Szczypior1997

Szczypior1997 ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

01.07.2020 23:51
odpowiedz
Szczypior1997
1

Biegli, mimo bólu mięśni , serca i ducha z powodu straty porucznika, a właściwie towarzysza, może nawet przyjaciela. Mijali korytarze jeden za drugim, Sha’anks prowadził, miał doskonały węch i wyczuł drogę.
-Eeee tępe łotry, postawcie mnie na ziemi, nie mam pieniędzy-krzyknął urzędnik, po czym spadł na ziemie, gdyż khajiit z szoku nie pomyślał by zareagować inaczej, niż zrzucić człowieka, który szamotał się na jego grzbiecie.
-Postawić nie rzucić, kanalie.- skwitował chłopak, masując obolały bark
Micareth dobyła broni i przystawiła młodzikowi do gardła.
-Tak się nie mówi do kogoś kto uratował ci życie. Obraź nas jeszcze raz, a dopilnuje by wampiry dopadły cię ponownie.-
-Sha’anks wyjaśni- kocur stanął między wojowniczką a Bodilem- Otóż Sha’anks, Micareth, Vera i porucznik Grimes Angra wyruszyli tu wykonać misje , znaleźli urzędnika i zabrali co by nie zmienił się w wampira. Chłopak z nami bezpieczny.- wytłumaczył kocur, dziwnie marszcząc pysk jakby próbował się uśmiechnąć .
-Znam osobiście porucznika i nie wierze by wyruszył z bandytami. Poza tym skoro był z wami to gdzie jest teraz?-mówiąc to urzędnik wstał i otrzepał się z ziemi.
- Został z tyłu.- smutno odpowiedziała Micareth.- To nie jest teraz ważne, idziemy w stronę wyjścia powinieneś iść z nami jeśli ci życie miłe.
Bodil kilkakrotnie przesunął wzrok po towarzyszach i coś w ich twarzach sprawiło, że im uwierzył. Skinął głową i ruszyli przed siebie.
Po dosłownie kilku minutach marszu ukazało im się rozwidlenie, które pamiętali z początku wędrówki.
-Sha’anks wie którędy, Sha’anks w jednym przejściu wciąż czuje zapach Very i porucznika.-
Reszta drużyny nie protestowała, nie posiadali węchu khajiita i tak naprawdę mogli tylko strzelać który tunel doprowadzi ich do wyjścia. Byli blisko, czuli już zapach świeżego powietrza, a nie stęchłego jak w tych wszystkich jaskiniach. I wtedy to zobaczyli. Był wielki i potężny , na oko miał jakieś siedem stóp wzrostu. Przed nimi stała machina. Na całej powierzchni odbijała światło ich pochodni niczym lustro. Nie poruszył się w ich kierunku, tylko stał i patrzył przed siebie.
-Musieli wiedzieć że, będziemy chcieli tędy wyjść, pewnie postawili go tu chwile temu. To o tym mówiła Adelaisa czy jak jej tam, że czekają nas gorsze rzeczy niż ona.
-To dwemerski centurion, nigdy takiego nie widziałem, ale czytałem o nich. Podobno są nie do pokonania. – wyjaśnił chłopak.
- Nic nie jest nie do pokonania!- krzyknęła Micareth i rzuciła się na automatona.
-STÓJ! One reagują na ru……ch- rzucił za nią Bodlin, ale było za późno. Nim dziewczyna pchnęła, machina już zablokowała jej atak.
Micareth nie poddawała się, cięła z każdej strony, była szybsza i to była jej szansa. Ale każde uderzenie, nawet bardzo mocne zostawiało ledwie ryskę na zbroi centuriona. Jej frustracja i zaskoczenie wytrąciło ją z równowagi i nie zdążyła uskoczyć całkowicie przed cięciem giganta. Ostrze przejechało po jej nodze, zostawiając głęboką ranę pod kolanem. Przed następnym uderzeniem osłonił ją khajjit.
-Miałeś racje, nie dam rady go pokonać, ale damy rade uciec- zawołała Micareth cofając się i kuśtykając na jednej nodze.
Sha’anks odbił się od przeciwnika, lekko wytrącając go z równowagi i popędził za drużyną.
-Pobiegniemy drugim korytarzem przy rozwidleniu. – zarządziła
Machina ruszyła za nimi, była odrobine wolniejsza od nich, dzięki czemu udało im się zwiększyć dystans dzielący ich od centuriona. Skręcili na rozwidleniu i pędzili dalej. Micareth i Bodlin nadawali tempo, a khajiit zabezpieczał tyły.
Nagle dwójka z przodu zatrzymała się w sekundzie, a Sha’anks prawie na nich wpadł. Kocur nie wiedział dlaczego, póki sam nie zobaczył wielkiej przepaści tuż przed ich stopami.
-Co teraz?!-wykrzyknął przerażony urzędnik.
Z korytarza słyszeli zbliżające się kroki centuriona. Nie mieli wiele czasu.
-Na dole jest woda. Sha’anks słyszy wodę.-
-Wiec skaczemy, innego wyjścia nie widzę- odpowiedziała władczym tonem wojowniczka.
-Sha’anks nie skacze, nie ma mowy.-w tym momencie kocur uskoczył przed bełtem wystrzelonym z jednej z kończyn automatona.- Sha’anks zmienił zdanie, Sha’anks skoczy.-
Urzędnik skoczył bez trudu, ale Micareth wolała przytrzymać kota niż ryzykować że jednak się rozmyśli. Spadali tylko moment, potem uderzyli w tafle wody. Wpadli do rzeki, która porwała ich nie wiadomo gdzie. Każde z nich próbowało utrzymać się na powierzchni lecz bezskutecznie. Tonęli.
***
Micareth ocknęła się pierwsza, leżała do pasa w wodzie, w głębi jakiegoś lasu. Szybko przypomniała sobie co się wydarzyło. Bolała ją każda część ciała, nie wspominając o rozciętej nodze i wielkim guzie na głowie. Kilka metrów obok leżał Bodil, wojowniczka podeszła z trudem do chłopaka i potrząsnęła nim kilkakrotnie, aż się obudził, wypluwając masę wody. Przyszła kolej na khajiita, ale go nigdzie nie było widać.
-Sha’anks!- zawołała kilkakrotnie. Już traciła nadzieję że, odnajdzie przyjaciela, gdy nagle za grubego pnia odezwał się głos
-Sha’anskowi nic nie jest, ale Sha’anks nie może ci się pokazać. Sha’anks wygląda okropnie, honor khajiita nie pozwala.-
-Wyłaz i nie marudź, nie może być tak źle.- rozkazała dziewczyna.
-Ale Micareth musi obiecać że nie będzie się śmiać!-
-Dobrze obiecuje, a teraz chodź.- i mimo że obiecała nie potrafiła powstrzymać chichotu. Sha’anks był cały przemoczony, jego futro ulizane całkowicie zmieniło posturę khajiita i sprawiło że wyglądał przekomicznie.
-Chociaż i tak Sha’anks woli być mokry, niż bić się z wampirami.- odrzekł kocur i cała trójka wybuchneła śmiechem. W końcu byli bezpieczni.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl