Niestety, takie kompletne zerwanie znajomości, będzie graniczyło z cudem, gdyż w chwili obecnej mamy wspólnych znajomych, a z nią w tym momencie, mimo wszystko, będę zmuszony się widywać praktycznie każdego dnia. Jedyne co mogę zrobić, to zakończyć wspólne spotkania i odciąć się od rozmów. Potężna walka mnie czeka, zobaczymy czy nie skończę na tarczy, bo dużo łatwiej, mimo wszystko powiedzieć, a jak to wyjdzie w praniu to nam świat pokaże. :v
Przemyślałem to i musze jednak przyznać wam rację. Wkopałem się w niezłe gówno. Wypada zakończyć dalsze babranie się w tych fekaliach i z honorem (który w sumie zgubiłem w trakcie tej "przygody") zejść ze sceny. To smutne, że internetowi randomowi ludzie są w stanie lepiej poradzić, aniżeli przyjaciele. Dzięki wielkie.
Co do zwykłego friendzone'a to bym polemizował, koło ratunkowe wydaje się najrozsądniejszą opcją, mimo wszystko ona dalej zachowuje się tak jak wcześniej. Problem też w tym, że ciężko będzie się tak po prostu odciąć, gdyż jak nie na mieście/w domu, spotkania mimo wszystko dalej będą się odbywały w jednym określonym miejscu, a więc to zauroczenie (?) szybko nie przejdzie, no i coby nie mówić kontakt dalej będzie utrzymywany. A może jestem już na tyle zdezorientowany, że sam sobie wmawiam, że tak będzie i sprawa jest prostsza, niż się wydaje. XD
...to podzielę się swoim. Ciekawy jestem opinii tutejszych prezesów, dyrektorów, psychologów. A więc, ostatnimi czasy zaprzyjaźniłem się z pewną dziewczyną. Właściwie to niczego nie oczekiwałem. Wydawała się w porządku osobą, więc sobie często z nią gawędziłem. Poza tym ma kogoś, więc tym bardziej, sprawa wydawała mi się oczywista. Z biegiem czasu, zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Teraz widujemy się praktycznie codziennie, znajomość doszła do tego etapu, iż rozmawiamy ze sobą o wszystkim, w grę weszły jakieś zaczepki fizyczne itp. No i niestety, wpadłem we własną pułapkę. Zacząłem coś do niej czuć. Nie chciałem tego mówić, bo bałem się że zepsuję całą naszą relację, a w odpowiednim czasie to uczucie samo przejdzie. Głupi ja. W jej związku nastąpił kryzys, ciche dni. Trwały i trwały, ona podłamana, bo parę innych cięższych spraw zbiegło się z tym problemem, a ja jakżeby inaczej chciałem to wykorzystać. Zbliżyliśmy się jeszcze bardziej. Sama z siebie wypytywała, czy będę dzisiaj w "miejscu w którym często się widujemy", zaś po przeczącej odpowiedzi robiła się smutna i wypytywała dlaczego. Cały czas szukała mojego kontaktu, jak i ja sam z resztą jej. Wydawało mi się, że to jest to, aż tu nagle cyk. Informacja, że pogodziła się ze swoim chłopakiem. No i w zasadzie teraz to już nie wiem nic. Dotychczas, żadna moja przyjaciółka nie zachowywała się w ten sposób. Z kolei jej sposób wydawał się analogiczny do zachowań dziewczyn, z moich przeszłych początkowych etapów związków. Czy to jakiś chimeryczny sposób przyjaźni, a może serio coś było, jednak ona woli nie ryzykować? Nie wiem, postawcie diagnozę, chętnie poczytam wasze opinie, gdyż osoby z którymi rozmawiałem mają takie samo pstro w głowie co i ja.