Z całej serii o asasynach ten jest właśnie najlepszy. Patrzę na te gry pod kątem gier skradankowych, a w tej kategorii ta część wypada po prostu najlepiej jak na standardy roku 2025. Jasne, jest mniej odkrywcza niż AC1, ale to tutaj system tego gameplayu jest najbardziej aktualny. Jeśli ktoś chciałby nadrobić AC1 - nie ma sensu, zagraj po prostu w Mirage. Właśnie tym byłaby ta seria, gdyby nie zboczyła w pewnym czasie w gry z gatunku "trzecioosobowy open world". Nie jest to gra znakomita, po prostu dobrze robi to, co w oryginalnym zamierzeniu asasyny miały robić. Wątek główny i świat są dosyć kameralne - i dobrze, jest to pewien powiew świeżości.
Po premierze tej gry wiele osób mówiło, że to jeszcze niedopracowany produkt, że to jest zaledwie szkic, który zostanie ulepszony w kolejnych odsłonach franczyzy - za przykład podawano pierwszego Asasyna, który faktycznie był dosyć miałki w porównaniu do kolejnych części....Niestety, nic z tego nie okazało się prawdą a po tej części zabito serię.
Czym jest Watch Dogs? Dla mnie Watch Dogs to przede wszystkim połączenie batmanowego klimatu noire z umownym realizmem. Dwójka wyrzuciła cały setting, zostawiając jedynie ogólny koncept hackingu, tak żeby na raty udawać, że jest podobną grą do gta 5 - idiotyzm. Franczyza straciła przez to swój posmak, który ją wyróżniał na tle konkurencji.
Do rzeczy:
Spośród licznych zarzutów wobec Watch Dogs mogę zgodzić się tylko z jednym - powtarzalność misji - ale nawet to nie bolało mnie jakoś bardzo, właśnie z tego powodu, że gier utrzymanych w tej stylistyce jest jak na lekarstwo.
Głównym zarzutem do WD1 było to, że grafika zaliczyła na premierę ogromny downgrade w stosunku do tego co prezentowano w zapowiedziach - rzecz dla mnie kompletnie obojętna, bo nad popisy graficzne stawiam sobie płynność w jakiej gra chodzi, (gra na moim ps4 slim chodzi znacznie lepiej niż takie sleeping dogs) a przede wszystkim gameplay, który w tym przypadku jest bardzo dobry. Zresztą grafika nie jest wcale zła jeśli pominąć nierealne zapowiedzi ubisoftu, (sorry, ale kto przy zdrowych zmysłach w to wierzył?) - ba, była to najładniejsza grafika w grze z otwartym światem jak na tamte czasy.
Narzekano na model jazdy, że drewniany. Nie wiem, albo mój gust aż tak rozjeżdża się z opinią większości, albo może po prostu go naprawili wraz z biegiem lat (grę ograłem parę lat temu w edycji deluxe, teraz wróciłem do niej ponownie). Spośród gier tego typu to tylko w gta4 jazda sprawiała mi większą przyjemność. Co więcej - samochody to nie tylko skiny, bo styl prowadzenia poszczególnych aut naprawdę się od siebie różni. Jeśli wiem, że będę musiał kogoś ścigać to przenigdy nie wybiorę do tego zadania jakiegoś starego muscle cara z napędem na 4 koła, czy jakiegoś małego gówienka będącego odpowiednikiem mini coopera z lipnym zawieszeniem - a już na pewno nie wybiorę nader zwrotnego i zbyt szybkiego auta sportowego, bo więcej się będę nim rozbijał niż faktycznie jeździł - i dobrze, tak to ma właśnie wyglądać.
Narzekano też na główną postać. Znowu - kwestia preferencji. Mnie już po prostu męczą przejaskrawione postacie z gier komputerowych, które z racji swojej konstrukcji skazane są na popadanie w klisze. Aiden to normalny ziomek, nie popada w overreacting, nie drze ryja w co drugiej wypowiedzi, nie jest narysowany jako hollywoodzki aktor filmów akcji - jest po prostu typem, któremu zamordowano córkę. Nawet wygląd protagonisty mi odpowiada - nie jest żadnym aktorem, ani innym modelem - ma normalną twarz, podobną zupełnie do nikogo. Taki wybór estetyczny twórców gry płynął na pohybel kanonom przyjętym przez mainstream, gdzie wszystko musi być do krańca zjawiskowe - a przez to karykaturalne.
Niektórzy też narzekali na miasto, że jest nijakie - cóż, ponownie - kwestia gustu.
