Własne pomysły to porażka, odwzorowanie postaci beznadziejne, odwzorowanie frakcji jeszcze gorsze, a wiele wątków zupełnie spłyconych. A tam, gdzie można było wymyślić coś nowego, nie znalazło się nic. Bardzo ważnymi postaciami w tamtym czasie byli Ardal Aep Dachy i Vilgefortz. Można było zrobić z nimi coś ciekawego, jednak zamiast tego mogliśmy zobaczyć jak Naruto czarodziej daje się bez sensu pobić Cahirowi. NILFGAARD NIE JEST ZŁY ANI FANATYVZNY!!! Ma armię bezwzględnie posłusznych żołnierzy, assasynów i szpiegów, którzy tak naprawdę są oddani jedynie florenowi. Nie zastanawiają się nad tym co robią, wykonują tylko cynicznie rozkazy. Cała Aretuza była na siłę i niespójna. Pojawiło się w niej wiele niedociągnięć, jak fakt, że Sabrina nie uczyła się ognia, a piorunów. (Jej żywiołem był ogień). Co do Calanthe, powinna być nieuprzejma, bezkompromisowa i nikt ze strachu nie powinien się do niej odzywać. "Na jej widok milkli wyszczekani wojowie, a dumni hrabiowie gięli się w głębokich ukłonach". Zamiast tego była wyjątkowo miła i uprzejma, potrafiła często nawet pójść na kompromis. Wątek z Renfri był zupełnie niezrozumiały i pominięty. To kim okazała się Renfri? Jak do wszystkiego doszło? W zasadzie całe ultimatum teidamskie było jedynie wspomnieniem. W całym serialu takich sytuacji było jeszcze więcej, ale długo by wymieniać. Jeżeli serial ma się nazywać "Siwy zabójca potworów" to jest całkiem niezły, ale jako "Wiedźmin" to totalna katastrofa.