Jest jedna zasada zakładania kanału na youtube. Zakladasz go po angielsku! A dalej to wybierasz takie zagadnienie, że obok zarabiania z reklam będziesz mial fanów, albo bardzo bogatych sponsorów. To drugie raczej nie wypali póki się nie wypromujesz maksymalnie, a wybierając to pierwsze, szczególnie jak już uprzednio nawiążesz stosunki, może zaowocowac tym, że inni cię będa promować.
Czyli zazwyczaj odpada, niestety, np. kanał popularno-naukowy, prędzej dorobisz się mówiąc o komiksach (szczególnie o ich upadku, bo to wykorzysta wkur.... całych zastępów ludzi z całego świata). I zarabiasz wówszas na tym co ci ludzie wpłacają przez live'a (na live czatach na yt), albo sponsoring.
Jak obejrzysz nawet przeciętne kanały (trzeba mieć obecnie chyba 10 tysięcy subskrybcji żeby uruchomić tę opcję), to na takim np. 2-godzinnym chacie co parę minut jest dolar, 5 dolarów, dolar, 2 dolary, 0.5 dolara, dolar. Przez te dwie godziny, w szczególności jak na polskie warunki, uzbiera się niezła suma. A zdarza się, że wejdzie jakiś bogaty wariat który ma podobne przekonania co ty i wpłaci ci raptem np. 2000 dolców. Bo może. Więc czemu nie.
Druga opcja. Jak masz np. skrajnie popularny kanał o sprzęcie komputerowym, czy finansach, to sam fakt, że wypijesz z kubka jakieś marki (sprzęt), albo polecisz jakiś produkt (bardziej finanse) może ci przynieść krociowe zyski. Tylko to z kolei musisz wyważać z własną wiarygodnościa wśród widzów.
Może sprecyzuję. Musk powinien się zająć lataniem na inne planety, czy budowaniem nowej stacji kosmicznej, a Ziemię jednak zostawić w spokoju.
1. Nie idealizowałbym tzw. wolnego rynku, bo taki istnieje tylko w fikcji podręczników ekonomicznych. A już Smith też zaznaczał, że sama idea zakłada np. totalnie racjonalnego i mającego wszechwiedze konsumenta, który w dodatku dba o coś więcej, niż dzisiaj i teraz i wyłącznie dla siebie, co w realiach nie istnieje.
Dlaczego np. CEO dużej firmy miałby mieć cokolwiek innego na uwadze, niż fakt, że ma ogromne udziały, może sztucznie podnieśc ich wartość, a potem niech się dzieje co chce, on i tak wyciągnął setki milionów dolców i nie musi pracować już nigdy w życiu?
2. Wiele firm w Polsce, zresztą wszędzie na świecie, żyje w ledwie skrywanym romansie z władzami państwowymi, czy samorządowymi. Nie wygrasz z nimi żadnego przetargu, nawet często się o takim nie dowiesz. Spróbuj komuś nadępnąc mocniejszemu na palec, to zobaczysz że filmy sensacyjne wcale niekoniecznie są tak odległe od rzeczywistości jak ci się wydawało (np. jakieś typy zaczepiające raptem twoje dzieci - znam takie przypadki z dość bliskiego otoczenia).
3. Jaką konkurencję ma np. Google i dlaczego się na taki stan rzeczy pozwala?
4. Rynek pracownika się w istocie pojawił na chwilę, znam przynajmniej parę osób, które bez żadnych studiów zdobyło wówczas stanowiska na które wcześniej wymagano Bóg wie jakich papierów i doświadczenia i rzadzą sobie świetnie. Zniknęło to niemal z dnia na dzień za sprawą zmian spowodowanych pandemią.
W przypadku polecanego kanału z yt, a mianowicie: thebennybox, miałem oczywiście na myśli playlistę: 3D Software Rendering Tutorial (bo tam pokazuje jak stworzyć prosty software renderer). Ale wszystkie tutoriale tego gościa, w zależności czego szukamy, są warte uwagi.
