CDP, na pewno, z wyrobioną marką zdecyduje się wypuścić taki tytuł na Torrenta, brawo za pomysł, Januszu biznesu! ;)
PMG 2007 na manualnej skrzyni? Proszę Cię, grałem w to na klawiaturze z automatyczną skrzynią i nie było żadnych problemów......... Tak samo, jak ograłem bodajże wersję WMG, węgierską wersję (CT) i parę innych (do tego możemy doliczyć F1 2000 od EA, Grand Prix 4 i wersję demo jakiejś innej gry F1, gdzie twarzą gry był bodajże H-H Frentzen). Co do braku mapy - chłopcze, każdy się uczy toru na pamięć po parunastu kółkach... Ośmielę się stwierdzić, że mało kto korzysta z mapy po to, żeby się zorientować, w którą stronę jest następny zakręt - to jest tylko i wyłącznie po to, żeby się zorientować gdzie są rywale, więc nie gadaj głupot, że ludzie dzięki tym mapom wiedzą, gdzie jechać... :)
A co do jazdy bolidem - nie od dziś wiadomo, że bolidami jeździ się zupełnie inaczej, niż samochodami wyścigowymi i rajdowymi - nic dziwnego, że jak ktoś ma o tym pojęcie to bez mrugnięcia okiem przechodzi takie poziomy - to jest zupełnie inna specyfika jazdy - inaczej szukasz dohamowań, inaczej pokonujesz zakręty i generalnie w jeździe musi być większa płynność. Dlatego im to nie wychodziło i byli w szoku, jak Tobie się udało... Ale tak naprawdę, żadne to osiągnięcie. I Ty o tym wiesz :)
I co z tego? Skąd w Was to przekonanie, że to NIE BYŁA polska flaga i że AoE IV nie wejdzie w takie czasy, że ta flaga rzeczywiście nie pojawia się tam przypadkowo...? To nie AoE II, gdzie można by już teraz wykluczyć polską flagę, a Wy spinacie, jakby AoE IV miało być namiastki polskości pozbawione.
Pierwsza myśl, jak przeczytałem newsa: znowu odświeżenie dwójki; a w trójce co chcą odświeżać...?
Druga myśl: CO, WYCHODZI AGE OF EMPIRES 4?!
Trzecia myśl: polskie flagi na trailerze AoE IV...
Czwarta myśl: szkoda, że pewnie i tak nie wyjdzie na Steamie...
Piąta myśl: i pewnie trzeba będzie mieć Windowsa 10.
Szósta myśl: dla AoE WSZYSTKO.

Co Wy tam wiecie o wspaniałych miastach... ;-)
6% to malutko, ale weźcie pod uwagę to, ile osób CHCIAŁOBY zwrócić grę, ale nie może, bo dopiero po (na przykład) 10-20 godzinach gry zrozumieli, że to zwykła kupa, w której endgame jest bardzo słaby. Ja przez pierwsze 3 godziny to się ustawieniami grafiki bawiłem, żeby to jakoś sensownie chodziło (restartowanie gry i podłączanie się do serwerów zajęło kolejne pół godziny zapewne)... Miałem farta, że coś się ze Steamem spartoliło i mogłem Rusta zwrócić nawet po 5 godzinach gry, ale chcę Wam tylko nakreślić, jak to mniej więcej wygląda. Poza tym należy doliczyć osoby, które Rusta być może wywaliły po prostu ze swojej biblioteki, wiedząc że zwrotu już za niego nie będzie. A żeby mieć jeszcze większe rozeznanie w tym, jak ludzie odebrali Rusta, wystarczy według mnie przejrzeć recenzje na Steam... Ze 190 tysięcy recenzji, aż 36 tysi to są negatywy - prawie 20%. I co, nagle z 20% niezadowolonych tylko 6% chciało zwrotu pieniędzy? :) To jest taka nic nie warta statystyka - że niby tylko 6% chciało zwrotu, więc gra jest dobra i warto brać. Ale gdyby spojrzeć na to trochę szerzej, okazałoby się, że gra już taka dobra nie jest, bo 6% ją zwróciło, 20% skomentowało ją negatywnie, a kolejne ileś procent po prostu zostawiło ją w bibliotece dla "dużej liczby gier". A na Metacriticu gra ma user score 5.9...
- Często masz problemy z odpaleniem gier na swoim sprzęcie?
- Tak, czasami.
- Czy przez cały ostatni tydzień padało?
- Tak, ale tylko wczoraj.
:)
Trochę popłynąłeś...
