– Poruczniku Angra – ciepły głos dobiegł go ze strony, której jego jedyne zdrowe oko nie obejmowało. Zebrał w sobie całą wyssaną z mlekiem norskiej matki oziębłość i skierował ją w stronę nowego ochotnika. – Zgłaszam się do służby – dokończył młodzian, a lodowate ściany lochu chyba po raz pierwszy w historii odbijały tak… żałośnie przyjazny ton.
– Tylko tego mi brakowało… – Angra potarł zmęczone czoło i wpatrywał się z mieszanymi uczuciami w wątłego wypierdka. Breton, to nie ulegało wątpliwości. – Jaki miły chłopiec! – zadrwił wreszcie, a rechot więźniów zadusił dobrzmiewający pogłos łagodnych słów. – Cisza, brudasy! A ty, chłopcze, masz minutę. Co potrafisz i dlaczego powinienem cię wziąć do drużyny?
– Jestem bardem – odpowiedział spokojnie Breton i ruchem głowy odgarnął włosy z twarzy. Płomień pochodni zatańczył po jego delikatnych, niemal kobiecych rysach. Przestrzeń za kratami na nowo wypełniła się śmiechem, jednak tym razem o wiele krótszym, bo w podziemiach trudno było złapać oddech.
– Ponawiam pytanie, masz ostatnią szansę – rzekł twardo Grimes.
– Ukończyłem Akademię w Samotni, a w moich żyłach płynie krew elfów. Znam się na historii, znam się na ludziach, potrafię rzucać proste zaklęcia i otwierać zamki. Muzyka w tym momencie pana porucznika raczej nie interesuje, ale dokądkolwiek nas pan nie zaciągnie, przez mój głos ożyją minione wydarzenia i oświetlą nam drogę. Doskonale sprawdzę się też jako posłaniec, mam nadzieję, że do tej roli nie planował pan przeznaczyć byle zawalidrogi. Zapewne przydałby się również ktoś biegły w piśmie do sporządzania raportów? No i jak lepiej upamiętnić nasze… pańskie ostateczne zwycięstwo, jeśli nie w poemacie śpiewanym na dworach jarlów? Może i jestem cudzoziemcem, ale jako artysta mam swoich przyjaciół. Może i pan, poruczniku Angra, mógłby na tym skorzystać? Jak długo zamierza pan wyprowadzać pieski na spacer na czyjeś polecenie?
Wszyscy przysłuchujący się Khajiici syknęli. Porucznik Grimes Angra zmarszczył brew. Postąpił krok w stronę barda.
– A umiesz choć w najmniejszym stopniu walczyć? Obronisz czyjeś życie, gdy zajdzie taka potrzeba?
– Nawet z zawiązanymi rękoma – odparł z uśmiechem i podniósł do światła swoje spętane dłonie.