Pierwszy "epizod" z tej playlisty: #0 3D Software Rendering Tutorial: FAQ
A jak masz jeszcze resztki zdolności przyjrzenia się czemukolwiek, wszystkie rzeczy na yt (i pokazujące inne aspekty patologizacji, niż tylko edukacja w szkołach):
1. Grace Church High School: Teaching and the Voice of Conscience | Paul Rossi (Jordan Peterson)
2. David Horowitz | The Ben Shapiro Show Sunday Special Ep. 115
3. Irreversible Damage? | Abigail Shrier (Jordan Peterson)
Wywiady z Brete'em Weinsteinem na temat wydarzeń w Evergreen
Na sam początek!
Nie ma kogo żałować. Na to co ogólnie się w Polsce na rynku dzieje trzeba z pogardą pluć, a nie tego zainstalowanego w latach 90-tych dna społecznego, które robi wszystko żeby tylko znajomki tam pracowały, nawet kosztem zapaści firmy, żalować. O tym jaka klika siedzi po urzędach nawet nie będę pisał.
Oczywiście z wyjątkami!
Jasne, tak jeszcze nie jest na matmie teoretycznej (i ogólnie nie jest tak źle w Polsce bazującej na dawnym sowieckim systemie nadal w dużej mierze), ale nie każdy studiuje matmę teoretyczną i tego potrzebuje! Znajdź mi podręcznik porządny np. z tradycyjnej geometrii analitycznej (do 3D przynajmniej), co jest imho niezbędne do zbudowania prawidłowych podstaw wyobrażeniowych, a na zachodzie się idzie z miejsca w algebrę liniowa często. Co się kończy w 99% nabyłem narzędzi jak coś klepac, ale nie rozumiem o co chodzi!
I to wszystko pod tytułem, że niby własnie masz rozumieć! Bo uznano, że algebra liniowa jest wspaniałym wstępem do rozumienia dowodów. Po prostu debile pisza programy. I to najczęściej debile z całym zapleczem propagandowym jak to trzeba zmienić tradycję, która działała doskonale, bo jest niemalże - według nich - faszystowska!!!
Ale Ty wiesz lepiej, nie? Skąd?! Co Ty wiesz?
Wyjasnij mi jeszcze jedno, Puchatku. Jak to jest, że mimo że zachód jeszcze jakoś sobie radzi, a nawet przoduje, ludzie bardziej wnikliwi np. w matmie, musza się uciekać do szukania po sieci podręczników z lat 70-tych, sowieckich (dosłownie, są całe strony temu poświęcone!), indyjskich (tak, Indie nadal używają starego systemu nauczania i stąd uczą ludzi wnikliwie), a w pewnych zagadnieniach nawet z XIX wieku? Bo obecnie na pewnych etapach nawet na studiach dostajesz podręczniki, które przypominają dawne z 5 klasy podstawówki (rysuneczki i zobrazowania, a zero precyzyjnej treści).
I jeszcze jedno Puchatku. Nikt Cie niczego nie nauczy. Sam się musisz nauczyć. Jak będziesz się bronił nogami i rękami i myślał tylko o tym jak się nadziubać piwa zamiast iść do szkoły, to nawet geniusz edukacji nie pomoże. Chodzi o to jakie ćwiczenia działają (i dlaczego), a jakie nie, jak ktoś ma na tyle rozumu, żeby je robić kiedy mu się je zaleca.
To, że się obecnie jeszcze dzieciarni wmawia, że ma rację, że prostestuje przeciwko edukacji, to że jej się podaje tematy jakim ma się sprzeciwiać (totalnie absurdalne jeśli chodzi o realia i prowadzące wprost do ich własnej lobotomizacji) to już w ogóle jest patologia wynikająca zresztą z jasnych źródeł ideowych.
Sam jesteś ofiarą własny głupot (które ktoś Ci wmówił zresztą), znalazłes wymówkę własnych niepowodzeń w tym co sam zrobiłes, a teraz opowiadasz to młodym pokoleniom! Nie wykluczam, że przy okazji mogłes mieć tez złych pedagogów, bo takich jest na pęczki, ale w takim razie pisz o tym, a nie o jakichś pomylonych filozofiach edukacyjnych. Przemyśl to sobie dokładnie!
Dlatego o ile się nie zgadzamy w zagadnieniu, cieszy mnie że rozumiesz chorobliwość cenzury.
Ty nie rozumiesz podstaw. "Tresuje" się ludzi w pamięci i pamięciowych przekształceniach nie po to, żeby pamiętali wszystko koniecznie, ale żeby mózg stał się automatem, który pewne rzeczy przywołuje czy przekształca ODRUCHOWO.