Co z tego, że wypuszczają nowe marki, skoro każda kolejna jest tak naprawdę ogromnym zawodem i nie wnosi niczego szczególnego? For Honor, po początkowych zachwytach, okazuje się wielkim rozczarowaniem, podobnie jak The Division... które nie jest żadną nową marką, bo gier tego typu na rynku jest cała masa (przypomnę tylko, że seria Tom Clancy's jest też na rynku kupę lat). Z czterech wymienionych marek pozostaje nam jeszcze do zbadania Steep i The Crew. The Crew, które również okazało się kupą w ładnym opakowaniu, gdzie kupuje się Season Passa, a potem trzeba płacić za DLC. I co się nagle okazuje? Że z czterech marek, które wymieniłeś, zostaje jedna - Steep. I co najlepsze - większość tego badziewia kosztuje ponad 50 euro. Poza tym Ubisoft zrobił The Crew i teraz co? The Crew 2. Taki mają pomysł na markę - zrobić grę, której jeszcze nie mają w ofercie i potem ją kontynuować przez kolejne lata. Nie jest sztuką wypuścić "nową markę". Sztuką jest wypuścić normalną grę. Grę, która potem nie będzie miała setki kolejnych części, tylko po to żeby wydusić z klienta kasę. Zresztą nie oszukujmy się - The Crew też jest taką nową marką, że szkoda gadać. Na rynku gier samochodowych były już podobne gry i The Crew to nic innego, jak zerżnięcie pomysłów z innych gier do swojej. I co wniosły te cztery nowe marki do branży gier nowego? Zupełnie nic. A, bym zapomniał - jeszcze o Watch Dogs pisałeś. Ciekawe na kim się wzorowali tworząc "nową markę"...? Dajesz sobie wcisnąć kit, jeśli nazywasz te gry nowymi markami.
Co do Hearthlands, raczej skłaniałbym się ku tezie, że to spadkobierca takich tytułów jak Faraon, Zeus, Cesarz, czy Cezar. Z Settlersów jest tam bardzo niewiele motywów. Wiem, bo kupiłem i coś tam pograłem.
Bardziej od tych znikających gier, nurtuje mnie pytanie, dlaczego serwisy takie jak GOG, nie publikują różnego rodzaju wersji gier w wielu językach... GOG ma w swojej ofercie wiele gier, które DAWNO TEMU wychodziły w wielu wersjach językowych - dlaczego zatem, w wielu przypadkach, można tam spotkać tylko wersje oryginalne, po angielsku? Niech przykładem jest Faraon, Zeus, Cesarz, czy cokolwiek innego. We wszystkie wspomniane gry grałem w języku polskim, pudełka w sklepach były również oznaczane polskimi znaczkami... A tymczasem GOG i Steam oferują tylko wersje angielskie. Nie stanowi to dla mnie wielkiego problemu, bo to co trzeba zrozumieć, rozumiem bezproblemowo - ale czy aż tak wielkim wysiłkiem jest postaranie się o te dodatkowe języki? Tym bardziej, że tych gier nigdzie indziej po polsku nie można znaleźć? Rozumiem, gdyby ktoś czerpał korzyści z polskiej wersji dla siebie i nie chciał udostępniać swoich zasobów innym, ale tego NIGDZIE NIE MA. Poza tym nie jest wielką sztuką takie spolszczenie zrobić...
Jestem ciekaw, ile ludzie mają godzin przegrane w DiRT Rally, że z taką łatwością przychodzi im kłapanie dziobem, że za trudna, albo że nie da się grać bez kierownicy... Ja mam na liczniku zaledwie 90 godzin, ale już po 30-40 byłem w stanie NA KLAWIATURZE dojść do klasy master (tej ostatniej) wygrywając WIĘKSZOŚĆ etapów. Mało tego: w zawodach online byłem w stanie osiągać wyniki w TIER 1 (raz udało mi się być nawet w TOP30). Pierwsze 20 godzin to była mordęga, ale jak się ogarnęło podstawy ustawiania samochodu i to, jak ustawić wspomaganie w grze (większość aż się prosiła o wyłączenie), to już było z górki. Jedyne, co na klawiaturze wymagało więcej wysiłku to jazda samochodami z napędem na tylną oś - ale od tego była kontrola trakcji ustawiona bodajże na 3 (w przypadku najmocniejszych aut na 4, bądź 5).
Ale pewnie większość z tych narzekaczy zatrzymała się na 10 godzinach gry, bo na więcej nie starczyło ambicji i pomysłu :) Cóż... DiRT Rally skutecznie odsiał małych chłopców od prawdziwych facetów :D
A ja i tak dam sobie głowę uciąć, że gdyby ludzie mogli WYBRAĆ bez żadnych konsekwencji, którego systemu chcą używać, to W10 byłby rzadziej wybrany niż 7, czy nawet XP. Ale że W10 wprowadził obsługę DX12 i zazwyczaj najnowsze Windowsy dołącza się do świeżo kupowanych komputerów, to statystyka wygląda tak, jak wygląda. Ja bym na przykład wolał używać wciąż 7, ale używam 8.1, bo akurat sterowniki do takiego systemu dostałem w laptopie... Parę tygodni próbowałem znaleźć odpowiednie sterowniki pod siódemkę, ale w końcu odpuściłem, bo laptop sobie zwyczajnie z nimi nie radził. Statystyki jak zawsze pozostają tylko i wyłącznie statystykami...
Jaki ból tyłka o Monopoly, o matko... W kartach też jest czysto losowa porażka i wykładanie tego, co się akurat dostało. Zagraj kilka razy w 3-5-8, w Piki, czy chociażby Tysiąca, a zobaczysz co to jest "nudne po 5 minutach". Nie dostaniesz dobrych kart to patrzysz, jak dobrze bawią się inni... To są gry towarzyskie, żeby spędzić razem czas - to nie ma mieć głębszego sensu i być nastawione na pełną przemyśleń rozgrywkę trwająca 4 godziny, w której decyduje tylko skill i jakieś głębsze planowanie... Super Farmer, Scrabble i setki innych gier - wszystko jest w nich losowe, ale nie do tego zostały stworzone, żeby pokazać kto jest większym kozakiem, a do tego żeby się pobawić ze znajomymi. Kto ma znajomych ten wie, reszta bredzi w komentarzach pod artykułami na GOL-u...
Witamy w czasach, gdzie wybujałe ego ludzi nie pozwala już cieszyć się tym, że spędzają czas na zabawie, a jedynym celem rozgrywki jest pokazać, jakim się jest kozakiem, bo się wygrało i umiało coś zrobić lepiej... Świecie, dokąd zmierzasz...
Szok - ponad 8500 recenzji na Steamie w dniu premiery. Ponad 6700 pozytywnych... o.O
A najlepsze jest to, że ludzie wciąż nie uczą się na błędach. Cały czas kupują to samo, cały czas grają w to samo i cały czas dają się łapać na te same sztuczki, licząc że dostaną coś nowego. Mieliśmy The Division - na początku ach i och, a potem syndrom znudzenia i monotonii. Po pierwszych zachwytach, dziś na Steamie mamy MIESZANE recenzje użytkowników. Niedawno temu wyszło For Honor - na początku wszyscy podnieta, ach i och, super gra i w ogóle. Co mamy na Steamie? MIESZANE recenzje. I to samo będzie z Wildlands - na początku ach i och, a potem pretensje, że kupa. W co ci ludzie wierzą? Że dostaną tysiące misji na tysiące godzin? Że dostaną nie wiadomo jaki zastrzyk świeżości, tym bardziej od Ubisoftu? Już nawet nie będę wspominał o tych wersjach Deluxe, bardziej Deluxe, najbardziej Deluxe, Gold, bardziej Gold i w ogóle najbardziej Gold Deluxe - bo to jest po prostu żałosne w takim stopniu, że nikomu tłumaczyć tego nie trzeba. Do czego doszło, żeby wszystkich kupujących grę dzielić na tych lepszych i gorszych...? Serio tak ciężko wypuścić jedną wersję gry dla wszystkich, a nie dziesiątki odmian z dodatkami, byle tylko nachapać się kasy? :/
PS. A już najbardziej spodobała mi się recenzja gościa (jedna z popularniejszych), że gra była bardzo dobrze zoptymalizowana od samej bety. Po czym w negatywach gry wypisuje, że... gra nie jest dobrze zoptymalizowana pod wymagania minimalne. To tak, jakbym napisał że gra ma cenę dobrą dla każdego portfela, ale ci z mniej zasobnym portfelem jej nie kupią, bo jest za droga... Gdzie tu sens i gdzie logika?
A tymczasem na Steamie, w dniu premiery, jak zwykle oceny "BARDZO POZYTYWNE". Zauważcie, jak to będzie wyglądało za kilka tygodni - zaczną się "MIESZANE", bo ludzie po dłuższym kontakcie z grą, stwierdzą że jednak nie ma co tam robić i że gra jest nudna. Swoją drogą jak słabe jest pisanie recenzji po przegraniu 2-3 godzin?
