Terhert

Terhert ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

06.12.2020 16:29
Terhert
odpowiedz
Terhert
2

Najłatwiej? Sekiro. Powaga, gra niby od From, ale dalej nabijanie w niej kasy jest prostsze niż może się wydawać :d W końcu jednym z ulepszeń do protezy Wilka, jest shurkien w postaci starych jenów. Wiecie ile to teraz będzie warte? Nie ważne ile kosztują sanie Mikołaja, dwie monety sprzeda koleś który naprawiał i już kwota taka, że można by kupić kurort na Jamajce.

04.12.2020 11:48
Terhert
odpowiedz
Terhert
2

Pada śnieg, pada śnieg, rzucają toporami, a Mikołaj dostał w łeb, leży po saniami! Kolejna mroźna zima. Śnieg harcował tak bardzo, że nawet gdyby Mikuś nie dostał w głowę, to miałby problemy żeby przez niego przelecieć. Eivor sunęła przed siebie, uparcie przemierzając kolejne metry grubej warstwy śniegu. Twarz zasłaniała grubą chustą, lecz nie dawała ona zbyt wiele w perspektywie lodowatego wiatru oraz igieł mrozu wbijających się w oczy i w miejsca, w których nigdy by się nie pomyślało, że można zmarznąć. Wojowniczka marzła bardziej niż wojska Napoleona po podbiciu Moskwy. Chociaż chwila, przecież do tego wydarzenia zostało jakieś 1000 lat, więc to wojska francuskie marzły pod Trzecim Rzymem podobnie jak Eivor teraz. W każdym razie, trzeba było w końcu znaleźć jakieś drzewo, zanim topór zamarznie tak bardzo, że będzie miał obrażenia od zimna +5. Wojowniczka przemierzała kolejne wzgórza i lasy, kotliny oraz zamarznięte brzegi jezior, cudem powstrzymała się przed skorzystaniem z baru, z ciepłym kakałkiem, a także przed kłótnią, z jakimś łysym kolesiem z brodą, który biegał z jakimś dzieciakiem powtarzając "chłopcze" co i rusz, o to, że to jego topór jest lepszy. Bo co? Bo latać umiał? Jakby było trzeba to by i jej tak potrafił! A przynajmniej to sobie powtarzała Eivor, bo jej ego nie potrafiło przyznać, że jest inaczej. Zresztą nawet jeśli nie, to co za różnica? Topór to topór, przecież tamtym chyba bogów nie mordował. Mimo wielu godzin drogi, dalej nie była w stanie znaleźć żadnej godnej choinki. Za mała, za stara, za młoda, tej igły mają rozdwojone końcówki, a tamtej już wypadają igiełki!

Z każdym krokiem wojowniczka coraz bardziej żałowała, że niechcący rzuciła w Mikołaja toporem. Może pomógłby tymi swoimi saniami. No ale nic to. Przynajmniej zabrała od niego fajną czapkę. Na szczęście, na horyzoncie w końcu pojawiło się światełko, cień nadziei. Wielka, oblodzona góra, ledwo widoczna przez zamieć śnieżną. Lecz na jej szczycie, majestatycznie wyglądające drzewo. Wielkie, potężne. Względnie młode. Wreszcie coś godnego wioski. Kobieta aż uśmiechnęła się do siebie, nie wierząc własnemu szczęściu. Dodreptała do góry i już miała zacząć się wspinać, ale po ledwo parę metrach ześlizgnęła się po lodzie. Kolejne próby przyniosły efekt ten sam. Co prawda raz nawet prawie dostała się na pierwszą półka skalna. Jednak prawie robi sporą różnicę. Trzeba było kombinować. Po krótkiej zadumie, Eivor wpadła na pomysł. Zawróciła do miejsca w którym spotkała się z brodatym, łysym mężczyzną. Napotkała na jego obóz. Wspomniany łysy stał nad ogniskiem, trzymając za szyję elfa w zielonym kubraczku. Krzyczał do niego coś o świętych, panteonie chrześcijańskim i innych dziwach. Kobieta niezbyt rozumiała po co mu te informacje, ale w to nie wnikała. Ważniejsze było to, że była w stanie spokojnie ukraść jego topór. Co zresztą jej się udało. Wróciła pod lodową ścianę i z pomocą dwóch toporów, zaczęła się wspinać, wbijając oba w lód niczym prowizoryczne czekany. Po blisko godzinie męczącej oraz żmudnej wspinaczki, w końcu dotarła na szczyt. Miała sporo szczęścia, bo gdy tylko stanęła na ostatniej półce, skradziony topór wyrwał jej się z rąk i odleciał ku horyzontowi. Rzeczywiście potrafił latać. Tego się nie spodziewała. Nie mniej, ważniejsze czyny przed nią. Stanęła przed wielką choinką. Teraz tylko ją ściąć. Wraz z kolejnym ciosem topora, metal zagłębiał się coraz głębiej. Drzazgi leciały, drewno pękało. Normalnie niczym rozłupywanie komuś czaszki, tylko czerwonego brakuje. Każda kolejna drzazga coraz bardziej wydawała się krzyczeć i błagać o litość, której wojowniczka nie miała zamiaru udzielić. W końcu drzewo runęło. Niestety, w złą stronę i zamiast zjechać z wzgórza, położyło się na jego szczycie. Kolejny problem. Ale na to też miała pomysł. Zeszła z góry, wróciła do obozu, elf nie przeżył, znowu ukradła topór i wróciła na górę. Przywiązała topór liną do pnia drzewa i mocno złapała się jednej z gałęzi. Nigdy tego nie próbowała, ale lepsze to niż nic. Topór znowu się zerwał, a choinka poleciała jak wystrzelona z katapulty, prosto w stronę wioski Eivor. Po tej nocy, niektórzy mówili że widzieli wiedźmę na miotle, lecącą na tle księżyca. Mała korekta. To tylko wiking na latającej choince. Gdzie w połowie drogi kobieta odcięła linę, a topór wrócił do właściciela. Widok zabierał dech w piersiach. Nigdy by nie powiedziała, że można wznieść się tak wysoko. Zachwyt skończył się w momencie, w którym zaczęła spadać. Nie przemyślała trochę tego, jak ma wylądować. Tutaj jednak zadziałała magia świąt! Cudem i fartem choinka wylądowała na wielkiej stercie siana. Niedługo potem, choinkę udało się przystroić i ustawić na środku wioski. Wszystko wyglądało cudnie! Tylko Mikołaj dalej nie wstał po dostaniu toporem... Jaki morał z tej opowieści? Latające topory to lekarstwo na każdy problem.

