Przecież Skyrim to jedna z najbardziej powtarzalnych gier. Kopiuj i wklej. Powtarzalne dungeony, powtarzalne questy, taka sama walka ze smokami.
Rewolucji nie było.
Łapki pod trailerem na YT pokazują co gracze myślą o nadchodzącym SR.
Fortnite. I tyle.
Bohaterowie będą tworzyć markę świętych zapewne na tiktoku oraz instagramie.
Po prostu gra jest skierowana dla kogoś kompletnie innego niż poprzednie części. Na początku byłem bardziej wzburzony, ale w końcu mi przeszło. Pojawi się luka, to prędzej czy później ktoś dostarczy takiego gangsterskiego sandboxa, na jakiego czekamy. Dobrych gier jeszcze nie brakuje.
A co do GTA... Na piątkę czekałem jak na igłach, ale okazało się, że to nic specjalnego. Sukces zbudowany na marce oraz module Online skierowanym głównie dla młodszych. Dlatego na szóstkę nie czekam. Za to w odświeżenie trylogii chętnie zagram.
Bardzo dobrze się czytało! Podobało mi się to dawkowanie poszczególnych wpadek twórców. Gdy myślałem, że to już, podawałeś następny zły pomysł, który niszczył grę.
No i znajomość tematu też godna podziwu.
Pamiętam, że będąc chyba w gimnazjum, natknąłem się o info o grze i próbowałem ją zainstalować, ze względu na kuszący opis. Niestety opis jak to opis, często jest barwniejszy od rzeczywistości. Samej gry ostatecznie zainstalować nie potrafiłem więc musiałem obejść się smakiem.
Dobrze wiedzieć, że niekoniecznie mam czego żałować.
Hmm... Słuszny artykuł!
Bo pomyślmy: jak wiele jest gier, które zasługują na to, by znów je wydać(no, i trochę zrobić) w przeciwieństwie do tych, które... Dopiero co wyszły, a znowu wychodzą. Bo niestety tendencja odświeżania gier dotyczy głównie tych niezbyt starych.
Mniej pracy i niższe koszty, może i tak. Ale myślę, że wszyscy by o wiele więcej zyskali, łącznie z twórcami i całą branżą, na przywracaniu do życia właśnie tytułów, które dzisiaj, gdyby nie ogólna przestarzałość, bawiły by o wiele bardziej.
A gdyby ktoś przecież naprawdę chciał, to taki Dino Crisis mógłby być benchmarkiem nawet i zjadać chmury(te do grania) na śniadanie.
Dla mnie najlepsze części były do trójki.
Owszem, Battlefield nigdy nie miał być zbyt realistyczny. Miał być realistyczny do pewnego stopnia, i był, na ile pozwalała na to ówczesna technologia i rozsądek. Dla mnie to zawsze miało być coś pomiędzy Armą, a CoDem. Taktyczna strzelanka z naciskiem na współpracę, w miarę przystępna, ale też nie tak arcadeowa jak Call of Duty. I przez długi czas Battlefield właśnie taki był.
Jeżeli atutem ma być strzelanina w ciasnych korytarzach metra, gdzie zbierało się bezmyślnie fragi bez najmniejszego wysiłku to ja dziękuję. Owszem, sam tak robiłem, było to dosyć uzależniające. A jednak chyba wolałem rozproszone działania na bardziej wymagających i asymetrycznych mapach.
Battlefield miał potencjał. Mógł iść w różnym kierunku. W kierunku większych map, większej liczby armii, 128 albo i więcej graczy... Zachowując to, czym zawsze się ta seria charakteryzowała.
Trailery ostatnich dwóch części już pokazują, że Battlefield bardzo odszedł od korzeni. Tam się grało żeby poczuć wojenne klimaty, a teraz... Żeby odblokować kolimatorki, baretki i nabić sobie fragów w ciasnym korytarzu. No, albo zasłużyć sobie "odjechaną, wooohooo!!!!!!" akcją przy użyciu rpg i samolotu.
Zalatuje fortniteowym ziomalstwem i jeszcze tylko brakuje żeby dodali coolerskie tańce.
Tak więc dla mnie, póki co... Po trailerze jestem nastawiony bardzo negatywnie. Fajnie jednak, gdyby mimo to, gra okazała się tym, czego od Battlefielda bym sobie życzył.
A do ignorantów: Naprawdę, nie mylcie realizmu w grze oddanego w rozsądnej ilości, z absurdami typu: "no ale przecież gry i tak nie będą nigdy realistyczne, bo strzelba ma zasięg inny o kilka metrów, a Ty nie musisz po każdej misji przebierać butów".