Dla mnie Chicago było świetnym wyborem - raz, że było istotną częścią składową ogólnego klimatu gry, a dwa, że od dawna chciałem zobaczyć to miasto w grze z otwartym światem. To aż dziwne, że 3 największe miasto USA nie doczekało się nigdy wcześniej odwzorowania na taką skalę w świecie gier. Chicago jest odrobinę bardziej europejskie - mi jako Polakowi łatwiej jest poczuć to miasto niż słoneczne Miami, Los Angeles, San Francisco, czy zatłoczony, wszechobecny w popkulturze Nowy Jork. Niektóre, biedniejsze dzielnice wręcz przypominają to co możemy zobaczyć w Polsce w miastach takich jak Olsztyn, czy Elbląg. BTW polonia w Chicago jest spora i polskie akcenty zostały odnotowane w grze, a to jest zawsze na plus.
Setting to jest główny atut tej gry, a to wszystko klamrą dopiął system reputacji, który nagradzał nas za pomaganie społeczeństwu i karał za przestępstwa. Jasne - na dobrą sprawę, jeśli chciało się tylko przejść wątek główny to można było ten system pominąć, jednak z rolplejowego punktu widzenia okazał się strzałem w dziesiątkę. Watch Dogs to była jak dotąd jedyna gra z otwartym światem w której starałem się być tym dobrym gościem, a w całej rozgrywce przejechałem góra 10 przechodniów - rzecz nie do wyobrażenia w grach z serii GTA. W mojej ocenie popełnianie przestępstw w tej produkcji rujnuje całą narrację i nie współgra z postacią Aidena. Choć gra daje możliwość bezkarnego hackowania kont bankowych to osobiście tego nie używałem. Kradzieże samochodów? Tylko w misjach i tylko w ostateczności. Na szczęście gra oferuje zamawianie samochodów przez telefon. Motyw zaczerpnięty z gry Scarface z 2007.
Jeszcze parę słów o realizmie:
Nie wiem czemu, ale mało kto docenił system zniszczeń - a to miasto naprawdę da się zniszczyć - każdy płot, każda siatka, śmietnik, drążek i bilbord ulega destrukcji. Zamiast wszechobecnej wszystkowidzącej policji mamy przechodniów, którzy ją wzywają i to w wiarygodny sposób, bo nie wyciągają telefonu przy nas, ale wtedy gdy będą pewni, że tego nie zobaczymy.
Fizyka gry jest po prostu dobra - nie tak uboga jak w gta 5, ale i nie tak przerysowana jak ragdolle w gta4. Headshoty z pistoletu z tłumikiem są naprawdę uzależniające. System sygnalizacji świetlnej w mieście działa, a nie tylko udaje, że działa. Jeśli ktoś się uprze to może jeździć po tym mieście regulaminowo i to w sposób efektywny.
Zabawki hakerskie są w porządku, ale moim faworytem przy gubieniu policji pozostawało podnoszenie i opuszczanie mostów na zawołanie - kto pamięta słynną scenę pościgu z Blues Brothers (i również dziejącą się w Chicago:) ten będzie wiedział o co mi chodzi.
Mógłbym napisać jeszcze dużo na temat tej gry, ale nie jestem recenzentem, a chciałem jedynie zwrócić uwagę na to, jak bardzo moja opinia odbiega od tej przyjętej przez środowisko gamingowe. Jednym słowem - gra dobrze koresponduje z tym, jakie sam mam oczekiwania w stosunku do gier wideo. W im więcej człowiek gier zagra, tym bardziej wyrobi sobie zdanie na temat tego czego oczekuje i jakie ma preferencje. Recenzje w internecie należy traktować jedynie poglądowo, a przede wszystkim jako sprawozdanie ze stanu technicznego gry - czy gra się nie wysypuje, czy chodzi płynnie itd - słowem - rzeczy obiektywne. Jeśli idzie zaś o całą resztę to to zawsze pozostaje mniej lub bardziej kwestia gustu. Nie inaczej jest w tym przypadku.
Podsumowując więc - pierwsza część była grą oryginalną, z interesującą narracją, dosyć depresyjną fabułą, przyziemną szarzyzną świetnie odwzorowanego Chicago, świetnym systemem ucieczki przed policją (polecam grać na poziomie trudności "realistyczny") i satysfakcjonującym gameplayem. Przewidziała ideę smart-miast a samo hackowanie, choć dosyć umowne i zredukowane do prostych mechanik - było czymś świeżym. Ocena - 8,5/10.
Arx Fatalis, ale jako, że mam arachnofobię to walki z tymi przeklętymi pająkami byłyby czymś wstrząsającym.
Otóż nie, to nie jest ta sama Mafia. Ciekawym jest jak wiele ludzi nie dostrzega większych zmian.
Jakich zmian? Mówisz o nowym silniku fizyki i zmianach w dialogach, tak, że są bardziej kuriozalne niż w oryginale? Tak, widzę je, są tragiczne.
o wiele bardziej wolę ten system z oryginału aniżeli z rimejku
Ja stawiam między nimi znak równości. Obydwa są drewniane na swój sposób.
Stary, ty nawet nie wiesz o czym ty piszesz. Jaki znowu remaster?
Mógłbym to nazwać remakiem, ale to byłoby okazanie braku szacunku do samego siebie. Szanujmy się, prośba. To jest reskin z lepszą grafiką. Mechanika gry jest tak samo biedna jak 20 lat temu. Dało się zrobić o wiele więcej i w o wiele lepszy sposób.
Poza tym nie wiem co ty masz do widoku z maski samochodu.
No to, że jest to idiotyczny wymysł, który zadomowił się w grach ze względu na takie rozwiązanie, które mogło działać w grach rajdowych. Jak ktoś 20 lat temu chciał prowadzić auto z perspektywy fpp to musiał brać ten widok z maski z braku wyboru, bo nie było realnego trybu fpp zza kierownicy - który to tryb powinien być dzisiaj standardem. Widok z maski to jest archaizm.
Jesteś pewien, że na pewno grałeś w oryginalną Mafię? Tam dopóki nie mieliśmy jakiejś zacnej bryczki to zgubić pościg było cholernie ciężko, no chyba że nabyło się już jakieś doświadczenie w tym temacie
A z tym się zgodzę, tutaj odfrunąłem. Faktycznie jak mi przypomniałeś to za dzieciaka były duże problemy z gubieniem tej policji.
Po raz kolejny mam wątpliwości czy ty naprawdę grałeś w oryginał.
Tutaj mi się składnia wysypała. Miałem na myśli to, że w oryginale też nie mogłeś wsiąść do tramwaju, tak samo jak i tutaj, co jest wg mnie skandalem.
Tutaj akurat stanę w obronie rimejku, bo uważam że w oryginale bywa znacznie gorzej.
No to niezły ten rimejk, faktycznie.
Tutaj też w sumie nie wiem co odpowiedzieć
Przyznanie mi racji w zupełności wystarczy. Nie ma tu czego bronić, to po prostu skrajne lenistwo programistów. Oto mamy starannie zaprojektowane miasto, które aż do nas krzyczy "Immersja!" ale jeździ po nim 8 samochodów zapętlonych w kółko. To jest bieda. To nie powinno przejść w 2020 roku. Już Midtown Madness lepiej wyglądało pod tym kątem te 25 lat temu.
Ojejku XD jaka krzywda się dzieje, bo rimejk jest wierny oryginałowi jeśli chodzi o model rozgrywki. Chociaż to też niezupełnie prawda, bo Definitive Edition jest dużo bardziej liniowy od oryginału, daje graczowi znacznie mniej swobody działania.
Naucz się chłopie rozmawiać z innymi bez tej kretyńskiej szyderczej maniery. Co do mojego zarzutu zaś - no ja uważam to za fatalne rozwiązanie jak na miarę 2020 roku. GTA 3 zmieniło standardy - jasne, OG mafia wyszła rok po nim, ale pracowali nad tą Mafią jak ludzie z rockstara tkwili jeszcze w głębokim 2d, więc już po dropie gta3 musieliby przebudować cały model rozgrywki żeby to zmienić, nie opłacało się. Innymi słowy - archaiczny sposób narracji z oryginalnej mafii wynikał z ich pionierstwa, nie mogli przewidzieć nieprzewidywalnego. Dzisiaj natomiast to już nie ma prawa przejść. Nie mówię broń Boże o tym, żeby gra była klonem GTA bo to byłoby niedorzeczne, ale bycie cały czas w opowieści bez chwili wytchnienia to po prostu bieda.
I tym jest cały ten remaster, hucznie okrzyknięty przez ciebie remakiem - biedą.
Bieda. Ta gra to jest ta sama mafia 1 sprzed 20 lat, tyle, że z lepszą grafiką, to wszystko.
Garść spostrzeżeń:
-system celowania to drewno, takie samo jak 20 lat temu
-praca kamery jw
-brak widoku zza kierownicy podczas jazdy samochodem. serio? nawet tego nie mogli dać? jedyny plus tego remastera czyli grafika - wreszcie mamy piękne, autentyczne miasto i mamy jakieś archaiczne wymysły jak widok z maski samochodu
-patrol gubi się tak samo dziecinnie łatwo jak 20 lat temu
-postać może przebiec sprintem całe miasto i się nawet nie zmęczy
-nie da się wsiąść do tramwaju, tak jak 20 lat temu. Serio?
-kilka kulek w łeb/klatę a npce dalej żyją. jednym słowem brak hitboxów. to już po prostu jest bieda
-postać porusza się jak wagon węgla
-modeli przechodniów jest 5 na krzyż
-samochodów na ulicach jest 8 na krzyż
-nie ma żadnego open worlda, dalej jesteśmy ciągle "w misji". tak się już nie robi gier. tak się nie powinno robić gier nawet te 20 lat temu. taki model rozgrywki wybija z immersji. czujemy się jak element wystawy tego świata. trybik mający popchać fabułę do przodu i nic więcej. nie mogę nawet zjeść pizzy w tym mieście? serio?
-brak psa w misji na wiosce
Nie będę kłamał, dzięki waszym postom aż mi się zachciało ponownie odpalić Eldena, i chyba to zrobię. TBH nie sądziłem, że trafię na takich autentycznych zapaleńców, a prawda jest taka, że jestem trochę malkontentem i trudno rozbudzić mój entuzjazm. Wam się to udało chłopaki.
thalar - dzięki za twój szeroki opis, z pewnością zajrzę do niego nie raz i nie dwa podczas początków gry moim Więźniem. Zamierzam nim grać tak jak został wymyślony, czyli w lewej ręce kostur a w prawej jakiś mieczyk. Być może później wymienię kostur na tarczę. Muszę przyznać, że moje wcześniejsze podejście było graniem trochę na pałę, chciałem pozwiedzać świat i potestować mechaniki. Teraz zasiądę do tego bardziej na serio.
minas morgul - piękny post ogólnie, nie wiedziałem, że elden oferuje aż taką dowolność rozgrywki, niemniej muszę sprostować jedną rzecz - mi zagadkowość i specyficzna forma narracji (brak cutscenek itd) nie przeszkadza na tyle aby była barierą nie do przejścia. Sprowadzając wszystkie moje posty do krótkiego tl;dr - chodzi o to, że po ludzku żal mi jest patrzeć kiedy w tak dużym i starannie zaprojektowanym świecie zwyczajnie nie ma co robić oprócz tłuczenia bossów i zbierania lootu.
Pozdro!
Nie chcę tu dawać spoilerów ale będą takie rzeczy się przewijały. Oczywiście w nieco innym wydaniu niż myślisz ale jednak. Będziesz mógł przystąpić do pewnych grup lub osób, będziesz mógł dołączyć do inwazji na jakiegoś NPC i stanąć po stronie A lub B, będziesz mógł dać komuś przedmiot A lub B i nie będziesz do końca wiedział czym poskutkuje jedno lub drugie, i z tym będą się wiązały pewne konsekwencje. I to czasami poważne.
Skoro tak, to część moich zarzutów została złagodzona. I super.
sporo historii i opisów istot występujących w ER trzeba wyczytać z opisów przedmiotów. Czyli masz zadanie nie lecieć do przodu tylko KAŻDY przedmiot przeczytać na specjalnej do tego celu karcie (jeden z przycisków na kontrolerze, u mnie na PS4 jest to "kwadrat" gdy już jest wyświetlona statystyka przedmiotu)
A to akurat uważałem zawsze za ogromną zaletę soulsów, że dobrze operowały narracją środowiskową, (tak to się chyba nazywa) tak samo w TESach lubiłem zawsze czytać sobie książki.
Oczywiście może być łatwa cały czas jeżeli uczepisz się broni lub umiejętności OP
A co sądzisz o broni długodystansowej? Ja nie zdążyłem jej stestować, ale słyszałem, że może być skuteczna do walk z bossami. Jak to wygląda?
No właśnie zastanawiam się co zacznę po ER: Sekiro czy BB. I dalej nie wiem. A czy grałeś w Dark souls 1-3 lub Demon's souls? Masz jakieś porównanie do nich właśnie Sekiro? Może napisz coś na ten temat, bo jestem ciekawy na ile się to różni od w/w soulslikeów.
O BB słyszałem dużo dobrego, ale nie grałem bo kompletnie mnie odrzuca ten horrorowy setting. W żadne soulsy ani demon's souls też nie grałem, ale wiem mniej więcej z czym to się je. Kojarzę te praise the sun itd. Moja historia z sekiro wydarzyła się dlatego, że ograłem se wcześniej ghost of tsushima i słyszałem, że dużo ludzi porównywało tę gierkę do sekiro właśnie. Więc se kupiłem na promocji jak było na ps store. Generalnie podoba mi się historia, sceneria i to, że te potwory i lokacje nie są aż tak przesadzone jak we wcześniejszych częściach. Dalej jest to gra z gatunku "no nawymyślali", ale nie aż w takim groteskowym stopniu jak w soulsach - tak wynika z moich obserwacji jako laika. Różni się od soulsów też tym, że masz w zasadzie od początku do końca gry narzucone jak walczysz - walczysz kataną, a cała reszta jak szurikeny itd to tylko dodatki, mało wnoszące do gry na dobrą sprawę. Gameplay polega na wymasterowaniu timingu w sparowaniu ciosów i szybkich kontrach co jest turbo frustrujące, ale co powoli zaczynam dopiero łapać w tej grze. Można się skradać i na początku dużo się skradałem, ale jak jest więcej wrogów to nie ma sensu w sumie, niestety nie ma feelingu bycia prawdziwym ninją.
"Ale hej... nie każdy rodzaj gry jest dla każdego. To nic złego, że jednym podoba się coś innego niż innym.
W rzeczy samej, ale skoro jesteśmy już na forum to można podyskutować:)
"Jeżeli uważasz, że gra dużo traci bez tych rzeczy co wymieniłeś, oraz że powinno tu tętnić jakieś zorganizowane życie i/lub cywilizacje, to zwyczajnie powinieneś sięgnąć po inne gry."
I sięgam:) Co do "cywilizacje" to nie, nie wymagam tego, żeby gra ją posiadała. Ale przydałaby się chociaż namiastka jakiejś społeczności, jakieś małe grupy zaszyte po katakumbach, jacyś wygnańcy - nie wiem, cokolwiek.
Uważasz, że gra by straciła na tym, gdyby zainstalować w niej jakieś rozproszone, małe i hermetyczne gildie, do których gracz mógłby dołączyć?
"A pomyślałeś o takich osobach co lubią ER, że oni właśnie cieszą się, że FS zrobiło takie coś, a nie kolejną grę jakich jest już trochę?"
Dosyć już świat się nasłuchał ochów i achów na temat eldenika, niechże teraz ta legenda zostanie skonfrontowana z innym spojrzeniem na sprawę:)
"Natomiast z mojej strony zachęcam do zagrania dłużej w ER, bo gra jest przeogromna i nie ma co się sugerować pierwszymi kilkoma/kilkunastoma godzinami."
A dziękuję, zapewne w długie zimowe wieczory niejeden raz jeszcze będę próbował się w to zagłębić.
"Jeszcze w Sekiro i BB nie grałem, więc się na ich temat nie wypowiem. A grałeś w inne gry od FS, np. Demon's souls lub Dark Souls 1-3? Jeżeli tak, to co o nich sądzisz?"
Grałem tylko w Sekiro, i w Sekiro wszystko mi się podoba od A do Z - ta gra niczego nie udaje. Jest niezwykle spójną, liniową opowieścią. Minus jest taki, że jak w niej się zatniesz to się zatniesz na amen. W Eldenie jest o tyle lepiej, że możesz odejść gdzieś na bok podekspić. Polecam sekirka, właśnie go kończę.
"Koles nie lubi settingu (i okej) i dorabia do tego jakas smieszna ideologie"
Jaką ideologię?
"i projektuje swoje generyczne preferencje"
Preferencje są takie, żeby w ogromnym świecie fantasy była treść. Kurs obrany przez FS jest inny - gameplajowo jest to slasher z rozwijaniem postaci, a setttingowo jest to wszystko katalizowane przez świat, który ma wprawiać w osłupienie poprzez swoją nieodgadnioną dzikość.
I w porządku, niemniej jak bardzo twój projekt by nie był oryginalny i osobliwy, to fajnie jakby zawierał się w pewnym kanonie. To jest moje zdanie. Ogromny świat fantasy, który z racji odgórnie zaplanowanej wizji artystycznej ma być wykastrowany z treści (do której to całe pokolenia twórców gier RPG zdążyli nas przyzwyczaić) - nadal dla mnie jako gracza będzie właśnie tym czym jest - czyli światem bez treści. Twórcy mają święte prawo tak szkicować wizję jak im się żywnie podoba - a ja mam prawo to ocenić, bo gra komputerowa to produkt. Przy czym cały czas to podkreślam, że mówię o preferencji.
Fanom soulsów ten brak treści nie musi oczywiście przeszkadzać i jestem tego świadom, ale tutaj napotykamy pewien problem: otóż świat gamingu uznał ER za wybitnego przedstawiciela RPG. Tylko gdzie jest to RPG ja się pytam? Jeśli gra nie została pomyślana jako RPG (a nie została, bo brak w niej treści, która byłaby platformą dla jakiegokolwiek roleplayowania) - to jak może być odbierana w takich kategoriach? Gameplay ER to typowy soulslike, czyli skillowy slasher z elementami rozwoju postaci zaczerpniętym z gier RPG, thats all. Cokolwiek więcej chciałoby się powiedzieć o ER w kontekście bycia RPG będzie nadużyciem. I dla jednych ten model rozgrywki będzię wadą, a dla innych zaletą - tyle tylko, że skoro twórcy poszli w całkowicie otwarty świat a ponadto po raz pierwszy odnieśli się na taką skalę do zachodniego modelu high fantasy (choć samo ER high fantasy nie jest, to inspiracje LOTRem widać już na pierwszy rzut oka) - to nie sposób tej gry nie porównywać do... zachodnich erpegów, takich jak Skyrim czy Wiedźmin właśnie! Z powodów, które nadmieniłem jasnym jak słońce dla mnie jest, że ER ewidentnie chciał poszerzyć swoje grono odbiorców o graczy gier RPG i dlatego jest lansowany jako gra tego typu, lub przynajmniej w podobie.
Co do tego "generycznie" - nie mówię przecież o tym, żeby FS robili grę od szablonu, czy jakiegoś klona TESów. Ba, na początku wspomniałem nawet, że darzę ich sympatią za ich ich oryginalne i świeże podejście do tworzenia swoich uniwersów. Ja mówię tylko o tym, że gdyby do tego niby-rpga wdrożyć pewne kluczowe, podstawowe wręcz featuringi z typowych gier RPG to Elden Ring by tylko na tym zyskał. Świat byłby nieco mniej dziki i nieokrzesany, ale w grze byłoby więcej do zrobienia niż tłuczenie coraz to nowych bossów. Mówię o zachowaniu pewnej proporcji, tak żeby gra nadal miała swój charakterystyczny posmak. To wszystko.
"na jakiegos wyimaginowanego (i poraz kolejny generycznego/stereotypowego) "gracza zachodniego"."
No oczywiście, że mówiąc o "graczu zachodnim" mówię o pewnym archetypie, kliszy.
"Glowna zaleta i tym co graczy przyciaga (po combacie/bossach) jest unikalnosc designu swiata i worldbuilding/enviromental storytelling w grach From Soft."
Jasne, zdaję sobie z tego sprawę i jestem całkowicie świadomy tego, że z moją opinią jestem w radykalnej mniejszości, ale co mnie to? Moja perspektywa wychodzi z pozycji osoby, która zjadła zęby na erpegach i patrzy na gry pod tym kątem właśnie. Pozdrawiam.
Pograłem parę godzin, może z 5. Powiesz, że za mało? Możliwe, ale w takim Skyrimie czy Obliwionie w 4 godziny szło zobaczyć różne scenerie i różne biomy. Generalnie nie mam problemu o designy tych niestworzonych rzeczy, co raczej o wizję artystyczną jaką obrali twórcy. Ogólny klimat w grze emanuje swoją beznadziejnością i zepsuciem, jak to w soulsach. Rozumiem, że w tym świecie nie ma wysokiej cywilizacji, społeczeństwa albo chociaż jego pozostałości, nie ma tawern dla podróżnych awanturników itd - ja to rozumiem, tylko fakt jest taki, że at the end of the day gra na tym cierpi. Setting jest w dużym stopniu bazowany na zachodnim podniosłym fantasy, a jak się natrafi na ruiny jakiegoś kościoła, czy typowe dungeony jak z ultima underworld to już w ogóle się człowiek uraduje, że w końcu jest coś do czego może się odnieść, co sam zna z kultury i popkultury - ale to są tylko elementy wystawy, dekoracje bo świat elden ring z założenia ma być pusty, nieznany, dziwny, inny, nieodgadniony. To dosyć oryginalny koncept, ale nie uważam "oryginalności" za cnotę samą w sobie - jeśli za tą "oryginalnością" nie idzie nic więcej to nie rozumiem dlaczego miałbym się tym zachwycać. Ten świat po prostu wprowadza w depresyjny nastrój - czy twórcy chcieli taki efekt uzyskać? Zapewne tak. A czy mi się to podoba? No nie. Zbrodnią to pewnie będzie dla wielu co teraz powiem, ale moja preferencja jest taka, żeby przy tak dużej grze z tak dużym otwartym światem twórcy pokusili się o trochę większe ukłony w stronę zachodniego gracza. Tak żeby był wilk syty i owca cała. Żadnych karczm i gildii w świecie fantasy? Srsly? Po tym świecie można se pobiegać - do tego się to sprowadza, brak tutaj aktywności pobocznych. A szkoda.
Ostatnim razem tak nudny i bezpłciowy otwarty świat widziałem w lego batman 2. Naprawdę chciałbym pochwalić twórców za ich płynięcie pod prąd i generalnie machanie z okna pytongiem na mejnstrim, ale it is what it is. Wracam do Sekiro.
No babą grać nie zamierzam. Zresztą siwym starcem też nie zamierzałem i miałem rację, bo to kiepski erpeg, ale mnie namówił polski naród, który masowo się skupciał z wrażenia kiedy to zagrał w wieśka trzeciego. Ale problem był ten sam - tu gram (a raczej nie gram, a raczej nie będę grał) jakąś dziewczynką a tam grałem jakimś siwym fryerem - a nie tym kim ja bym zapragnął. Tyle w tym erpega co w częściach maxa pejna, gdzie też na upartego można nabierać gawiedź, że to były gry fabularne - przecież odgrywałeś postać maxa pejna, co nie? Tylko, że maxy pejny stawiały sprawę uczciwiej - nie było żadnych iluzji wyboru, czy prostych dychotomii do rozwiązania - ale generalnie styl gempleju był narzucony odgórnie - tu dwa pistoleciki, w wieśku dwa miecze. Wiecie co, redzi? Wiecie co naprawdę by wypaliło? Pełnoprawny, krwisty, zachodni erpeg w uniwersum wiedźmina. Ale po co - ten naród kocha paździerz. Ten naród kocha jednoliniową, prostą jak cep narrację. Byle licznik bluzg w dialogach się zgadzał. Polacy to kupią.
I dobrze, że te gry nie są o tobie. Nie ma większej kliszy w światach fantasy niż postawienie sprawy w taki sposób, że świat stoi i tylko czeka na to aż główny wybraniec go zbawi. To jest tragedia. W morrowindzie jesteśmy elementem tego świata - o ile istotnym - o tyle niedefiniującym jego istoty. W następnych częściach zamysł był podobny, ale miało to mniej sensu, bo fabuły mocno się z takim podejściem gryzły. W morrowindzie to natomiast jak najbardziej działa. Ostatnie czego ta gra potrzebowała to typowy zachodni patos.
A co do gier mmo rpg - spośród tych w które grałem to jest to tylko lepiej zrobione w ultimie online, która w ogóle jest wg mnie doświadczeniem komputerowym najbliżej oddającym to czym są (a raczej były, dnd 2 edycja) erpegi w swej istocie. Ale to taki wyjąteczek raczej.
RPG wszech czasów.
plusy:
1. Najsensowniejszy system levelowania jaki widział ten gatunek. Szkoda czasu, żeby to opisywać - każdy musi go zrozumieć na własną rękę. A gdy już się zrozumie - to granie w morka to czysta przyjemność.
2. Logika świata i jego wiarygodność. Świat się nie zawala pod własnym ciężarem. Wszystko jest spójne i znajduje się w grze bo pełni w niej jakąś funkcję. Nie ma tutaj zbędnych dekoracji, tj jakichś bzdurnych rzeczy z check listy tego co powinno się znaleźć w grze rpg.
3. Immersja. To jak gra rzuca nas na głęboką wodę to po prostu poezja. Dziennik jako taki jest, ale przypomina właśnie prawdziwy dziennik - papierowy, a nie komputerowy. Szybka podróż jako taka jest, ale wymaga znajomości świata - musimy znać kursy łazików i łodzi, możemy odblokować portale do dunmerskich twierdz, możemy dołączyć do gildii magów i teleportować się między siedzibami gildii i wreszcie - możemy wykorzystać czary dostępne w grze takie jak oznaczenie i przeniesienie, żeby się teleportować niczym w diablo 2. Jeśli ktoś mówi, że w tej grze nie ma dziennika i szybkiej podróży ten po prostu nie ogarnia. Te systemy są in game - mają sens z pozycji samej logiki gry.
4. System walki. Tak, wymieniam go jako zaletę. To zaś dlatego, że system jest w całości RPGowy i minimalizuje aspekt zręcznościowy niemal do minimum. To co widzimy na ekranie to tylko graficzna reprezentacja tego co tak naprawdę się odbywa - a odbywa się liczenie statystyk i niewidzialne rzuty kośćmi - to jest gra RPG, a nie hack n slash w stylu gothica 2nk. Jeśli masz problem z walką to skopałeś swoją postać - może podpakuj atrybut zwinności, żeby częściej trafiać.
5. Narracja jest fenomenalna. Historia świata przedstawionego jest nam opowiadana poprzez liczne książki ze świata gry, czy plotki - często sprzeczne ze sobą, bo opowiadane z różnych perspektyw. To gracz musi sam odnaleźć się w tym świecie i połączyć kropki. Dużo rzeczy jest w domyśle. To inne podejście niż zasypanie gracza nieprzyzwoitą ilością cutscenek w celu objaśnienia lore.
Minusy:
Setting. Za mało zieleni. Niestety, ale najcieplej wspominam te miasta, które zostały założone przez Cesarskich - takie jak Caldera czy Pelagiad. A to dlatego, że zabudowa przypominała mi trochę to co widzę za oknem, to były klasyczne osady fantasy bazujące na europejskiej architekturze. To co wielu uważa za zaletę morrowinda czyli setting - jak dla mnie jest na dłuższą metę wadą. Poza tym - ten motyw wielkich Grzybów zamiast drzew został ściągnięty z Ultimy, z tego co pamiętam 7 części.
Reasumując - powtórzę to - Morrowind to RPG wszech czasów, któremu klasyczne baldury mogą buty czyścić. Wszystkie zalety Morka, które wymieniłem można sprowadzić do jednego zamysłu, a jest nim - role playing. To ty odgrywasz rolę, ta gra jest o tobie w tym świecie. Nie jest to opowieść o jakimś wiedźminie, nie jest to opowieść o jakimś bezimiennym - to jest opowieść o tobie. I będzie tak ciekawa, jak ciekawe jest twoje podejście do tej gry. Główny wątek fabularny jest w zasadzie na dalszym planie, co w tej części TES ma szczególny sens, bo działamy pod przykrywką, i sam Caius na początku nam mówi, że naszą rolą jest zaklimatyzowanie się w świecie. W Obku i Skyrimie pomimo podobnego rozwiązania to było to zwyczajnie mniej wiarygodne. Oto świat czeka zagłada, a my jak gdyby nigdy nic mamy to odłożyć na bok i oddać się swobodnej eksploracji? :P
I mógłbym tak bez końca, bo jest jeszcze masa rzeczy do omówienia, jak np niesamowicie rozbudowany system tworzenia czarów z jakim nie spotkałem się w żadnej innej grze. Kto grał ten wie do jakich absurdów może doprowadzić kreatywność gracza.
Król jest jeden i zajmuje wszystkie miejsca podium naraz. Bo stawiać Morka obok jakichś innych gierek rpg to po prostu nie wypada. To Morrowind spełnia w 100% wymogi gatunku. Jest grą role playing. I to mu wystarcza.
Najlepszą grą 2024 roku było Like a Dragon Infinite Wealth, taka moja opinia. Resztę typów musiałem wcisnąć na siłę, a były to chyba stalker 2 w którego nie grałem, ale dałem mu ten zaszczyt z sentymentu, a co uplasowałem na 3 miejsce to już nie pamiętam, możliwe, że jakieś simsy, to i tak bez znaczenia.
Gra jest świetna do nauki języka angielskiego. Czasami się wspomagam google translatorem, ale generalnie coraz więcej rozumiem z tej historii. Świetna sprawa. Gdyby wyszła po polsku pewnie by mnie tak nie wciągnęła, fabuła sama w sobie nie jest na tyle zjawiskowa żeby to było warte zachodu. Jak na moje to cała zabawa polega na tym, żeby rozkminiać o co tak naprawdę tutaj chodzi tym japończykom - przez co ogląda się to trochę jak taki film za dzieciaka. Bo jest to w zasadzie interaktywny film, z drobnymi przerwami na nawalankę. Ocena 9.
Nie rozumiem tych ludzi co mówią, że gra nie jest taka trudna. No od czasu wigilii próbuję parę razy dziennie podchodzić do tego zakutego ogra i nic. Generalnie system blokowania w tej grze to coś strasznego. Podczas gry mam wrażenie, że gra nie traktuje mnie uczciwie - robię wszystko jak trzeba a gra i tak swoje. Na czym polega to wymasterowanie tych bloków? Oglądam tych ludzi na yt i to co różni ich gameplay od mojego to to, że im te bloki wchodzą a mi nie. Domyślam się, że chodzi o timing, tylko ja naprawdę nie wiem co tu mam poprawić. Dla mnie to jest losowe, czasami mi wejdzie, a czasami nie. Różnice pewnie tkwią w milisekundach, ale jeśli efektywna gra w Sekiro ma polegać na precyzyjności co do milisekundy to chyba coś jest nie halo. Nie jestem zmutowanym szympansem napromieniowanym kryptonitem lecz homo sapiensem. Inna kwestia - kamera traci locka za często. Gdyby nie kwestia zbyt wyśrubowanego timingu (jakoś w ghost of tsushima potrafili to ogarnąć) i drewnianego locka to gierka byłaby super. Setting, historia, mechaniki, możliwość skradania się itd - to wszystko jest super. Ocena 7,5.
Czemu przy moim komentarzu nie widać oceny jaką wystawiłem grze? Jest nią 6.5 jak coś.
To nie erpeg. To gra o wiedźminie, nie o tobie. To gra narzuca ci twoich towarzyszy, to gra narzuca ci jak masz walczyć, to gra narzuca temperament i charakter twojej postaci. Niby oczywistości, ale jednak cały czas mówi się o niej w kontekście gry RPG wszech czasów. Nie jest to zła gra, ale średnio się wpisuje w to czym dla mnie są gry RPG. Kwestia preferencji. Oprócz tego na minus fatalna praca kamery, jak w jakiejś platformówce.
To nie erpeg. To gra o wiedźminie, nie o tobie. To gra narzuca ci twoich towarzyszy, to gra narzuca ci jak masz walczyć, to gra narzuca temperament i charakter twojej postaci. Niby oczywistości, ale jednak cały czas mówi się o niej w kontekście gry RPG wszech czasów. Nie jest to zła gra, ale średnio się wpisuje w to czym dla mnie są gry RPG. Kwestia preferencji. Oprócz tego na minus fatalna praca kamery, jak w jakiejś platformówce.