Co do omijania walk - jasne! Mogę sobie przebiec obok licząc na łut szczęścia, że "okazyjny atak" mnie nie zmiecie i tak kilkanaście razy w Drezen, czemu nie? Tylko skąd potem XP i levele? Może powinieneś poznać mechanikę?
P.S.
I ja również tak jak pan Fanatyk zaczynałem od WFRP - kochałem to, najbardziej, jak moja pomysłowość w wieku lat 11 pozwalała skutecznie rozwalać misterne plany MG na pozbawienie mnie szansy wykorzystania moich niecodziennych, acz skutecznych sposobów przetrwania w niemal każdej sytuacji. Tylko, że ja wiem, czego oczekuję od RPG. Tym czymś jest klimat, a nie ciągłe rzucanie kostek choć w Warhammer Fantasy Role Play było walki i mroku mnogość. Jednak te walki to było powiedzmy kilka godzin na kilkadziesiąt godzin rozgrywki. Budowania świata, narracji, rozmów między graczami, kupowania między przygodami broni, pancerzy, czy runicznych przedmiotów, które miały zwiększyć szanse na przeżycie... i co? I kiedyś wysiadając z łódki naszych bohaterów pokonujących demony, smoki, czy arcymagów (!!!) zabiły małpy. Po prostu - może i duże, ale jednak małpy. To bolało, bardzo. Ale jednak przez 99% czasu był klimat. Śmiech. Gniew. A Pathfinder po prostu mnie irytował niemal od początku.
To tak dla potomnych, którzy przeczytają: no fanatyzm pełno gembo! ;) W gwoli ścisłości: jak w jakiejś grze jest kilkuset (bliżej chyba tysiąca na "normalu") przeciwników w 1/3 gry, którą przeszedłem to coś jest nie tak jeśli to ma być klimatyczny, podobny do papierowego RPG. W żadnym (poza bitewniakami, ale to inna półka), który nie był hack&slashem tylu nie widziałem. I bardzo lubię niektóre gry z tego gatunku o ile mają dynamikę. W Pathfinderze tej dynamiki zabrakło, abym przebrnął przez 2 akt bo wnerwiło mnie ciągłe (co kilka/kilkanaście) sekund blokowanie się na kolejnych walkach. Właściwie potykanie się o nie. Jeśli ktoś lubi coś takiego i wie, że to nie jest gra, w której można stoczyć kilka epickich pojedynków, a bardziej kilkaset zupełnie casualowych (co nie oznacza, że prostych - zwyczajnie powszednieją przez ilość) to niech sobie gra i się z tego cieszy. Nie bronię. Ale bronienie tej gry, jako najlepszej bo TAK i tyle - dla mnie trąci katotalibanizmem w wersji gamingowej.
Nie odczuwasz braku balansu bo ten balans w istocie tam jest! Masz rację - mój błąd i przyznaję się do tego. Jak może nie być balansu skoro jest objętościowo tekstu tyle co w książce, a walk tyle co w hack&slashu no to znaczy, że proporcje zachowano=balans! Brawo, tu mnie masz. Szkoda tylko, że jak chcę pograć w grę to nie biorę książki i na odwrót. Choć "książki-gry" kiedyś były, może i jeszcze są tworzone, ale to niszowy gatunek.
A co do paper cRPG to wygoogluj "Arkadia rpg" i pograj chwilę, aczkolwiek już nie jest to to samo co dwadzieścia lat temu. O ile to faktycznie nadal ta sama (nowa wersja) tej gry RP.
Co do tego, że nie będziesz dyskutował o Path of Exile - cóż, nie dyskutuj. Dodam tylko, że jak się ma jedno serduszko bo to nie Mario, to znalezienie i kupienie pierścienia o odpowiednich i skalujących się z resztą skilli modyfikatorach może zająć kilka godzin. Fakt to hack&slash, ale idioci w niego nie grają... na hardcorze ofc.
Widać też, że fanem RPG jesteś, ale bardziej tych silących się na komplikowanie wszystkiego na siłę, niż tych z duchem RPG. Ja szachy uwielbiam, ale jak chcę grać w szachy to... uwaga! Gram w szachy. Jak chcę RPG w klimatach fantasy to nie chcę hack'n'slash jakim de facto jest Pathfinder. Mówisz o "prawdziwym RPG", a nie grałeś najwyraźniej w te naprawdę prawdziwe, czyli "papierowe". Nie rzucałeś kością k100 na trafienie, albo k6 ciesząc się, jak niespełna rozumu z drugiej pod rząd 6 na teście na siłę.
Bardziej przywiązany byłem do bohaterów z innych RPGów w które grałem, niż tutaj. Pewnie ma na to wpływ również co chwilę wnerwianie się na kolejne głupoty tej gry co psuje mi płynięcie przez fabułę, co nie oznacza, że to czyni grę lepszą. No wręcz przeciwnie bo czyni ją gorszą.
Gdyby to była gra tekstowa bez tej durnej krucjaty, której bez uszczerbku na opowieści nie da się wyłączyć (jak sami twórcy gry piszą w podpowiedzi), bez setek, czy nawet tysięcy walk, to pewnie i cała mechanika oraz poziom wejścia by mnie nie męczył. PoE to slasher, więc walka mi nie przeszkadza tam. Taka konwencja gry. Ale jeśli to jest papierowy RP wrzucony do komputera to pokaż mi MG, który poprowadziłby kampanię z setkami walk... no nie ma takiego bo gracze by dawno obrzucili go stekiem wyzwisk i kazali samemu sobie walczyć. Dlatego mówienie, że to super gra bo wzoruje się na D&D jest chybionym argumentem.
Na twojej powieści - tak, to bardziej nieważne, niż niezbędne.
Dragon Age Origin na wyższych poziomach trudności był wyzwaniem - nie proszę, rozkazuję: nie żartuj.
To nie jest świat dla ludzi... "hehe". Oby. Kiedyś po nie graniu w Diablo od dziecka/nastolatka zacząłem grać w PoE. Tam mnogość wyborów i mechanik miażdży każdą inną grę łącznie z pathfinderem. Ale tam jakoś się chciało grać w te szachy, spędzać godziny na forum czytając o zależnościach między spellami, pasywkami, itemami, a tutaj po prostu się nie chce ze względu na wiele rzeczy, o których już pisałem wcześniej. Choć gra wcale, aż tak trudna mechanicznie nie jest co zaczynam rozumieć co raz lepiej, więc niejako uczę się jej.
Ja szukam erpegów lekkich i szybkich? Nie, ale fajnie, że wiesz lepiej, niż ja co lubię i czego szukam. Można by nazwać to zarozumialstwem, ale po co? Przecież nie trzeba wszystkiego mówić wprost prawda?
I kolejne uwagi: przeczytaj co napisałem ponownie - mówię o cRPG tekstowym, a nie czymś co się sili na bycie wszystkim (hirołsy, paper rp, książka, rozbudowane tworzenie postaci itd.), a ta gra definitywnie próbuje być wszystkim i jej to nie wychodzi.
Kto powiedział, że ma być łatwo? Nikt. Ma być trudno. Ale nie irytująco ;) Szachy, czy Path of Exile to piękne gry, które tak samo wymagają przewidywania następnych ruchów. Tutaj też, ale to wszystko jest okraszone książkową ilością tekstów oraz niestety dorównującą im ilością walkom. Całość na tle innych RPG wypada słabo przez brak balansu.
Nie twierdzę, że to najgorsza gra w jaką grałem, ale jest najbardziej toporna (dosłownie i w przenośni) w porównaniu do innych cRPG. BG (1 i 2), Diablo (1,2), Icewind Dale (1,2), TES (3,4,5), Dragon Age (1), Arkadia (chyba tak się nazywało/a to stare RPG tekstowe online), Torment (1), i pewnie jeszcze kilka starych pozycji, oraz papierowy WFRP, gdzie przegrałem setki godzin. Po około 15 latach wróciłem do cRPG i spotkałem tę grę. Nie jest ona jak dla mnie dobrze zbalansowana i staje się niegrywalna. Postanowiłem zagłębić się bardziej w custom difficulty level i gra się łatwiej, ale nadal nie ma to nic wspólnego z satysfakcją po pokonaniu trudnego przeciwnika. Po prostu można odetchnąć, że to już koniec... tylko, że za 15 sekund będzie nowa walka! Przecież to parodia...
Pewnie możnaby zapytać po co w to gram? Bo kupiłem i chcę to przejść, a przede wszystkim aby zniszczyć ludzkość, być może demony też. Ponoć jest taka możliwość więc jedynie to będzie prawdziwą wisienką na tym torcie z dykty. No i szkoda mi jedynie Wenduag kiedy będę musiał ją pożreć, ale może będzie się cieszyć, że przysłużyła się napełnieniu wiecznie pustego brzuszka :)
Im dalej w las tym więcej potworów... skąd do diaska w ciasnej karczmie wziął się jakiś wielki kuro-cholera-bażanto-wie-co? Czy dosłownie (policzyłem!) co jeden ekran muszą być przeciwnicy? Czy tylko jedna postać może tankować podczas, gdy reszta malee fighters pada jak muchy? Czy te barany z tego śmiesznego studia nie umieli inaczej zapewnić "rozrywki" jak samą walką z coraz silniejszymi przeciwnikami, którzy potrafią wyeksploatować w jednej walce połowę albo i wszystkie spelle? Serio nie da się grać normalnie i przyjemnie na normalnym poziomie trudności bez picia hektolitrów mikstur (co walkę!), leczenia miksturami i czarami na maksa? Nigdy nie grało mi się tak trudno (na normalnym a na ogół znacznie wyższym poziomie trudności) i mało satysfakcjonująco co w pathfindera. Satysfakcja by była, jakbym raz na "mapę" spotkał trudnego przeciwnika, bossa, a nie co minutę! Kto dał tej grze tak wysokie noty? I ten limit 1000 znaków... powiedziałbym znacznie więcej i obszerniej gdyby nie to.
Kupiłem "tanio" w necie, ale i tak to był błąd bo kupiłem w ogóle. Liczyłem na coś w stylu Dragon Age: Origins, ale okay - brak 3D mnie nie zniechęcił choć mocno wnerwił na początku. Liczyłem na podobne emocje w/między drużyną. W sumie mój błąd bo nie rozpoznałem odpowiednio tej gry. Mnogość wyborów to jedno. Gra sili się na realizm, pod spodem mnóstwo mechanizmów, klas, umiejętności, a i tak podczas walki strzela się przez swoich... za to "mechanicznie" realizm jest.
Mnogość opisów, dialogów, wyborów byłaby okay, gdyby to był "paper" RPG a nie komputerowy. Ale spokojnie! Proporcje między ilością słów a walki są zachowane! Niestety! Walki jest mnóstwo - co jeden/dwa ekrany na "rynku" (akt I) pojawiają się przeciwnicy. Potem w każdej "ważniejszej" lokacji tak jest. A emocje? Są, ale negatyw
Kupiłem "tanio" w necie, ale i tak to był błąd bo kupiłem w ogóle. Fabularnie jest super, ale grafika mogłaby pokazać to co tutaj opisują dziesiątki słów. Rozumiem koncepcję przełożenia papierowego RP na poziom gry wideo, ale jednak nadal nie sądzę, aby to było zrobione dobrze. Walka (normalny poziom trudności) nie przynosi na ogół satysfakcji, a denerwuje bo "znowu kolejne potwory?! Przeszedłem zaledwie jedno pomieszczenie/ulicę!". Wiem chyba nawet dlaczego: nikt twórcom nie zarzuci, że jest za mało akcji, a za dużo pisaniny/gadaniny bo przecież... no jak skoro co chwilę macie walkę! Jakby tak wyglądały sesje RPG ("paper") to nikt by nie grał.
Nie grałem, ale własnie obejrzałem n a yt film o historii Duke'a i jak patrzyłem na nagrania z tego todefinitywnie takich cudów nie widziałóem w większości gier z tego okresu. Można lać do kibla? Serio? Rozwaliło mnie to. Naprawdę pobiorę ze sklepu pajratbej i zagram jak mi się będzie nudziło i dodam ocenę- po samych filmikach mimo totalnie nagannej narracji prowadzącego (tamten materiał youtubowy) jestem pewien, że debile wystawiali niskie oceny.
Szukam jakiegoś realistycznego symulatora lotów samolotami. Niestety ten jest nierealistyczny jeśli chodzi o odwzorowanie kokpitu i samej klawiszologi.
Grałem kilkanaście minut i niestety, ale out. Do sterowania i interaktywnego kokpitu ze Sturmovika to się KOMPLETNIE nie umywa. Jeśli chcecie sobie tak po prostu polatać to spoko, ale nie ma tutaj nic z symulatora. Kompletnie nie jest to ten gatunek gry.
Piszę komentarz mimo, że nie grałem. Chodzi o coś innego, a mianowicie:
Jak czytam komentarze (około 30 za mną) to łatwo zauważyć zależność między stylem, umiejętnością pisania, a oceną gry.
Najwyraźniej gra podoba się ludziom, którzy umieją składać sensownie zdania, a nie takim, którzy tej umiejętności nie posiadają. Tak jest- jest jednej wyjątek od tej reguły, który jedynie ją potwierdza. I nie piszę o tym, że gra jest dobra bo to kwestia dość mocno gustu, piszę jedynie o tym, że z komentarzy wynika, iż zdecydowanie "bardziej piśmienna" część graczy odczuwa satysfakcję i przyjemność z grania w tą grę od reszty.
Martwi mnie jedna kwestia w komentarzach to jest stwierdzenie, które pojawia się kilkukrotnie, że "jakbym chciał tyle czytać to bym kupił książkę". No ale nie kupiłbyś książki bo kurka wodna tam jest (mimo, że nie grałem) na pewno o wiele więcej do czytania, niż w jakiejkolwiek (nawet tekstowej) grze.
Update po kilku godzinach gry:
Gram na minimalnych ustawieniach graficznych- na maksymalnych gra się tnie, ale wygląda o wiele wiele lepiej. Mi nie zbyt zależy na grafice więc jestem zadowolony z tego aspektu.
Animacje wybuchów są takie mniej więcej 6/10. Powyżej słabizny, ale na pewno nie dobre.
Fizyka świetna. Mnóstwo opcji, jest eksploracja (choć ciężko znaleźć) porzuconych okrętów i tam fizyka obiektów w 0-G jest wspaniała, czyli... cholernie ciężko zapanować nad lataniem w próżni, a więc tak jak być powinno.
Zarobki z misji są naprawdę dobre, może zbyt dobre, ale zdobycie nowego statku albo dobrej załogi to wydatek paru milionów. Z misji początkowych mamy od mniej więcej 60 000 do ponad 200 000 kredytów. Za jedną taką misję możemy ulepszyć statek, ale nadal będzie to ten sam statek więc polatamy trochę sprawniej i szybciej, wytrzymamy kilka strzałów więcej lub łatwiej zadokujemy, ale żadnego okrętu wojennego nie rozwalimy. Przynajmniej z początkowych misji. Handel... nie zająłem się tym. Jest, można, ale po jednym niewypale i wtopieniu mnóstwa kasy (to znaczy całego kapitału początkowego prawie) zająłem się misjami. W przestrzeni kosmicznej jest wiele asteroid, sporo różnych stacji, fabryk i np. olbrzymich frachtowców, ale nie uświadczyłem ciekawszych anomalii poza radioaktywnymi odłamkami. Przydało by się nieco więcej tego. Gra nieco wygląda na niemal ukończoną betę więc... trzeba wydać około 250 zł na podstawkę i dodatek, dostajemy co prawda update'y za darmo, ale chyba dopiero drugi dodatek włoży w ten świat więcej detali.
Jednak uważam mimo wszystko, że gra jest bardzo ciekawa i daje naprawdę jako symulator mnóstwo frajdy. Odwiedziłem jedynie 5 sektorów więc super, że nie napadł mnie nikt, a w Terran Conflict miałbym już pewnie kilka razy rozwalony statek co było mocno irytujące z początku. Poza tym tam wykonanie prostej misji na ogół było możliwe po wielu godzinach handlowania czym się da, aby uzbierać na lepsze uzbrojenie. Fakt- miało to swój urok, ale jednak bardziej podoba mi się pokojowe miejsce startu, a nie wrogi od poczatku kosmos.
Reasumując: jak grałem rok temu na piracie to było słabo i to bardzo, a teraz ma to wreszcie sens. Cena za wysoka bo z oboma dodatkami to pewnie będzie już 300zł, ale jak na to popatrzeć ze strony czasu rozgrywki to może wyjść złotówka za godzinę gry bez problemu, a może i mniej. I mówię tu o jednej grze jedynie, a nie kilku rozpoczęciach.
Zrobię update za kilka dni jak zwiedzę więcej Kosmosu.
Jeśli chodzi o zarabianie to ma to sens skoro wynajęcie najtańszego kmiota jako załoganta rowna się 4000 kredytów, a takiego co cokolwiek umie to już 25000... specjalista kosztuje ponad pół miliona.
Właśnie o to w tym chodzi, jesteś sam nie licząc mniej lub bardziej sztucznych postaci NPC. C hodzi o ten ogrom, jak ci się to nie podoba to peszek- wybierz coś mniejszego na miare twojej wyobraźni.
Po Rebirthie byłem mocno zawiedziony, ale tutaj, a na pewno w obecnej formie X4: Foundations to kandydat do legendy. Ja serio rozumiem, że jest wiele dobrych "symulatorów" (jak ktoś nie rozumie to cudzysłów sugeruje sarkazm, a jak tego też to polecam wikipedię albo sjp... słownik języka polskiego) w których chcąc nie chcąc latamy w kosmosie więc są to symulatory kosmiczne,w których dużo się klika i jeszcze więcej macha myszką i wsad'em. Niestety to nie czyni z nich symulatorów. Tutaj jak zwykle w iXach mamy mnóstwo klawiszologii, menu, do tego od Rebirtha jakieś dialogi nawet, a nie jedynie latanie... choć i "jedynie" latanie było na tyle dobre w Terran Conflict, żeby zając mnie na kilka tygodni. Foundations zwłaszcza z Vendettą jest naprawdę rozbudowane. Używamy mniej więcej połowy klawiszy, a przynajmniej do tylu doszedłem po kilkudziesięciu minutach gry. Porównanie tego do innych symulatorów kosmicznych to tak, jak porównywać serię Total War do Age of Empires- jasne, grałem w obie serie, ale Age of Empires jest dla gości, którzy chcą sobie poklikać, a Total War dla tych, którzy chcą stoczyć realistyczne bitwy i wojny na przestrzeni wieków. Tak i porównywanie iXów do innych symulatorów jakie obecnie są wydawane to głupota bo żaden nie jest tak zbliżony do perfekcji przez wierne oddawanie szczegółów uniwersum i mechaniki sterowania. W kosmosie nie ma powietrza więc tutaj nie uświadczymy idiotycznych i znanych z innych gier miernie naśladujących symulatory zachowań naszych pojazdów. W dodatku uniwersum jest... no właśnie, jak pogram kilka dni to dopiszę tu co nieco o rozmiarach i reszcie wrażeń. Jak na razie daję niemal środek tarczy.
Witam! Jak to czytasz to definitywnie chciałbym, abyś potraktował to jako amatorską recenzję z subiektywnym rzutem z mojej perspektywy, który na pewno da się wyczuć.
W serię Fallout gram od jakichś 20 lat już. Fallout 1,2 Tactics, 3, New Vegas.
Najpierw powiem o minusach, niekiedy w odniesieniu do poprzednich części.
1. Survival jest źle zrobiony.
Leczenie kłopotów ze snem antybiotykami.
Grę zasejwujemy jedynie w łóżku (śpiwór, materac, łóżko) podczas, gdy można by ograniczyć liczbę i częstotliwość save'ów do np. 2 na dobę lub jednego nawet poza łóżkiem, a łączny czas snu podzielony na nie więcej, niż 3 partie, zaś max 12h. Wtedy miałoby to sens. A tak jest bez sensu. Gdy śpimy za często poniżej (mniej więcej bo nie sprawdzałem dokładnie tego czasu) 7h w jednym ciągu, czyli często korzystamy ze śpiworów (no właśnie!) lub materacy, gdzie odpowiednio spać możemy maksymalnie 3 i 5 godzin możemy zachorować (chyba po kilku razach jest to po prostu pewne) na insomnię. Jedno ugryzienie pewnego rodzaju zwierząt od razu przyprawia nas o inną dolegliwość, czyli weakness, 20% więcej obrażeń dostajemy. Czy to ma sens? Poza tym mnogość przeciwników przynajmniej na Survivalu i ich trudność w pokonaniu czyni grę nie wymagającą, a uciążliwą.
2. Rozwój osad jest jak najbardziej świetny... szkoda, że co chwilę nie można dopasować jakiejś struktury do innej, jakby ktoś to dodał na siłę. Totalnie po macoszemu potraktowali to mimo, że jest naprawdę sporo budowania więc i często można się zdenerwować (eee innego słowa chciałem użyć) i wyjść poza osadę, żeby rozładować napięcie.
3. Jak do tej pory przeciwnicy mi się już znudzili mimo, że są trudni do pokonania. Ghloule, Supermutanty i Raidersi. I tyle. Reszta to fauna, która choć najbardziej urozmaicona ze wszystkich Falloutów to jednak brakuje mi tu jakiegoś solidniejszego przeciwnika, niż legendarny Raider albo Legendarna Muszka! Ja pierniczę, serio? Legendarna Czarna Mucha... No jakbym był w jakimś MMO, w którym się już odechciało komuś wymyślać nowych przeciwników i po prostu stwierdzili, że: "Hej! Wiem co zrobimy! Mamy muchy, skorpiony i wiele innych! Po prostu dodajmy im HP, DMG i słowo LEGENDARNY do nazwy, a zyskamy kilkanaście nowych rodzajów przeciwników!". No naprawdę nie, to tak nie działa.
4. Opady deszczu nie pozwalają nam się napić. Bzdura totalna, pierwszy Fallout w którym pada deszcz i co? I nie da się go w ogóle wykorzystać bo niby po co?
5. Spory czas po wojnie, a radioaktywne są nadal otwarte zbiorniki wodne, jedzenie i zwierzęta.
6. Klinowanie się w dziwnych miejscach, które możnaby przejść bokiem oraz brak możliwości czołgania się. Jak chcemy przeskoczyć przez półtorametrową przeszkodę to, też nie damy rady.
7. Roboty działają, ale pojazdy nie.
Sporo tego, a i tak nadal uważam, że plusów jest więcej... ale o nich może nie będę pisał tylko niech każdy przekona się sam bo nie tylko moim zdaniem warto. Jak Cię nie zniechęciłem to śmiało zaczynaj rozgrywkę. Ale może nie na Survivalu bo jest to odrobinę wpieniające :)
Gra ma chyba najbardziej poważny klimat ze wszystkich, jest sporo skradania, dużo taktycznego planowania walki i ekonomia oraz survival więc wiele osób znajdzie tu coś dla siebie co przekona ich i do pozostałych aspektów jakie oferuje Fallout tym razem.