Historia życia wiedźmina Geralta nigdy nie przypominała opowieści wyjętych z opowiadań serii Harlequin i jestem przekonany, że nigdy nie będzie. Geralt z Rivii to nie Edward Cullen, bohater sagi "Zmierzch". Potężne członkinie Loży Czarodziejek, Triss Merigold z Mariboru oraz Yennefer z Vengerbergu, to z kolei, nie Anastasia Steele, znana nam z "Pięćdziesięciu twarzy Greya". Nieśmiałe, wstydliwe dziewczęta oczekujące z "niecierpliwością" pod jemiołą? Przepełniony romantyzmem Rzeźnik z Blaviken, entuzjasta tradycji świątecznych? Taka sytuacja nigdy nie mogła by zaistnieć.