Nie zrozumiesz żadnego zlożonego wzoru w matmie - chyba że tydzień po kimś innym - bez takich zdolności, bo wzory się najprościej rozumie błyskawicznie nimi manipulując w głowie i licząc na to, że w podświadomości zaskoczy skojarzenie. Albo, jak nie idzie, odkłada na jakiś czas, i liczy że już zupełnie sama podświadomośc coś pokojarzy (co oznacza że musi mieć co!) I co zrobi taki gamoń co całe życie na kalkulatorze żył i nic nie pamięta?
To samo dotyczy WSZYSTKIEGO! To co Ty usiłujesz wmawiać i co pseudo-pedagogika współczesna usiłuje wmawiać (mająca jasne proweniencje ideowe), to dokonywanie na ludziach zaplanowanej lobotomii mózgu. Tak, dokładnie tak!
Wyjaśnij mi co się dzieje z Azją, która wzięła nasze systemy z XIX wieku i doprowadziła wprost do skrajności pamięciówkę i wychowanie jak "psa" - co już nawet ja uważam za odchylenie - ale jednak prześciga nas powoli dziedzina po dziedzinie! No popatrz jakiż to zbieg okoliczności, nie? Pewnie przypadek! Na pewno. Bo filozofia wie lepiej niż setki lat doświadczenia, nie?
Pewnie przypadkiem jest też, że Mozart został Mozartem bo go ojciec o dzieciaka tak traktował, że mamy matematyków, którzy twierdzili, że kijem nim zostali i że jedyna arcymistrzyni (kobieta) w szachach przeżyła to samo.
Daj Pan spokoj i wreszcie przemyśl swoje podejście na poważnie!
Herr Pietrus -- Naprawdę Puchatku? To wytłumacz mi jak to jest, że poziom szkolnictwa ulega tylko i wyłącznie postępującej degradacji od kiedy wzięli się za niego tacy filozofowie jak Ty, a wcześniej radził sobie świetnie przez setki lat (przynajmniej w kształceniu specjalistów), a również przynajmniej dziesiątki lat w kształceniu w miarę ogarniętych pokoleń w większym zakresie? Hę?
No wyjaśnij mi ten banał, że od kiedy wzięła się za to tzw. postępowa lewica, mamy degradację w całej sferze zachodniej od Australli przez Nową Zelandię, Europe po USA, a np. nie mamy jej tam, gdzie wzięto to całe tałatajstwo za mordy, jak np. w Rosji (która jest podupadłym państwem, ale specjalistów i ogólny poziom minimalnej kompetencji produkuje jak należy). Wyjaśnij!
Nie widzę nic sensownego w tym projekcie poza zaśmiecaniem oribity (na szczęściej w miarę niskiej) i przeszkadzaniu realnym naukowcom w obserwacji nieba. Kolejny przykład skrajnej wprost megalomanii Muska, do której - to trzeba powiedzieć - przynajmniej się przyznaje.
---------------
Cóż, jak to mowią, wyszło szydło z worka. Ale znając to portalidlo, zaraz mi wstawią bana za to, że wypowiadam się z sensem, wnikam głębiej, mówię prawdę, albo pokazuję ciekawe źródła. A to, że mnie czasem poniesie? Trudno żeby nie ponosiło przy tym jak tu wymiany wyglądają jak widac na załączonym obrazku.
Co za czasy! Ręce załamać!
Stawianie Ludzkości (abstrakcji), albo jej wybranego zbioru (też abstrakcji) np. klasy robotniczej, czy rasy nordyckiej NAD ludzi jest typowe dla wszystkich totalitaryzmów w historii dziejów. To jest oznaka patologii myślenia.
Czyli kim dla ciebie jest Człowiek? Zdefiniuj człowieka poza realnie istniejącą jednostką! Gatunek? Gatunek nie istnieje nigdzie poza konkretnymi ludźmi. Zlikwidujesz wszystkich ludzi, którzy obecnie żyją, zlikwidujesz gatunek. Normalnie jakbym wpadł w średniowieczną debate o nominaliźmie.
