Final Fantasy Tactics, czyli gra świetna. Miała świetną fabułę, rozgrywkę i muzykę. Od tamtej pory jedynie grafikę można było poprawić.
Co robi Square? Daje taką samą fabułę, rozgrywkę, muzykę i grafikę. I wali 200 zł jako cenę, nie dając nawet spolszczenia.
Opcja o wiele lepsza - emulator PSX.
Fakt, powtarzalność zabija tę grę. Przy którejś tam wizycie na wyspie, to już jest masochizm, a nie frajda.
Nie zgodzę się, że działonowa jest bezużyteczna. Początkowo miałem dokładnie takie samo odczucie, dlatego że używałem jej do ostrzału artyleryjskiego, ale jest to całkowicie bezsensowne. Cel zostanie znokautowany i za jakiś czas dojdzie do siebie, na dodatek uruchomi się alarm. Żeby nie było alarmu, inny członek załogi musiałby tam być i zabrać znokautowanego. A skoro tam jest, to może załatwić sprawę sam.
Potem zmieniłem podejście - działonowa jest najprzydatniejsza, gdy nie ma w lufie ciała. Ona jest tak szybka, że potrafi zdjąć strażnika z planszy (musi mieć wykupione ulepszenie), nawet jeśli ktoś na niego z oddali patrzy. Magia. Zdejmuję kolesia, wycofuję się i wystrzeliwuję w wodę. I następny. Z zupełnie niechcianej postaci zaraz awansowała wyżej.
Lost Eidolons - 149 zł
Redemption Reapers - 231,99 zł
Chyba cały sad kwitnących wiśni komuś na łeb upadł. Japończycy z tymi cenami to w ogóle ostatnio już całkiem oderwali się od rzeczywistości.
Square Enix powinno się bacznie przyjrzeć tej grze, bo po pierwsze można zrobić fajną strategię bez udziwnień (w odróżnieniu od niewydarzonego The Diofield Chronicle) i zrobić to na miarę współczesnych graficznych możliwości (w odróżnieniu od Triangle Strategy). Ten drugi przytyk, ponieważ w Square chyba komuś się wydaje, że oldschoolowa grafika jest przepisem na sukces. Otóż niekoniecznie jest to czynnik decydujący.
Lost Eidolons jest grą dobrą i jedyne co mogę jej zarzucić, to męczące szukanie książek/papierów w subquestach, które trzeba zrobić, bo przy wychodzeniu z obozu jest ostrzegawczy komunikat, czyli zapewne questy mi przepadną, jeśli ich nie zrobię w odpowiednim momencie. A nie lubię tracić subquestów.
No i gra ma dużo bardziej przytomną cenę, niż te wcześniej wspomniane. O ile w Triangle Strategy nie grałem, więc nie jestem w stanie ocenić, czy cena jest adekwatna, o tyle w Diofield już tak i w efekcie szybko poszedł zwrot. Łatwo z tego wywnioskować, że moim zdaniem stosunek ceny do gry, jest kosmicznym nieporozumieniem.
Niestety żadna z tych gier nie ma spolszczenia, co w przypadku produkcji fabularnych jest niefajne.
Grafikę pewnie trochę poprawią, ale wydaje mi się, że na kolana i tak nie rzuci.
Cykl Piekary jest typowo rozrywkowy, bez pozowania na jakieś filozoficzne ambicje. Moim zdaniem słusznie. Zresztą gry, to również rozrywka, więc nie wiem czego oczekują malkontenci? Żeby wydawać gry na kanwie tomiku wierszy?
Ja z całą pewnością zagram, bo widzę duży potencjał dla tego universum. A czy się nie zawiodę, to już zupełnie inna bajka.
Jak dobrnąłem gdzieś do 1/4 tych wypocin, to nabrałem ochoty na jakąś ambitniejszą lekturę i Piekara będzie w sam raz.
O grze tyle, że grafika biedna. A potem, że Piekara niedobry, i cykl słaby, i tylko dla szesnastolatków, i takie tam głupotki. Szanowny, że tak powiem, autorze, autorytetem literackim nie jesteś, a o grze niewiele potrafisz napisać. To po co komu ten tzw. felieton?
"A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają"
Skąd narodowie postronni mają znać, skoro mamy własnych gęgaczy. Nie szanujesz się, kolego, twoja sprawa, ale innym nie narzucaj swoich mądrości. Spróbuj Niemcom, Francuzom, czy Hiszpanom powiedzieć, że po co im ich język, skoro angielski to teraz podstawa. Włosi cię zjedzą z makaronem za brak dubbingu.
Gra ma świetny klimat. Zespołów i graczy jest zatrzęsienie. Idea polega na tym, że można zagrać kwalifikacje i mistrzostwa świata od około '58 do '98. FANTASTYCZNIE. Dopóki nie włączy się rozgrywki. To gra z 1999 roku, więc nie ma co porównywać ze współczesnymi piłkami, ale można porównać np z ISS 98. No i nie ma w ogóle żadnego porównania. Dla mnie dobra piłka to taka, kiedy gra karze mnie za moje błędy. Ta karze za swoje. Odbiór piłki jest tylko teoretyczny. Podania to masakra. Właściwie warto próbować podania na dobieg, albo bezpośrednio do gracza minimalnie oddalonego. Z rogów komputer ma 40%-50% szans na strzelenie gola. Ja mam 0% szans. Próbowałem wielokrotnie w to grać, bo mnie te mistrzostwa z kwalifikacjami strasznie korciły, ale to była straszliwa strata czasu. Gdyby idea mistrzostw była połączona z rozgrywką ISS '98, to pewnie do dzisiaj uważałbym, że to gra klasy arcymistrzowskiej. Ale z tą rozgrywką, to tylko frustrujący bubel.
Kupiłem sobie niedawno Total War Warhammer II na Steam, za pośrednictwem Gamivo. Ups, przepraszam. Wydawało mi się, że kupiłem sobie niedawno itd. Bo tak się składa, że klucz został wcześniej wykorzystany i z aktywacji nici. Nacykałem skrinszotów i posłałem gdzie trzeba. W odpowiedzi słyszę, że mam pogadać ze Steamem, kiedy ta moja gra została aktywowana. Steam odpowiada, że dwa tygodnie przed moim zakupem. Robię skrinszoty i posłałem gdzie trzeba. Poprosili mnie o cierpliwość i cisza, jak na pobojowisku.
Naiwnie wydawało mi się, że jeśli ktoś sprzedaje mi kod, który został wykorzystany grubo przed zakupem, to powinien wymienić go na dobry, a sam sobie sprawę wyjaśniać. Okazuje się, że nie. Ów ktoś się nie poczuwa i mam czekać, aż wyjaśni, czy to moja wina, czy nie moja wina. Bo przecież jest taka możliwość, że zakupiłem kod, a potem machiną czasu cofnąłem się o dwa tygodnie by go sobie podstępnie aktywować, a teraz rżnę głupa i próbuję okraść biedny sklep... Oczywiście, że jest taka możliwość. Nawet spora. Dlatego trzeba udowodnić, że nie mam machiny czasu. Ale jak?
Fajna ta gra...
Co radzicie, moi drodzy? Czekać, czy w ogóle będzie jakiś odzew, czy też ściągnąć grę przyjazną cenowo z wiadomych źródeł, bo przecież, do cholery, już za nią zapłaciłem? Ktoś miał już taki przypadek i wie jakie są szanse na happy end?
Wrażenia po 60 godzinach. Zajrzałem na kilka zadań do Irlandii, ale po jakimś czasie znów wróciłem do Anglii. Gra zaciągnęła 25 giga aktualizacji, co trochę trwało, ale nic to. Przecież dzięki temu jest lepsza. Zrobiłem jeden cały sojusz, ukatrupiłem dwóch zelotów, odkryłem kawał mapy, biegając do punktów widokowych, zgarnąłem ileś tam skarbów i wykonałem sporo zadań pobocznych, najazdów nie licząc. 60 godzin gry za mną, ale cóż to... Dzisiaj gra znów zaciągnęła aktualizacje i cofnęła mnie do Irlandii, bo poprzednie zapisy są uszkodzone. Czyli tylko 50 godzin gry za mną... Hura! Starannie wyłączyłem tę grę i niech mnie ona w zad pocałuje.
Eivor początkowo nie posiada umiejętności skrytobójstwa. Dostaje ją nieco później, wraz z rozwojem wydarzeń fabularnych, czyli dopiero po opuszczeniu Norwegii.
Promowanie silnych kobiet jest dopuszczalne. Przecież to tylko gra. W rzeczywistości byłoby bardzo ciężko udowodnić, że w bitwach brały udział jakiekolwiek kobiety (nie licząc obrony osad). Valhalla to miejsce wojowników, a jedyne kobiety, prócz bogiń, to Valkirie. Ale to tylko gra, a nie rozprawka historyczna. Sam gram postacią kobiecą, bo wygląda ładniej. Niech ma, że morduje facetów hurtowo, co jej będę żałował. Facet również nie dałby rady zrobić samodzielnie takiej masakry.
Na początku gra bardzo trudna, bo twórcy w ogóle nie robią żadnego wprowadzenia - odkryj sam, co trzeba robić. Ark bardzo zazdrośnie ukrywa sekrety i wejście w grę może sprawić problemy. Jeśli jednak się uda, zaczyna się jazda. Gram w singla, więc mówię o singlu. Na multi może być całkowita masakra, ponieważ nie tylko nie wiadomo o co jakby chodzi, to jeszcze inni gracze potrafią dać popalić. Albo pomóc. To już zależy od graczy.
Niemniej jednak, jest to chyba jedyna gra, która wciągnęła mnie na 1700 godzin. Jak dotychczas.
Ktoś wcześniej pisał, że nikt nie ostrzega, że gra zajmuje dużo miejsca na dysku, bo aż 272 GB. No cóż... Chciałbym, żeby zajmowała tyle. U mnie zajmuje 447 GB + 58 GB modów. Sprzęt mam dobry, więc działa nieźle, ale aby załadować grę, trzeba czekać 35 minut (słownie trzydzieści pięć minut). Takie uroki singla, gdzie wszystko ładuje się z własnego komputera. Niemniej uważam, że warto. Ten świat ma w sobie coś magicznego.
Czasem zdarzają mi się crashe i bugi, ale powiedzmy sobie szczerze - ogromna mapa, na której polują, zabijają się i rodzą nowe dinozaury, wymaga potężnego sprzętu. Gdyby wszystko miało chodzić idealnie, ten sprzęt musiałby być zdecydowanie potężniejszy. Zwłaszcza, że mody, bez których nie wyobrażam sobie tej gry, niekoniecznie są doskonale zoptymalizowane.
Początkowo sądziłem, że ktoś się pomylił w nazwie gry, bo jak dla mnie, to nie jest Assassin's creed Valhalla, tylko Assassin's crash Wywala (do pulpitu). W jednym dniu, miałem więcej crashy, niż przez całą rozgrywkę Cyberpunka, w którego grałem miesiąc po premierze. Potem crashe ustały. Bez wyraźnego powodu. Gry jeszcze nie skończyłem, ale, jak to z Assassinem bywa, jak coś twórcy wymyslą nowego, to będą to eksploatować do znudzenia. Nowinki są, aczkolwiek w ilości niezbyt imponującej. Gracze mający kontakt z Origins i Odyssey będą mieli deja vu. Wiedźmin 3 wytyczył kierunek pod zmianę filozofii serii i teraz trzeba będzie czekać cierpliwie na inną wyróżniającą się grę, z której Assassin będzie czerpać wzorce. A do tego czasu będzie to Origins w różnych wariantach + pomysły własne Ubisoftu.
Ubisoft mógłby się trochę przyłożyć do animacji postaci. Już Kassandra miała typowo męskie ruchy. Żeńska Eivor choruje na to samo. Szczęśliwie twórcy nie dali (nie dali? nie skończyłem jeszcze) animacji, kiedy Eivor siusia, bo coś mi się wydaje, że obie wersje (męska i żeńska) siusiałyby na stojąco.
A gra, jak to gra. Się chodzi, się zbiera, się zabija, się gada. Wszystko to sklejone jakąś tam historyjką. Gdyby tam wkleić Bayeka, czy greckich hirołów, to człowiek gotów by pomyśleć, że to DLC do Origins. Zresztą nawet wklejać nie trzeba, jeśli się zakupi odpowiedni strój.
Nie, żeby było jakoś tam bardzo fatalnie, ale trudno o ochy i achy, gdy po raz kolejny godzinami robimy to samo.
Poddałem się.
Łopatą można pomachać. Gdyby to jeszcze konstruktywnie, wykopując ziemię, ale nie. Właściwie może służyć jako broń, tylko czy do tego jest łopata? Tory przy każdym wgraniu gry są zawsze gdzieś uszkodzone. Czasem w kilku miejscach Przy krótkiej linii kolejowej to nie problem, ale przejechanie na dachu wagonu 3/4 moich torów zajmuje około 7 godzin gry. Jest gdzie szukać. Dlaczego 3/4 torów, a nie całości? Dlatego, że po naprawie całej linii, pociąg i tak zatrzymuje się w pewnym miejscu, nie chcąc dalej jechać, a potem robi trasę powrotną. Myślałem, że może trasa jest za długa, więc podzielę tory na dwa odcinki i dokupię drugą lokomotywę. Nie ma takiej opcji. Jeden gracz może chyba kupić tylko jeden pociąg. Jeśli pociąg stoi na uszkodzonym odcinku, to już w ogóle porażka. Trzeba najpierw odnaleźć uszkodzenia i wyburzyć wadliwe części, potem wybudować nowe (surowce z nieba nie spadają). Potem trzeba odnaleźć sam pociąg. Z reguły lokomotywa nakłada się na trzy wagony. Kliknięcie odjazdu pociągu nic nie daje. Trzeba pociąg ponownie przypisać do trasy i wówczas dopiero odjedzie. To zajmuje czas. A bywa, że cały mój tabor stoi ukośnie pochylony. Cholera wie dlaczego. Kiedyś musiałem zniszczyć lokomotywę i wagony. kupiłem nowe, a te stoją krzywo i już.
Niestety mam wrażenie, że twórcy zbyt wiele rzeczy dokładają, zamiast naprawić, lub poprawić stare. A to powoduje, że coraz więcej rzeczy irytuje. Lodówkę zalegają mi masy owoców i warzyw, z którymi nic nie można zrobić (można oczywiście zjeść, ale po co, skoro mam niepsujące się wędzone mięcho?). Tory psują się na potęgę, przy wczytaniu gry. Nie mogę pojechać na północ po lód, choć tory już tam sięgają, bo lokomotywa nie chce tam dotrzeć. Pociąg nie ma opcji postoju, gdy tego zechcę. Bandyci zasuwają tak szybko, jakby mieli rozwolnienie. Co prawda i tak strzelam z góry, gdzie nie mogą mi niczego zrobić, ale gra podczas celowania nie jest płynna. Potrafi mieć skoki. To zaś oznacza, że gdy wystrzelę, pruję powietrze, bo bandzior dawno już zmienił położenie. I tracę pociski. A na pociski trzeba kasy, lub surowców. No i broń się bezsensownie zużywa. Gdyby jeszcze z powodu moich błędów, to trudno, ale to nie są moje błędy. Podczas konnej jazdy znikają tekstury i na pewnym obszarze zamiast trawy jest zielona wykładzina, lub brązowa, jak ścieżka. To wszystko daje się we znaki i uprzykrza rozgrywkę. Przy grze trzymała mnie kolej, bo nie zwiedziłem dokładnie skrajnych części północy i południa, a tam mogło być coś nowego. Niestety z kolei nici, więc czar prysł.
Patrząc na postępy w tworzeniu gry, trudno o optymizm, ponieważ nie widzę pomysłu na rozwiązywanie niektórych problemów. Szkoda. Może za rok, albo za pół roku sprawdzę, czy zaszły jakieś zmiany, ale mam duże wątpliwości, bo jeśli ponad rok temu ktoś pytał do czego jest łopata, skoro nie kopie i dokładnie to samo pytanie mam ja (wówczas odpowiedź była taka, że jeszcze nie została zaimplementowania - 15 miesięcy później jest tak samo). Skoro ponad rok temu ktoś apelował, żeby zrobić coś z pociągami, aby zatrzymywały się na stałe, jeśli właściciel sobie tego życzy i to również nie zostało rozwiązane.
Koń posiada miejsce na karmę, tylko czym go nakarmić? Ktoś pisał, że można spróbować dodać miodu do wody. Może kiedyś było można. Teraz już nie. Twórcy obeszli to, sprawiając, że koń nigdy nie zdycha.
Zwierzaki hodowlane głodują i co jakiś czas zdychają. Nowe nie mają żadnych zasobów. Trzeba zaczekać. A z czasem zwierzaki znów głodują. Wiem, że można wełnę z owiec zebrać, a krowy wydoić, bo już to robiłem, tylko że trzeba czekać na odpowiedni moment. Super, ale czy na tym ma polegać gra, że będę sterczał przy oborze czekając na mleko? Można czekać, ale wtedy spleśnieją mi zapasy, bo lód się skończy. No i te irytujące problemy z myszą. Biorę coś ze skrzyni, a ta się zamyka. Muszę znów otworzyć skrzynię i kliknąć na surowcu, co znów zamyka skrzynię. Ów błąd pojawia się znikąd. Myślałem, że to wina wiadra. Wiadra nie noszę, a błąd dalej jest. Błędy z myszą są bardziej urozmaicone. Nasza postać po kliknięciu potrafi kucnąć. Przywrócenie domyślnych skrótów w menu ustawień niczego nie daje. Usunięcie plików konfiguracyjnych też nie. Zresztą skrótów klawiszowych nigdy nie zmieniam. Strzał do badyty uruchamia mapę. To wówczas, jeśli błąd się uaktywni i za szybko kliknę dwukrotnie lewym przyciskiem. Restart gry nie naprawia problemu. Naprawia go restart komputera. Czasem dopiero dwukrotny.
Rewolwerowcy najęci za ciężko wywalczone dolary przepadają bez śladu. Kasa z banku niknie - to już jest rozbój w biały dzień. Żaden bandzior mi takiego kuku nie zrobił, co ta niknąca kasa. Budowanie torów, to cierpliwe zbieranie surowców. Kiedy się je zbuduje, pociąg nie chce do nich w ogóle dojechać. Za dużo tych błędów.
Doszedłem wreszcie, że za znikaniem rewolwerowców nie stoi pensja. Po prostu, kiedy mamy za dużo zakupionych NPC-ów, rewolwerowcy idą w diabły. Ponieważ tak się nie powinno dziać, gra wciąż liczy tego NPC-a jako zakupionego i nie pozwala kupić kolejnych, gdy mamy ich zakupionych pięciu.
Wpadłem też na inne podejście z bandziorami. Do tej pory stawiałem obok ich obozowiska budynek i strzelałem z góry, gdy oni biegali dookoła budynku. Tym razem, kiedy nocą zlokalizowałem bandyckie ognisko, wystrzelałem ich, a dookoła obozowiska postawiłem dwupiętrową ścianę z bali. Na szczyt prowadzą schody, a ścianę wieńczy wąski sufit. Kiedy stoję na górze, od bandytów oddziela mnie zbudowana wcześniej balustrada. Ów patent sprowadza bandytów do roli jabłonek, które czekają na zbiór owoców. Z tej celi (podłogi nie robiłem, bo nie wiem, czy wówczas nie rozbiliby mi się poza konstrukcją) nie mogą się wydostać i właściwie mało co się ruszają. Czterech bandytów, cztery strzały ze złotego karabinu prosto w łepetynę i mogę zejść, żeby pozbierać fanty. Nuda. Właściwie, to nawet z procy, czy z łuku można ich ubić, bo ani nie strzelają, ani nie biegają.
Nie można zabić kupca - miałem taki patent, że wpadłem w zasadzkę i rozpoczęła się wymiana ognia. Trzech bandytów zabiłem, a czwarty stoi i nawet nie strzela. Kilka strzałów w makówkę, nie zrobiło na nim wrażenia, dalej stał na tle zachodzącego słońca. Podszedłem i widzę, że to nie bandzior, tylko NPC. Jakiś górnik z towarami. Nie żywił urazy. Sprzedał mi, co chciałem i poszedł w swoją stronę.
Strasznie szkoda mi tej gry. Ma fantastyczny potencjał, ale prawie się nie rozwija. Jeśli twórcy potraktują ją poważnie, to będzie solidniak, przy którym będzie można spędzić przyjemnie kawał czasu. Jeśli nie potraktują, to moment, kiedy będzie można rozbudować chatę, postawić osadę, zakupić NPC-ów i wybudować kolej, będzie oznaczał koniec gry. Bo zacznie frustrować bugami. Naprawdę szkoda.
Rok bez zgonu.
Okazuje się, że można stawiać mosty. Zaczynamy od pali na brzegu, a potem posuwany się na drugą stronę rzeki, dobudowując do sufitów pale, co pozwoli położyć kolejne sufity. Jeżeli rzeka jest głęboka, to trzeba postawić dwa pale jeden na drugim. Można też kłaść tory przez rzekę. Problem w tym, czy warto? Czy warto w ogóle inwestować w pociągi. W wagony możemy wstawić surowce. Po 180 sekundach pociąg odjedzie do samego końca wybudowanego przez nas toru. Na końcu się zatrzyma i podąży w drogę powrotną, poprzez naszą stację, do drugiego końca toru. Jeśli po drodze są inne stacje, to się na nich zatrzyma. Niby fajnie, ale nie do końca. Nie możemy zatrzymać pociągu na dłużej. Możemy go tylko odprawić wcześniej. Oznacza to, że musimy poczekać na pociąg, aż zatrzyma się na stacji i mieć przygotowany towar do załadunku. Nie możemy pociągiem podróżować, co jest skandalem. Choć można trochę pooszukiwać. Jeśli stacja jest na stoku, pociąg w jednym miejscu może być na tyle nisko, że da się na niego wskoczyć. A jeśli się nie da, to można dobudować rampę wystarczająco wysoką, żeby się dało wejść na wagon. Z wagonu jednak można spaść, a wtedy bez konia nie jest śmiesznie. Wymyśliłem, że przecież można naszemu rumakowi nakazać, aby za nami podążał. Daleko nie podążał. Zgubił mnie z oczu i zatrzymał się na torach. W drodze powrotnej z dachu pociągu widziałem, jak idę z moim wierzchowcem na czołówkę. Pociąg co prawda tylko przeniknął przez rumaka, ale ten już potem nie nadawał się do niczego. Nie chciał jechać i koniec. Puściłem go na wolność - nic to nie dało. Stał jak wmurowany. Ponownie schwytałem na lasso (brykał, jak dziki), oswoiłem, ale znów to samo. W końcu musiałem zwierzaka ubić, co było tym bardziej przykre, że koń ma również punkty doświadczenia. Im dalej się na nim jedzie, tym więcej punktów, a te można wymienić na zdrowie, energię itp. To mnie nauczyło, że na końcu toru powinien być jakiś zapasowy konik. Cała zabawa pociągiem w SP sprowadza się do tego, że można oszukać grę i zabrać się nim na dachu. Trochę mało. Spodziewałem się więcej. Zdarzało mi się, że po wgraniu zapisu gry, pociąg nie chciał jechać po jakimś odcinku. Nie wiem, czy to błąd w grze, czy celowy zabieg (może tory się psują itd.). W każdym razie, klikając na torach, można zobaczyć pomarańczową linię, która pokazuje gdzie kończy się trasa. Mogłem wtedy odnaleźć felerny fragment, wyburzyć i położyć na nowo. Zazwyczaj to pomaga.
Jeśli zaklinujemy się w krzaczorach, to lekiem na całe zło jest siekiera. Karczujemy krzaczora i pędzimy dalej. Gorzej jest z tymi największymi głazami, których nie można rozkruszyć. Cóż, wtedy śmierć głodowa i budzimy się w łóżku. Chyba. Dawno nie poległem, to nie mam pewności.
Jeśli natkniemy się na bandytów, warto zapamiętać to miejsce i postawić tam budynek, z którego można ich ostrzeliwać. Bandyci, podobnie jak zwierzęta respawnują się w tych samych miejscach. Trzeba brać to pod uwagę przy wyborze miejsca na stację. Jeśli postawimy stację koło niedźwiedzia, albo stada wilków, to mamy murowaną zabawę z opędzaniem się od natrętów przy każdych odwiedzinach.
Ryby, jak wspominałem, są. Albo wersja 1.3.1 fisiowała, albo nie mam pojęcia co się stało, ale w sieciach nigdy niczego nie miałem. W wersji 1.3.2 mam aż nadto. W grze możemy zbudować chlew. Świnie robią jedną rzecz: nawóz. Możemy go rozsiewać na polu. Ale co się człowiek naczeka, to jego. Jest zdecydowanie lepszy sposób. Kiedy udało mi się sprawdzić, co jest w sieciach rybackich, okazało się, że większość ryb już spleśniała. Rzucamy je do kompostownika i mamy za moment tyle nawozu, że żadne świnie nie są potrzebne. Ryby dobrze się łapią. Nie nadążymy z wędzeniem. Część i tak się zepsuje. A jeśli mamy dużo upolowanej zwierzyny i głód nam nie grozi, to możemy świadomie poczekać, aż ryby spleśnieją.
Nie dawajcie kasy szeryfowi. To studnia bez dna. Dałem mu w depozyt grubszą gotówkę i tyle te pieniądze widziałem. To samo w banku. Prawdopodobnie po wczytaniu gry konto się zeruje. Jedynie sejfy i kieszeń jest bezpieczna. I teraz nie wiem już, czy ochroniarze biorą pensję, czy gra mi rabuje kasę...
Trzeba sprawdzać te różne rzeczy, które można wyprodukować. Niektóre wyglądają na gadżety ozdobnikowe, ale okazuje się, że mają swoją funkcję. Ostrogi dodają wytrzymałość i udźwig. Nie są to duże bonusy, ale skoro dają - trzeba brać. To samo z podkowami. Tych nie robiłem, bo najdroższy wariant wymaga złota. No, ale skoro mam kopalnię...
Lód. Niby oczywiste, ale jakoś od razu na to nie wpadłem - lód trzymamy w lodówce. Jeśli magazynujemy w zwykłej skrzyni, to wszystkie kostki topią się równomiernie i tracimy dużo. Jeśli trzymamy w lodówce, to tracimy tylko te, które mają chłodzić.
Ów jegomość, którego spotkałem kiedyś na prerii i nie strzelał do mnie, okazał się kupcem. Bywają różni z różnym asortymentem. Nie wiem, czy mam szczęście, że pojawiają się koło mojej osady, czy po prostu gra ich tam ustawiła, bo zbudowałem osadę. W każdym razie są.
Skoro jesteśmy przy osadzie - nierówności terenu potrafią doprowadzić do rozpaczy. Praktycznie wszystko stawiamy na fundamentach. Jeśli budujemy na stoku, to szybko się okaże, że równo fundamentów ustawić się nie da. Lepiej wybrać dobrze zawczasu. Niestety, równiny są ulubionym miejscem wilków... A trzeba pamiętać, że budujemy nie tylko domek na prerii, ale też będziemy chcieli ustawić więcej budynków - przecież ma to być osada. No i pola by się przydały. I stajnia. Stawianie chaty byle gdzie, to zły pomysł. No i pamiętajmy, że z biegiem czasu dostajemy coraz fajniejsze narzędzia. Juz nie musimy budować z bali. Możemy wywalić sobie willę z eleganckich desek. Co za tym idzie, musimy się liczyć z tym, że nasza pierwsza chatka zostanie wyburzona. Innymi słowy nie może stać w najlepszym punkcie naszej równiny, bo i tak się jej pozbędziemy prędzej, czy później.
Wkrótce okaże się, że można budować lepiej i optymalniej. Praktyka czyni mistrza.
Na teren ogrodzony bandyci nie przejdą. Mam już całkowitą pewność. Jeśli macie problem z bandytami, trzeba ogrodzić teren. Albo ogrodzić teren bandytów (chyba, bo tego nie sprawdzałem). Jedyny wyjątek, to strażnica. Stawiam sobie taką chałupkę w okolicach siedziby bandziorów i walę z góry. Czasem zdarza się, że bandyci znajdą się w najniższej kondygnacji, po kolana w podłodze. Nie strzelają. Po zgonie zapadają się pod podłogę i nie można nic z nich zebrać. Raz tylko zdarzył mi się strzelający bandyta, ale stał nie na fundamencie, tylko na glebie. Miałem takie miejsce, gdzie na balach dobudowywałem pięterko, a pod spodem była ogrodzona ziemia. I tam dziad był. Nie wiem, czy będzie się to powtarzało częściej.
Podobno w górach można upolować Wielką Stopę...
Jeśli nie chcemy się uwiązać do jednego miejsca, nie bawimy się w farmerkę. Trzeba cały czas biegać przy polach i zwierzętach. Zwłaszcza ze zwierzętami to porażka, bo nic z nich nie mam. Przegapiam ten moment, kiedy mają zasoby. Wiele plonów nie nadaje się do natychmiastowego przetworzenia. Trzeba przyrządzać dania, czyli mieć wszystkie składniki. I lodówkę. I lód. I kasę. I czas. I klientów, a tych w SP nie ma.
Można za to inwestować w pasiekę. Jest miód, z którego można zrobić rum i składnik na świece. Nic z tych rzeczy się nie psuje. Można zostawić w ulu na dłużej, a potem hurtem odebrać.
Zbudowałem pierwszy preriowy drapacz chmur. Ma 30 pięter. Widok z niego jest fajny, ale chodzenie po schodach to katorga. Ma tylko jedno zastosowanie - widać go z daleka i służy jako punkt orientacyjny (jest co prawda mapa, ale co wieża, to wieża).
Przy stacjach, jeśli są daleko od rzeki trzeba postawić studnię, albo wieżę ciśnień. Przydaje się. To samo w strażnicy.
Przy dłuższych trasach zróbcie sobie manierkę. Śmierć z pragnienia fajna nie jest.
Jakkolwiek by to śmiesznie nie zabrzmiało, u mnie wiadro powoduje problemy. Gram na padzie, ale są też czynności, które lepiej wykonać myszą (np. celowanie). Korzystanie z wiadra powoduje, że lewy przycisk myszy dostaje potem szajby i po wystrzeleniu pocisku potrafi się otworzyć menu inwentarza. Przednia zabawa, jeśli akurat mamy kłótnię z bandytami.
W osadzie bywam rzadko. Buduję tory, by połączyć północ z południem. Jak połączę, to pozostanie budowa innej osady. Jeśli w SP nie dojdą nowości, to gra straci sens, bo mam już wszystko w nadmiarze i nie mam co z tym robić.
Dalej nie wiem co z chmielem i nie widziałem na oczy żyta.
Część 2 po kolejnych 80 dniach:
Jabłek i kawy nie znalazłem, ale można je kupić. Do tego przydaje się skrzynka pocztowa (metalowa, może drewniana ma inne opcje, ale jeszcze jej nie mam), która ku mojemu zdziwieniu, nie okazała sie jedynie ozdobnikiem. Za pomocą skrzynki można wynajmować NPC-ów, kupować kopalnie i stacje kolejowe. Kopalnie są dwie: ta ze złotem i ta bez. Aby się dostać do pierwszej należy dolać ropy do windy i zjechać po skarby. Kopalnie wbrew pozorom nie są bezludne. O nie. Pełno tu nawiedzonych górników i innych wariatunciów z dynamitem, którzy bardzo, ale to bardzo nie lubią naszego towarzystwa. Większość nie ma broni palnej, ale jest twarda jak diabli i wymachuje kilofami aż miło. Potrafią też zaatakować grupowo. Innymi słowy w tej kopalni z jednostrzałowcem nie warto się pokazywać. W tej kopalni byłem (nie należy pakować w nią za dużo ropy - nie można jej potem odzyskać, a nadwyżka bezsensownie się spali). Ta druga, bez złota, ma pewnie słabszych przeciwników, ale trzeba mieć osiołka. Osiołki występują na południu i trzeba je upolować lassem. Tak też zaplanowałem. Problem w tym, że potem trzeba z tym osiołkiem dojechać do domu. A po drodze są bandyci i wredne zwierzaki. Jeśli trzymamy lasso, to już nie uda nam się opędzić od napastników karabinem. Przypuszczam, że można dzierżyć wiernego colta, ale akurat go nie miałem. Efekt był taki, że uciekałem, wraz z tym całym osiłkiem ciągniętym na lassie. Po jakimś czasie zorientowałem się, że lasso się napina, a nawet potrafi wstrzymywać mojego rumaka, ale osiołka ani widu, ani słychu. No i osiołek mi gdzieś zaginął, a ponieważ wcale tak często nie występuje w przyrodzie, toteż na razie dałem sobie spokój.
Z NPC-ów można sobie kupić kowala, krawca, fryzjera, trapera i jeszcze kilku innych gości, którzy coś tam sprzedają. Przynajmniej połowa z nich w single player jest całkowicie zbędna. Mam co prawda hotel, którego pilnuje mi hotelarz, tylko co mi po nim, skoro nikt prócz mnie tam nie zagląda? A kosztował mnie mnóstwo desek, sztabek żelaza, szkła i takich tam innych. Przydał się za to jegomość z nasionami, który otworzył mi drogę do nowych upraw. Niestety, mam chmiel, a nie mam czym zrobić z tego piwa. Żyta też wciąż na oczy nie widziałem. Może mógłbym je znaleźć, lub kupić, ale jeszcze nie wpadłem jak. Np do robienia piasku znalazło się urządzenie, które zwyczajnie przeoczyłem.
Rusznikarz ma naboje w asortymencie i złote wersje pukawek. Nie dość, że trafiają się tam sztuki mocarne, które potrafią położyć niedźwiedzia jednym strzałem, to jeszcze są ze trzy, a czasem cztery razy bardziej odporne na uszkodzenia. Jak ktoś ma pełny portfel, to się ucieszy.
Początkowo fajnie zapowiadała się możliwość najęcia ochroniarzy. Można jednorazowo nająć pięciu (są wersje droższe i tańsze - próbowałem tylko tańszych). Chłopaki albo latają za mną, odganiając kulami pistoletów wszystko, co na mnie krzywo popatrzy, albo patrolują teren, który się im wyznaczy. Mają oni niestety kilka felerów mocno ograniczających ich przydatność. Po pierwsze wpadłem na szatański plan, że zabiorę ich do kopalni, aby pogadali z wariującymi górnikami, gdy ja będę zbierał złoto. Do kopalni się przeniosłem, ale sam. A tych dwóch, których zabrałem, już na oczy nie zobaczyłem. Nic to, rzekłem sobie i zabrałem trzeciego, na moją wyprawę po osiołka. No i przykrość. Jadę na koniu, a tamten zasuwa na piechotę. Prędkość nam się nie zgadza. Trudno, ruszałem w drogę, a potem robiłem postój, pozwalając się dogonić. I tak w kółko. Pistolero był twardy. Przetrwał trzykrotne spotkanie z bandytami, oraz z niedźwiedziem i jeszcze miał spory zapas życia. Wiem, bo któryś z bandziorów zaklinował się w kamieniu, a gdy go zastrzeliłem, mój rewolwerowiec zasypał mnie gradem ołowiu. Nie mam pojęcia co się stało. Może dostał rykoszetem od kamienia i poczuł urazę? A może znał i cenił tego bandytę? W każdym razie musiałem anulować kontrakt kulami i było ich niemało, bo gość jest bardzo żywotny. Tym sposobem kontynuowałem wyprawę po osiołka sam, z wiadomym efektem. Po powrocie okazało się, że ostatni dwaj rewolwerowcy już nie patrolują, bo się rozpłynęli. Nic to, myślę. Najmę kolejnych. Udało się nająć tylko jednego. Prawdopodobnie dlatego, że gra zaliczyła, iż ten jeden zmarł był, a pozostali żyją, jeno zdezerterowali. Ten ostatni też pewnego dnia zniknął. Zacząłem kojarzyć fakty i doszedłem do wniosku, że akurat za tych NPC kwota wynajęcia nie była jednorazowa. Po prostu co jakiś czas ściągali sobie ode mnie pensję. Jak nie miałem nic przy sobie, to ściągnęli z moich oszczędności w banku (wyczyścili mi kasę do zera), a także od szeryfa, u którego też można złożyć depozyt. Nie potrafili ściągnąć tylko z mojego prywatnego sejfu. Jak się kasa skończyła, to znikli, a jednocześnie gra zaliczyła, że wciąż mam z nimi kontrakt i nie pozwala nająć kolejnych. Może da się to obejść, ale nie wiem jak i nie wiem, czy jest sens, bo to droga inwestycja.
Stacja kolejowa - można kupić. Z gotowej stacji można nabyć młot, który pozwala kłaść tory, sprawić sobie lokomotywę i maksymalnie trzy wagony. No i można wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet. A raczej można by było, tylko najpierw trzeba położyć tory, a te pochłaniają tyle surowców, że klękajcie narody. Na dodatek popełniłem błąd. Znalazłem równe miejsce pod stację, ale kręciły się tam wilki, więc je najpierw odstrzeliłem. Wilki oczywiście się co chwilę respawnują i jest przednia zabawa...
Ponieważ miałem już całkiem fajne zapasy, zbudowałem magazyn na surowce i dom z desek. A nawet wstawiłem szklane okna, plus uliczne lampy (kto bogatemu zabroni?). Kiedy zabudowane terytorium zrobiło się spore, gra zaczęła żreć ponad 8 giga pamięci... Chyba trzeba rozebrać pierwsze rudery, a co się da przenieść. Niestety nowa lokalizacja jest za rzeką i to jest pewien problem. Takie przedmioty jak np sejf można przenosić na dwa sposoby: trzymając w rękach wraz z zawartością (przez rzekę chyba się tak nie da), albo włożyć do ekwipunku, ale bez zawartości, którą po prosty tracimy. Można też najpierw opróżnić, wrzucić sejf do ekwipunku, a pitem wrócić po zawartość. Ale to dużo roboty. Zupełnie nie wiem jak to będzie wyglądało, gdy rozwinie się sieć kolejowa. Pewnie gra się rozsypie, kiedy zabraknie pamięci.
Co ciekawe, bandyci nie przechodzą nawet przez wybudowane przeze mnie fundamenty. Może mam szczęście, ale po szczelnym ogrodzeniu fundamentami domu wraz ze sporą działką, trafił mi się raz desant spadochroniarski bandziorów czaszki, a potem przez kolejne 80 dni zupełnie nic, nie licząc dynamitowego jegomościa, który przez fundament nie chciał przejść i biegał wokół niego (oczywiście nie może być luki w fundamencie). Wciągająca ta gra, ale single player ma duże ograniczenia, chociażby ze względu na kasę. NPC chętnie nam coś sprzedadzą, ale sprzedać im niczego nie można (tyle dobrze, że za ich najem płacimy jednorazowo, a nie tak jak w przypadku ochroniarzy). Pozostają dwa źródła zarobku: kasa z poległych bandytów, oraz kruszec. Rudę złota można przetopić na sztabki. Jedna sztabka to dwa dolary. Możemy nająć sobie obywatela skupującego złoto - jeden z nielicznych NPC, którzy coś kupują. Można też nająć fachowca od aukcji. Pokazujemy który budynek chcemy sprzedać, lub kupić i robimy aukcję. Tyle tylko, że jedynym sprzedającym-kupującym jestem ja... Można też nająć szeryfa, zbudować więzienie i szubienicę, ale nie wiem, co robi szeryf (na pewno trwoni moją kasę z depozytu opłacając moich ochroniarzy), bo jeszcze koło niego nie wiedziałem bandytów. Teoretycznie jeszcze coś powinienem odkryć - to żyto i chmiel mi chodzą po głowie. Albo i nie można. W końcu gra nie jest jeszcze gotowa.
Ryby też można złapać, tylko nie moimi sieciami, ale jakąś niewydarzoną pułapką.
Cóż, chodzimy i zbieramy. Jak nazbieramy, to możemy zbudować jakąś chałupkę z bali. I coś wytworzyć. Jak coś wytworzymy, to to wytworzone daje nam możliwość wytworzenia czegoś jeszcze (albo będzie wzbogacać krajobraz - np. wychodek - nie, nie korzystamy z niego). Ale żeby wytworzyć coś jeszcze, musimy znów zbierać. A potem wytwarzamy. I zbieramy. I tak w kółko.
Mapa jest duża. Na północy jest biało, w centrum zielono, a na południu pomarańczowo. Z czasem obok procy i łuku, możemy wytworzyć jakąś spluwę. Niestety, do wytwarzania broni i kul musimy... tak, zbierać surowce. Dużo surowców. Jak ktoś myśli, że sobie drzewa nazbiera, albo rudy żelaza i już, to źle myśli. Z bali drewnianych można sobie coś sklecić, ale jak ktoś chce postawić inny budynek, to trzeba zrobić deski, a do tego trzeba dużo drewna. Można nazbierać kamieni, ale z kamieni robi się też cegły. Trzeba najpierw wytworzyć piec, a potem mieć dużo kamieni. A w piecu napalić węglem.
To jednak melodia przyszłości, bo najpierw trzeba coś zjeść, czyli nazbierać jeżyn, albo upolować zwierzynę. Z początkowym zestawem broni, prawdopodobnie zakończy się to śmiercią głodową (a jeśli nie, to przeziębieniem i śmiertelną chorobą - tak, trzeba się ciepło ubierać, czyli wytworzyć ciuchy). Ale bez obaw, twórcy o tym wiedzą. więc po śmierci odradzamy się gdzieś na mapie i możemy pobiec do swojego przystojnego trupa, aby zebrać fanty - nie tracimy też punktów umiejętności. Zwierzyna jest albo szybka i niegroźna: zające, antylopy, itp. albo szybka i groźna: bizony, łosie itp., albo taka, która chce nas zjeść: wilki itp.
Uwaga: jak wkurzymy bizona, to nawet ucieczka do chaty nic nam nie da. Okazuje się, że bizony nie lubią, jak się do nich strzela i nie zawahają się swojej niechęci brutalnie okazać. Lepiej mieć chatę piętrową.
W trybie single player można spotkać NPC: kupca z jakimś badziewiem, który chce dolarków (nie mamy ich), albo bandytów. Ci wszyscy biedni bandyci chcą upolować nas, bo nikogo innego do obrabowania na tym świecie nie ma. Początkowo jest to problem, rozwiązywany na zasadzie "kto spotyka w lesie dzika, ten na drzewo zaraz zmyka". Inaczej czeka was przykry zgon. Bandyci mają rewolwery, a my dobre chęci + procę. To trochę mało. Sprawa staje się prostsza, kiedy zaczynamy budować. Po wybudowaniu dwupiętrowego budynku wlazłem na dach i ostrzelałem gamoniów. Dla nich było za wysoko (a do budynku nie włażą), więc tylko repetowali broń. Trupy bandytów mają rewolwery, oraz śladowe ilości amunicji. Długo się tym nie nacieszycie, bo dość szybko wyprztykacie się z nabojów. Są też bandyci czaszki i to z ich trupów wydobywa się złoto (innego źródła nie znalazłem). To największe zakapiory, które na dodatek występują w czteroosobowej grupie.
Uwaga: ustrzelenie bandziora to połowa sukcesu. Druga połowa, to odnalezienie trupa, co wbrew pozorom łatwe nie jest. Z bandziorami w terenie walczę z konia, czyli jestem mobilny. Odnalezienie wszystkich zabitych to wyzwanie, bo doskonale wtapiają się w krzaczory i zwykłą trawę.
Spotkałem jeszcze jednego NPC - jakiegoś górnika, który mnie totalnie ignorował. No cóż nie byłem nachalny, żeby nie wziął mnie za bandytę. A może właśnie był jegomościem do obrabowania?
Kiedy wytworzymy lasso, będziemy mogli oswoić konia i dzięki temu wreszcie będzie można na serio eksplorować mapę. Nie możemy nosić ton surowców - nie pomaga na to udźwig (doświadczenie pomaga rozwinąć zdrowie, energię, udźwig, odporność na głód i pragnienie itd.) i ilość slotów na itemy. Koń zwiększa jedno i drugie. Przed dłuższą wycieczką musimy pamiętać o prowiancie, bo samo ustrzelenie zwierzaka, to nie wszystko. Mięso trzeba upiec. Albo bierzemy ze sobą wałówkę, albo ognisko z zapasem podpałki.
Uwaga: w grze praktycznie wszystko co ważne, ulega zużyciu, lub zepsuciu. Gdy po długich podchodach ustrzelicie sobie jakiegoś nieszczęsnego zająca (albo złapiecie go we wnyki), mięso zaczyna się psuć. Aby zatrzymać gnicie, można zrobić trzy rzeczy: upiec mięcho, czyli najpierw wytworzyć ognisko (takie sobie rozwiązanie - mięso dalej się psuje), wytworzyć lodówkę i na północy nazbierać lodu (lepsze, ale co się trzeba nachodzić, to wasze, a magazynowany lód i tak się powoli roztapia), wytworzyć wędzarnię do ryb (potrzebuje węgla, albo drewna na rozpałkę). Ryb co prawda na oczy nie widziałem, choć hacjendę wybudowałem, koło rzeki, ale to nic - inne mięso też się pięknie wędzi i przestaje się psuć (w ogóle się nie psuje!).
W grze są rzeczy jeszcze mocno niedopracowane. Np. do wyrobu bodaj nabojów potrzebujemy miału węglowego (czym to zmielić?). Do wyrobu whisky potrzebujemy żyta (a gdzie ono jest?), z jabłek można narobić winka (gdzie są jabłka?), o rybach już wspominałem. Skoro nie można zrobić nabojów, to latam z jakąś jednostrzałową flintą, na żelazne kule, robione z rudy żelaza. Daje radę, tylko trzeba strzelać z konia, aby w razie czego dać drapaka.
Gra początkowo wciąga, ale w trybie single player, nie mając żadnych dodatkowych NPC, szybko odkryjecie, że ta duża mapa daje tylko jeszcze więcej tego samego: zbierania surowców, oraz opędzania się przed zwierzyną i bandytami.
Można co prawda wybudować sobie bank, czy temu podobne rzeczy. Pewnie ma to fajne zastosowanie w multi, ale w singlu, to raczej żarcik - mam bank budować, żeby bandyci mieli co okradać? Na dodatek jedyne pieniądze, które posiadam, są zdobyte właśnie na bandytach...
Można uprawiać pole: zaorać, nawadniać, zasiać, zebrać. Jak wam się jakieś żarcie zepsuje, to dodać do kompostownika i nawozić glebę.
Można hodować bydło: wybudować budynek, wybudować koryto z wodą, karmić (jak to karmić?), wydoić, obciąć wełnę, zebrać jaja i czekać, aż coś znów będzie do zebrania. Niekarmione zwierzęta zdychają, ale potem się odradzają, tyko trzeba znowu czekać, aż krówki będą miały mleko, owieczki wełnę, a świnki coś tam jeszcze)
Można też zbudować rafinerię. Nie, nie tryska nam ropa wartkim strumieniem, trzeba podsypywać węgla, żeby z tego mieć ropę. A ropa jest do lamp. Bo nocą jest ciemno. Ale ponieważ spokojnie można się bez światła obejść, więc ta ropa przyda się pewnie, aby coś wytworzyć.
Można zresztą zbudować wiele rzeczy: studnię, czy wieżę ciśnień, wiatrak, mur, młynek do kawy (skąd wziąć kawę?), prysznic, dyliżans, cysternę, łóżko (aby po śmierci nie odradzać się byle gdzie, tylko w naszym miłym łóżeczku i wiele innych.
Rzeczywiście nie można przestawiać budynków po wybudowaniu (nie można też budować ot tak sobie - najpierw trzeba postawić fundamenty, co przy nierównym terenie jest kłopotliwe). Można tylko wyburzyć elementy (tracimy surowce), lub wyburzyć specjalnym młotem (odzyskujemy część surowców).
Graficznie jest to gra absolutnie wybitna, a raczej byłaby w 2006, czy 2008 roku. Ale teraz mamy 2020 rok. No i są takie różne kwiatki: pomykam sobie raźno na mym wiernym mustangu, a tu z nieba spada mi para wkurzonych bizonów. Dosłownie z góry spadły. I trzeba było zmykać.
Jest to gra z potencjałem, mnóstwem smaczków i zaczętych pomysłów, ale z całą pewnością nie jest to gra skończona i nie wiem, czy to wystarczy, aby się do niej na tym etapie przekonać, szczególnie w single player. Z drugiej strony, mam już około 80 dni bez zgonu (80 dni gry, oczywiście, a nie rzeczywistych), czyli wciąż mam ochotę coś tam stworzyć. To się ciągnie, póki jest coś nowego do wybudowania, ale wreszcie zabraknie nowych rzeczy i zaczyna się monotonna powtórka.
Jeśli ktoś chce jednak spróbować, to sugeruję znaleźć miejsce pod dom w bliskiej okolicy surowców: drewno, kamień, węgiel, rośliny i przede wszystkim woda. Zebrane surowce nikną, ale po jakimś czasie się respawnują. Dlatego nie polecam stawiać na nich budynków, bo będą niedostępne. Ważny jest też klimat - najlepiej wybrać umiarkowany. Na północy, bez ciepłego odzienia, będzie po nas. Na południu jest mniejszy dostęp do roślin i nawadniać trzeba będzie częściej. Co więcej ze strefy umiarkowanej mamy w miarę blisko zarówno na północ, jak i na południe. Jest to o tyle istotne, że np. lód można zdobyć tylko na północy, a siarkę widziałem tylko na południu.
I pamiętajcie - w single player najpierw strzelamy, a dopiero potem pytamy, kim jest nieznajomy.
No to: Go west, young man.
1) Cały tekst do gry, to około 90 tysięcy wierszy w Excelu (nie licząc np plików wiki i tego typu rzeczy).
2) Aktualizacje powodują, że część linijek jest wycofywana lub tekst w nich zostaje zmieniony. W tych 90 tysiącach trzeba je znaleźć i poprawić. Jeżeli tego nie zrobisz, to po aktualizacji posypią się błędy.
3) Tekst w dużej mierze bazuje na takiej zasadzie: Wlazł [zwierzak] na płotek.
Słowo w nawiasie może brzmieć np kotek, piesek, czy kurka itd. Dlatego niezwykle ciężko zastosować odmianę przez przypadki, bo w innym zadaniu będzie np: Dziś widziałem mojego [zwierzak].
Efekt: "Dziś widziałem mojego kotek".
Mało tego. W angielskim bardzo łatwo rozróżnić rodzaj męski i żeński. W polskim tak nie jest. Więc jeśli się okaże, że mówiąca postać jest kobietą, to masz problem z "widziałem", bo powinno być "widziałam". A jeśli będzie chodziło o kurkę, a nie kotka, to masz kolejny problem z "mojego" - powinno być "moją".
Dla kobiety wyjdzie ci mniej więcej coś takiego. "Dziś widziałem mojego kurka". Fajnie, nie? O ile "widziałem", czy "mojego" można dużym nakładem pracy jakoś naprawić (a potem wyszukać w 90 tysiącach wierszy wszystkie takie przypadki, co zajmuje tyle czasu, że szkoda gadać), to "kurka" już pozostanie bez odmiany.
4) Przetłumaczone pliki musisz wrzucić do folderu z grą i jest następny problem - przy aktualizacji patch sprawdza sumy kontrolne kilku plików z lokalizacji. Po dodaniu polskiego tekstu gra nie chce się aktualizować, bo sumy nie pasują. Możesz więc zamiast zamieniać pliki, dołożyć tłumaczenie jako moda. Ale tu oczywiście jest następny problem: Paradox zepsuł kilka plików z lokalizacją. Pliki z tłumaczeniem są poprawne i przez to nie odpowiadają oryginalnym plikom lokalizacyjnym - w efekcie gra gubi zepsute frazy, a poprawić oryginalnych plików nie możesz - zmienią się sumy kontrolne. Kwadratura koła.
5) Błąd wśród tych 90 tysięcy wierszy będzie skutkował wadliwie wyświetlanym tekstem (albo po prostu gra wstawi "NO TEXT"). Jak sprawdzić, czy wszystko jest poprawne, przy takiej ilości tekstu?
6) Duże partie tekstu do tłumaczenia wyglądają tak:
[Kto] poszedł do [gdzie] i zrobił [co zrobił].
Tekstowi w nawiasach kwadratowych odpowiadają gotowe sformułowania, które gra sobie podciąga z innych wierszy. Taki sposób przedstawiania zdań wybitnie utrudnia tłumaczenie, poczynając od deklinacji, a na określeniu rodzaju męskiego, czy żeńskiego kończąc. Rzecz jasna w powyższym zdaniu zastosowana jest polska gramatyka, w angielskiej kolejność wyrazów w zdaniach złożonych jest inna niż w naszej. To też trzeba dopasować.
Musisz mieć jeszcze czcionki, żeby gra prawidłowo pokazywała polskie znaki. No i oczywiście tłumaczony tekst musisz przerobić. Nie możesz np w tłumaczonych kwestiach wstawić litery "ę". Musisz wstawić jej zamiennik, który gra wyświetli jak "ę". I tak jest praktycznie z wszystkimi polskimi znakami.
Podsumowując: pracy jest mnóstwo, a po dodaniu kolejnych DLC wszystko się sypie. Na dodatek problem z odmianą na przypadki sprawia, że cała ta praca wygląda na kiepską amatorszczyznę (i polecą niewybredne komentarze od ludzi, którzy uznają, że tłumacz jest to bani). Przypuszczam, że właśnie dlatego Cenega wycofała się z tłumaczenia. I przypuszczam, że fanowskie tłumaczenie pojawi się dopiero wtedy, gdy projekt pt. Crusader Kings 2 zostanie zamknięty (nie będzie nowych DLC). Tyle, że wtedy prawie na pewno powstanie Crusader Kings 3 i spolszczeniem do 2 mało kto będzie się interesował.