Dla mnie FFVII to taki święty graal bo od tej gry zaczęła się moja miłość do jRPG. No i Remake był dla mnie rozczarowaniem, podobnie jest z Rebirth. oryginał IMO był sporo lepszy, był rasowym RPGiem, a nie sandboxem, jak Rebirth. Pomijając już to, że system walki i rozwoju z oryginału biją na głowę mashowanie przycisków w następcach (po walce nawet nie można spokojnie przeanalizować ile się expa zdobyło i jakie przedmioty, bo info za szybko znika), ale rozwój fabuły w oryginale był bardzo dobrze poprowadzony i zbilansowany z odkrywaniem świata i farmieniem. W Rebirth gram już 12 godzin z czego z fabuły to może było 2-3h, reszta to czyszczenie mapki z aktywności. Ciekawe subquesty? Taa, jasne. Idź nazbieraj kwiatki, napraw młyn, zobacz co się dzieje z laską która miała naprawić rurociąg (a laska stoi i czeka aż ktoś jej przyniesie materiały, które są dosłownie w odległości do kilkudziesięciu metrów od niej). Wszystko to tylko odrywa od fabuły i psuje immersję. No ale jak z jednej gry postanowili zrobić 3 to jakoś trzeba było rozciągnąć rozgrywkę. Dalej, nowoczesna grafika. Modele głównych postaci są spoko, ale wszyscy NPCe w miasteczkach wyglądają jakby przeniesieni z dzisiejszych czasów. Zupełnie nie pasuje to do futurystycznego/fantasy świata i Cloud z drużyną biegając po mieście wyglądają jak ekipa znajomków która wybrała się na cosplay. Na koniec tylko powiem jeszcze że karcianka też zdecydowanie najgorsza w serii. Wcześniej zawsze można było zabrać wybraną kartę przeciwnikowi i to było fajne w tym, szukanie przeciwników którzy maja jakieś karty których nie mamy, żeby ich ograć i uzupełnić kolekcję (i oczywiście było ryzyko ze przeciwnik zabierze nam kartę gdy przegramy). Tutaj z góry ustalone jest o co toczy się rozgrywka, najczęściej o jakaś kartę i jak się ja wygra to tyle. Jak przegramy nie ma ryzyka że coś stracimy. Podsumowując jak oryginał był dla mnie 9/10 to Remake i Rebirth to takie naciągane 6/10.
Kiedyś zagrywałem się w "Valkyrie Profile", ale kontynuacja to już zupełnie inna gra. W gorszym niestety znaczeniu. System walki to teraz modne nawalanie po przyciskach pada, zamiast turowego planowania. Walki są bardzo chaotyczne i wystarczy nawalać 2-3 podstawowe komba plus odpowiedni element i tyle. Fabuła nudna, wykonujemy zlecenia Odyna, a ten sobie siedzi na tronie i nic nie robi. Widać też ze Square poszło z zewem woke i tak; mamy czarną walkirię (w norweskiej mitologii, masakra), jeden Einheirjar wygląda jak transwest, a jedna z pomagających kobitek ma męskie imię "Kristoffer".
W takie gry gra się na padzie. Mysz i klawiatura są dobre do FPSów i strategii, całą resztę gatunków zdecydowanie lepiej obsługuje się padem.
Co do tej przejrzystości fabuły to bym się kłócił. Wprawdzie w jej większości tak może jest, ale przynajmniej w 2 miejscach gra robi graczowi "kuku", gdzie postępując zgodnie z logiką konsekwencje podjętych decyzji są zdecydowanie negatywne (ktoś ginie).
spoiler start
Sytuacja 1:
Szarpanina Laury z mamuśką Hackett w 10 rozdziale.
Po 1; gra przyzwyczaja gracza że "oblanie" QTE zawsze skutkuje czymś negatywnym, w kilku sytuacjach nawet śmiercią któregoś z bohaterów.
Po 2; sama sytuacja gdzie mamuśka chwilę wcześniej dowiedziała się ze Laura zabiła jej wnuczkę i teraz próbuje nam wyszarpać strzelbę. Oczywistym wydaje się że jak oblejemy QTE to jej się uda i zabije Laurę.
