
Aż zarejestrowałem się po usunięciu konta, żeby odpisać.
Sam przechodziłem mocną depresję parę lat temu. Miałem już wtedy wyrobioną samodyscyplinę na tyle, że nie odbiło się to negatywnie na higienie osobistej ani na pracy. Wręcz przeciwnie, w pracy wszystko szło dobrze. Przede wszystkim dlatego, że miałem jasno zdefiniowane cele. Wszystko waliło się w momencie powrotu do domu.
Dosłownie kładłem się na łóżku i wpatrywałem w sufit przez kilka godzin. To nie tak, że nie chciałem czegoś zrobić. Multum książek do przeczytania, filmów do obejrzenia, gier do ogrania. A ja nawet nie mogłem zapuścić Winampa, żeby posłuchać jakiegoś albumu. Jakby jakaś siła mnie fizycznie powstrzymywała przed ruchem ręką. Miałem nadzieję przespać najgorsze momenty, ale nie mogłem, bo leżenie na łózku nie zmęczy człowieka na tyle, żeby wcześniej zasnąć. Wręcz przeciwnie, ujmujące piękno sufitu podziwiałem często do drugiej, trzeciej w nocy.
Trwało to z różnym stopniem nasilenia przez prawie dwa miesiące. Może wymyśliłbym jakieś rozwiązanie wcześniej, ale nie potrafiłem skupić myśli na jednym temacie dłużej niż 5 minut, nawet jeśli po tym czasie te same myśli wracały. W końcu zacząłem podchodzić do tego jak do zadania w pracy, w której mam osiągnąć określony cel. Trochę googlowania, trochę czytania i udało mi się ułożyć wszystko do kupy. Można się śmiać z tych internetowych auto-diagnoz, ale lista znanych chorób i schorzeń jest skończona, a szansa, że jesteś unikalnym płatkiem śniegu niemal zerowa. Jeszcze biorąc pod uwagę, że na polskich studiach psychologicznych wciąż wykłada się Freuda równie dobrze możesz udać się do doktora Google. Przynajmniej na początku.
Ciąg myślowy w skrócie: brak odczuwania przyjemności -> anhedonia -> problem z receptorami dopaminy.
Cel: ominąć receptory dopaminy.
Rozwiązanie: tryptofan (5HTP) + ustalony rozkład dnia, którego trzeba się trzymać.
Tryptofan możesz kupować na kilogramy nawet na Allegro. U mnie dał tyle, że mogłem wstać z łóżka i wykonać czynność wymagającą dłuższego skupienia niż 5 minut. Z planem dziennym nie ma co się przemęczać. Nie masz pracować na taśmociągu w fabryce, tylko robić rzeczy, które sprawiają przyjemność, ale da się je "odhaczyć". Wysiłek fizyczny jest wskazany (dajmy na to 1km biegu, 100 pompek dziennie itd), ale na mojej liście znajdowały się takie zadania jak "2 odcinki Breaking Bad" albo "4 misje w Duke Nukem 3D". Trywialne rzeczy, ale możesz notować je sobie na karteczkach i odznaczać "achievementy", dzięki czemu masz świadomość, że coś robisz i jesteś w stanie śledzić progres.
No i tak się w sumie wyleczyłem. Tanie pigułki z Allegro, karteczki samoprzylepne i Duke Nukem. Potem takie stany jeszcze kilka razy wracały, ale byłem już przygotowany. Jeśli w depresję nie zostałeś wpędzony przez jakąś konkretną traumę czy nieszczęśliwy wypadek, to po prostu załóż z góry, że problem jest natury fizycznej. Inaczej dostaniesz pierdolca próbując dociec "dlaczego ja". Psychiatra może pomóc, jeśli potrzeba silniejszych środków. Psycholog? Głównie po to, żeby skierować do psychiatry. Tak w ogóle fajnie się czyta zastęp ludzi wysyłających do psychologa osoby, dla których umycie zębów to nieraz wyczyn na miarę zdobycia Mount Everest. Taka januszowa rada pokroju "weź się w garść". O ile nie masz nazwiska sprawdzonego psychologa lub psychoterapeuty (pisałeś o kompleksach, więc akurat z tym mógłby pomóc, ale z twojego postu nie wynika, że one są źródłem powracających stanów), daj sobie spokój. Zresztą sam widzisz, że trafiłeś w przeszłości na konowałów, którzy na dłuższą metę tylko zaszkodzili, bo pozostawili wrażenie, że "tego nie da się naprawić".
W twoim przypadku dochodzi jeszcze kwestia znalezienia pracy. Z tym nie pomogę. Po prostu jeśli masz wybór (no tak, "jeśli"), to bierz coś, co wymaga określonego, ale niezmiennego grafiku pracy. Robota na zmiany w takim stanie to słabe rozwiązanie.
No i jeszcze czego warto nie robić. Żadnych używek. Nawet słodycze i śmieciowe żarcie uznaj za takowe i ogranicz do minimum. A z takich rzeczy niezwiązanych bezpośrednio z fizjologią...
Wypierdalaj z tego forum! Mówię poważnie. GOL potrafi byś skrajnie toksycznym miejscem, gdzie "administracja" zwalcza wszystko poza szkodnikami. Większość starej gwardii opuściła to forum po cichu, część z hukiem. Komentarze roją się od pacanów z dwucyfrowym IQ. Z jednego debila można pośmiać się raz, dwa razy, może dziesięć. Ale czytanie po raz setny kretynizmów Hydro, autyzmu Ogame'a i plebejskich opinii Ghosta / Trzynaście zdecydowanie nie spowoduje u nikogo wybuchu gejzeru dopaminy w mózgu. Co najwyżej będziesz zadawał sam sobie słynne pytanie Snake'a z MGS5. Bezustanne czytanie, jakim to bezwartościowym gównem są Polacy (czyli również ty, twoja rodzina, twoi znajomi itd) bo jakiś pisior czy inny narodowiec zachował się jak debil nie poprawia samooceny. No i nie zapominaj, że jeśli pograłeś na emulatorze w Donkey Konga, to jesteś złodziejem, więc nie ma różnicy między tobą i żulem kradnącym staruszkom torebki, żeby mieć za co kupić klej do powąchania. Do tego jesteś nazistowskim ścierwem, bo podrapałeś się po głowie widząc, że w najnowszym serialu Netfliksa o przygodach XI-wiecznych Walijczyków 75% obsady to czarni geje na wózkach inwalidzkich. Wisienką na torcie będzie, kiedy takim besztającym cię ostatnim sprawiedliwym jest człowiek rzucający parę lat wcześniej na prawo i lewo pedofilskimi żarcikami albo fanboj jakiejś platformy biorący udział w każdej pyskówce począwszy od premiery siódmej generacji konsol.
Aha. Jeszcze jajka w koszulkach są spoko. Naturalne źródło 5HTP. Polecam.