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jak wiadomo o co chodzi... to też są to pieniądze. Wiadomo, prawda? :)
Tak, dobra gra obroni się sama - ale o wielu nigdy nie usłyszymy. I właśnie takie czasem dostajemy w bundlach. Ciężko żeby dobra gra obroniła się sama, kiedy o jej istnieniu dowie się kilkadziesiąt osób, które przypadkiem wejdą na jej stronę w sklepie na Steamie - natomiast jeśli kilka tysięcy ludzi kupi jakiegoś bundla, wtedy rzeczywiście gra ma się jak obronić i... nawet wypromować bardziej :-) Na Steamie na pewno do teraz pozostają jakieś nieodkryte perełki, które nie mają się jak obronić, bo mało kto ma o nich pojęcie - i właśnie ta "niewiedza" społeczeństwa jest najgorsza - a nie to, że wciśnie im się X gier, wśród których będzie Y crapowatych :-)
Nie te, których nikt nie chce kupować, tylko te o których mało kto zapewne słyszał. O Husku przed premierą mało kto słyszał tak naprawdę, a jego obecność w Bundlu spowodowała, że masa osób o tej grze usłyszała - choć były to niekoniecznie pozytywne rzeczy. Właśnie tak się promuje swoje gry, jeśli nie ma się hajsu na rozbudowany marketing i wzbudzanie w ludziach hajpu.
Co nie zmienia naturalnie faktu, że część z tych gier to jest crap ;-)
Rozumiemy, że jesteś sfrustrowany swoim nieudanym życiem, ale czy każdy Twój post musi być przesiąknięty frustracją z nim związanym? Opanuj emocje, ochłoń czasem, życie stanie się łatwiejsze. Życzę Ci powodzenia, wierzymy w Ciebie!
Powiem tak - będę miał ten wygląd gdzieś... Dopóki będę go mógł sobie wybrać. W ustawieniach jest opcja wyboru skórki, więc mam nadzieję, że ludzie odpowiedzialni za używanie mózgów, postanowią z niej skorzystać -> udostępnić ją użytkownikom. Będzie heca, jak wcisną ten layout każdemu i każą go używać zamiast starego. Oczywiście nie mówię, że stary jest ładny i cudowny, ale po coś ta opcja jest... I mam nadzieję, że nikt o tym nie zapomni.
Powiem Ci tak: owszem, jakieś inne dodatki były. Ale były tak NIEZNACZĄCE, że szkoda o nich wspominać.
Najlepszym komentarzem do tej gry niech będzie recenzja, którą przeczytałem kiedyś na Steamie. Otóż Astroneer to najlepsze No Man's Sky na rynku :)
Jestem ciekaw, ile osób faktycznie powstrzymało się od spiracenia, wiedząc że Denuvo jest i czuwa. To, że twórcy Dooma sobie powiedzieli, że już wystarczy, nie znaczy że na tym zyskali więcej, aniżeli faktycznie mogli. Nigdy nie dowiedzą się, jaką sprzedaż mieliby bez Denuvo i jak wypadłaby w porównaniu do tego, co było z Denuvo...
Ten Parkitect to jest tak wierna kopia RCT, że aż szkoda gadać :) Nawet screeny z gry widoczne na Steamie przedstawiają tak charakterystyczne dla RCT elementy, że patrzy się na to i myśli: Rollercoaster Tycoon. Dla niewtajemniczonych mała podpowiedź odnośnie tych screenów: brązowa konstrukcja kolejki i żółte wagoniki + żółta konstrukcja i czerwone wagoniki - kropka w kropkę to samo, co było w RCT.
Co by nie mówić, przynajmniej cena adekwatna do zawartości. A zainteresowanym oznajmiam, że DLC miały być bodajże cztery, z czego jedno to ścieżka dźwiękowa z gry... Ciekawi mnie tylko, ile uda się zaoszczędzić osobom, które kupiły Deluxe Edition, które było 10 euro droższe. Jeśli cena DLC utrzyma się w granicy tych 4 euro to może się okazać, że zakup Deluxe Edition uratował nas przed wydaniem dodatkowych... 2 euro.
Pytanie, jakie w ogóle wulgaryzmy masz na myśli... Mamy wulgaryzmy zwane potocznie łaciną, ale i takie, których stosowanie jest poniekąd naturalne, na przykład DUPA.
Ja swego czasu łaciną rzucałem na prawo i lewo. Z czasem się odrobinę ograniczyłem, ale nie uważam żebym był w tej kwestii jakimś aniołem i wzorem do naśladowania. Są po prostu sytuacje, kiedy łaciny nie chcę uniknąć. Wyraz na K jest po prostu tak mocny w swoim brzmieniu, że potrafi rozładować każde napięcie. Człowiek musi czasem gdzieś wyładować swoją frustrację, a wyrazy takie jak ten na K, robią to idealnie. Staram się jednak ograniczać takie słownictwo w pobliżu ludzi, którym to nie odpowiada, lub w sytuacjach, gdzie zwrócenie się do kogoś przy użyciu takiego słowa nie jest na miejscu.