To nie tak, że ktoś nowy nie ogarnie niczego na serwerze z normalną ilością graczy. Polecam zagrać z jakimś kolegą albo nawet samemu gdziekolwiek. Najlepiej na świeżo czyszczonym (wipe) serwerze i dopiero wtedy można stwierdzić, czy się ma w sobie hart ducha, czy nie. Jak nie to odinstaluj albo oddaj na steamie bo zwracają do iluś tam godzin kasę.
Jednak jak się uweźmiesz to po kilkudziesięciu śmierciach będziesz w stanie powiedzieć, że coś osiągnąłeś i jesteś prawdziwym skur...czybykiem ;)
Ja osobiście ginąłem setki razy, czasami zanim zrobiłem bazę zajmowało mi to cały wieczór łażenia jak biedak od lokacji do lokacji, a następnie i tak dopiero rano się udawało. Potem ktoś mi wbijał do środka i zabijał mnie, a ja mogłem sobie szukać nowego lokum. Ewentualnie ktoś z kim grałem zapominał zamknąć pierwsze drzwi i otwierał zewnętrzne (taka podpowiedź- posiadanie tak zwanej "śluzy/airlock" jest koniecznością) co powodowało, że... traciłem lokum :D
Potem budowaliśmy następną bazę i... znowu to samo, ale tym razem ktoś po prostu wrednie kampił godzinę na nas, aby zdobyć bazę i znowu mogliśmy się przenosić. No i w gruncie rzeczy tak często bywa, że ktoś na ciebie kampi. Albo oszukuje w jakiś wredny sposób :D Jak w życiu: są ludzie i taborety ;)
Grę gorąco polecam. The best of the best
Recenzja jest od wielu lat. Wystarczy poszukać.
Co do samej produkcji to muszę powiedzieć, że przyprawiła mnie ona nie raz i nie dwa o takie emocje, że wyłem ze wściekłości albo płakałem ze śmiechu. Ogólnie rzecz rozchodzi się o to, że zależnie od nastroju niektórych graczy można spodziewać się wszystkiego po nich. Jedni pomogą, inni zabiją a jeszcze inni oszukają w najgorszy sposób. Oczywiście pokazuje to doskonale, jak bardzo ludzie w tą grę się wczuwają i jacy są z charakteru. Doskonały przekrój ludzkich zachowań. Cierpliwość jest mega wskazana. Co do tego przytoczę przygodę, która kiedyś mnie spotkała;
szedłem na około brzegiem, aby nikt mnie nie dorwał. Noce spędzałem na marszu podobnie jak dni, a czasami przystawałem kiedy był jakiś otwarty teren. Upatrzyłem sobie miejsce na bazę i bardzo chciałem do niego dojść bezpiecznie. Miałem wszystko w ekwipunku co potrzebne na szybką budowę i zamek szyfrowy mógł powstać w kilka minut. Piec, masa kamienia i drewna, łuk i inne pierdoły. Doszedłem nad ranem w to miejsce. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że jest pusto dookoła. Zbudowałem po ciemku podstawy z trzciny i już zacząłem ulepszać kiedy to wzeszło słońce i jakiś sk$#!@$%!!! mnie zastrzelił z kuszy :D cała podróż razem z przystankami trwała około 45 minut plus tyle samo na zbieranie itemów. Polecam na właściwą pozycję dostawać się rushem a nie skradając. Za którymś razem wyjdzie ;)
Grałem w to jak miałem jakieś 12 lat. W 98 ;) Ale jakaś zbuowana była i nie mogłem przejść jednego etapu przez cow końcu znudziło mi się powtarzanie w kółko pierwszych kilkudziesięciu minut gry.
@michal2010
Nie zgodzę się z tym, że AI działało coraz słabiej w kolejnych Total Warach. Grałem w każdego (nawet w ten pierdołowaty Napoleon Total War) TW i od lat obserwuję polepszenie AI zarówno w kwestii pola bitwy (taktyka), jak i zarządzania zasobami na mapie strategicznej. W Shogunie I i Medievalu I nie istniało coś takiego jak obrażenia od pocisków. To samo w Medieval 2. Próbowałem stworzyć wspaniałą armię Anglików złożoną w większości z najlepszych łuczników. Niestety zadawali tak niewielkie obrażenia nawet lekkozbrojnym, że szkoda było na to czasu i służyli jedynie jako eliminator jednej jednostki lub egzekutor uciekających przeciwników, gdy konnica zajęta była czymś innym, niż pościgami. Typowa strategia w M2? Słabe jednostki włóczników po środku, ciężkie na flankach a bardziej na flankach konnica. Z tyłu 5-6 łuczników. Z racji tego, że i tak trudno byłoby użyć większej ilości jednostek walczących w zwarciu, niż te powiedzmy 15. Na ogół bitwy, aż tyle nie trwały, gdy dowodziłem. Czy flanki powinny być chronione przez włóczników? Po co?! Przecież kawaleria w M2 była po to, aby szarżować, a nie bawić się w oskrzydlanie mojej armii. I tak właśnie dochodzimy do absurdu. Przechwycenie flankującej konnicy było mega proste. Strzelcy nic nie robili, a działa na ogół zabijały po wystrzeleniu całej amunicji najwyżej jeden oddział. Mówię tu o bugu, który powodował, że czasami można było wystrzelać całą amunicję z dział, katapult czy jednostek strzeleckich i w ten sposób zabić sporą część silniejszych oddziałów. Przeciwnik nawet się nie ruszył. W Shogunie II z kolei łucznicy po ustawieniu opcji (była taka w ustawieniach rozgrywki!) silniejszego ostrzału dziesiątkowali... nie, to złe słowo! "Setkowali" przeciwnika zanim ten zdołał do mnie dobiec. Po wyłączeniu opcji zwiększającej efektywność ostrzału definitywnie tracił on na znaczeniu. Aż za bardzo, ale nie do tego stopnia, aby powiedzieć, że był to powrót do "gumowych" grotów z Medieval II. Nie grałem wiele w Shoguna II więc o taktyce i ogólnie AI się nie wypowiem. Empire Total Warto siłą rzeczy postawienie naprzeciw siebie kilku oddziałów z bronią palną na ogół i powolne strzelanie do siebie. Fajna nie-taktyka, która obowiązywała wtedy na świecie. Pierwsza zmiana co do AI podczas bitwy- konnica potrafiła oskrzydlać wroga. To znaczy nie mogłem się już czuć tak bezpiecznie i chowanie się za osłoną nie stanowiło już tylko i wyłącznie osłony od kul czy strzał. Wreszcie brak jako takiej religii. Wnerwiała mnie w M2 choć rozumiem jej znaczenie w tamtych czasach. Wzbogacenie mapy strategicznej wieloma nowymi budynkami. Co do zaś Rome 2 to definitywnie same plusy. Po pierwsze robienie sobie z przeciwnika żywej, nieruchomej tarczy było niemożliwe, a po drugie oskrzydlanie armii było podstawową taktyką komputera. I bardzo dobrze! Cała masa usprawnień i dodatków. Ży6wność, niewolnicy itd. Pole bitwy zaczęło być nie lada wyzwaniem poprzez różne taktyki jakie stosował komputer, a w wielu przypadkach wynikały one z różnych bojowych formacji jednostek. Nie jestem pewien, ale chyba dopiero w Attili dodano, aż tak wymagającą AI na mapie. Gdzie bym się moimi Wikingami nie ruszył, to jakiś cholerny skurczybyk wjeżdżał na moje ziemie od tyłów. Było to irytujące do tego stopnia, że ciężko się grało nawet na normalu. Ale za to poradzenie sobie z tym przyprawiało o dreszcz zadowolenia. Oskrzydlanie nie zawsze miało sens, ale komputer stosował je nader często lecz nie za często tak jak w Rome II. Po prostu lepiej dobierał taktyki do sytuacji. Warhammer I uważam za spore cofnięcie się do tyłu ponieważ to właśnie tutaj komputer nie potrafił skorzystać ze wszystkiego co mu dano. Niestety z większością wielkich potworów radziłem sobie świetnie. Nie licząc tych latających wielkich nietoperzy od Wampirów, które na ogół stosowane były świetnie. Co do zaś modów w Warhammerze I to nie użyłem żadnego, a mimo to pokonywałem armie mające nade mną niemal trzykrotną przewagę. Wracając do Rome II pamiętam do dziś, jak pokonałem garstką żołnierzy siły dziesięciokrotnie większe od moich. Z racji wykorzystania wielkich stworów w W I pokonywałem niewielkimi lub mocno przetrzebionymi siłami armie liczące około 1500 przeciwników lub 3 armie niszczyłem jedną. A co do krótkiego czasu starcia frontowych jednostek to zapewne chodziło ci o twoje jednostki bez pancerza lub z jakimś znikomym wystawione przeciwko jednostkom posiadającym dobry oręż. Nic więc dziwnego, że się szybko kładli twoi wojownicy. Jednej z bitew nie mogłem przejść ze względu na to, że grając chaosem miałem ograniczone możliwości szkolenia jednostek strzeleckich. Dlatego też starcie z Leśnymi Elfami (siły mniej więcej 2:3) kontra moi Wojownicy Chaosu zawsze wypadało na ich korzyść i nie byłem w stanie tego zmienić mimo wielu prób. Ruchy taktyczne na mapie też moim zdaniem są okey w W I. Nie ma tutaj wiele do gadania- po prostu potrafią zaskoczyć.
Czekałem na ten tytuł długie lata. Kiedyś marzyłem o tym (jakieś 15 lat temu) grając w grę fabularną i oglądając "bitewniaka" na konwentach fantasy. Marzyłem o tym, aby była gra w świecie Warhammera. Shadow of the Hornet Rat i inne z tego typu taktycznych gier dawały mnóstwo frajdy, ale seria Total War (grałem w chyba już wszystkie gry z tej serii poza Warhammer II) to majstersztyk. Strategia i taktyka pełną parą nie jak w jakichś Strongholdach, czy Warcraftach (grałem i taktyka w tamtych w porównaniu do serii Total War nie stoi nawet na poziomie Rowu Mariańskiego do Mount Everestu) mimo oczywiście dobrego klimatu fantasy w Warcrafcie.
Nie liczyłem na wiele i sądziłem, że się mocno zawiodę grając w Warhammera. Myślałem, że opisy użytkowników są trafne, ale jak w większości przypadków było to pier$#%. Seria Total War charakteryzuje się dodatkami. W Warhammerze tych dodatków jest więcej z jednego powodu: Games Workshop. Popatrzcie ile dodatków zostało wydanych do Świata Warhammera. Kilkadziesiąt co najmniej jeśli nie ponad sto. Mówię o Warhammerze Fantasy Role Play do którego sam podręcznik kosztuje około 80zł (kupowałem używany 20 lat temu za około 30zł) plus około 20zł za jeden dodatek. Tych podstawowych dodatków wydanych na rynku polskim jest około 20 więc przyjemność zagrania w Warhammera fabularnego (grę wyobraźni!) to koszt około 100zł wraz z zestawem kości plus jeśli ktoś chce zakupić wszystkie dodatki to około 400żł dodatkowo. Jeśli chodzi o bitewniaka, czyli Warhammera Bitewnego, gdzie na stole stoją figurki i gracze toczą ze sobą bitwy to koszt jednej armii jest olbrzymi. Wacha się od 1000zł do kilkunastu tysięcy a może i więcej.
Więc błagam narzekaczy, aby nie pitolili głupot, że drogo! Macie możliwość zagrania w kultową grę i zobaczenia na własne oczy Świata Warhammera, gdzie ścierają się zielonoskórzy z krasnoludami, ludzie, elfy i chaos oraz skaveni... właśnie tych ostatnich mi brakuje. Mimo to, że gra opiera się na DLC to uznaję tą produkcję za uczciwą cenowo, jak na zachodnie standardy za to nieco zbyt drogą dla polskich graczy. Jednak nie zgodzę się z narzekaniem, że przyjemność dowodzenia armią krasnoludów liczącą kilka tysięcy wojowników, żyrokoptery i wielkich herosów może być za droga.
Co do zaś samej gry to najlepszym co zrobili to zupełnie odmienne podejście do gry każdą rasą. Elfy mają bursztyn, Chaos swoje mobilne centrum dowodzenia, ludzie nie mogą zamieszkiwać krasnoludzkich twierdz kutych w skałach zaś wampiry będą próbowały psuć ziemią swymi herosami dopóki zielona trawa nie zwiędnie pod ciemnymi chmurami. Jest więcej różnic, które powodują, że gra każdą rasą jest zupełnie inna i wymaga elastyczności, aby osiągnąć zwycięstwo. To, że szło mi świetnie Chaosem i już niemal rozwaliłem Imperium nie oznacza wcale, że z południa nie nadciągną latające spiczastouche skurczybyki i po jakichś 200 turach nie pokażą mi kierunku północnego, gdzie musiałem uciekać. Takich nagłych zwrotów akcji było więcej. Piszę ten komentarz mając na koncie około 150h w tą grę, około 300h w różne inne Warhammery (nie wliczam fabularnego) i ponad 2000h we wszystkie Total Wary. A grałem w pierwszego wiele już lat temu bo około 12. Gra jest świetna i nie mogę się doczekać, aż zmienię kartę graficzną i będę mógł zagrać w W II.
P.S.
Jak nigdy nie chcieliście zagrać goblinami to polecam jednak Greenskin's ponieważ... mają ciekawy sposób na pociski do katapulty ;)
Plusy:
-realizm, wiernie oddane otoczenie, parametry życiowe i potrzeby fizjologiczne
-świetna optymalizacja, nawet przy sporej ilości przedmiotó nie odczułem spadków FPSów przy niemal maksymalnej grafice
-bardzo dobra oprawa dźwiękowa
-wykorzystanie prawdziwej mapy topograficznej Marsa (a przynajmniej to co widziałem jest mniej lub bardziej odwzorowane)
-możliwość rozegrania jakby dwóch różnych gier w cenie jednej! (misje pojazdów różnią się znacząco od misji załogowej)
-Zwiedzanie ISS (International Space Station) w ramach początków i jakby ostatecznego tutorialu przed misją załogową
-Możliwość polatania w przestrzeni kosmicznej (tak, naprawdę można! Tylko trudno wrócić z powrotem na stację kosmiczną ;) )
Minusy:
-momentami ścinająca się gra, nie oznacza to, że się zawiesza, ale ścina przy każdym autosave i czasami w pojeździe, gdy kręcimy głową
-fizyka przedmiotów, zdarza się, że jakiś zbiornik zaczyna przenikać przez tekstury skrzynki i wadzi o podłoże co uniemożliwia jego podniesienie. Trzeba wtedy wysypać zawartość i powkładać zbiorniki ponownie lub ładować je do załadowanej już w odpowiednie miejsce skrzyni
-noktowizor dostępny po zdjęciu hełmu (no cóż...)
-kilka bugów z rozmieszczaniem sprzętów, czasami niby się nie da, a jednak powinno się dać ;)
-brak możliwości przyspieszenia czasu np. podczas snu, oczywiście czas biegnie szybciej bo około 10 razy szybciej w grze, ale sen powinien być jakoś z góry ustalony np. budzikiem
Więcej minusów nie zauważyłem. Może tylko jeszcze to, że gra jest niesamowicie trudna i nie polecam jej ludziom lubiącym łatwe gierki typu większości shooterów lub uważających grę Stronghold za "naprawdę trudną" skoro nigdy nie grali w żadnego Total War'a ;)
Pozdrawiam i do zobaczenia na Marsie!
Gdy zobaczyłem ten tytuł stwierdziłem, że: "Ja to chcę! F*ck YEA!!!". Potem przeczytałem komentarze i przez chwilę ostudził się mój zapał do tego tytułu. Nie mam jakiegoś super zaawansowanego komputera więc pomyślałem o FPSach, które "leci na łeb na szyję". Jednak mimo to postanowiłem zagrać w "TOM" grę.
Stwierdziłem, że nie ma co się oszukiwać, ja i tak muszę spróbować bo jako zapalony pochłaniacz filmów i seriali nie raz i nie dwa biadolenie w komentarzach okazało się biadoleniem nastoletnich frustratów niepotrafiących dostrzec głębi. Rozpocząłem samouczek. Nieco toporny, ale postanowiłem sobie, że przejdę całość tak jakbym przygotowywał się do lotu na Marsa. W końcu jak symulator to symulator, a nie save/load w kółko bo czegoś nie umiałem.
Okazało się, że już sterowanie jest nieco toporne, czyli kolokwialnie mówiąc zje*ane. Ale spoko! Może to nie o wygodę sterowania chodzi? Poprawiłem na mniejszą czułość myszki i właściwie powoli się przyzwyczaiłem. Bugi graficzne, często słaba fizyka przedmiotów itp. ale... Potem rozpocząłem tutorialowe misje z pojazdami i innymi (nie chcę psuć zabawy szczegółami czytającym bo nawet "głupi" tutorial dawał sporo frajdy ), aż w końcu przyszedł czas na kampanię. Wybrałem na początku tą z pojazdami.
Szybko z niej wyszedłem bo nie chciało mi się wysyłać pojazdów (sond, łazików itd.) na Marsa. Chciałem polecieć tam osobiście w pierwszej załogowej misji! I poleciałem
Po wylądowaniu na Marsie kilka razy zaczynałem od nowa, aby
coś osiągnąć. Zdobyłem to, brakowało tlenu i nie mogłem zdobyć czegoś innego. Jednym słowem postęp w misji był bardzo trudny. Jakim niesamowitym osiągnięciem na koniec dnia było dla mnie odnalezienie miejsca do spania! Już na samym początku wizyty na Marsie sterowanie i bugi graficzne przestały mieć znaczenie. Problemów z FPSami po dotarciu do MAVa nie miałem. Może już wyszły odpowiednie patch'e? Chyba tak, bo osiągnąłem sporo więcej i w tym momencie nie muszę wstrzymywać oddechu podczas wykonywania następnych etapów misji, która ma dać mi możliwość bycia pierwszym (poza tym filmowym!) Marsjaninem. Najpierw jednak zapewne ktoś musi się o tym dowiedzieć a łączność z Ziemią jest na pewno trudna do osiągnięcia.
Nigdy nie grałem w symulator Misji na Marsa. Czytałem i oglądałem dużo. Również filmów typowo naukowych. Ten symulator jest niesamowicie dokładny, dba o każdy szczegół niemal. Jest woda, jedzenie, witaminy i radiacja oraz temperatura. Na Marsie wirusów nie ma, a nawet jeśli są to zapewne głęboko pod ziemią lub w lodzie, a tam nie dotarłem. Na razie nie muszę się tym przejmować aczkolwiek chyba wirusy mi nie straszne.
Civilization 4 to ostatnia gra z serii, która daje możliwość wykazania się jako dobry strateg, mając na uwadze szczęście populacji, jej wymogi oraz pozwalała na w miarę skomplikowaną dyplomację. Obecna Civ 5 (nie grałem w 6) czy Beyond Earth z dodatkiem Rising Tide to po prostu gra dla dzieci nie umiejących ogarniać więcej, niż jednego aspektu rozgrywki naraz. To po prostu fiasko i traktowanie graczy, jak debili.
Dodam jeszcze coś odnośnie Waszych dyskusji powyżej: dla mnie Risen (1 czesc) to dno bo mogłem grać tylko po pijaku, żeby iść spać chwilę później (chyba 150zł w diabły poszło) a skusiła mnie piękna grafa. Tutaj nie ma wspaniałej grafiki, a jednak wciąga bardzo. Każdy poziom daje możliwość w chwilę później wypróbowania nowych, bądź ulepszonych umiejętności (na ogół piromania) i co raz to ciekawsze konsekwencje oddawania swego ciała Demonowi.
Wystarczy trochę się wczuć i jest git ;P Naprawdę polecam, jak dla mnie spokojnie 8/10.
Gram od wczoraj i od razu śmiało mogę powiedzieć, że to jedna z lepszych gier tego typu w które grałem. Świetna muzyka (zwłaszcza ta na początku!) i całkiem niezła fabuła. Zwłaszcza wolność wyboru i konsekwencji swoich poczynań niemal jak w Dragon Age: Początek. Podobnie fajnie skonstruowane dialogi (choć o wiele uboższe niestety) nadają sens dalszej grze. Sama gra polegająca na zabijaniu 1by1 wrogów poległa by na moim komputerze po 5 minutach i żal by mi było hajsu więc może bym chwilę pograł później, ale pomysł Demona w ciele postaci jest wspaniały. Coś jak Dark Messiah i zamierzam grać dalej choć przeciwnicy są co raz bardziej wymagający ;P