Grimes uśmiechnął się paskudnie, a Uzurus powoli cofał się we własnych wspomnieniach.
- Na szczęście część z was to rzeczywiście zdolne łajzy, sądząc po tym, ilu ludzi musiało was tu zaciągać. A to oznacza, że macie szansę odpracować spustoszenia. Chętni wystąp.
Po długiej chwili milczenia, Grimes usłyszał pierwsze kroki. Uzurus obserwował jak do kapitana podchodzi pierwszy ze śmiałków, Khajiit.
- El'Jiirr zgłasza się na ochotnika - odezwał się osobnik swym charaktersycznym głosem, w którym dominował koci pomruk.
Grimes począł indagować pierwszego śmiałka, lecz Uzurus nie skupił się na poszczególnych słowach rozmowy. Z nagłym impetem uderzyło go jedno konkretne wspomnienie.
Uzurus, pół nord, pół bosmer. Może owoc niezwykłej miłości, może po prostu nagłego impulsu spowodowanym olbrzymią chucią... Jakkolwiek by nie było, żyło mu się w Skyrim nienajprzyjemniej. Nie do końca akceptowany przez rodzimych mieszkańców tej mroźnej krainy, jak i nie do końca mile witany przez elfy. Wyglądał dość osobliwie. Ciemne włosy do ramion wyróżniały go pośród jasnowłosych Nordów. Szeroka, barczysta sylwetka i twarz poorana bliznami powodowały, że żaden Bosmer nie brał go za krewniaka. Mimo dość szpiczastych uszów...
Aczkolwiek poza atrybutami fizycznymi, odziedziczył po swych rodzicach całkiem ciekawą mieszankę zdolnośći rasowych. Od dziecka był zwinny, szybki. O doskonałym refleksie. Wraz z wiekiem nabrał sporej masy mięśniowej i krzepy. Może i był niższy niż przeciętny Nord, ale w walce nadrabiał to sprytem, szybkością i koordynacją ruchów. Przez to wszystko, paradoksalnie, pierwszy raz, pełną akceptacje odnalazł w obozie orków...
Siwy Orsimer rzucił kościanymi amuletami, wyciągnął malachitowy kryształ, wystawił go na światło księżyca, tak aby skoncentrować je na talizmanach.
- Przyjdzie czas, że ta kraina w swych lochach cie zamknie. Przyjdzie czas twej niedoli. Nadzieji wtedy nie trać. Gdy szlak ścieżek twych przeznaczenia popchnie cię ku Czarnej Podziemii wygnanej rasy... Nie opieraj się.
- Bardziej niejasno się nie dało - rzucił ironicznie Uzurus.
- Cóż... mówię tylko to, co mnie rzekną kości. A kości mówi mi tylko tyle, ile rzec...
- Ile rzec zechce ci Malacath, tak wiem...
- Doskonale więc - uśmiechnął się ork, obnażając jeszcze bardziej swe kły. - Na mnie czas. dobranoc.
- Dobranoc...
Uzurus wystąpił krok naprzód, nim wpełni wyrwał się z całunu wspomnień.
- Może zginę w boju, ale lepsze to, niż śmierć w lochach.
Grimes zlustrował kolejnego śmiałka.
- Oho... śmierć w walce. Typowe dla Nordów. Ale na typowego Norda mi nie wyglądasz.
Uzurus wytrzymał spojrzenie kapitana, po chwili ciszy burknął niskim głosem:
- Fakt, mam też w sobie elfią krew. Dzięki temu, poza bezmyślnym szałem, umiem też zaskoczyć w walce szybkością. Z łuku strzelam też nienajgorzej.
- Haha, prosze, jaki talenty bitewne mamy w tych naszych lochach.
Półnord, półelf milczał i zerkał spode łba.
- No raczej, nie inaczej... - odezwał się w końcu. - Inaczej byś tutaj nie szukał śmiałków.
- Dla ciebie: "kapitanie Grimes".
- Mhm...
- Twoja godność?
- Uzurus.
- Dobrze, leć za Khajiitem do zbrojowni. Jeszcze jakiś śmiałek? - rzucił kapitan w głąb celi.
Uzurus już go jednak nie słuchał. Pierwszy raz od dawna opuszczał te zimne lochy. Krocząc do zbrojowni, nie wiedział jeszcze, że niedługo przyjdzie mu zwiedzać kolejne podziemia. Nie wiedział też, że następne podziemne komnaty, które przyjdzie mu zwiedzać okażą się setki razy bardziej rozległe. I setki razy bardziej niebezpieczne...