Rap to jeden z najgorszych gatunków muzycznych, jakie kiedykolwiek popełnił człowiek. Jest gorszy nawet od popu. Można podzielić go na dwie tematyki: antypolicyjna propaganda, używki, życie wbrew prawu oraz tematyka druga - wszystko inne. Rap sam w sobie musi nieść przekaz - w tym tkwi jego idea, ale ile warty jest przekaz polskich raperów? Albo, co gorsza, afroamerykanów? Ci to dopiero mają nasrane. Cała twórczość polska tego gatunku zniszczyła smak i poczucie gustu muzycznego młodzieży, nie wspominając o propagowaniu życia na haju i walki z systemem. Nie wiem, do czego to prowadzi, ale na pewno do niczego dobrego.
A rapowanie o wszystkim innym, tak jak to potrafi robić ten słynny Mezo, to po prostu pop z wykastrowanymi wartościami melodycznymi, czyli dno i 5 metrów mułu.
Wobec czego wszem i obec czuję się zobowiązany zaprotestować: nie dla rapu, a w szczególności tego polskiego. TFU