Zagrawszy w „Disco Elysium” można już umierać. Nigdy nie powstanie nic lepszego.
Ja się dziwię, jak ludzie w komentarzach nie widzą tego, jak strasznie brzydka jest ta gra. Miasto w zaułkach w ogóle wygląda jak jakiś Thief.
Jakaż ta gra jest BRZYDKA! Te tekstury ulepione z wymiocin, kolory, modele… „The Godfather” wyszedł CZTERY LATA PO MAFII, gra miała gigantyczny budżet, jakim cudem to się tak bardzo nie udało!
Zadania w grze są straszliwie NUDNE. Zabij, znajdź, przynieś... Do tego w przeciwieństwie do Odyssey nudny jest cały świat gry.
Grafika nawet w 2002 r. była tandetna. Gra jest strasznie sztywna, polega na ustawianiu sklepów-gotowców na dużej przestrzeni galerii handlowej
Nie było to żadne arcydzieło, wszystko w Sadze było dość sztywne, ale jednak mam do niej sentyment i dawała sporo frajdy. Trochę mało miała scenariuszy.
Strasznie duże odstępy między elementami, duże przewijania, by znaleźć potrzebny element strony. Słabe to.
Gra jest urocza, pozwala wrócić utęsknionej duszy do czasów point'n'clicków lat 90. No i ten miks: pociąg (kto nie lubi gier o pociągach!), bogactwo, zbrodnia, humor. Polecam każdemu!
Grałem zaraz po premierze i jednak parę bugów wylazło – na szczęście nie miały wpływu na ukończenie gry (2 razy niewidzialne postaci, raz niemożliwość wybrania kwestii w dialogu). Poza tym technicznie i artystycznie piękna.
Wszystkie poprzednie assassiny uwielbiam, każdy jest delikatnie inny… ale to? No co za nudziarstwo, zamiast skandynawii spędzamy czas na angielskich pastwiskach; postacie bezpłciowe, zadania tandetne, cała narracja pozbawiona sensu.
Najważniejsze, że będzie czeski dubbing. W pierwszej części jego dodanie niesamowicie zmieniło klimat w grze.
Gra miała swoją premierę ponad trzy lata temu, ale dopiero teraz ją przeszedłem. Po świetnej Origins i – według mnie najlepszej – Odyssey oczekiwania miałem naprawdę spore. I zawiedzione.
Przeniesienie akcji w świat wikingów, te pierwsze pejzaże fiordowskiej Północy zapowiadały się fajnie, co najmniej jak wiedźmiński Ard Skellig. Intryga szybko przenosi się na nudne, błotniste, płaskie, wiejskie tereny Anglii i cały czar pryska.
Nie mogę nie porównywać Walhalli do mojego ideału, Odysei. Tam – rozmaita, wciągająca, mityczna, pełna zwrotów akcji kraina, tu – jakieś latanie od punktu do punktu po kolana w kałużach, płaskie postaci, wtórność. To, co zarzucano Odysei – mimo upływu lat ani trochę nie zostało naprawione.
Bardzo nierówny poziom, czuć różnicę w poziomie doświadczenia lektorów. Ale inicjatywa słuszna!
Święty dubbing. Oni tworzyli płytę z teledyskiem, czy mod do gry? Głosy postaci powinny być poboczną sprawą, a zrobiono z niej oś całego dramatu. To raczej tani wykręt niż realna przyczyna upadku projektu.
Nigdy w nią nie grałem w „starych, dobrych czasach”… ostatnio (2023) dostałem starego laptopa z Win98 i postanowiłem spróbować. Gra jest świetna, fabularnie przewyższa o wiele rzędów wielkości współczesne przygodówki. Dubbing trochę trąci myszką, głosy są raczej drętwe, przypominają „Trudne sprawy”, a nie dobrą, polską szkołę lektorów gier/filmów. Mimo to gra się bardzo przyjemnie.
Gra wybitna, zupełnie unikatowa. Dzięki projektowi NOLF Revival można w nią grać na szerokim ekranie na nowych Windowsach.
Gra jest nowatorska i znakomita. To wielkie szczęście, że w 2022 r. można sobie w nią bez problemu pograć.
Gra jest bardzo nierówna. Sceneria przepiękna, opowiadana historia – choć wyrywkowa – urzeka. Elementów fabularnych mogłoby być więcej, zdecydowanie wolę pod tym względem Dishonored. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie Elizabeth – nie jest cieniem ciągnącym się za graczem, sprytnie porusza się w świecie gry. Natomiast akcja jako taka? Moim zdaniem w zasadzie tandetna. Walki są mało porywające i bardzo do siebie podobne. O wigorach w czasie starć w zasadzie można by zapomnieć i inwestowanie w nie lepiej sobie darować.
Dziwię się tak niskiej ocenie. To jedna z najlepszych gier, w które w ogóle miałem przyjemność grać. Od czasów Origins poprawiono ogrom słabych stron części dziejącej się w Egipcie, gra powala rozmachem, różnorodny, żyjący świat wciąga, przygody nie są już tak sztampowe, zamiast połaci piachu mamy ciekawe wybrzeża i bitwy morskie. Dodatki z niesamowitym Hadesem, Atlantydą itd. nareszcie zmieniają coś w fabule. Poznajemy historię Hellady i jej prawdziwe postaci. O ile wielkim miłośnikiem wcześniejszych Asasynów nie byłem (skakanie, zabijanie i nic więcej) – to inspiracja Wiedźminem wiele dała.
Gra cudowna, piękna muzyka, ciekawa fabuła, prosta mechanika i ładne spolszczenie. Dla miłośników Playmobil była to pozycja obowiązkowa. Chętnie zobaczyłbym odnowioną wersję.
Nie rozumiem tak niskiej oceny. Polska, niezła gra akcji osadzona w realiach 2WŚ, do tego fabuła mocno osadzona w polskich realiach, nareszcie urywki z powstania warszawskiego nieźle pokazane. Gra ma swój klimat, ciekawą mechanikę, fabułę (rzadkość w grach tego typu), świetną muzykę i opowiada historię. Błędów jest tak niewiele, że można o nich zapomnieć.
Kupiłem na GOG i właśnie gram w widescreenie z modem poprawiającym grafikę i ze spolszczeniem (jest nawet polski dubbing!). Och, te wspomnienia. Academy też lubię, dawała więcej swobody, ale trochę miałem wrażenie, że była zlepkiem przypadkowych małych misji. W "Wyrzutku Jedi" mamy ładnie się rozwijającą kompletną opowieść, a niektóre misje potrafią dać w kość.
Muzyka – miód.
Ulubiona misja – chyba Nar Shaddaa.
skalny troll śpiewający polskie pieśni legionowe — to koniecznie trzeba zobaczyć
Do tego tytułu po prostu się chce wracać. Nie wiem od czego to zależy, jest jakiś klimat, jakaś oryginalność, ale to, co szczególnie ważne, to chyba „naszość” Enemy Front.
Gra jest przede wszystkim wyśmienitą, do szczegółów dopracowaną lekcją historii poświęconą życiu w średniowiecznych Czechach. To prawda, nie brakuje błędów (technicznych, ale także literówek), jednak ustępują one przed fabułą: Kingdom Come w pełni przenosi gracza do tamtej epoki.
Kao jest takim, powiedzmy, polskim Croc-Raymanem. Zawsze lubiłem tę grę za jej "swojskość", czuć w niej jakieś polskie klimaty.
Jeśli ktoś lubi głupawe napierdzielanki w stylu Serious Sam - gra może się podobać. Jako prequel serii z Kate Archer jest suchym żartem producentów. Ze starych tekstur i obiektów posklejano jakieś marne mapy, dano dokładnie te same bronie i muzykę co w NOLF2, wrzucono gracza w zupełnie nieinteraktywny świat (koniec z wykręcaniem żarówek, gaszeniem światła, przeszukiwaniem dokumentów), zabawę praktycznie pozbawiono fabuły, dowcip jest najczęściej wymuszony. Jeśli ktoś chce kilka dodatkowych map nawiązujących do starej serii - można włączyć, ale żadna z tego zabawa.