Prócz numeru GG, Ziemiańskiego i... coś tam jeszcze jednego było - cała reszta do mnie pasuje. A mam dopiero 25 lat. Po prostu pewne rzeczy zacząłem robić wcześniej, co mnie bardzo cieszy.
Artykuł fajny. Ludzie go krytykują, nawet nie wiem dlaczego. Przecież wiadomo, że nie pisze się artykułów lub felietonów po to, aby wszyscy się zgadzali. Odbiór publicystyki na Gry-Online jest wyjątkowo negatywny.
A no powiem wam, że... Lubię was oglądać. Jesteście zabawni, a treść, którą przekazujecie uważam za wartościową, i wartą by o niej powiedzieć. Nie jest to lanie wody. Nie słyszę od was dziwnych skrajności. Macie dystans do siebie. I bije od was profesjonalizmem.
PS: Ale piosenki o nefalemie Zenku to nie zamieściliście jako osobnego materiału, a obiecano mi to w komentarzu na Yt. Za to, dam wam 10 łapek w dół w następnych filmach. Niech was zaboli.
Ok, artykuł również uważam za niezbyt udany, widzę w nim tendencję, która przewija się na GOLu - prowokacyjną.
Trochę zaczynam wierzyć, że zarząd, szefostwo - czy kto tam jest za to odpowiedzialny - sugerują pracownikom by stwarzać tego typu rzeczy, przede wszystkim mające nabijać komentarze oburzonych.
Przyznam, sam tutaj wszedłem by zobaczyć burzę.
Zaś samego autora mi trochę szkoda, bo taka fala hejtu... No niektórzy to by się mogli powstrzymać z wyzywaniem od debili. Ja tam w pełni rozumiem, że autora wymienione rzeczy mogą razić. Sam zresztą bywam podczas filmów krytykiem nie do zniesienia.
Komentarze ze sławetnym "Po co tu wchodzicie i nabijacie im wyświetlenia?" to oczywiście standard xD
Tylu ludzi gardzi, ale każdy czyta.
Ciekaw bardzo jestem jak wygląda powstawanie artykułów tutaj - czy ktoś z góry zleca tematy, czy autorzy sami je wymyślają i czekają do zgodę? Czy może jednak są jakieś wytyczne co do artykułów.
O, miło czytać.
Tak się składa, że Persona jest tytułem głębszym niż większość gier jakich wychodzi. Naturalnie kwestią gustu jest czy ktoś lubi ten styl, ckliwe historie i animowatość.
U mnie Persona 5 na chwilę obecną jest ulubioną grą. Ponad 100 godzin, podczas których nie odczułem ani chwili znużenia, tylko narastający apetyt na więcej. Niesamowite.
Projekt jest po prostu zbyt duży i zbyt ambitny w swoich planach.
Mnie by ta gra zachęciła gdyby grało w nią miliony, a spotkanie setek lub raczej tysięcy pilotów/członków załóg na jakiejś planecie było rzeczą normalną i spotykaną właściwie przy każdym wylądowaniu.
Niezły żart. GTA V dla mnie grą bardzo średnią. To już Saints Row III, w które grałem później zrobiło na mnie o wiele lepsze wrażenie.
Czasem mi się wydaje, że sukces GTA V to przede wszystkim hype, długi czas oczekiwania i silna dotychczas marka.
Gry są drogie. A ewentualne rosnące koszta produkcji są rekompensowane przez coraz liczniejszą społeczność graczy i większy rynek zbytu.
Gość po prostu odleciał chyba na swojej wannie pieniędzy.
Moim zdaniem nie. Bo masz do wyboru albo puste, generowane proceduralnie lokacje jak w wymienionych grach albo bardziej szczegółowe miejsca.
No i ja na przykład wolę coś na wzór zwiedzania planet jak w KoToRze.
Jednak ciężko jest sprawić by całe planety były czymś wypełnione.
Jejku, to tak jakby powiedzieć, że żadna gra nie zawiera takich elementów jak nie wiem... Cokolwiek. Borderlands na przykład - i niby to ma o czymkolwiek świadczyć?
Gry Bethesdy mogły by być o wiele lepsze gdyby zająć się ilością postaci mogących wystąpić jednocześnie na ekranie, większą różnorodnością podziemii, ścieżkami fabularnymi poszczególnych wątków pobocznych, lepszym systemem walki. I niech w końcu będzie widać nogi naszej postaci.
Ogólnie to taki Skyrim może i kiedyś robił wrażenie, nawet na mnie, ale gdyby coś takiego wyszło teraz, to bym tę grę chyba śmiechem zabił.
Ta gra jest bardziej drewniana niż Gothic.
I są gry, które wszystko robią lepiej od Skyrima, tylko co z tego, skoro zaraz byś powiedział "a moim zdaniem nie". No i prawda, bo to kwestia gustu.
Ale nawet największy fan powinien umieć dostrzec oczywiste wady i rzeczy do poprawki, które może i kiedyś były ok, ale czasy się zmieniają, więc gry też powinny.
Kiedyś myślałem, że jako "prawdziwy gracz" to powinienem mieć regały z grami i tak dalej. Spory już czas później, uświadomiłem sobie, że przy takim podejściu będę musiał zrezygnować z wielu gier, ale i innych rzeczy.
Obmacywałem kiedyś pudełka, otwieranie ich to był dla mnie rytuał. Teraz po prostu patrzę gdzie kupię najtaniej. Jak jest cyfrowa wersja dobrze przeceniona to biorę. A pudełkowe sprzedaję gdy ukończę, a nie mają dla mnie wyjątkowej wartości sentymentalnej.
To jest ździerstwo jak ceny gier poszybowały w górę. I nikt mnie nie przekona, że to ma uzasadnienie inne niż chciwość korporacji. Nie rozumiem też czemu każda gra musi kosztować tyle samo na premierę (z wyjątkiem jakichś mniejszych produkcji lub szczodrzejszych wydawców).
Bardzo ją lubię. Jest śliczna i niesamowicie sympatyczna z buzi, a jej uśmiech na ekranie jest jak miód w herbacie z aroni na moje serduszko. Kibicowałem i byłem w niej zakochany tak do... Do chwili, gdy... No sami wiecie. Gdy Rick strzelił swoim pilotem w ostatni sezon Gry o Tron i wywrócił rzeczywistość do góry nogami tak, że wszystko przestało mieć sens.
Po polsku to bym ją nazwał Emilia Klarek. Brzmi jak klasowa koleżanka.
Dzisiejsze RPGi z otwartymi światami poszły w złym kierunku. Te najgłośniejsze stawiają na duże, otwarte światy i zadnia rodem z mmo.
Gothic należał do tych gier, w których człowiek aż się palił na myśl o tym, że zaraz porozmawia z ważną postacią.
Wolałbym gry o wiele mniejsze, o bardziej skondensowanym świecie, ale wypełnionym naprawdę godną naszego czasu zawartością, taką, którą też możemy nazwać sztuką.
Walka lepsza niż w niejednej dzisiejszej grze, bo stawiała również na zręczność. Ekwipunek był tylko toporny.
Każdy następny poziom naprawdę miał znaczenie. Dzisiaj jest to tylko odznaczenie perka, którego często nie zauważymy.
Jakich taki zbyt młody i przystojny. Charakteryzacja to nie wszystko, moi drodzy amatorzy odpowiadający za serial pt. Wiedźmin.
Tak, zrobił bym wiele rzeczy lepiej. Jeśli mnie zatrudnią jako doradcę to byście mieli o wiele lepszy serial. Zresztą, nie tylko ja bym się dobrze sprawdził jako doradca. Bo bym szeptał:
"Bardziej się tego materiału źródłowego i wiarygodności trzymaj!"
Zanim zaczniesz kogoś wyzywać od casuali i zarzucać mniejsze wymagania, to zauważyłbyś, że zazwyczaj gry krótsze, oferują głębszą opowieść, animacje oraz lepszą narrację od tych ogromnych.
Może Ty nie szanujesz swojego czasu, może jeszcze jesteś młody, nie wiem, ale nie każdemu uśmiecha się grać w coś, co jest zwyczajną wydmuszką. Co z tego, że gra jest duża i do roboty jest wiele, skoro większość tych rzeczy to po prostu nudy i monotonia? Najwyraźniej nie jesteś zbyt wymagający, skoro wolisz w kółko robić to samo.
Nie porównuj gier, o których tutaj mowa do mmo, bo w mmo mimo grindu, jest coś wyjątkowego: mnóstwo innych graczy obok oraz sposoby na interakcję z nimi, które choćby były proste, to po drugiej stronie masz żywą osobę, która zawsze coś odwali i będzie ciekawiej.