Tymczasem kiedy QTE zrobimy dobrze Laura przypadkowo rozwali mamuśce pół twarzy, a jak oblejemy QTE to Laura po prostu wyrwie jej broń i mamuśka przeżyje.
Sytuacja 2:
Max odzyskuje ludzką postać na wyspie po zabiciu Chrisa Hacketa. Razem z Laurą byli przekonani że Chris był tym "pierwszym" od którego zaczęła się klątwa i jego zabicie wszystko zakończy. Także Max nie ma żadnych przesłanek że jest coś nie tak i po dojściu do molo naturalnym wyborem jest popłynięcie do obozu. Tymczasem to wybranie nielogicznej opcji pozostania na wyspie ratuje Maxowi życie.
spoiler stop
Być może to celowy zabieg twórców, którzy wprost mówią że w grze nie ma złych czy dobrych wyborów, tylko te, które podejmuje gracz. Być może to sugestia, ze tak domyślnie miało być...
"A wiedźma? Niby jest, niby ma dostarczyć zagatkowego motywu, a tak na prawdę jej historia jest nieistotna i nie ma wpływu na całość historii. "
Że co?
spoiler start
Przecież to ona jest matką Silasa, od którego cały cyrk z wilkołakami się zaczął. Dodatkowo jej duch odwiedza lokalne lasy szukając zemsty na Hackettach. Chyba zrobiłeś zakończenie, gdzie nie jest wyjaśniona cała sytuacja (sprawę wyjaśnia Travis, kiedy z Laurą i Ryanem jadą na ostateczną konfrontację z Silasem. O ile wszyscy przeżyli). Dodatkowo jedno z zakończeń wymaga spełnienia życzenia wiedźmy i takiego rozegrania 10go rozdziału, aby wszyscy Hackettowie zginęli.
spoiler stop
P.S. "zagaDkowego", bo "zagaDka".
Niedawno skończyłem, grało się przyjemnie, ale... No właśnie. Wszystkie "Finale" (poza sieciowymi) zazwyczaj miały dobrą i długą fabułę, rozgrywka była zbilansowana. W "Crisis Core" fabuła jest króciutka i gdyby skupić się tylko na niej przejście gry zajęło by poniżej 10 godzin. Mi całość zajęła ponad 40, a reszta to misje, które zupełnie nie wpasowują się w grę, odrywają od fabuły na długi czas i po pewnym czasie staja się zwyczajne nudne. Wszystkie rozgrywają się na kilku arenach, trochę modyfikowanych do danej misji (niektóre obszary są odcięte), a kiedy zdobędziemy zacny ekwipunek gra sprowadza się do walnięcia danym skillem lub czarem do kilku razy i po wrogach. Przy końcu gry, w części fabularnej mamy fajny obszar bonusowy z więzieniem, do którego nie łatwo się dostać, trzeba rozwiązać kilka zagadek, ale co z tego, jak fanty tam zdobyte to szmelc w porównaniu z tym co wcześniej się zgarnęło w misjach. W sumie robi się to dla achievmentu...IMO, zmarnowany potencjał, gra sztucznie wydłużona, jeden ze słabszych "Finali".
