Mam świadomość, że długa odpowiedź, lecz nie mogłem się powstrzymać! Przyjemnej lektury!
Geralt wszedł między głazy tworzące wielki okrąg. Na każdym z nich doczepiona była jemioła a wokół świętowali wieśniacy. Święte rośliny na jeszcze bardziej świętych kamieniach - zaśmiał się pod nosem.
Kto by pomyślał, że kamienny ołtarz trolli zostanie wzięty za przejaw boskości. Spotykał podobne kamienne konstrukcje, lecz na wyżynach.
Szkoda by było nie skorzystać, skoro wieśniacy są już znacznie podpici. Podszedł do głazów i zaczął zbierać jemiołę do sakwy. Nagle wyczuł znajomą woń, a potem wyłapał karcące spojrzenie z tłumu...
Była tu. Bez i agrest. Twarz miała ukrytą w cieniu kaptura, tylko kilka niesfornych kruczoczarnych loków wydawałoby się zapraszało go do podejścia.
Nie miał wyjścia. Zbliżył się. Czuł radosne podniecenie zanurzając swoją twarz w cieniu jej kaptura. Odepchnęła go.
- Witaj, Geralt - odezwała się cicho lekko zachrypnietym głosem - Zagramy w Gwinta? -
Widząc jego zdziwone spojrzenie zaśmiała się dzwięcznie i przyciągnęła go do siebie.
- Żartowałam głuptasie -
- Yen... - zaczął
- Ciiii, niech noc trwa -
Pocałował ją. Bez i agrest. Zatopił się w nim.
Niedaleko inna postać lekko zgarbiła się w swoim zielonym płaszczu. Jej twarz nabrała koloru jej kasztanowych włosów.