Jaskier z Wiedźmina 3 to taki kot. Jest typowym kanapowcem, który nic nie potrafi i siedzi sobie bezczynnie, gdy obok biegają szczury. Jednocześnie ciągle szuka atencji i chce być "głaskany", więc pociera się o nogi wszystkich napotkanych osób.

Święta kojarzą mi się z magiczną atmosferą, w końcu mamy Mikołaja i jego zgraje elfów, które robią prezenty dla grzecznych dzieci. Na dodatek jest zima, dni są strasznie krótkie i idealnym sposobem na spędzanie wieczoru jest przeczytanie ciekawej książki o rycerzach i potworach, albo obejrzenie dobrego serialu. Z powodu tej atmosfery fantasy, wydrukowałabym logo Dragon Age 2, a mianowicie smoka z symetrycznie rozpostartymi skrzydłami. Smok z poziomu choinki mógłby opatulać cały dom i emanować swoją mistyczną energią, by nadać świętą jeszcze lepszego klimatu.
“Jingle Bells” w wersji wiedźminowej
Dwa utopce, trzy utopce,
Wszystkie chcą mnie zjeść.
O jezu, zaraz pożrą mnie,
Co to za zaraza jest, Hej!
Ja bym wciąż chętnie grała w The Forest. Jest to gra survivalowa, więc jest się tam nastawionym na przeżycie, a ewentualna śmierć znaczyłaby po prostu, że nie jest się wystarczająco dobrym. Brak opcji respawnu sprawiłoby, że jeszcze bardziej uważałabym na każdy swój krok, a każde spotkanie z kanibalami mogłoby być tym ostatnim. Poza tym zawsze fajnie rozpoczyna się nową rozgrywkę. Można pójść w ogóle innym kierunku niż przy poprzedniej rozgrywce i mieć zupełnie inne doznania. W każdym miejscu jest określony poziom patroli kanibali, więc przy jednej rozgrywce możemy zrobić osadę w miejscu, w którym roi się od potworów, a przy drugiej - w miejscu, gdzie panuje cisza oraz spokój i możemy się spokojnie rozwijać.
Prawie na samym początku gry The Long Dark pojawia się piosenka 'The lion's roar'. Gdy pierwszy raz ją usłyszałam, wydała mi się dość smutna. Brzmiała, jakby świat zmienił się bezpowrotnie, jakby był zamieszkany przez samych tchórzy i ludzi chcących uparcie zmienić coś na Ziemi, nie wiedząc, że nie ma to większego sensu. Jednak po przesłuchaniu utworu jeszcze kilka, razy stwierdziłam, że nie jest to takie proste. Faktycznie jest to w pewnym sensie opowieść o zwątpieniu i niepewności, jednak nawołuje ona do przezwyciężania wszelkich lęków, do pogoni za marzeniami, ideami, nawet jeśli ludzie mówią inaczej. Ostatnie wersy piosenki zawierają marzenie, idee ryku, który miałby być potężniejszy od samego lwa. Ryk ten miałby poprowadzić ludzi do wyzbycia się strachu i podążania za głosem serca.
Chciałabym, by 'The lion's roar' była piosenką którą moi znajomi posłuchaliby przed nowym rokiem. By nabrali pewności siebie, której mam wrażenie brakuje nam wszystkim. I by uśmiechnęli się do samych siebie i stwierdzili, że strach siedzi nam tylko z tyłu głowy i można się go pozbyć.
Szukając legendarnych rycerzy spod Giewontu znaleźliśmy wspaniały skarb, jednak nie było to ani złoto, ani drogie kamienie, a rękawica. Pojedyncza skórzana rękawica ze złotym szwem, rzucona niedbale na ziemię jaskini, gdzie ją właśnie znaleźliśmy. Lara od razu zaczęła opowiadać swoje teorie. Szukając rycerzy weszliśmy do północnych jaskiń Giewontu, gdzie znajdowała się spora grota. Znajdowało się w niej dawno już zgaszone ognisko, wokół którego była kamienna ława, na której zdaniem Lary musieli spać rycerze. Obok ław znaleźliśmy kawałek uzdy dla konia, które kiedyś ponoć czekały na sygnał do ochrony kraju razem z ich właścicielami. Nathan i Lara zaczęli naprzemiennie opowiadać swoje domysły. Stwierdzili, że rycerze musieli obudzić się, by chronić nas przed jakimś złem, a rzucona rękawica to symbol wyzwania rzuconego zagrożeniu. Nie wiem, czy jestem aż taką zwolenniczką ich teorii, jednak mogę uwierzyć w wiele rzeczy, przez wydarzenia bieżącego roku. Teraz spróbujemy znaleźć powód, dla którego śpiący rycerze się zbudzili. Nie jestem tak naprawdę pewna, czy możemy traktować rękawicę jako skarb. Chociaż, jeśli zaprowadzi nas do rycerzy, albo zagrożenia...
Bądźmy zawsze razem,
Dzielmy się opłatkiem,
Przebaczmy sobie nawzajem,
I niech pokój wieczny nastanie.
Święta się zbliżają, jednak rok 2020 jeszcze się nie skończył, więc należy się dobrze przygotować na ewentualną apokalipsę i zagrać w The Forest z przyjacielem. Nauczy nas to obrony przed kanibalami, opanujemy sztukę polowania i będziemy potrafić rozpalić ognisko. Dowiemy się, że woda prosto z jeziora może nas przyprawić o problemy żołądkowe i lepiej jest głodować, niż zjeść mięso nad którym latają muchy. Jeśli apokalipsa opanuje naszą planetę, ci którzy grali w The Forest będą mieli większe szanse na przetrwanie.
We wszelkiego rodzaju clickerach na system android w szybkim czasie można dorobić się niemałej fortuny. Niech za przykład posłuży nam Cookie Clicker. Można tam zdobyć nawet decylion ciasteczek, to jest 10 do potęgi 60. Załóżmy, że za jedno ciasteczko będziemy brać 1,50 zł. Znaczy to, że zarobimy nawet 1,50 razy 10 do potęgi 60 złotówek. Czyli dość dużo.
Drogi Baptiste,
Chcę Ci bardzo podziękować za to, że w zeszłe święta zastąpiłeś mi Pana Listonosza, więc do listu dołączam mały prezent, a właściwie pamiątkę. Wiem, że w wieku sześciu lat twoi rodzice zginęli i jest mi za to bardzo przykro. W czasie tego przeklętego Kryzysu Omnicznego tylu ludzi zginęło… ale nie mówmy już o tym. Jak przeglądałam różne stare gazety, które znalazłam u siebie na strychu to natknęłam się na zdjęcie twoich rodziców. Wyglądali na bardzo zakochanych w sobie i pomyślałam, że chciałbyś mieć jakąś pamiątkę po nich, więc daje Ci to zdjęcie.
Życzę Ci jak najszczęśliwszych świąt,
Adeline.
Ciszę panującą w lesie, przerywał rytmicznie łamiący się lód pod ciężarem krzepkiego wikinga. Dzierżący w prawej dłoni topór, Eivor prędko przemierzał las, gęsto przysypany śniegiem. Wysokie zaspy skutecznie go spowalniały, jednak wiking zdążył się już przyzwyczaić do skutej lodem północy i jego tempo było zaskakująco szybkie. Eivor uważnie badał wszelkie napotkane świerki, szukając nie za wysokiego i z ładnymi, zdrowymi igłami. Po dłuższej chwili zatrzymał się przy drzewie wysokim na dwie jego osoby. Obejrzał je z każdej strony szukając wszelkich mankamentów, a gdy nie znalazł, stanął przy świerku, chwycił swój topór w dwie ręce i zamierzył się w stronę drzewa. Wbił się głęboko w korę świerka, po czym wyrwał topór i powtórzył czynność.
Za drugim razem wydawało mu się, że usłyszał czyjś jęk. Był to głos dość głęboki i dudniący, który musiał należeć do jakiegoś mężczyzny. Eivor obejrzał się w poszukiwaniu źródła dźwięku, a gdy nie znalazł, ponownie obrócił się w stronę świerku i zamierzył toporem. Usłyszał nagły krzyk, który potoczył się echem po lesie i przeraził Eivora na tyle, że topór wypadł mu z rąk.
Wiking szybko podniósł swój topór i przyjął pozycję do walki, gotowy uderzyć przeciwnika.
- Ty głupcze! - Odezwał się powolny głos dobywający się jakby z wnętrza pobliskiego drzewa.
- Kto to mówi? Pokaż się! - Ryknął Eivor, nie chcąc wierzyć swojej bujnej wyobraźni.
- Nie dość, że głupi, to jeszcze ślepy. Patrzy wprost na mnie, a nie widzi. Rozmawiasz z drzewem, młody wikingu.
Eivor wybałuszył oczy, niepewny temu co słyszy.
- Czym ty jesteś?! - Odwarknął, nie wierząc w słowa istoty, przed którą dane mu było stać.
- Moje imię nic ci nie zdradzi, może jednak znasz mą rasę. Jestem Ygglitten, potomkiem Yggdrasila, który dla was znany jest jako Drzewo Starszego.
Wzrok Eivora niepewnie błądził po drzewach lasu. Wiking chciał wierzyć, że ktoś dodał mu jakiś grzybków do jedzenia, jednak wyczuwał, że stoi przed czymś niepojętym i tajemniczym. Wręcz czuł aurę drzewa, która go otaczała i wprawiała w niepokój.
Yggdrasil. Majestatyczne drzewo, na których spoczywa wszystkie dziewięć światów. Eivor przedtem nie zdawał sobie sprawy, że Yggdrasil może posiadać potomków.
- Jak możesz być potomkiem Drzewa Starszego, skoro nigdy nie słyszałem o żadnych Ygglitten?
- Czy naprawdę chcesz słuchać o płodności świętego Yggdrasila? - Eivor otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, jednak drzewo mu przerwało. - Jedyną rzeczą, której od ciebie chcę, młody wikingu, jest to, żebyś znalazł sobie inny las do ścinania drzew.
- Ale… przecież nie ścinam ciebie. - Stwierdził Eivor, na co drzewo wydało dźwięk podobny do westchnięcia.
- Wy, ludzie naprawdę macie małe pojęcie o świecie, prawda? W obrębie jednego lasu, drzewa są ze sobą połączone i odczuwają ból innych, rozumiesz? - Wiking pokręcił głową.
- To czemu, ten twój kolega nie może mi powiedzieć “Nie ścinaj mnie”? - Eivor wskazał na drzewo, które chwilę temu ścinał.
- Potraficie być naprawdę męczący. Nie wszystkie drzewa zostały obdarowane darem mowy, dlatego też ja mówię za niego. Wyrażę się teraz jasno. Masz stąd iść młody wikingu, bo nas jest więcej od ciebie jednego. Znajdź sobie inny las.
Eivor spojrzał na inne drzewa go otaczające. “Czy te drzewa potrafią się poruszać?”.
- A co właściwie możecie mi zrobić? - Zapytał wiking, który nie znał granicy, której nie warto przekraczać w czasie kulturalnej rozmowy z drzewem.
Ygglitten westchnął. Eivor upadł nagle, po czym zobaczył korzeń drzewa poruszający się nad jego głową. Odruchowo odciął korzeń, na co całe drzewo, z którym przed chwilą rozmawiał, poruszyło się. Cały śnieg, który zaległ na gałęziach spadł wprost na Eivora, po czym najdłuższa gałąź drzewa oplotła się wokół niego i rzuciła wprost w zaspę śnieżną.
Eivor wstał i najszybciej, jak tylko mógł zaczął uciekać. Wszystkie drzewa, obok których biegł zdawały się obracać w jego stronę i się mu przyglądać. Po chwili Eivor wypadł z lasu i upadł na zaspę śnieżną, ciężko oddychając.
“Znajdę choinkę w jakiejś osadzie”, stwierdził.
Bożątko, nie dość że nazwa całkiem boska (w końcu Bóg się rodzi i te sprawy) to jeszcze są to dzieci, a wszystkie dzieci kochają prezenty, co nie ; )? Na dodatek są dość psotliwe, to Mikołaj mógłby ich nauczyć pracowitości. Kto by nie chciał dostać prezentu od przyjaznego i opiekuńczego duszka?