Od jakiegoś tygodnia gram w C2077. Na początku, po premierze, jak widziałem filmiki z bugami nie miałem zamiaru tracić czasu nie niedorobiony produkt. Teraz, kiedy minęło ponad 1,5 roku i gra doczekała się mnóstwa patchy postanowiłem wreszcie zagrać, dokładnie w wersję 1.61. Gdzieś wyczytałem ze da się już grać :P Od razu powiem że gram normalnie i nie szukam bugów na silę, więc z tej perspektywy będą moje spostrzeżenia. Po pierwsze; co najmniej raz dziennie gra lubi się "wypłaszczyć", co po takim czasie od premiery jest nie do przyjęcia. Przy tworzeniu postaci, klikając w losowy generator wyglądu gra tworzyła takie dziwadła, ze nie powstydziliby się takich na wszelkich poradach równości. Następnie leciałem z fabułą do śmierci Jackiego i pojawienia się Johnego Silverhanda, potem zabrałem się za rozwój postaci i robienie kontraktów. Wiele z nich polega na uratowaniu kogoś i odprowadzeniu do czekającego samochodu. I podchodzi taka osoba do auta, lekko się pochyla, a drzwi się same otwierają. No, przy tak dopieszczonej graficznie grze żeby nie zrobili animacji otwierania drzwi przez postać to lipa jest. A najlepiej w jednej z takich misji, gdzie odwiozłem gostka, którego mieli przejąć Nomadzi. Otóż wysiadł od z auta i zanim zdążył wsiąść do drugiego tamci zdążyli ruszyć. Jemu to jednak nie przeszkadzało, bo usiadł w powietrzu i nagle teleportował się do tego jadącego auta :D. Najbardziej wkurza jednak wzywanie motorka (ogólnie pojazdu). Czasem przyjedzie tuż pod nos, jak trzeba, czasem zatrzyma się kilkadziesiąt metrów dalej, czasem w ogóle nie przyjedzie, a czasem przyjedzie i nie zatrzymując się pojedzie dalej, uj go wie gdzie... Sterowanie z pada jest niedopracowane, czasem znacznik jest na ikonce po wejściu w menu i normalnie da się poruszać krzyżakiem po opcjach, czasem znacznika nie ma i trzeba gałką go "wyciągnąć" spoza ekranu.
Także po takim czasie i tylu patchach gra wciąż jest zabugowana, niestety...
Początek gry jest właśnie kiepski graficznie, potem w posiadłości jest sporo lepiej.\
Wracając do absurdów; pisałem już że podczas oglądania przedmiotu postać wyłącza latarkę, przez co czasem nawet nie widać co oglądamy. Dodatkowo wyłączają też latarkę przy otwieraniu drzwi, same latarki dają mało światła, a kiedy akurat bohaterowie idą w grupie np. 3 osób to tylko sterowana postać używa latarki jak ja włączymy, a reszta już nie.
Trochę pograłem i moje spostrzeżenia są takie: fabularnie ok, trzyma w napięciu. Bohaterowie średni, zgodnie z panującą modą musieli wrzucić multi kulti i LGBT. Ogólnie najbardziej dającą się lubić postacią był Mark. Poprzednie części były bardziej interaktywnym filmem, tutaj mechanika się trochę zmieniła i upodobniła grę do np. RE, ale bez walk. W poprzednich częściach kontrolowany bohater mógł chodzić powoli i chodzić trochę szybciej, tu dodano możliwość sprintu, ale animacja jest tak pokraczna i nienaturalna że wygląda to okropnie. Są też inne absurdy, np. w późniejszej fazie gry postaci chodzą najczęściej ciemnymi korytarzami oświetlając sobie drogę latarką. Znajdując jakiś przedmiot możemy go podnieść RT i pooglądać. I tak, jak postać znajdzie przedmiot w ciemności to po jego podniesieniu... wyłącza latarkę. Oglądamy więc przedmiot po ciemku, a po jego odłożeniu cyk, latarka znów włączona. Graficznie najlepiej w serii, choć lokalizacje są nierówne, niektóre wyglądają świetnie, inne zdecydowanie gorzej. Na plus użycie RT, na minus brak DLSS, aby zrekompensować obciążenie sprzętu przez RT.
Oj, Szninkiel" to jest materiał na film, nie na animację. Dla mnie to dzieło o wiele cenniejsze niż np. "Władca pierścieni". Do dzisiaj mam oryginał komiksu z 1988r. w szufladzie. Odpowiednio zekranizowany "Szninkiel" ze stosownym budżetem to by była miazga w kategorii fantasy.
Moje wrażenia: Klimat mroczny, jak trzeba, grafika pod względem technicznym jak i designu na światowym poziomie. Nie ma się czego wstydzić, w przeciwieństwie do "Cyberpunka" :D Niemniej nie porównywałbym "The Medium" do "Silent Hilla", choć klimatem podobne, zasadnicza różnicą jest to że w tej pierwszej nie walczymy z potworami, czasem tylko trzeba uciekać, kryć się. Tak poza tym to typowa przygodówka z niezbyt trudnymi zagadkami.
