To miał być łatwy łup, przeciwnik, 5 metrowa choinka, nie miał broni, nie potrafił też się ruszyć ale Eivor postanowił to zmienić. Chwycił topór, zamachnął się i uderzył w pień drzewa. Drzewo zatrzęsło się aż po czubek. Sekundę przed tym, zanim zauważył kontratak usłyszał głośny szum i spojrzał w górę. Masy śniegu spadły na bohatera wchodząc mu za kołnierz i do butów, roztapiając się i tworząc mokre i chłodne plamy na tunice.
- To dopiero początek - powiedział pod nosem Eivor
Zamachnął się drugi, trzeci i czwarty raz. Z drzewa poleciały grube drzazgi. Pracował zawzięcie a na twarzy wytworzyły się krople potu.
Hałas ścinanego drzewa był słyszany z bardzo daleka, zwierzęta uciekały w popłochu poza wilkami. Pozostając ukryci w cieniu innych drzew wilki otoczyły Eivora i gdy tylko jego topór zaklinował się w drzewie rzuciły się do ataku.
Eivor zachował zimną krew. W ostatniej chwili uniknął szarży pierwszego wilka i pięścią uderzył w pysk drugiego a ten odskoczył skomląc. Rozejrzał się szybko, było ich pięć, a przynajmniej tyle dostrzegł. Topór był zaklinowany w drzewie a łuk nie zdziała się za wiele z takiej odległości.
Usłyszał szmer. Wilk za nim ruszył do ataku. szybko zdjął z pleców tarczę, odskoczył w bok i krawędzią uderzył w szyję przeciwnika. Kolejny wilk skoczył od prawej strony rozwierając paszczę pełną ostrych zębów. Eivor przeturlał się pod nim kopiąc go w żebra. Zauważył kolejne 2 wilki, jest ich za dużo, bez broni nie da im rady.
Wtedy wpadł na pomysł. Odwrócił się i pobiegł w kierunku drzewa a za nim 2 wilki. Eivor obrócił się i rzucił tarczą w bliższego wilka a następnie chwycił się najniższej gałęzi i podciągnął się. Drugi wilk prawie dosięgnął jego kostki. Gałęzie były cienkie, z trudem utrzymywały ciężar mężczyzny. Zaklinował nogi złapał równowagę, wyciągnął łuk i wycelował. Nagle drzewo zaczęło się przechylać. Miejsce, w którym wbity był topór Eivora do połowy grubości pnia
pękło z trzaskiem a drzewo zwaliło się na ziemie. Bohater odbił się od niego i przeturlał w stronę topora. Chwycił broń i wzrokiem poszukał przeciwników. Widział tylko jak w popłochu uciekają do lasu. Pozbierał broń wezwał konia i przywiązał do niego drzewo odchodząc w kierunku odległej łuny światłą ognisk ze swoim łupem.
Tylko jednego Jhina z Wiedzmina. Poprosić go, żeby wszyscy dostali wymarzony prezent na święta i problem z głowy. A później można go egzorcyzmować :)