Co z tego, że gra oferuje swobodę? To wcale nie oznacza, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Mamy dopiero XXI w. i największe gry z otwartymi światami nawet nie pozwalają usiąść na ławce. Otwarte gry chwalą się tym, że są duże, ale co z tego, skoro zdaniem twórców o tej wielkości świadczy kilkadziesiąt punktów widokowych, posterunków do odbicia, generycznych podziemii oraz pustych miast?
Dzisiaj, przy grach z otwartym światem boję się otwierać mapę, bo nie lubię mieć napaćkane pytajników. Tak, zazwyczaj jednak je olewam, jeżeli nic nie motywuje do ich odkrywania(jak w Batmanie np.), ale człowiek to jednak człowiek i mózg robi nam problemy, bo jednak lubimy być spełnieni. Gdy przeszedłeś grę, i to nawet z wieloma zadaniami pobocznymi, a w menu pokazuje, że masz 60% ukończonej gry, to jednak czuć dyskomfort.
Może jestem wyjątkiem, chociaż patrząc po znajomych, to jednak chyba nie.
Pierwsza Mafia miała otwarty świat, i właściwie nic innego prócz głównej opowieści nie było tam do roboty w kampani. Ale pamiętam do dziś charakterystyczne miejsca, pamiętam uczucie towarzyszące mi gdy wracałem do restauracji, do warsztatu. Bo było tam mnóstwo fajnych scen. Dlatego ja do dzisiaj jestem ogromnym zwolennikiem backtrackingu, który tak się dzisiaj minusuje w recenzjach.
A w dzisiejszych grach, po prostu idziesz, przechodzisz, oddajesz questa, i idziesz dalej, bo mapy są tak ogromne, że trzeba wszędzie coś umieścić. Chociaż San Andreas również muszę pochwalić. Był gigantyczny, ale tak właściwie tych charakterystycznych miejsc było tylko kilka, i one też zapadały w pamięci.
I zamiast skrajności, proponuję jednak porównać 20 - 30h gry, do tych ze 100 - 200h. Bo 6h gry to w ogóle nie jest raczej gatunek, o którym rozmawiamy.
Tasdeadman zresztą nawiązał do Vice City tak myślę, z tym neonem na palmie, więc... więc mowa nie o krótkich grach.
Jejku, rozumiem, że odpowiedziałeś mu tutaj pod wpływem emocji, i dlatego sprawiłeś wrażenie jakbyś to Ty się nie znał na grach i był casualem. Ale na pewno tak nie jest :)
Chciałbym, by te gry naprawdę zostały solidnie wykonane.
W Skyrima bawiłem się świetnie, ale drugi raz w to samo, tylko z innym światem, fabułą i klimatem już bym nie zagrał.
O ile loadingi jeszcze wybaczę, to chcę animacji na miarę XXI wieku, wiarygodniejszego świata, gdzie postacie naprawdę mają jakieś tam zajęcia, a po kilku zadaniach nie zostaje się dowódcą gildii.
I tak mam wrażenie, że dostaniemy tylko lepsze tekstury, efekty i inne rej trejcingi.
A tak zwane bitwy, to nadal będzie kilka postaci na krzyż, i jedna katapulta XD
A to ja też coś powiem, bo o tym trzeba mówić.
Chodziłem do szkoły to miałem czas by grać we wszystko, bo i się piraciło niektóre gry, i było mniej wymagającym.
Teraz gdy mam to całe "dorosłe życie" choć nadal jestem piękny i młody, to umówmy się: wychodzi gra za ponad 200 zł (niedługo chyba będzie sporo drożej, prawda, my Son(y)?), z segmentu AAA(co podobno oznacza grę wysokobudżetową), to oczekuję jakości, a nie przymykania oczu i klepania twórców po plecach. Ok, pewne rzeczy się wybacza. Jak widzę, że produkt, który kupiłem jest naprawiany.
Mam mniej czasu na granie, nie piracę już gier, mam ograniczoną długość życia, więc oczekuję, że gra będzie bogata pod wieloma względami, to powinno wynikać z naszego wzajemnego szacunku do siebie. Twórca-konsument. Ubolewam nad tym, że dzisiaj idzie się głównie w grafikę i wodotryski w grach aaa, a całej reszty trzeba szukać w mniej głośnych tytułach. Zresztą nawet tutaj twórcy dają ciała.
Będę otwarcie krytykował gry, które mi się nie podobają, są zwyczajnie słabe, do których się nie przyłożono, na temat których kłamano. A jeżeli takie mają wychodzić, ok. Tylko proszę w takim razie zawsze indywidualnie wyceniać grę. Bo teraz jeżeli coś z samych zapowiedzi wydaje się być duże, to sru - 250zł. Jakby jakość nie miała znaczenia.
Hejt to szmacenie gry, nie mające żadnego zaplecza złożonego z argumentów i własnych doświadczeń.
Masz racje, jest mnóstwo takich osób, które niedojrzałe są przez większość czasu. Ale ja napisałem: bardzo często się wyrasta, a nie zawsze. A gdy mówiłem o artykule to nie napisałem nigdzie, że miałoby to kogokolwiek wyleczyć z trollostwa.
Pamiętam i uważam za wartościowy. Ale też się trochę nie przyjął jeśli spojrzeć na tamtejsze komentarze. To normalne, bo wyrażałeś tam swój punkt widzenia, a trudno oczekiwać by wszyscy się zgadzali. I po prostu trzeba przywyknąć do tego, że zawsze i wszędzie będzie część osób, która lubi krytykować bez zaplecza każdy pogląd. No! Zwłaszcza, że jesteśmy społecznością graczy, z czego część jest toksyczna już z samego faktu bycia graczem.
O chwileczkę, nie wszystkie trolle zamieniają się w kamień. Poza tym tak, wyrasta się. Przecież jeśli nie jesteś trollem zawodowo, to często bywasz nim z powodu niedojrzałości i charakterystycznych dla owej niedojrzałości cech:
- przemądrzalstwo
- przeświadczenie, że wie się lepiej
- izolacja od rozsądku
- tarcza antyargumentowa
- uszczelnienie umysłu by nie był otwarty
Takich ludzi nazywa się trollem albo hejterem.
Chciałbym Cię dodatkowo w tym momencie, oficjalnie posądzić o publiczną nierzetelność! Na socjologii nie uczą o trollach. Tego uczą w Hogwarcie, Dalaranie i pewnie Gondorze.
Wielu ludziom tak trudno zrozumieć, że to, iż coś się komuś podoba, nie oznacza, że jest jakościowo dobre. I w drugą stronę tak samo.
Nie ma też, i podejrzewam, że nigdy nie będzie - obiektywnego wyznacznika jakości. Wyznacznik jest taki jaki sami sobie założymy: ktoś jednak gra i płaci? - Oj to gra musi być dobra. Twórcy w swojej grze odstają od całej reszty branży? - gra to badziew.
Dobra sprzedaż, czy może niszowość i złożona treść decydują o jakości gry? Kto mi powie? Czy popularność Wiedźmina oraz zbity na nim kapitał jest istotniejszy, czy może nobel dla Tokarczuk, bo wiecie, to w końcu nobel, a jeśli ktoś nie lubi twórczości Tokarczuk to pewnie dlatego, że jej nie rozumie.
Ktoś ma czelność krytykować, że ktoś inny chwali? - boomer, hejter. Każdy ma prawo cieszyć się z czegokolwiek, nie odbierajmy mu tego, zwalczajmy, a w przyszłości zakażmy wszelkich krytyk i głosów niezadowolenia!
Ludzie, opanujcie się. Od dłuższego czasu w komentarzach (i to również od członków zespołu) albo nawet publicystyce, widnieje tendencja do jakiegoś wykręcania istoty dyskusji oraz dyskryminacji odmiennych opini.
Czy ktokolwiek przed zamieszczeniem komentarza pokusił się o minutę refleksji nad potencjałem logicznym w wypisywanym poście?
A do drogiej redakcji: zróbcie jakiś artykuł, który poruszy współczesny problem komunikacji w internecie, w kontekście gier, bo to nas wszystkich dotyczy. Podejmijcie problem braku debatowania rzeczowego i spróbujcie chociaż wpłynąć na świadomość. Może jakiegoś socjologa o to poproście.
I tak, raczej celowo pominąłem czysto hejterskie komentarze, sprowadzające się do braku argumentów i ewidentnego jadu, bo tam bezsens widać od razu, i zazwyczaj są to trolle albo dzieci. Z tego bardzo często się wyrasta.
Odpowiedź jest prosta: świadomość ludzi odnośnie niektórych kwestii musi dojrzeć. Kilka lat temu zaczęło się boom na bycie bio i eko. Najpierw w żywności, teraz jeszcze w innych sferach życia.
Ano nie było nigdzie gadania o radioliniach, przynajmniej nie takiego jak teraz o 5G. I to ma niby świadczyć o czym? O braku szkodliwości radiolinii, sieci 5G i jeszcze wszystkiego innego, czego wpływ będzie niezbadany?
Masz rację, niepoważne są twoje ignoranckie komentarze, więc ich nie umieszczaj.
