Konkurs:
Wstaję o wczesnym poranku kilka godzin nim wyruszę do Akademii Sztuk Tajemnych, gdzie aktualnie odbywają się nauki czarnej magii. Po szybkim powstaniu z łóżka i wykonaniu paru prostych ćwiczeń udaje się na dwór i dosiadam rumaka, którym to codziennie o tej porze, chociażby miał się świat zawalić, jeżdżę wokół wioski Konwalia pod grodem Elgrind. Zawsze w tym samym miejscu spotykam te same istoty – kilku zapitych, zarośniętych, odzianych w znoszone ubrania krasnoludów, siedzących na ławce przed szynkiem, kilku szybkostopych niziołków posłańców, biegających z torbami pełnymi wiadomości, małżeństwo elfów biegających po trasie identycznej do mojej no i ludzi, jeżdżących powozami w kierunku Elgrind. Kiedy słońce już okryło całą wieś i zapluci orkowie zaczęli się budzić, udałem się do swojego domostwa, wypocząć po jeździe i poczynić nieco przygotowań do Akademii, która znajdowała się w Elgrind. Zajęcia były stosunkowo krótkie i z licznymi przerwami, jako że wykładowcy chorowali z powodu jakiegoś magicznego choróbska, rozproszonego przez niedoświadczonych żaków. Po zajęciach, zdobywszy kilka nowych doświadczeń ale również pełen konsternacji wróciłem z powrotem do Konwalii by zjeść posiłek, a następnie udać się do Akademii Siły. Godzina była późno popołudniowa i z pośpiechem ponownie udałem się do Elgrind, po drodze zahaczając o osło-orka, który był moim znajomym i razem już udaliśmy się do Akademii Siły. Nasz trening był intensywny, wyciskaliśmy z siebie siódme poty, nie raz szydzeni przez ogrów i trollów, dawaliśmy z siebie tyle, na ile było nas stać. Był już wieczór, kiedy opuszczaliśmy Akademię Siły a mój znajomy udał się do swojego domu a ja po drodze zaszedłem do sklepu i kupiłem miksturę staminy, która dodała mi nieco sił. Wróciłem do domu, gdzie przez jeszcze jakiś czas obserwowałem moją wieś - mieszkańcy wracali z pracy, para elfów znów biegła a orkowie szarpali się krasnoludami, jako to było w zwyczaju tych dwóch ras. Pozostało jeszcze dzisiaj udać się do Akademii Wodnej by odpocząć stawy i praktykować magię wody. Niestety każdego wieczoru było tam mnóstwo różnych istot – zarówno hałaśliwych gremlinów jak i paskudnych Minotaurów i trollów, ale oprócz tego kątem oka dostrzegłem najprawdziwszą nimfę. Zahipnotyzowała mnie swoim spojrzeniem aż mnie sparaliżowało i mało co się nie utopiłem przez tego zdradzieckiego stwora, a już trytony byli gotowi by ruszyć z pomocą dla tonącego. U siebie znów tylko przejrzałem magiczne księgi i sprawdziłem czy aby nie było w nich zbyt trudnych sztuk do szybkiego przeanalizowania lub odpisania ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Obróciłem się w stronę łóżka i przeczołgałem się do niego z braku sił, nim jednak usnąłem podziwiałem gwieździste niebo, na którym malowały się liczne znaki, w których szukałem odpowiedzi na jedno pytanie – czy dane mi będzie życie ciekawe?