Wybrałabym oczywiście planetę Mustafar, żeby zamiast dygotać z zimna zasypana po czubek głowy w zaspie śniegu, wygrzewać zmarznięte stópki nad rzekami lawy oraz dla odmiany wdychać dym i popiół- taka zdrowsza i cieplejsza alternatywa dla ferii w Krakowie.