Grałem na serwerze RU i takiego koreańskiego paździerza dawno nie widziałem. Pod względem P2W przebija Black Desert, Blade&Soul. W sklepie można wprost kupić materiały do upgrade ekwipunku (Acrasium), natychmiastowego zrobienia daily (wystarczy kliknąć, a zadanie zrobione, nawet nie musisz grać!) czy weekly, a nawet ponownego ich wykonania, żeby jeszcze więcej zgromadzić materiałów do upgrade. Pod względem wyglądu LA sięga do absurdu i zdziecinniałych motywów. Postaci są gender locked, czyli każda klasa ma z góry przypisaną płeć i nie można jej zmienić. Faceci biegają z wielgachnymi mieczami i młotami większymi/cięższymi od siebie (Berserker, Destroyer) wyglądając kabaretowo albo prezentują się jak egzaltowani emopizdencjusze z koreańskich boysbandów (Devil Hunter, Hawkeye, Blaster). Kobiety to jakieś plastikowe lalki na które szkoda komentarza budząc jedynie pusty śmiech zażenowania. Do tego znajdziemy tu takich groźnych przeciwników jak muchomorki z dziecinnymi głosikami, ożywione kamyczki z oczkami, mrówki, ptaszki, mechaniczne piszczące azjatyckie lalki i chodzące gadające jajeczka. Niektóre zdolności to np. Summonerki to np. wezwanie fali ptaszków pikujących w przeciwników, duszka plującego strumieniem wody, galopujących koników, wszystko przy akompaniamencie głosu lolitki. Brakuje tylko jednorożców. Przykłady można mnożyć. LA nachalnie czerpie wzorce z doprowadzonych do absurdu archetypów kobiety i mężczyzny z azjatyckich kreskówek, bardzo oderwanych od rzeczywistości, okraszając to infantylnymi motywami. Osobom nawykłym do estetyki z Diablo ciężko będzie tą zawartość zdzierżyć. LA wygląda jak mokry sen rozemocjonowanego gimnazjalisty rozmarzonego w anime najprymitywniejszego sortu.
Kampania jest denna i w zasadzie bez znaczenia. Cringeowe dialogi i przerywniki filmowe rodem z telenoweli może imponują w Korei, ale budzą tylko politowanie wśród rosyjskich i europejskich graczy grających przez vpn.
Co do ekwipunku to każda klasa ma tylko jedną broń, a liczba jej modeli to zaledwie kilka sztuk (np. Berserker zawsze będzie używał dwuręcznego miecza). Z elementami zbroi jest identycznie. Jeśli szukasz tutaj lootu, jak w Diablo, to tutaj tego nie uświadczysz. Loot ma znaczenie wyłącznie w kampanii, potem nawet się po niego nie schylasz, chyba, że to Acrasium lub inny mats do upgrade. Po kampanii robisz jeden zestaw np. od 280 do 400, potem 400 do 520, następnie 520—555 i zbierasz do niego matsy. Twoja postać w tych widełkach będzie ciągle wyglądała tak samo, a różnica to boost w statystykach. Cała gra to w zasadzie mdły koreański grind polegający na farmieniu matsów do upgrade sprzętu z daily, weekly i eventów z kalendarza. Po pewnym czasie czujesz, że logujesz się do pracy po powrocie z pracy/studiów/szkoły, a nie wchodzisz z ekscytacją do gry, która z definicji ma dawać frajdę. Same daily to np. zbieranie części robocika ze złomowiska, karmienie żółwi, zbieranie soli na plaży, zabicie kilku lodowych wróżek itp. Kiczowate zadania obrzydzają dalszą grę. Możesz zmieniać daily, ale niewiele to poprawia. Dalej wracasz do pracy po pracy/studiach/szkole, tyle że nieco zmodyfikowanej.
PVP to niskiej próby żart. Dziewczynki np. jak Bard, która brzdąka jakieś nutki na swojej harfie albo Arcana rzucająca kartami do gry w przeciwnika, jakby to była śmiercionośna broń, potrafi zadawać większe obrażenia niż np. Berserker czy Devil Hunter bo o zwycięstwie decyduje przede wszystkim gear, a nie umiejętności. Brak balansu w tej grze jest powalający, co widoczne jest zwłaszcza w bitwach na wyspach. PVP w LA to okładanie się małp, bez głębszej logiki, gdzie wygrywa małpa z największym gear score. Jeśli szukasz tu osiągnięcia poziomu wirtuozerii w danej klasie, oczekujesz rywalizacyjnego i innowacyjnego PVP, może nawet e-sportu, to sugeruję szukać wyzwań w innej, bardziej dopracowanej grze. Faworyzowanie żeńskich postaci, przesadzone zdolności na pół ekranu albo zdolności o innych absurdalnych parametrach, to w tej grze standard. Korea po całości.
Nie ma co się dziwić, że tej gry nie ma w EU czy USA. Lost Ark z Korei trafił najpierw do Rosji, co nie jest przypadkiem. To jest koreański eksperyment, który nieudolnie małpuje rozwiązania zarówno z hack&slash, jak i po części z mmo, ale z typowo koreańską estetyką i mechaniką gier. Takie dziwolągi powinny zostać zapomniane na marginesie azjatyckich rynków. Wątpię, żeby w Europie czy USA, o ile zostanie wydana, LA zdobyło większą popularność, nawet w obliczu deficytu hack&slash i złaknienia graczy jakichkolwiek nowych gier z tego gatunku. Szkoda czasu na tą mało kreatywną i żałosną biedę. Lepiej poczekać na Diablo IV, które zapowiada się obiecująco albo wypróbować Wolcen, czy nadchodzący Torchlight III.
Kolejny koreański paździerz, którym emocjonuje się gimbaza. Czteroletnia gra, która dopiero trafia do Europy i USA z przestarzałą grafiką. Postać porusza się kanciasto, przy bieganiu ma problem z przeskoczeniem prostego płotka czy drzewa zahaczając o różne elementy, co wygląda komicznie. Nie ma normalnego ekwipunku, tylko tzw. soul-shield, czyli 8 kawałkowa "pizza", z których każdy kawałek daje nam premię do statów. Są jakieś ringi, jeden amulet, kolczyk, ale nie mają większego wpływu na postać. Liczy się głównie broń. Każdy mangowy chłopczyk chce ją pilnie ulepszyć bo wpływa wydatnie na damage. Są kombosy, ale ich wykonanie jest marne. Znacznie lepiej wyglądało to w Terze, gdzie nadto można było sobie logicznie komba. ułożyć. Tutaj mamy z góry ustalony wzór, kórego małpa może się wyuczyć. To bezmyślna klepanina dla pacholąt zapatrzonych w Dragon Balla. Są dungi, ale króciutkie. Nawet Bloodshade Harbor, aktualnie chyba najtrudniejszy, spokojnie można przejść z pugami w 6 lub 4 osobowej drużynie. Po dungu, o dziwo, jakaś licytacja przedmiotów zamiast normalnego loot. Wygrywa najczęściej osoba z największym portfelem. Same zaś przedmioty nie dają satysfakcji z ich zdobycia. Crafting jest szczątkowy, w zasadzie wytwarzamy kilka przedmiotów do upgrade ekwipunku, resztę można kupić. PvP to jakaś bieda, którą należy omijać szerokim łukiem. Chłopcy spamują stuny, daze, knockdown i na tym w zasadzie ich umiejętności się kończą. Gra strasznie nudna i krótka. Wbić 45 poziom nową postacią, gdy znamy już scenariusz, to w zasadzie dobry weekend grania albo kilkanaście wieczorów. Świat nieporównywalnie mniejszy niż w Guild Wars 2, Tera, Wildstar o WoW, czy FF XIV nie wspominając. Pozostaje bezmyślny grind złota i daily, charakterystyczny dla koreańskich gniotów. Nie ma w zasadzie żadnego end-game poza klepaniem daily, ulepszaniem ekwipunku. Gra sprowadza się do bezmyślnego grindu nie dającego większej frajdy. Dlaczego wydawca zwlekał z tą grą tak długo pozostaje zagadką. Nie jest ona ani szczególnie rozbudowana, ani obfita w lokacje. Dziwne jest również to, że Zachód dostał na starcie grę okrojoną z ok. 20-25% gry (brak obszaru Silverfrost). W tej chwili ludzie w kółko zafiksowali się na ostatnim obszarze (Moonwater), gdzie dzień w dzień powtarzają Blackram, Bloodshade Harbor i ok. 4-6 dungów, do tego kilka misji frakcyjnych. Wydawca najprawdopodobniej liczy na wpływ środków z mikrotransakcji. Dzień w dzień ten sam kierat dla bezmózgów. Tylko dla chłopaczków z gimnazjum, którzy lubią anime, marzą o dziewczynie kawaii a codzienne grindowanie uważają za swój święty obowiązek i szczytowe osiągniecie w grze.