Ale wiesz, że 5G nie oznacza 5Ghz wifi?
Tu chodzi o to, że anteny będą musiały być wszędzie. Będziemy w tym pływać. Nie uciekniesz przed tym. I nie mamy tak właściwie póki co nic do gadania.
Wedle twojego rozumowania już dawno moglibyśmy mieć sieci 60G, bo przecież routery obsługują 60ghz...
Tak, szkodzą sobie. Niekoniecznie świadomie, może po prostu są więc idiotami. Sposób w jaki działają zachodni politycy zdaje się to potwierdzać.
Przyjmują, że szkodliwość 5g ujawni się zbyt późno by dać się wyprzedzić innym państwom w korzyściach, które mogą dla gospodarki lub "smart" życia z tego 5g wyniknąć. Ludzie mają w naturze bagatelizować szkodliwość rzeczy, niosących tak zwaną nowoczesność.
Przyłączam się do głosów krytyki artykułu.
Powinien być merytoryczny, a bardzo nie jest.
Nie jestem ani płaskoziemcem, ani zupełnym antyszczepionkowcem, ale wprowadzanie tak prędko sieci 5g jest idiotyzmem i ignorancją lub działaniem, którego autorom naprawdę zależy na sianiu szkody.
Miło widzieć tutaj kogoś kompetentnego z racji wykonywania zawodu, uwiarygadniającego ten rozsądny rodzaj głosów, które wołają o przeprowadzenie porządnych badań na rozsądną skalę. Myślałem, że w interesie człowieka leży wybór tej najbezpieczniejszej opcji, zwłaszcza w sytuacji, w której nie jest udowodniona ani szkodliwość, ani jej brak(wtedy, profilaktycznie powinno się zaniechać potencjalnie niebezpiecznego kroku).
I ot, z tego komentarza Maćka wyniosę więcej wiedzy niż z artykułu.
Uwielbiam serię Arkham. Origins nie przypadł mi do gustu ze względu na to iż był prequelem. Nie lubię odsłon, które opowiadają wydarzenia "sprzed". Wybija mnie to z immersji. Grałem na konsoli, żadnych bugów nie doświadczyłem.
Znajdźki, które z przyjemnością mi się zbierało, efektowna, atrakcyjna dla oka oraz ucha walka, która na dodatek jest wyzwaniem, świetne postacie, walki z nimi, aktywności poboczne, które zawierają innych bossów. Cud, miód, malina. Otwarty świat, który nie jest nudny. Oby następna część była równie udana. Życzę im powodzenia i czekam z niecierpliwością.
Świetnie! To co MCU zrobiło z kinem superbohaterskim to wspaniała rzecz. Tylko w sumie... niezbyt się orientuję w tych fazach, byłbym wdzięczny gdyby ktoś mi to rozjaśnił - Chyba już największa draka za nami? Ta najbardziej epicka i tak dalej? Teraz seriale i jakieś majaczące w oddali kolejne filmy, ale czy będą jeszcze potrafili tak świetnie połączyć tyle postaci? Mam nadzieję, że nadchodzi jakieś większe zło od Thanosa.
@Wielki Gracz od 2000 roku
Mamy to wszędzie, oczywiście. I to mnie również wkurza. Dlaczego mówisz, że tylko przy Fortnicie pojawia się problem? Fortnite to gra i dlatego najwięcej jej jest w odmętach internetu, a że tutaj gdzie by się ta gra nie pojawiła to jest opcja skomentowania, więc... komentujemy. Do telewizora nie powiem, że "Hipnoza" tvnu albo Warsaw Shore jest żałosne bo nikt mnie nie usłyszy poza innymi domownikami.
Ad 2.
Ja prawdopodobnie też bym to zrobił, ale nie porzuciłbym innej gry, bo wolałbym też sam coś pokazać światu. Zwłaszcza przy środkach jakie teraz mają. To było pójście na łatwiznę, nie obwiniam ich za to. Tak, biznes to jest biznes. Ale czy świadczy o jego świetnym opanowaniu? To raczej przychylne okoliczności.
Ma prawo mi się nie podobać to, że zarżnęli grę, którą polubiłem.
@Wielki Gracz od 2000 roku
Michael Jackson nie stworzył moonwalku, tylko go spopularyzował. I to nie taniec tylko figura taneczna.
Fortnite ma ten sam problem co kościół, globalne ocieplenie oraz wiele innych politycznych lub światopoglądowych tematów. Jedna strona uparcie broni i popiera bo tak jest modnie, a druga strona uparcie krytykuje i nie popiera bo tak jest modnie. Pomijam merytoryczne stanowiska, bo te są w mniejszości i przykryte tonami śmieciowych opinii.
Ja uważam, że Fortnite jest jednym z symboli dzisiejszych nastoletnich pokoleń. Przyciąga młodych ludzi do streamerów, którzy bardzo często obnoszą się z niezbyt porządnymi wartościami, i to w prymitywny sposób. Sama gra lansuje bycie "cool", "ziomalem" i właśnie pokazuje innym wydawcom jak fajne mogą być mikropłatności.
Nie rozumiem też popularności ludzi pokroju Ninja. Mnie również to wszystko irytuje, dlatego rozumiem innych z mojego "obozu".
Większość ludzi bagatelizuje takie ogłupiające i degenerujące zjawiska w przestrzeni społecznej.
Prócz tego, chowam teraz moją dojrzałość do kieszeni, mówiąc, że chciałbym aby Fortnite upadł z siłą uderzającego w ziemię Hulka przede wszystkim za to, jak Epic olało najlepiej zapowiadającą się moim zdaniem grę MOBA - Paragon. Bardzo mi się ta gra podobała, ale Fortnite tak się przyjął, że Epic mogło porzucić wszystko inne. Niech im pierdyknie ta ich kolorowa gra, która miała być czymś innym, ale szczęśliwie dla nich udało się twórcom podłapać cudzy pomysł i stworzyć maszynkę do pieniędzy.
A wracając jeszcze... bo wiem o co Ci chodzi, Wielki Graczu od 2000 roku. O krytykowanie czegoś tylko dlatego, że jest popularne, a nie pochodzi z naszych, jedynych świetnych i słusznych czasów. Nie wiem co jest przyczyną, może chodzi o to, że teraz żyjemy w czasach gdy każdy może w internecie zamieścić opinię jakąkolwiek? Stąd się bierze: Hejt(opluwanie) --> Antyhejt(opluwanie opluwacza). A te merytoryczne wypowiedzi są w mniejszości. Może za Michaela Jacksona też tak było, ale większość opinii pozostawała w domach. I jak ktoś nie lubił moonwalku to po prostu dzielił się tym z mężem albo siostrą.
Tylko czego gracze tak naprawdę chcą? Jeśli diablo ma być przystępne dla jak największej liczby graczy, to czy zdecydują się na "odkażualowienie?"? Czy to tylko graficzny lifting. Który swoją drogą mi się nie podoba. O ile w diablo I i II mi się podobało, tak tutaj ani trochę. Wydaje mi się, że problemem Diablo 3 był raczej endgame, który miał mety. Jeden słuszny build itd. Z Diablo 4 zrobi się chyba mmo i to może być jakiś powiew świeżości. Czy dobry, to się okaże. Jeśli ktoś oczekuje takich samych wrażeń jak podczas grania w D2 to niestety, ale najprawdopodobniej się zawiedzie. Lepiej zrewidować oczekiwania na coś w stylu... Jak najlepszej zabawy, a nie powrotu do dawnych czasów.
Nie wiem o czym mówisz. Na wysokim poziomie trudności, gdzie nie widać symboli, które uprzedzają o ataku wroga, bardzo łatwo zginąć. A jeszcze trudniej robić takie komba, które ładnie wyglądają. W batmanach walka jest trudniejsza niż w ac bo wrogowie atakują częściej i zdarza się, że jednocześnie. I nie tylko wręcz, ale również strzelają, rzucają, szarżują, blokują. Na niektórych trzeba konkretnej kombinacji. Więc nie wiem o czym Ty mówisz, chyba o łatwym poziomie albo walce, w której nie masz więcej niż x10.
Jednak trochę szkoda, bo arkham origins nie lubiłem, ze względu na design croca, który nie wyglądał tak mocarnie jak w arkham asylum, oraz faktu, że to prequel, a ja nie lubię się tak cofać w czasie.
Ale z niego narcyz. To taki innowacyjny produkt, że nawet jego autor nie wie co robi. Może i gra będzie dobra, ale Kojima niech nie przesadza z tym pławieniem się w swoim "geniuszu".
@Iselor
A czytasz coś może? Czy tylko opierasz swoją wiedzę na grach?