post wyedytowany przez Terhert 2020-12-04 11:50:54
03.12.2020 14:06
Terhert
odpowiedz
Terhert
2
Image

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego Święty Mikołaj tak uwielbia ciastka i mleko? Jak na moje, jest tu jakiejś głębsze dno. Co jeżeli pomocnikami naszego kochanego grubaska z brodą są tak naprawdę krowy, a nie renifery? Ale nie takie zwykłe krowy, tylko te magiczne krowy z krowiego levelu z Diablo. Wystarczy pomyśleć. Jeżeli nie ma mleka, to znaczy, że nie kupujesz mleka i sam go nie pijesz, więc Mikołaj widzi, że nie wspierasz jego sekretnej firmy mleczarskiej. Dlatego nie dostajesz prezentów. Krowy z krowiego levela zwyczajnie się wkurzają, że ich wysiłek idzie na marne i przez to nie robią ci prezentu. Skoro te krowy, były w stanie unieść coś na wzór włóczni, to dadzą sobie radę także z narzędziami. Poza tym jak łatwo je zdobyć! Wystarczy kliknąć odpowiednią ilość razy na pojedynczą krowę i już cały etap z potencjalnymi pracownikami! Nie dość, że Mikuś ma wtedy pod dostatkiem mleka, to jeszcze nieograniczoną ilość pracowników. Idealna opcja

17.06.2020 21:03
Terhert
odpowiedz
Terhert
2

Kroki owe należały do człowieka zbliżonego wyglądem do porucznika. Również łysego, lecz niższego i gorzej zbudowanego. Posiadał lekki zarost, krótką, rudą bródkę. Twarz miał pokrytą szarym pyłem, przez który przebijała się chorobliwie blada skóra. Był to przedstawiciel rasy Nede.

- Skoro wielmożny żołnierz, chłop jak Troll, szuka pomocy wśród zbirów i degeneratów, to raczej nie chodzi o pielenie ogródka czy wchodzenie w tyłek tutejszego możnowładcy - odezwał się mężczyzna, szczerząc się szyderczo.

- Żadne pielenie ogródka - skwitował Grimes - ale całe zadanie może wymagać wyrwania paru “chwastów”. - Nie spodobał mu się chętny do całej wyprawy. Był żołnierzem, przywykł do dyscypliny i nie przepadał za długimi jęzorami, takimi jak on - Jak się nazywacie?

- Clavicus Złośliwy, Daedryczny książę. Do usług! - ukłonił się lekko, trzymając wzrok na żołdaku. - Żartowałem, to mój daleki kuzyn - zaśmiał się krótko i wyprostował. Wystarczy zapytać któregoś ze strażników i wiadomym byłoby, kto sprawia najwięcej rabanu w całym więzieniu. - Zowię się Darius. Gdybym tylko miał przyjaciół, zapewne mówiliby też do mnie “Rogacz” - uśmiech nie schodził mu z twarzy. Po dłuższym czasie mógł być niepokojący.

