Poważnie należy zastanowić się nad tym kiedy ten dodatek odpalimy. Mi w zasadzie popsuł wrażenie końcowe z gry. Przy Bloodborne bawiłem się rewelacyjnie. Pokonałem wszystkich bossów obowiązkowych, postanowiłem odpuścić opcjonalnych i zmierzyć się bossami z zakończeń. Pod wpływem samych pozytywnych komentarzy oraz recenzji kupiłem dodatek. Wszedłem w niego na doświadczeniu 75. No i nie okazał się taki ciężki. Pierwszego bossa, pokonałem co prawda z pomocą innego tropiciela, ale nie wiem, czy oni bardziej nie przeszkadzają. Kolejnych dwóch bossów pokonałem bez jakiś większych problemów, przy czym kierowałem się poradą agresywnej gry i parowania. Potem nadszedł Kos Sierota. I coś się zmieniło. Na początku myślałem, że jest zabugowany. Oczywiście nie byłem rady go tak parować jak ci goście z Youtube, ale skorzystałem ze wszystkich polecanych taktyk na raz i jakimś fartem się udało. Do opcjonalnego podszedłem z dystansem, korzystając przy pierwszych razach z pomocy, ale odpuściłem, bo wybijał mnie raczej z rytmu niż pomagał. Jak zacząłem grać sam to udało mi się za 3 podejściem (poziom już koło 100 i topór i włócznia piły na maks). Po tak świetnym dodatku pozostało wrócić do gry. Postanowiłem skończyć jednak wszystkich bossów. I tak - Gwiezdny Emisariusz na strzała (1 podejście), Córa Kosmosu na strzała (3 podejście - przy pierwszym byłem zbyt chciwy w końcówce, a przy 2 głupi błąd), Męczennik - na strzała (1 podejście), German - na strzała (2 podejście - przyznaje w pierwszym mnie zaskoczył, no i grałem parowaniem), Obecność księżyca - na zupełnego strzała (po Germanie pozostały mi 4 fiolki, a wykorzystałem 2 w tej walca). Nie wiem, czy moja postać była już tak wymaksowana po dodatku, czy po walce z Kosem wszystko już było proste, ale myślałem, że się bardziej pomęczę...