Co razi to zangielszczenie gry. To nie tylko brak polskiego dubbingu Wszelkie gazety, plakaty znajdowane notatki są po angielsku również. Przez to ma się wrażenie że gra nie rozgrywa się w Polsce lat 90tych, a w alternatywnej rzeczywistości, gdzie Polacy posługiwali się angielskim. Ale i w takim aspekcie autorzy nie byli konsekwentni i kilka z napotkanych nazw jest po polsku, na czele z wielkim szyldem "Ośrodek wypoczynkowy Niwa".
Co do wymagań sprzętowych; u mnie na R3600 i RTX 2060S mam przeważnie 30-60FPSów, choć kilka razy spadło do 25 kiedy był etap z podzielonym ekranem. Ale w sumie nic to nie przeszkadza, bo nie jest to szybka gra akcji. Ustawienia: wszystko na wysokie, Raytracing włączony na poziomie normalnym, skalowanie 75%, DLSS na jakość, wyostrzanie na najwyższym poziomie. QHD.
Tak tymczasem dla przykładu, gameplay z YT: https://www.youtube.com/watch?v=AVK_S1zUJhU
Dialog 3.19.25
Aloy: Co ci się stało? Wszystko dobrze? (To "wszystko dobrze" mnie rozwaliło. Prawidłowe tłumaczenie to: "Co się stało? Wszystko w porządku?")
Dral: O, tę ranę sobie cenię. To lekcja której nie zapomnę. Ty też pamiętaj
WTF? Jaka rana? Czy Aloy pytała o jakąś ranę?
Podobnych baboli jest więcej. Zbyt dosłowne tłumaczenie, tłumacze amatorzy, tak to wygląda.
Nie robiłem, ale postaram się specjalnie zrobić i tu wrzucić. Ogólnie teksty znajdowane sa ok, tylko te dialogi leżą i kwiczą.
Dobra gra. Nie jakaś wybitna, ale dobra. gra się przyjemnie. Ale... dopóki nie dojdzie do sytuacji jak trzeba z kimś pogadać. Tak tragicznego spolszczenia jeszcze w swojej karierze nie widziałem. Oglądam dialog i nie za bardzo wiem o co chodzi. W niektórych dialogach postać mówi do Aloy jak do mężczyzny (np. "zrobiłeś" zamiast "zrobiłaś"), w innym kobita o sobie mówi w formie męskiej. Dialogi nie trzymają się kupy. Tłumacze zawalili na całej linii. Dodatkowo słychać że dialogi nie były nagrywane w parach, jak normalna rozmowa, tylko przyszedł sobie lektor, nagrał swoje kwestie, potem przyszedł następny, nagrał swoje itd, a potem posklejali to w dialogi. W efekcie wyszło bardzo sztucznie i w większości bez sensu. Bardzo, ale bardzo psuje to odbiór gry. Sama gra 7/10, spolszczenie 1/10.
Gra bardzo fajna, świetna oprawa audiowizualna i projekty postaci, jak i świata. Pod względem gameplayu skierowana raczej dla młodszych graczy, nie jest to typowa przygodówka, jak część pierwsza, raczej interaktywna historia. Do minusów dodam też długość gry (krótka) i zakończenie. Jeśli ktoś grał w jedynkę i mu się podobała musi koniecznie zagrać w Silence, choćby dla samej historii i klimatu. Polecam.
Dwie godzinki później, gra skończona. Zakończenie również rozczarowuje, do końca nie wiadomo kim jest postać którą kierujemy, w sumie nie jest to ujęte w fabule.
Ogólnie "gra" (bardziej tu pasuje określenie "interaktywny film w formie retrospekcji") dobra jako dodatek "demo disc" do PS4, ewentualnie na półki sklepowe w cenie 19.99. Mało emocji, sporo nudy, jedynie ładna oprawa audiowizualna tu się broni.
