Fear87, szybownicy są znani z tego, że wszystko wiedzą najlepiej. Sam latałem na szybowcach a teraz pracuje w liniach jako pilot dlatego łatwo mi porównać te 2 światy. Szybowce to dobre fundamenty kariery ale sama licencja szybowcowa daje dokładnie zerową wiedzę o lotnictwie komercyjnym. Jedyny świat jaki znają to machanie drążkiem a tego faktycznie w liniach jest coraz mniej więc zakładają, że pilot nie musi nic robić. Tymczasem rola pilotów po prostu podlega zmianom wraz z biegiem czasu. To fakt, że na poziomie przelotowym czasem jest mało roboty i wystarczy, że jeden pilot monitoruje systemy samolotu i prowadzi korespondencje/CPDLC. Niemniej dalej przygotowanie samolotu do lądowania to jest dość dużo pracy dla obydwu lotników (a jeżeli to ma być autoland to pracy jest z 2x tyle co przy zwykłym lądowaniu). Jeżeli wykonuje się krótkie loty takie do 1,5h to praktycznie cały lot ma się dużo roboty. Wbrew pozorom pomniejsze usterki zdarzają się praktycznie cały czas. Gdy pojawią się już 2 awarie, które mogą na siebie wzajemnie wpływać to nawet nie ma na to procedur i trzeba coś kreatywnie wymyślić - to jest coś czego komputery nie potrafią i jeszcze długo nie będą potrafić. Co więcej często z taką usterką się ląduje poza bazą i wtedy trzeba ocenić za pomocą różnego rodzaju dokumentów (MEL/DDPM) oraz własnej wiedzy/doświadczenia czy można z taką usterką wrócić i jakie należy podjąć działania aby można było to zrobić - trzeba później to wszystko skoordynować ze służbami, ew zmienić plan lotu (np. poprzez ograniczenie wysokości w przypadku niektórych usterek), wezwać mechaników, powiedzieć im co dokładnie mają sprawdzić i co dopuścić do lotu. Nawet jeżeli nic się nie dzieje to nauczenie się wykonywania lotów w warunkach kompletnie standardowych jest dość dużą sztuką i ktoś, kto nigdy na oczy nie widział ILSa i twierdzi, że da się tego nauczyć małpy w 15 minut jest po prostu śmieszny. Ludzie, którzy mają kilkanaście tysięcy godzin wylatane dalej czasem robią niestabilne podejścia zakończone go aroundem. To jest sztuka w której nigdy nie będzie się 100% skutecznym i nigdy nie będzie wiedziało się wszystkiego. Jest w lotnictwie taka zasada, że im ktoś wie mniej tym wydaje mu się, że wie więcej... w szczególności jak już polatał na tyle, że się nie boi. Właśnie ten zakres nazywa się strefą śmierci i masa niedoświadczonych pilotów niestety reprezentuje to sobą włącznie z badasem. Pozostaje tylko mieć nadzieje, że nabierze doświadczenia i pokory zanim skończy mu się szczęście ;)