To samo dotyczy innych dziedzin. Są fizycy, którzy tylko chodza po mediach i zapewniają o podrózach w czasie i kosmitach. Czasami mają nawet jakiś dorobek. Ale nutjob, to nutjob. Newton szukał kamienia filozoficznego, parał się czarną magią i należał do paru sekt. Przy okazji wynalazł rachunek różniczkowy :D
pieprz99 -- Ja, jako ja, istnieję. Nie istnieje coś takiego jak Człowiek (anstrakcja), ani Ludzkość (abstrakcja), chyba że metaforycznie, jako zbiór podobnych mi jednostek, które obecnie żyją. I tylko one się liczą. Abstrakcje są wymówka dla zbrodni! Nie ma żadnej Ludzkości, która mogłaby np. docenić to co robisz, są tylko ludzie, którzy mogliby to docenić.
Człowiek zginie, jako gatunek wraz z Ziemią, najpóźniej wraz z całym Wszechświatem, a najpewniej znacznie wczesniej z własnej głupoty i ręki, a ludzie którzy twierdzą, że dla nich liczy się Człowiek (jakaś abstrakcja, która nie istnieje, istnieją tylko jednostki), to albo ludzie bardzo młodzi i nie wiedzący do końca co mówią, albo pozerzy (najczęściej bardzo społecznie niebezpieczni, bo w ten sposób kryją swoje chrobliwe megalomańskie zapędy, że chcą zmienić świat na swoją modłę, jakoby w imię Ludzkości - kolejna fikcja).
Chodzi o to, że za 100 lat o większości z nas nikt nie przejawi nawet jednej myśli, tak jak ty nie przejawiasz jej nawet o swoim własnym pra pra dziadku, a nawet o największych geniuszach pamięć zaginie wraz z końcem Ziemi czy wreszcie Wszechświata (zresztą tak jakby sama pamięć miała jakieś większe znaczenie dla sensu... nie ma, nie ma go jak w świecie nie ma nic więcej, jakiegoś celu, jakieś absolutnej moralności, życia wiecznego, zbawienia - stąd tęsknota za Bogiem naturalna dla wszystkich ludów w historii).
Tak to wygląda przy ateistycznym spojrzeniu na świat. Czy chcesz tego czy nie.
Widać to precyzyjnie jeśli weźmiemy sens czyjegoś życia nie w absolucie (który zapewne nie istnieje), a relatywnie np. społecznie. Ty możesz sobie uważać, że twoje życie ma sens, obiektywnie rzecz biorąc możesz być nic nie znaczącą jednostką, a wręcz szkodnikiem społecznym i w tej mierze sens twojego życia, albo nie istnieje, albo wręcz jest negatywny. Cokolwiek byś o sobie sam nie mniemał.
Sens życia to właśnie coś takiego, tylko wyniesionego do absolutu (jaki jest cel twojego istnienia, co twoje życie zmienia, jaki ma wpływ na rzeczywistość, czemu służy, do czego dąży). Otóż żaden, nic, żadnego, niczemu i nigdzie. - Takiego sensu nie ma, na ile wiemy, ergo: życie nie ma sensu.
Ale może w takim razie bez odnośników do ludzi, którzy wiedzą doskonale jaki stopień patologizacji osiągnęło to w wielu krajach zachodnich, jaki udział mają w tym pewne środowiska ideologiczne itd. (bo tego tu nie można pokazać).
Zauważ, że cała degradacja szkolnictwa (nie tylko w Polsce, do nas to przyszło) nastąpiła pod sztandarami, paradoklasnie, rozumienia.
Nie jest ważne wkuwanie, ważne jest rozumienie. Problem w tym, że żeby o czymś myśleć i analizować, wpierw trzeba mieć dane. Mieć zagadnienie i mieć z czym je kojarzyć, mieć zasób faktów i uprzednio usystematyzowanej wiedzy. Ale usilnie starano się wyeliminowac element pamięciowy z nauczania.
Po co to wiedzieć, jak można znaleźć w książce, encyklopedii, w internecie. Tak samo w nauczaniu matematyki np. zamiast obliczeń pisemnych - kalkulator, nie pamiętajmy wzorów, rozummy je, i inne tego typu totalne bezsensy całkowicie sprzeczne z tym jak w istocie działa proces rozwoju mózgu, wiedzy i specjalizacji.
