Osobiście serialem jestem zachwycona - Netflix miał bardzo twardy orzech do zgryzienia patrząc na publiczność z Polski, gdzie sporo widzów od początku krytykowało każdy wybór (wstyd się przyznać, ale zaliczałam się do tych osób) poczynając od aktorów, po miejsca itp. Zaczynałam seans z założonymi rękami, ciekawa co to „wyskrobali”, ze sceptycznym podejściem, tym bardziej po pierwszej scenie, ale...każda kolejna minuta wciągała mnie bardziej - czy się różni od książek? Oczywiście, ale mam tym większą satysfakcję z oglądania, kiedy rozpoznaje różnice - niektóre bolą, za niektóre podziwiam, że udało się poskładać i stworzyć z tego ciekawą całość. W ogólnym odczuciu, bardzo mi się spodobała ekranizacja, będę do niej wracać, chociażby dla panującego klimatu (bo tak go sobie wyobrażałam). Geralt (którego obawiałam się najbardziej) spisał się moim zdaniem rewelacyjnie i nie zgadzam się z opiniami, że nie przypomina pierwowzoru - z książek kojarzę go jako smutasa, mruczka, nadąsanego, próbującego trzymać się z boku, ale zaraza, nie zawsze mu to wychodziło, ogólnie mutant z problemami ;) a w grze i owszem dużo weselszy, pozytywny, otwarty - bo takiego go tworzyłam swoimi wyborami. Fana bardzo ciężko zadowolić, ale ja się cieszę, że to uniwersum żyje, że poza powrotami do książek i gier, czeka coś jeszcze i to coś jest dobre :) i zapragnęłam się tym podzielić xD