- “Rogacz”? - zapytał Angra. - Nie potrzebuje do tego zadania jelenia czy barana - Powiedział, a dwóch strażników obok wybuchło śmiechem. Sam Darius z kolei zirytował się zniewagą ze strony porucznika, zabolało go to, jakby ktoś wydarł jego serce wraz z całym talentem. Zmarszczył brwi, a mina mu zrzedła. Wrażliwość jego ego widoczna jak na dłoni. Tego można było się spodziewać po dumnym, samozwańczym mistrzu złodziejstwa.

- To bardziej zasługa mojej ulubionej sztuczki. - Zielonooki włożył dłonie do kieszeni podartych spodni, by po chwili wyjąć z nich dwa przedmioty. Żelazny sztylet i klucz. Obie te rzeczy przyłożył sobie do czoła, uśmiechając się łajdacko. Owe “rogi” wzbudziły zaniepokojenie u jednego ze strażników, który spanikowany zaczął sprawdzać swoje własne kieszenie i pas. Rudobrody wybuchł śmiechem, by po chwili rzucić oba przedmioty przez kraty, prosto pod nogi Grimesa. Ostrze wraz z kluczem zaraz zabrał okradziony strażnik, zawstydzony tym, że do czegoś takiego doszło przed porucznikiem. Wstyd i hańba.

- Jak mu to ukradłeś? - Żmija żmii w żmijowisku nierówna, pomyślał żołnierz.

- Wiadro na łeb i nawet nie zauważył - ponownie rozbrzmiał śmiech mężczyzny.

- Umiesz coś poza tym? Mieczem wywijasz? Toporem umiesz łupać?

- To ostatnie na pewno - wypiął dumnie klatkę piersiową. Dzięki tym bezmyślnym żartom poczuł się zdecydowanie pewniej. - Do tego w Cyrodiil byłem zielarzem. Proszę nie wierzyć plotkom, że niby kradłem konkurencji rzadkie składniki! Kłamstwa i pomówienia!

Porucznik nie krył swojego niezadowolenia. Jego potencjalny towarzysz był zwykłym rzezimieszkiem, ot co.
- Ktoś inny chętny? Ktokolwiek? - rozejrzał się po więzieniu. Odzew był zerowy. Z ciężkim sercem i wielkim zawodem podjął decyzję. Liczył na zaprawionego woja. Może odważnego maga. A dostał irytującego złodzieja.
- Wypuścić go.

***

Najemnik bez wyposażenia jest jak słabo naostrzony miecz. Zabić zabije, ale mogą być problemy. Gdy Angra zwolnił “Rogacza”, ich następnym celem było odzyskanie jego wyposażenia, zarekwirowanego przez straż.

- Mówiąc “topór”, liczyłem na broń obosieczną. I większą. - Zielonooki trzymał dwa mała topory, które równie dobrze mogły być siekierami wykorzystywanymi przy wycinkach lasów. Zawiodły oczekiwania wojaka, co do zdolności bojowych Dariusa.

- Czepiasz się. Mogę tym zabić więcej, niż myślisz - przejechał palcem po ostrzu jednej z broni. Zdążył już zapomnieć jak ostre to topory, więc już po momencie, na podłogę skapnęła kropla krwi. Zasyczał z bólu.
- Do czego tak w zasadzie mnie zwerbowałeś? - zapytał, chcąc odciągnąć uwagę od własnej pomyłki.

- Słyszałeś o Blackreach?

- Ja tu tylko przejazdem, a kartograf ze mnie żaden - Wyjął ze skrzyni zestaw ćwiekowanego pancerza, który zaraz na siebie założył. Lekka zbroja idealna dla złodzieja.

- To chyba nawet lepiej - porucznik wiedział, że to może być wyrok śmierci, lecz czy będzie to śmierć jedynie dla jednego z nich, czy obu, czas pokaże.

- To jakiś pałac? Jaskinia? Burdel? - grzebał dalej w skrzyni. Na jej samym dnie znalazł sakiewkę pełną monet. Otworzył ją zdziwiony, ładna sumka. Ktoś musiał zostawić ją tu przez przypadek. Oczywiście, słowa nie powiedział i jedynie przypiął ją do pasa, zamykając skrzynię.

- Wszystko ci wyjaśnię. Chodź. I postaraj się nikogo nie obrabować po drodze - rozkazał, po czym obaj mężczyźni ruszyli w stronę wyjścia.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl