Moim zdaniem to nie ma tak, że Triss albo że Yennefer. Gdybym miał powiedzieć, gdzie pchnąłbym Geralta, powiedziałbym, że w stronę kobiety. Kobiety, która ma czarne włosy, fiołkowe oczy, pachnie bzem i agrestem i kiedy sobie nie radził, kiedy był sam, oczarowała go. I co ciekawe, to właśnie przypadkowe spotkania wpływają na nasze przeznaczenie. Chodzi o to, że kiedy wyznaje się pewne wartości, nawet pozornie czarno białe, bywa, że nie znajduje się zrozumienia, które by tak rzec, które pozwala nam się uchronić przed widłami wieśniaków. Geralt by tak rzec, je znalazł ( przynajmniej na jakiś czas xd). I dziękuje życiu, dziękuje mu, życie to szlak, życie to polowania na potwory, życie to miłość. Wielu ludzi pyta go o to samo, ale jak ty to robisz?, skąd czerpiesz tę radość? A on odpowiada, że to proste - to umiłowanie Yennefer, to właśnie ono sprawia, że dzisiaj na przykład poluje na widłogona, a jutro, kto wie, dlaczego by nie, założy karczmę i będzie ukradkiem sprzedawał fisstech, znaczy ten no, majeranek.