Zachęcony wysoką oceną zacząłem grać w "Everybodys Gone to the Rapture ", i tak od kilku dni sobie gram. Gra budzi mieszane uczucia, wygląda bardzo ładnie, wrażenie robi zwłaszcza szczegółowość i bogactwo detali. Co z tego, jak optymizacja kiepska. Tak się skalda ze w trakcie gry zmieniłem GF GTX 660 na GTX 960 4GB, na tym pierwszym 20-30fps średnio, na drugim 30-40FPS. Ustawienia najwyższe, poza cieniami na "Wysokie". Tu ciekawostka, na najwyższym ustawieniu tekstur gra potrafi wykorzystać ~ 3GB Vram.
Jak pisałem, grafika ładna, ale żadnych wybuchów, skomplikowanych efektów, a ludzi tu nie ma w ogóle, a taki słaby framerate. Kiepsko.
Bardzo klimatyczna muzyka, ale, ma taki pompatyczny, czasem nostalgiczny klimat, gdzie fabuła mogłaby wskazywać na klimat horroru, po muzyce wiadomo że nic takiego nie będzie. Duży plus za spolszczenie, kawałek porządnej roboty.
Fabuła. Nie będę za bardzo spojlerował, jak już wyżej ludzie pisali łazimy za światełkami i oglądamy scenki będące odtworzeniem tego co się w miasteczku stało, czasem żeby włączyć scenkę należy dostroić znalezione po drodze światełko. Ot, tyle tu mamy do roboty. Tylko że w tych scenkach zamiast ludzi widzimy świetliste kształty postaci, także nie wiemy jak kto wygląda, a to spoty minus. Dodatkowo nie ma żadnych notatek, mapy podręcznej, nic. A, i biegać nie można, mimo że w klawiszologii niby bieganie jest.
No i w sumie, jak gram kilka dni wciąż nie wiem... kim jestem. Na początku gry z radia słyszymy komunikat od Dr. Kate o rzekomej zarazie no i łazimy i poznajemy dalej okoliczności zdarzeń i losy mieszkańców miasteczka. Ale kim jest postać którą kierujemy, skąd się wzięła i jaki ma cel nie wiadomo. Czasem wydaje mi się tylko ze to jakiś starszy dziadziuś, bo chodzi wolno, skakać nie potrafi. Biegać też nie. :)
Ogólnie jak na razie daję szóstkę i lecę dalej uganiać się za światełkami :)
Gra fajna, poziom wciągalności bardzo wysoki. Trochę denerwuje czas wczytywania lokalizacji, przy doś prymitywnej grafice, jak na dzisiejsze standardy lokalizacje wczytują mi się powyżej 5 sekund (8GB ramu, dysk SSD). Największy minus: dobra gra powinna zapewnić jeszcze spory potencjał rozwoju drużyny po zakończeniu głównego wątku i opcjonalnych bossów. Ja dziś osiągnąłem 12, najwyższy poziom wszystkich postaci, piniendzy tyle że nie mam na co już wydawać, adrowy smok padł, a jeszcze nie zacząłem fabuły w Bliźniaczych Wiązach. Wiadomo, dużo zadań pobocznych za które exp spływa, ale autorzy powinni tak to opracować żeby w danym momencie była dostępna tylko część subquestów i max. określona ilość doświadczenia, wtedy nie było by takiej bezsensownej sytuacji.
Właśnie skończyłem grę w wersji PL. Warto zagrać, ale jeśli nie grało sie we wcześniejsze części, a przynajmniej w 2, raczej nie warto zaczynać od 3. Wyłapałem dwie wpadki w spolszczeniu. Pierwsza to notka przy komputerze mówiąca coś w stylu (nie pamiętam dokładnie) "jeśli nie pamiętasz hasła idioto zaloguj się jeszcze raz" tymczasem powinno być "jeśli nie pamiętasz hasła idioto przypomnisz je sobie po/przy wejściu". Chodzi o napis przed budynkiem, o wejście do budynku, nie do systemu w komputerze:). Dwa: przy końcu gry jak chcemy wyjść Adrian mówi "muszę dogadać się z Mordredem". Oczywiście powinno być "muszę rozprawić się z Mordredem" ("I have to deal with Mordred").
Mi na A3200+, 1,5GB ramu i GF 6600Gt chodzi ładnie na max ustawieniach w 1024/768, bez aa i anizo na 1/4 wartości.