunku dając znać kotowatemu by się gdzieś ukrył. Po przejściu kilkuset metrów usłyszała głosy i zobaczyła łunę pomarańczowego światła pochodni, odbijającą się od ścian korytarza. Skryła się za dużym głazem i ostrożnie wyjrzała. Dwóch z wyglądu nordów w skórzanych zbrojach, przewodziło dziesięcioosobowej grupce goblinowatch pokrak, którzy niespiesznym krokiem zmierzali w jej kierunku.
- Na pewno będą tędy szli? - zapytał brodaty z włosami związanymi w kucyk.
- Nasz pan nigdy się nie myli. Poza tym to jedyne wyjście z podziemi. - odparł drugi, potężny, o gładkiej twarzy.
Micareth zaklęła w myślach i zmierzyła ich wzrokiem. Krzepcy, nosili się jak zaprawieni wojacy, a u ich boków połyskiwała stal. Nie była pewna czy w jej obecnym stanie pokonałaby tych dwóch, nie wspominając o zgrai elfów. Nie mniej jednak zaczęła formować plan ataku, by kupić Sha'anksowi chociaż cień szansy na ucieczkę. To była jej ostatnia okazja na chwalebną śmierć w bitwie. I nie sądziła by khajiit chciał ją wygryźć, jak Vera czy porucznik.

Coś miękkiego dotknęło jej pleców. Odwróciła się na pięcie strącając kilka luźnych kamyków. Sha'anks odskoczył od niej z łapami uniesionymi w górę.
- Ej, słyszałeś to? - pomruk gładkolicego dobiegł zza węgła.
Mocne, coraz głośniejsze tupnięcia sugerowały, że obaj ruszyli w ich stronę. I tyle było z elementu zaskoczenia, który miał dać jej przewagę. Wojowniczka złapała kotowatego za łokieć i cichaczem podążyli w stronę, z której przyszli.
- Sha'anks przeprasza. Ale przyjaciółka długo nie wracała, więc Sha'anks się zaczął rozglądać i chyba znalazł wyjście.
Obejrzała się na niego ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Stawiała, że khajiit przy pierwszej sposobności czmychnie, zostawiając ją na pewną śmierć.
- Chyba?
- Sha'anks postanowił odłożyć młodzika na chwilę, by odzyskać trochę sił i…
- Nie chcę całej pieprzonej historii!
- Jest boczny tunel, z którego wieje zimne powietrze.
To rzeczywiście mogło być wyjście, o którym tamci nie mieli pojęcia. A co za tym idzie mogli się wydostać bez walki. Ale z drugiej strony mogła to być pułapka. Postanowiła zaryzykować, mieli większe szanse ujść żywi, jeśli uniknęliby konfrontacji z małym oddziałem.
- Tędy. - sapnął kocur i skręcił w ledwo widoczna wyrwę między skałami.

Była dość wąska, więc musiał zdjąć urzędnika z pleców i pociągnąć go za sobą. Micareth podniosła kilka kamieni i cisnęła je w drugi korytarz, w nadziei że dźwięk zwróci uwagę nadciągającego oddziału. Złapała za kolana nieprzytomnego i pomogła Sha’anksowi przenieść go dalej od rozwidlenia. Delikatna bryza smagała jego futro na karku. Z uwagą nasłuchiwał odgłosów pogoni, ale nie słyszał dudnienia ciężkich kroków nordów, ani szurania falmerów. Ścieżka wznosiła się ku powierzchni co było dobrym znakiem, jednakże ściany zaczęły ocierać o jego ramiona a sufit zrobił się niewygodnie niski. Co jeśli okaże się, że wyjście jest szczeliną, przez którą tylko skeever się przeciśnie? Jego myśli rozproszyła lepka biała substancja, która przyczepiła mu się do nogi. Przed nimi zwężający się tunel pokryty był gęsto splątaną pajęczyną.
- O nje, nje, nje… Nie podoba się to Sha'anksowi! Oj nie podoba. - miauknął.
- Chcesz wrócić? Możesz zameldować porucznikowi, że wolisz być bezmózgą maszkarą niż wolnym. - jego towarzyszka rzuciła sarkastycznie.

Sierść zjeżyła mu się na grzbiecie, gdy pokryte nićmi skały napierały na niego. Czy zawiniątko w jego torbie naprawdę było warte tego wszystkiego? Słaba zielonkawa poświata grzybów ustąpiła miejsca mdłemu światłu powierzchni. W oddali majaczyła szczelina, przez którą spokojnie prześlizgnąłby się jako szczenię. Teraz raczej było to niemożliwe.
- Kurwa! - zaklęła wojowniczka zaglądająca mu przez ramię - Dasz radę je trochę powiększyć?
- Sha'anks spróbuje. - na szczęście wyrwy nie otaczała solidna ściana i pod naporem pazurów kupa kamieni potoczyła się na ziemię.
Zadowolony ze swojego sukcesu khajiit przystąpił do działania wypychając większe ilości skał.
- A co wy, moje kąski, robicie? - niski dudniący głos przewalił się echem po korytarzu. W ich kierunku zmierzał brodaty nord połyskując zębami w złowieszczym uśmiechu.

Kocur przyspieszył swoją pracę gorączkowo poszerzając jamę. W tle słyszał jak Micareth wyjmuje swój rapier i jednym susem doskakuje do przeciwnika. Szczęk broni był niczym bat zmuszający go do podwójnego wysiłku. Z kolejnym pchnięciem prześlizgnęły się jego barki, a on sam wpadł do sporawej jasno oświetlonej groty, całkowicie opatulonej pajęczą przędzą. Wyprostował się dumnie i zwrócił ku otworowi, przez który przeleciał. Z każdego zakątka pieczary dobiegało klekotanie. Kątem oka dostrzegł połyskujące w ciemnościach gromady oczu. Przeraźliwy hałas przybrał na sile i z cieni pod sufitem wynurzyły się olbrzymie blado-niebieskie pająki, ewidentnie zwabione łoskotem walki. Złapał urzędnika, który wydał cichy jęk i przetłoczył go przez wyrwę. W tym momencie z gardła norda wyrwał się bestjalski ryk i odepchnął Micareth aż pod przejście. Rzucił swe ostrze w kąt i rozczapierzył palce, które momentalnie przemieniły się w pazury. Jego twarz przeobraziła się w pysk z ostrymi jak sztylety zębami. Jaskinią zatrząsł skowyt wilkołaka szykującego się do ataku. Sha'anks niewiele myśląc złapał przyjaciółkę za kaptur i przeciągnął ją na swoja stronę. Potwór rozpędził się i skoczył, próbując przebić się przez szczelinę. Jednak jego masywne cielsko utknęło, a on sam wierzgał ile sił, kłapał paszczą i wymachiwał pazurami centymetry od twarzy wojowniczki. Cała ta kakofonia dźwięków zwróciła uwagę arachnidów, które skupiły się wokół stwora zostawiając uciekinierom swobodną drogę do wyjścia. Wynurzając się na zewnątrz Micareth zapamiętała dwie rzeczy: przyjemnie chłodny wiatr oraz ryk boleści konającego monstra.

post wyedytowany przez Wulfyk 2020-07-01 00:32:49

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl