Fabuła jest pogmatwana, jak na inspiracje Twin Peaks/X-files przystało, natomisat gameplay jest niesamowicie frajdogenny. Dawno w nic nie grało mi się tak przyjemnie i wciągająco.
Będziemy mówić o powieści napisanej w 2005 roku przez Richarda Morgana. Panie i panowie, prezentuję Zbudzone furie. Ich akcja osadzona jest w cyberpunkowym świecie, w którym ludzka świadomość zgrywana jest na nośnik nazywany popularnie modyfikowanym węglem (tak, Zbudzone furie są częścią serii, na podstawie której powstał netflixowy Altered Carbon).
Ktoś tu chyba albo Morgana nie czytał, albo czytał jednym okiem przed snem, bo jednak jest to mocno wykoślawiona wersja podstawy do całej trylogii - ów nośnik na ktory zgrywana była świadomość, tak aby po śmierci móc ją wgrać na nowo, a przy kopiach zapasowych zasadniczo uczynić się niemal nieśmiertelnym - jest nazywana stosem. "Modyfikowany węgiel" to w zasadzie tamtejszoslangowe określenie ciala ludzkiego. Jesteśmy zbudowani z węgla w większości, i dziś nasze powłoki nazywamy ciałami. Natomiast cynicznie patrząc, w świecie gdzie nasza scyfryzowana świadomość wiedzie osobny byt, a nasze ciała są tak dalece zmienione wszczepany i ulepszeniami, w tym genetycznymi, że odeszły od swojej pierwotnej "węglowej" formy - stały się już niczym więcej, tylko martwym kawałkiem "zmodyfikowanego węgla".
To jedyne, co mi zazgrzytało w tym artykule, i warto to poprawić nieco, bo jednak, hm, jak ktoś zna prozę Morgana, to to bardzo kłuje w oczy.
Ale w tekście chyba błąd, bo Maneater jest tylko na PS5 (bo dają wersję na ps5, nie crossgenową).
Dla porównania dajmy tutaj powszechnie znienawidzonego na starcie za niemal wszystko Fallouta 76, którego tysiące ludzi hejtowały nie widząc nawet na oczy, który wzbudzał absurdalnie wielkie emocje zniszczenia do końca świetnej franczyzy, był chodzącą wpadką, a każdy dzień tylko dodawal temu smaczku i dolewał benzyny do ogniska afer do tego stopnia, że sklepy na wyścigi się tego pozbywały, memy były wszędzie i wezwania do banowania Bethesdy krążyły gdzie się dało, i tak dalej. I co? Po 2 latach mamy dziesięć tysięcy ocen gry (na wszystkich platformach łącznie). Czyli tyle, ile tutaj w 10 godzin po premierze. Więc nie, to nie jest zwykły wkurw ludzi, tylko najzwyczajniej w świecie zorganizowana akcja hejterska środowiska (a w reakcji, równie pewnie fejkowa, akcja poparcia fanboyów). Tak czy owak, z jakimikolwiek realnymi ludźmi nie ma to nic wspólnego.
I paradoks polega na tym, że te oceny nie wyrównają się z czasem, nie sądzę że 40 tysięcy osób wycofa swój głos, a przy takiej ilości zer czy jedynek które tam są, żeby gra jakimś cudem dobiła do jakiejś przyzwoitej średniej, dajmy na to 7,0 czy 7,5 (czyli wciąż jednak nawet nie dobijając do zieleni, ale chyba nawet osoby, których fabuła nie zachwyci są w stanie zgodzić się, że tyle dla tej gry to jest sprawiedliwa ocena jako jakieś minimum, patrząc na fakt że to poziom Fallouta ) to ocen musialoby być jakieś 130 tysięcy, z czego od teraz do osiagnięcia tych 130 tysięcy niemal same dziewiątki i dziesiątki. Matematyka jest niestety nieubłagana w tej kwestii. Zupełnie nierealne w "normalny" sposób.
Cała sytuacja jest po prostu absurdalna do tego stopnia, że w ogóle nie ma o czym dyskutować, ani sugerować się jakimikolwiek ocenami tej gry w internecie w tym momencie. Może za kilka miesięcy.
PS. Argument o tym, że "mówią co ich wkurzyło" (co, jak sobie tam zajrzysz, wcale nie jest aż tak powszechne) więc ich oceny są prawdziwe jest jednak dość chybiony patrząc na to, że od tygodni latają spore spojlery co do gry i większość osób która nawet tego nie chciała, znała wiele wydarzeń z gry zanim w ogóle mogła ją zakupić i dostać w łapy, więc akurat tutaj nie ma nic prostszego niż odwołanie się do jakiejś z tych informacji, nawet bez robienia tego w jakiś skoordynowany sposób).
Dajcie sobie ludzie siana. Na prawdę ktokolwiek wierzy w to, że ta gra naprawdę się ludziom nie podobała do tego stopnia? Przecież pomijając to, że rozumiem, że żadna gra nie jest dla każdego i nie jest idealna, ta cała sprawa z metacritic to jest jakaś kpina z logiki i mózgu normalnych ludzi.
Pomijając już fakt, że w ciągu 6 godzin od premiery gra której przejście zajmuje 20+ godzin, miała już 5 tysięcy recenzji, to naprawdę poważnie ktoś traktuje sytuację, gdzie GTA V, gra która jest jedną z najszerzej uznawanych za naprawdę dobrą produkcję, obecna na PS3, PS4, XBox360, XBox One, oraz PC, od 7 lat rok w rok bez wyjątku w topkach sprzedaży, na wszystkich tych platfoermach po wszystkich tych latach ma około 20 tysięcy ocen ŁĄCZNIE (wersja na ps4 - trochę ponad 5 tysięcy).
TLoU2, gra od 5 dni na rynku, kosztująca niemało jako nówka na razie, dostępna tylko i wyłącznie na jedną platformę - 75 tysięcy recenzji.
W rzeczywistości, biorąc pod uwagę czas, myślę, że możemy spokojnie założyć, że realnych recenzji jest tam 1000, może 1500. Nie wiem, które to są, nie oceniam. Sam jestem w trakcie, więc jeszcze się wstrzymam z oceną (poza może warstwą techniczną - technologicznie jest to gra która konkurencję zamiata), i rozumiem, że nie każdemu musi się podobać. Nie odmawiam nikomu prawa do wystawienia 1/10, jeśli faktycznie źle mu się grało. Ale bądźmy poważni, ktoś naprawdę traktuje poważnie te średnie i oceny WIEDZĄC (bo chyba możemy przyjąć, że to oczywistość), że 95% tych recenzji jest fejkowych? Nie nudzi Was dyskutowanie o tym, jakie motywacje stoją za ludźmi, kiedy nie macie pojęcia jaki jest realnie odbiór osób, które grały. Być może faktycznie nie podzielają oni zachwytu recenzentów - ich problem/ich prawo/ich ocena. Ale serio, co Wy analizujecie? XD Swoje projekcje tych fejkowych?
Bardzo ciekawy eksperyment. Gry jest tu niewiele, w zasadzie sprowadza się do wyboru opcji które posuwają akcję do przodu. Natomiast ciekawa jest konwencja, gra-film, mocno zacierająca granice (w tej kwestii to po prostu dużo bardziej zaawansowany Black Mirror: Bandersnatch) między tymi mediami, przez co mimo stosunkowo prostej, aczkolwiek ciekawej historii (której zakończenia w zasadzie nie znamy tak do końca - w zależności od tego, co wybierzemy, może się skończyć różnie) osiąga naprawdę świetne poziomy immersji, czuje się to. Trochę kuleje sterowanie, ale to detal.
Dla takich gier warto wciąż grać w cokolwiek. Sztuka, nie rozrywka, świetna pod niemal każdym względem (grafika mogłaby być nieco lepsza), ścieżka dźwiękowa fenomenalna, treść i fabuła, a zwłaszcza niewykładanie wszystkiego na tacy jak dziecku, 10/10. Będzie jedną z moich ulubionych gier ever.
Fenomenalny "symulator chodzenia", a tak naprawdę to po prostu multimedialna opowieść. Świetna historia, bardzo fajny gameplay (zwlaszcza jak chodzi o formę i to, jak się to zgrywa z historią; rozdział komiksowy o Barbarze czy "łazienkowy" o niemowlaku, no i wyobrazony przez Lewisa - majstersztyki) i co najważniejsze - historie poszczególnych postaci (i sposób ich przedstawienia).
Jest to cos niezwykłego, jedna z najlepszych gier tego typu na rynku.
W bonusie ekstra klimat i nutka grozy.
Bardzo smutna gra, ale piekna historia, pięknie opowiedziana.
Aż szkoda, ze taka krótka.
Tak się robi dialogi!
a poza tym, to Boze, co za klimat. Fantastyczna, platynka wbita z absolutną radością. Więcej duży foch gier!
Gdyby nie było toto takie krótkie (haniebnie wręcz!) to całkiem fajna gra. Ciekawy scenariusz, fajna prosta grafika i ścieżka dźwiękowa. Trochę zabrakło.
Po zagraniu drugi raz powinienem podnieść na 9. Gra (o ile można to tak nazwać, faktycznie jest to bardziej opowieść i doswiadczenie niż gra per se) fenomenalna. O grafice czy muzyce to nawet już nie mówię, bo wgniata w fotel mocno, ale sama historia, tło, konflikty bohaterów i ich życiowe historie i dramaty... Plus świetny polski dubbing. Emocje aż wyciekają z ekranu.
Całość niejednoznacznej i niezamknietej opowieści piekna. Do końca nie wiemy dokładnie co to było.
"O, nadlatują samoloty..."
Vane zdecydowanie.
RE2 zapewne będzie ekstra, ale jednak bardziej niszowe gierki typu Vane to coś, co sprawia, że moje serce bije szybciej ;)
Mam nadzieję, że się nie zawiodę, i będzie to coś chociaż zbliżonego jakością do uwielbianego przeze mnie Journey. Trailer i zapowiedzi dają szansę, czy tak będzie? To już się okaże :D Tak czy siak - czekam z niecierpliwością!