Widzisz, większość ludzi, którym Fallout 4 nie przypadł do gustu, to ludzie którzy pamiętają 1 i 2. Chociaż to nie do końca prawda... Im, tym bardziej ortodoksyjnym fanom, już 3 mocno podpadła. NV zatarł złe wrażenie, znowu powrócono do wielowątkowych questów, które można było rozwiązać min. na kilka sposobów. Była opcja przejścia większości zadań, bez uciekania się do walki. Znowu była pustynia i cała ta otoczka, która tak mocno nawiązywała do "starych Falloutów". Były świetnie pomyślane frakcje, do których mogliśmy się przyłączyć. I kupa zadań dla każdej z nich. Do samego New Vegas, można było się dostać na 4, czy 5 sposobów. A co mam w 4? Questy, krótkie, powtarzalne, brak jakiegokolwiek wyboru. Jedyne poprawne rozwiązanie questa. Jedyna swoboda w questach to ominięcie jakiejś z reguły głównej walki. Brak zakończenia questów innym sposobem niż siła. Wszystkie sprowadzają się do idź, wybij i wróć. Zresztą sam zauważasz, cyt.:"kontynuacja dobrej marki już jest blee bo grafika średnia," koniec cyt. Skoro gra ma wyrobioną markę, to nie może pozwolić sobie na obniżenie lotów, chociażby w grafice, bo ludzie i tak to łykną. Fallout 4 w stosunku, do swoich poprzedników cofnął się w rozwoju. (i nie mówię tu o 1 i 2) Dodanie budowania osad, to taki ficzer, z dupy. Niby to fajne, ale na dłuższa metę nikomu nie byłoby potrzebne, gdyby gra potrafiła, go wciągnąć. Dlaczego w Wiedźminie 3 nikt nie narzeka, że nie można mieć swojego domku, dekorować go, stajni na koniki i małego zameczku? Bo gra jest tak przekozacka, że taka zapchajdziura nie jest potrzebna. W F4 mamy jedno miasteczko!, bo przecież nie miasto. Jest ono ciut większe od Megatony... Naprawdę? po tylu latach nie dało się zrobić niczego więcej, nie można było zaprojektować kilka fajnych miasteczek? I chociaż jednego, do którego wchodząc mielibyśmy opad szczeny? No ale w Boże Narodzenie pojawiły się za to choinki, co za czad ;] Można tak długo wymieniać, ale prawda jest prosta, producent wykonał skok na kasę, poszedł po bandzie, i pewnie mu się to upiecze, patrząc na to do czego zmierza ta branża. Gry na PC powyżej 200zł, gry robione w odcinkach, bo niby są za duże, oczywiście producent chce je dopieścić. DLC bez zawartości, prawie w cenie gry. Gry na tablety, gdzie bez sypnięcia kasą nie da się normalnie grać. Ale co najgorsze nasze dzieci, już teraz uważają, że taki model jest normalny...
Pozdrawiam
Przykre jest to, jak staracie się tłumaczyć producentów, przy FFVII. Nie raz, i nie dwa, udowodniono, że da się zrobić ogromną grę, i że da się ją zrobić, dobrze, a nawet b.dobrze.
Zwłaszcza, że FFXV będzie b.dużą grą. I w tym wypadku, da się ją zrobić "na raz"
Przyjmę, takie tłumaczenie, jeżeli każda częsc starczy na min 30h. W innym wypadku, będzie to skok na kasę. Bo wiadomo, że większość i tak kupi legendę.
Ta gra to porażka, i dziwię się, że do tej pory jeszcze nikt MielonuXa nie zlinczował. Zebrał kase z kickstartera, czyli od ludzi. Obiecywał cuda na kiju. A wydał, koszmarek P2P (pay to play), którym dalej będzie wyciągał od nas kasę. Istne PerpetumMobile (dosłownie mobile)
Po tej gierce spodziewałem się czegoś więcej. Jest to poprawnie wykonany MobileRPG, czyli przechodzisz kolejne poziomy(walki) Ale ten standard w grach mobilnych został już tak wyeksploatowany... Tutaj nie znalazłem niczego nowego. Oprócz tego, że są ptaki, ale w tej chwili to za mało. Co innego oczywiście mój synek, dla którego tylko ptasi się liczą. ;]
Dzieki Hed, zastanawiałem się, czy kupić. Poczekam, i zobacze jak się będzie rozwijało.
Oj Srry Jordan, ale słaba recka, za dużo razy powtarzasz to samo, widać, ze nie wiesz, co jeszcze mógłbyś powiedzieć. Trzeba było skrócić film o połowę, i wtedy dałbyś radę ;] Ogólnie lubię Twoje ględzenie, ale tutaj, dałes ciała
Oj Krzysiu, tez jestem totalnym laikiem jesli chodzi o sily specjalne. Ale akurat pierwsza scenka oparta jest na misji która wydarzyła się w rzeczywistości. Tam operatorzy leżeli nieruchomo chyba nawet dłużej niż te 18 godzin. Wyszło ostatnio kilka fajnych książek na ten temat, z których można sie dowiedzieć, że ci Goście to nie sa "normalni" ludzie .
Gram w tą gierkę od dnia premiery, a na celowniku mam ja od dobrych 6 miesięcy. Wcześniej namiętnie rypałem w Mount & Blade. Powiem tak. War of The Roses to takie "nowe" M&B ze wszystkimi jego zaletami, ale i wadami. A Chivalry (swoją drogą jest to następca moda do HL2) jest inne. Inna jest budowa map, nie ma typowych oblężeń takich jak w M&B, czego czasem mi brakuje. Ale sama walka jest o wiele bardziej miodna niż w M&B a co za tym idzie, niż w War of The Roses. Adrenalina aż kipi z ekranu, a system Friendly Fire dodaje grze smaczku. W tej grze czujesz siłę swoich ciosów i jest to niezapomniane przeżycie ;] Moim zdaniem Chivalry wygrywa z War of The Roses i to nie tylko ceną.
Heh.
Nie rozumiem ludzi którzy najeżdżają na MineCrafta. Mam 30 lat, a lubię sobie w niego pograć. Czasem gra też moja zona, i oczywiście 8-letnia córka. Uważam, że jest to gra, która rozwija wyobraźnię, i ma w sobie to coś. Tym czymś jest pełna wolność i swoboda w tym co robimy. Możemy zbudować sobie małą chatkę, bądź cały zamek. Frajdę sprawia też odkrywanie nowych recept na crafting. Do gry wychodzi dużo modów i skórek. Ale rozumiem że jeżeli ktoś całe życie gra tylko w strzelanki, to nie pojmie fenomenu tej gry, i będzie cały czas obrzydzał ją innym.
Minecraft to przykład na to, że z ekranu nie muszą wylewać się na nas hektolitry krwi, aby gra odniosła sukces.
Gra bardzo fajna. I Bardzo dobrze wyceniona. Brak większej ilości klas postaci. Ograniczona magia. Wzorowana całkowicie na Dungeon Masterze, co jest oczywiście plusem. Na każde podziemia przypada po kilka zagadek, których poziom trudności rośnie wraz z postępami w grze. Ale, gierka jest "Mała". Chciałoby się, więcej broni, czarów, klas postaci, ogólnie więcej możliwości.