Ponadto pod sztandarami wychowania bezstresowego (nauczyciel traci kolejne narzędzia przymusu wobec ucznia, aż wreszcie to uczeń ma większe prawa decydowac o swojej edukacji, niż nauczyciel). Ogólnie nie tyle nauka, ale rozwój dzieciny. Stąd np. po co ludziom pierwiastki, przeciez większości i tak się to nie przyda w życiu, a tylko się dzieciny tym krzywdzi i hamuje w ich indywidualntym, wspaniałym rozwoju osobowym!
Wreszcie pod sztandarami infantylizacji młodzieży (15-latek jest dzieckiem) przy jednoczesnych zapędach, kiedy indziej (np. w kwestii praw wyborczych), żeby właśnie tym jakoby dzieciaczkom od których się coraz mniej wymaga, przyznawac coraz więcej rezerwowanych dla dorosłych praw.
Szła zatem (i nadal idzie) ogromna machina propagandowa w mediach, promowana tez przez pewną dość jasno określalną część establishmentu w dziedzinie pedagogiki.
Napisałbym Ci coś
Mimo to, jak przyjdzie co do czego (tak jak powyżej z cronem) czasami znacznie szybciej, jak temat nie jest zbyt skomplikowany, jest napisać prosty parserek z palca, niż szukać jakichś gotowych rozwiązań, wpinac je w resztę i jeszcze sprawdzać co poeta miał na myśli.
Zresztą, ciągnięcie tej debaty nie ma sensu. Jeśli chodzi o programowanie gier, nie mam żadnych wątpliwości, że Java będzie znacznie lepszym wyborem, niż Python.
Życie życia nie jest i nie może być sensem życia, tak jak smak posiłku nie jest jego wartością odżywczą.
Co się pisze szybciej? Jakieś prototypowanie rozwiązań, pewne obszarowe rozwiązania w których akurat Python jest dobry, kelejenie przy jego użyciu innych technologii (jako że ma wyjścia na wiele interfaceów), czy skrypty systemowe, jakąś mała webapkę na startupie, bo trzeba szybko machnąć, a potem będzie się myślec na jaki język przejśc dalej jakby się rozwinęła? Owszem. Nic poza tym w nim się szybkciej nie pisze, bo nic poza tym się w nim W OGÓLE nie pisze.
To tak jak z ludźmi, ktorzy wciąż narzekają na obiektówkę. Też jej nienawidzę. Weźmy web. Interface, który normalnie bym z palca w html, css, js i php machnął w 10 minut, może zająć dwa dni, żeby ogarnąć. Ale dlaczego tak jest?
Otóż dlatego, że jest wpięty w system. Co to oznacza? Otóż oznacza to tyle, że np. jest wpięty w cache'owanie danego frameworka ktory wie co można, a czego nie można (bo to np. dane wrażliwe danego użytkownika, a nie element każdej podstrony) wrzucić w cache. Jest wpięty w cały system wypluwania markupu na stronę i modyfikowalny zwykłymi definicjami xml do pewnego stopnia. Wpięty w system tłumaczenia tekstów (wielojęzyczność). Wpięty w reguły dostepu (jaką akcję jaki użytkownik z jakimi uprawnienieniami ma prawo wykonać). Wpięty w system statystyk strony. Może wręcz wprost mapowany na tablice w bazach danych (a dalej modele) jeśli dodatkowo coś zapisuję z formularzy.
I tak dalej i temu podobne. Ale najłatwiej potem pierd... po co ten cały bloat jak się nie wie o czym pisze.
Co w Pythonie nie sprawia trudności? Podaj mi 1, słownie JEDEN przykład zaawansowanego narzędzia napisanego od A do Z w Pythonie. Nie przypadkiem nawet znacznie mniejsze projekty, jak tylko urosły, często uciekały z Pythona drzwiami i oknami z przepisaniem całego stacku. To kosztuje ogromne pieniądze, a i tak to robili. Ciekawe dlaczego?
Może dlatego, że Python - jeśli nie ma być tylko dodatkiem i middleware tu i ówdzie - nie nadaje się absolutnie do żadnych dużych projektów i jest totalnie nieutrzymywalny?
