Tytułem, za którym wypatruję z wypiekami na twarzy jest zdecydowanie NiOh na platformę PS4. Od pewnego czasu zmagam się z postępującą chorobą, jaką jest wszechogarniająca niechęć do grania w cokolwiek dłużej niż krótkie sesyjki. W momencie gdy ujrzałem NiOh'a, serce gracza zaczęło mocniej wstukiwać kombosy, a w głowie pojawił się ten sam masochista co przy serii Souls. Kto wie? Może Geralt-sama w samurajskiej oprawie wyciągnie mnie jak katanę z pochwy i przestanę rdzewieć? :))