U mnie pomogła dopiero wymiana pasty na procku.Prosiak nigdy nie był tak cichy.
Moim zdaniem, problem, którego nie dostrzegamy jest taki, że wychowujemy nasze dzieci na hazardzistów. I nawet tego nie dostrzegamy. Gry mobilne z lootboksami w ręku 8-latka to gotowy przepis na kłótnie rodzinne.
Dużo gier, typu np. BrowlStars, w które gra mnóstwo dzieci, ma mechanikę jednorękiego bandyty. Dla dziecka nie jest w nich ważna rozgrywka sama w sobie (przyjemność z grania itp.), tylko co wypadnie ze skrzyni. Nadzieja, że trafię legendarną postać, podsycana swoją drogą przez mnóstwo Youtuberów, w zderzeniu z rzeczywistością, w której zazwyczaj nic się nie trafia, powoduje w dziecku narastanie frustracji. A jeszcze jak przegrana odbiera możliwość otworzenia lootboksa... W konsekwencji jest prośba do rodzica, żeby kupić coś w grze (na Mikołaja, na urodziny...). Dziecko nie rozumie, że Youtuberzy biorą kasę od od producenta gry, że na 100 skrzyń trafią 2 i tylko to pokazują na kanale, trzeba mu to wszystko tłumaczyć. Poza tym zaciera się granica pomiędzy światem wirtualnym a rzeczywistością. Dziecko i to nie tylko to z niskim poczuciem własnej wartości, chce się dowartościować wygrywając w grę, chce być lepsze od kogoś. Chce się pochwalić kolegom w szkole, zaszpanować (bo wszyscy przecież grają). Tyko, że po osiągnięciu pewnego poziomu w takich grach zaczyna się liczyć tylko kasa i bez wydawania pieniędzy pewnego poziomu się nie przeskoczy. I tutaj zaczyna się najlepsze. Jak zdecydujemy się kupić już coś w grze (nie ma w tym nic złego, firma chce zarobić, my możemy wydać nasze pieniądze jak nam się podoba) to jednak musimy dziecku uświadomić, że tak naprawdę kupujemy piksele - obraz na ekranie. Oraz niestety, dodatkowo kupujemy dziecku zwiększenie poczucia własnej wartości, przez to że może z kimś wygrać w grę. Łatwo, szybko i przyjemnie. A osobiście uważam, że akurat tego nie należy kupować za pieniądze. Dodatkowo jak się pójdzie do np kasyna/bukmachera/lotto to można za włożone pieniądze wygrać pieniądze (prawdziwe). A w grach zamieniamy prawdziwe pieniądze na piksele...
Dziecko nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest uzależnione. Rodzice nie zdaja sobie sprawy że dziecko jest uzależnione. Firmy i Youtuberzy udają, że problemu nie ma, że nie dotyczy dzieci...i koło się toczy. Zysk liczony w setkach milionów dolarów nie bierze się z nikąd...
My u nas w domu to przerabialiśmy. Syn ma 8 lat. Od roku gra/grał w Brawlstars. Na początku jako rodzice olewaliśmy temat. Przyznam bez bicia. Zdalny tryb pracy i zdalne nauczanie na pewno nie pomagały. Dopiero jak sam otarłem się o uzależnienie od gry mobilnej (dla ciekawych - było to Fishing Clash od TSQ) zacząłem baczniej zwracać uwagę na to co robi moje dziecko w telefonie (miał stary telefon bez karty sim). Agresja po przegranej, ciągłe "zaraz kończę, tylko odblokuje skrzynie", "jeszcze tylko jedna gra". Rano po przebudzeniu od razu telefon, bo nowe eventy odblokowane, olewanie obowiązków, nauki, ciągłe kłutnie...no i oczywiście prośby o kasę na itemy w grze. Nawet kupiliśmy coś, bo się dobrze uczył czy coś i takie tam sranie w banie. Zawsze się znajdzie wytłumaczenie na głupotę. Piszę tak bo teraz już wiem, że robiłem dziecku krzywdę. Śmiałem się z filmików na YB jak dzieciaki dostają spazmów po zabraniu im gry...do momentu jak przeżyłem to w domu. To był impuls do zmian. Pierwsza myśl, całkowity zakaz. Potem challenge (nie kara bo co to biedne zmanipulowane dziecko tutaj winne) - miesiąc bez gier. Dla wszystkich, dla rodziców też. Potem tłumaczenie, rozmowy o emocjach, że gry to ma być rozrywka a nie powód do płaczu, żeby nie wierzył we wszystko co na YB powiedzą. Wprowadziliśmy granie 2/3 razy w tygodniu i że zobaczymy jak się będziesz zachowywał. No i wyzwanie dla rodziców. Trzeba dać alternatywę. Nie można zakazać i rób co chcesz. Wymyślaliśmy wspólne zabawy, kupiliśmy planszówki albo otworzyliśmy te kupione jakiś czas temu, i jakoś to po woli poszło. Zakazać gier całkowicie się nie da. Będzie grał w tajemnicy itp. Trzeba nauczyć korzystać. Mam nadzieję, że nam się uda. Pozdrawiam