Może jednak więc było coś w tych wypowiedziach co Cię głęboko ubodło. A jak to mówią - prawda boli ;) Błagam... daruj! Czy Wy wszyscy współcześnie jakąś magiczną metodą zostaliście zamienieni w 5-letnie dzieci?
Co jest według Ciebie nieprzejrzystego w Javie? Pomijająć ogromny zasób bibliotek i api to znacznie prostszy język w nauce niż Python! Znacznie mniej "skondensowany". Co w tym jest nieprzejrzystego?
Wpisz na yt: Creating a NES emulator in C++11 (PART 1/2), kanał bisqwit.
Można i tak :)
Ale załóżmy że nie wiadomo po co zaczął uczyć się to robić w Pythonie, gdzie kończy się to na poziomie zabawy, bo w tym się żadnych gierek nie pisze (może sa jakieś wyjątki). I co potem? Ma się uczyć innego języka, bo stracil czas na Pythonową piaskownicę?
Jak ktoś nie idzie w ai, czy data science, nawet nie powinien myślec o pythonie, bo nic mu to nie da. Jakbym miał np. pisac mała webapkę, miliard razy wolałbym wybrać js, a przy większym projekcie javę. W szczególności, że obu tych języków mógłbym użyć przy dziesiątkach innych projektów. A typową standardową stronę i tak się pisze od backendu niemal zawsze w php-cu.
Uczy fatalnych nawyków. Poczytaj inżynierów systemowych i ludzi, którzy biorą udział w dużych projektach, a nie współczesnych infantylnych odchyłów, dla których ważniejsza jest moda i bycie cool, niż cokolwiek związanego z realną pracą! Nie zauważyłeś, że współczesną debatą zaczynają rządzić hipsterzy, a nie ludzi co relanie coś robią?
Przy czymkolwiek większym Python zmienia się w niezarządzalny bełkot. Sama idea, żeby formatować tekst przy użyciu wcięż zasługuje na całą książkę, która to wyśmiewa. Jest to nie tylko nieczytelne (poza banalnymi programikami), jest to dodatkowo - nieprzenośne!
Ponadto - poza tym co wymieniłem, Python nie do wielu rzeczy się w ogóle nadaje, to co z niego wyniesiesz nie znajduje zastosowań ani prostych przełożeń w innych (znacznie popularniejszych i mających znacznie większy zakres użyć) językach. Pythona nie ma absolutnie sensu się uczyć na początek, a już zupełnie jak ktoś chce programować gry.
Duże gry tworzy się w C++. Mniejsze różnie, ale np. własnie w Javie (która jest tez powszechna na androidzie) czy właśnie javiescript jak na przeglądarki (webgl itp.). Z Javy jest proste przejście na C++. Zarówno Java jak i Javascript i ich znajomość na wysokim poziomie zapewni pracę w dziesiątkach interesujących dziedzin. Powodzenia z Pythonem.
Kumpel podświadomie czuje i ma rację (to obserwacja stara jak świat), że nic nie ma z perspektywy sensu co nie ma trwałego wpływu (a więc i znaczenia). To prawdopodobnie jedna z przyczyn dla której w sposób naturalny ludzie poszukują abolutu (Boga). Jak ktoś tego nie rozumie, to myli sens życia z sensem przeżywania. To są dwie różne sprawy.
Szukanie jednak pocieszenia w dziełach ludzkich rąk, a już szczególnie tak nietrwałych, nieznaczących i ulotnych jak jakieś posty w internecie, zakrawa wręcz na jakieś przedstawienie kabaretowe, albo rzecz wyjętą żywcem z groteski.
Fakty są takie, że nic co zrobimy nie będzie miało trwałego znaczenia ze względu na konstrukcję Wszechświata, ergo: życie nie ma sensu, i trzeba albo się z tym pogodzić (czy zapomnięć), albo znaleźć jakąś wiarę w coś więcej (co taki sens stworzy), bo inaczej nie da się normalnie funkcjonowac.
Patrzę na GOL-u nadal bezmyślna cenzura w najlepsze. YT ma zapędy cenzorskie, ktore się powszechnie krytykuje, ale te kanały na nim działają od lat, ale administracja GOL-a chce być oczywiście świętsza od papieża - pytanie kto dla nich jest papieżem :) Tak to juz jest z cenzurą. Pozwalasz na nią, a nie mija moment i zarządzają tym ludzie, których inteligencja i wiedza pozostawiają... mówiąc delikatnie... sporo do życzenia.
Mam nadzieję
BTW. Przy okazji testowania nie mogłem darowac i musiałem sprawdzić ile jest w roku możliwych piątków 13-stego. Jeśli gdzieś się nie machnąłem możliwe sa maksymalnie 3, zarówno w roku przestępnym jak i zwykłym.
Ja prawie nic ze swojego życia nie pamiętam, poza tym co podsumowałem jako fakty, bo mam (i to nie wrodzoną, a z jakiegoś powodu nabytą), afantazję. Wywaliło mi cała pamięć obrazową jaką miałem. Ale polscy psychiatrzy nie byli zainteresowani wówczas gdy ich odwiedziałem fenomenem, uważali że to niemożliwe, a prę lat później karierę na zagadnieniu zbudował brytyjczyk.
Zabawne, nie :)
Ja odradzam Pythona czyba, że zamiarzasz się zająć data science, ai itp. To jest poza tym tak naprawdę głównie tzw. glue language, czy coś co służy do łatania ze sobą różnyżnych technologii. Albo przypadatne czasami narzędzie do szybkiego prototypowania, czy pisania skryptow systemowych. Poza tym to jest przereklamowana zabawka, która uczy złych nawyków i nie wiadomo co z nią zasadniczo począć.
Jak chcesz pisać gry komputerowe, to na początek najlepiej pójdź w Javę (której znajomość przyda Ci się jakbyś chciał się zając dziesiątkami rzeczy), albo Javascript i html5 (javascript, szczególnie w webie, jest obecnie wszechobecna). Gry z pierwszej półki (AAA) pisze się w C++, ale nawet nie próbój na początku rzucać się na ten język.
Nie tylko oba te języki są wszechobecne i znajduja mase innych zastosowań, umożliwiają bardzo szybkcie przejście do rzeczy. Na Javie możesz przy użyciu Swinga odpalić okno i zająć się grafiką po paru linijkach, Javascript natomiast ma dostęp do elementu canvas z html5.
W przypadku Javy masz tez na yt naprawdę niezłą playlistę w której autor pokazuje krok po kroku jak stworzyć własny prosty, zanbawkowy engine 3d, co - jak pisałem wcześniej - jest warto chociaż zobaczyć, żeby wyrobić sobie ogólny obraz:
3D Game Engine Development Tutorial (kanał: thebennybox)
Dzięki za odpowiedzi, ale już sobie poradziłem. W moim przypadku chodziło precyzyjnie o to, żeby na podstawie stringa z definicją reguły crona, wyznaczyć timestamp występujący po obecnym momencie w czasie, najbliższy tego momentu. Gdybym miał już timestampy to nie byłoby w tym absolutnie żadnego problemu przecież, żeby znaleźć najbliższy obecnej chwili.
Parsowanie stringa do tablic możliwych minut, godzin, miesięcy, dni miesiąca, dni tygodnia (dwa ostatnie mogą się pokrywac i trzeba to zmerge'ować) miałem już zrobione.
Wyznaczanie wszystkim możliwych timestampów z zapisu crona nie miałoby sensu, bo cron potencjalnie wyznacza nieskończonośc momentów w czasie. Nawet ograniczenie możliwości np. do obecnego roku, to niezbyt wydajne rozwiązanie.
Więc robię to po prostu w stylu licznika samochodowego, ktory zaczyna od roku (sam dodaję lata do danych, cron nie ma lat), idzie przez miesiące (zaczynając od obecnego lub wyższego niż obecny z kandydatów), możliwe dni miesiąca itd. i jak nie znajduje kandydatów to podnosi index wyższego rzedu, a resetuje do najniższych możliwych wartości niższe i ponawia sprawdzenie.
Dopisałem sam do tego własne funkcje kalendarzowe np. sprawdzanie, który danego dnia danego miesiąca danego roku jest dzień tygodnia, nie dlatego, że ich nie było w standardzie (to akurat php), ale dlatego, że standardowe nie miały prostego przełożenia z zapisu tablicowego na wywołania funkcji (musiałbym dodatkowo przerabiać zapis cyfrowy na jakieś standardy zapisu daty - strata czasu).