- Zależy kogo potrzebujesz, o panie… - wtem na Grimesa spojrzały dzikie, złoto pomarańczowe oczy, w których ujrzeć można było dzikość i chęć przygody. – …złodzieja, wyszkolonego zabójcy, szlachetnego rycerza, który poświęci się dla wyższego dobra…
Grimes już po ostrym spojrzeniu więźnia wiedział, z kim ma przyjemność. Chciwość i spryt, tyle wystarczy, żeby opisać rasę Khajiitów. Ciche, drapieżne istoty, które nie często widywano na zimnych ulicach Greymoor.
- Potrzebujemy wojownika, a nie kandydata na trofeum na ścianę do salonu. Czemu, kocie, nie jesteś w swojej ciepłej ojczyźnie, czyżbyś wolał zimne i ponure klimaty?
- Ah tak… - z ciemności wyłoniła się postać, po której widać było, iż określenie jej kotem bardzo ją uraziło. - Cóż, jeśli zdołałem się przystosować do warunków, jakie tu panują, to i jestem w stanie przystosować się do mojej przyszłej roli. Jak widzisz, spośród tych wszystkich łajz, to ja jako jedyny jak na razie z tobą rozmawiam.
Khajiit podszedł do żelaznych krat. W świetle pochodni ukazała się cała postura zainteresowanego nową przygodą. Wysoki, jak na swoją rasę. młody osobnik zbliżył się do Grimesa, po czym spojrzał mu prosto w oczy. Po spojrzeniu Khajiita dało się poznać, że za wszelką cenę chce wyjść z tej ciemnej nory, w której był przetrzymywany.
- Jak na ciebie wołają?
- Ilare.
- Kim jesteś, i za co tu trafiłeś? Jak na nietutejszego, mówisz bardzo dobrze po naszemu.
Khajiit uśmiechnął się, widząc jak wszystko idzie mu po jego myśli.
- Jak już powiedziałem, potrafię się przystosowywać do danej sytuacji. W tej chwili jestem złodziejem… - oddalił się, podnosząc rękę w stronę Grimesa. – to chyba twoje – spojrzał z uśmiechem na twarzy i przymrużonymi oczami w stronę okradzionego.
„Jak to możliwe”, pomyślał Grimes. W tamtej chwili wzrok swój skupił tylko na jego ebonowym sztylecie, który zawsze trzymał w pokrowcu przy pasie, a który był teraz w rękach Khajiita. Angra zachodził w głowę, czy to podczas ich wymiany spojrzeń więzień dokonał kradzieży, mimo trzymanej w ręku pochodni, nie zauważyłby kiedy ręka złodzieja się do niego zbliża?
- Odkąd pamiętam, wychowałem się na tej ziemi. Jako porzucone dziecko, sam musiałem wszystkiego się nauczyć, walki, kradzieży, życia… - Kontynuował swoją wypowiedź, robiąc sztuczki przy użyciu sztyletu. – trafiłem tutaj przez złe dobranie swoich towarzyszy, lecz, jak to mówią, koty spadają na cztery łapy, czyż nie? – Wycelował sztyletem w stronę Grimesa.
Długo nie stał w takiej pozycji, od razu opuścił rękę i oddał właścicielowi jego przedmiot. Grimes spojrzał na Ilarego. Ruszył z miejsca, przechadzając się po lochu, patrząc raz na Khajiita, a raz na resztę więźniów, czekając, czy czasem któryś z więźniów nie jest jeszcze chętny na odkupienie swoich grzechów. Nikt jednak nie chciał sprzymierzyć się z władzami Greymoor.
- Raczej nie masz innego wyboru. – Stwierdził z pewnością w głosie Ilare.
- Trzeba przyznać, masz potencjał. Nie zmarnuj tylko tej szansy.
Ilare spojrzał z powagą na Grimesa.
- Nawet nie mam zamiaru.