Co do walki - tak, ten z Gothica bije na głowę takiego Tesa. Możesz mając niższy poziom i gorszy ekwipunek pokonać kogoś o wiele silniejszego, jeżeli uda Ci się poprowadzić odpowiednią kombinację. Tym samym możesz być na jeden cios, a i tak wygrać. Walka nie polega tylko na liczbach, ale też sprycie. Sytuacje typu wejdź na kamień albo wykorzystaj jakąś przeszkodę, co nie znaczy, że zawsze Ci się uda. Zadań charakterystycznych dla mmo, typu zabij, przynieś, odnieś, jest marginalnie mało. Oczywiście, ogólnie zadań jest o wiele mniej niż w jakiejś ogromnej grze, ale to normalne? Ilość zadań adekwatna do rozmiaru świata.
Z jakimi stereotypami zerwał wiedźmin? No słucham.
Bohaterowie z Wiedźmina to głównie z książek, więc nic dziwnego. No i też strasznie stereotypowi. Nie widziałeś nigdzie indziej zimnej suczy, która niby to kocha, ale i tak jest zimna i chłodna? Jaskier też oklepany. Geralt - bezbłędny niemalże wojownik, który cały czas gada jaki to z niego mutant i nie wie jak to jest czuć, a tak naprawdę wychodzi na to, że jest lepszy od większości ludzi.
Bez przesady. Charaktery z Gothica nie mają tak naprawdę żadnej przeszłości, tyle tylko wiemy co nam o sobie opowiedzą w grze, więc to normalne, że wydają się płytkie. Jak na coś wytworzonego tylko przez gry to moim zdaniem jest bardzo dobrze. Najważniejsze, żeby dana postać potrafiła sprawić, że coś do niej czujemy. Cokolwiek to jest. Ja do paczki bezimiennego się przywiązałem, do kilku npców w świecie gry czułem różnie. Szkoda, że Gothic 3 wszystko zepsuł pod tym względem. Prawie zero dialogów, które by interesowały... no klapa.
@Sir Anubis
Jak nauczysz się dostrzegać więcej niż dwa kierunki/dwie skrajności/dwa końce/dwa kolory, to może wtedy porozmawiamy.
A wiesz, że postęp nie zawsze oznacza coś lepszego?
Powstał nawet list otwarty naukowców i lekarzy w tej kwestii.
Trzeba być naiwnym albo zdziecinniałym żeby nie widzieć możliwego wpływu fal elektromagnetycznych na fale mózgowe.
I nie dziwi mnie ani trochę bagatelizacja tego przez świat.
Poza tym, komu to w ogóle potrzebne? W dodatku zważywszy na koszta i potrzebę budowania tylu anten. Czy to już celowa próba aninhilacji wszystkiego co żywe czy kolejny tylko przejaw ludzkiej głupoty podyktowanej potrzebą jeszcze większego wygodnictwa?
O! A to to już w ogóle święta prawda. Dlatego też często zwracam uwagę na sposób w jaki ktoś wypomina fabule niedoskonałości. Zwłaszcza gdy mówi się o braku oryginalności, "to już było", etc. Jak nastąpi zagłada i rzeczywistość przeniesie się w postapo to będziemy mogli od nowa tworzyć ciekawe historie. No bo wiadomo, większość filmów, gier, książek i komiksów zostanie zakopana, porozrzucana po bunkrach i opuszczonych budynkach jako znajdźki, więc nie będzie ta dzisiejsza popkultura tak powszechna wśród naszych prapraprapra wnuków. Wtedy historia takiego batmana albo władcy pierścieni będzie mogła na nowo się narodzić w czyjejś głowie i robić furorę jako odkrywcze.
A póki co... No, ale tak czy siak, wiele gier po prostu obraża graczy swoją głupią opowieścią. Oryginalność to jedno, jeśli ktoś się jej czepia(a zwłaszcza w kontekście jakiegoś bardzo popularnego motywu) to moim zdaniem robi błąd.
W grach większym problemem moim zdaniem jest sposób przekazywania opowieści.
Fajne przykłady w artkule, a ich jest całe mnóstwo. Ile to mamy sytuacji gdy jakaś postać podczas bycia sterowaną przez gracza robi niemożliwe rzeczy i niszczy całe hordy wrogów, żeby w cutscence wyjść na zwykłego januszowego śmiertelnika, który pada od jednego ciosu?
Czy dylematy. Najbardziej z gier rozbawiła mnie Lara właśnie. Albo postacie, którymi kierujemy w Far Cryach. A od Uncharted(z niezrozumiałych dla mnie powodów tak zachwalanej gry) odrzuciło mnie tak intensywne strzelanie. Jak tej serii jeszcze nie znałem to myślałem, że to taki Soniasty Indiana Jones.
Gta to samo. Wychodziłoby na to, że graczom oddaje się do dyspozycji chyba do szpiku kości zwyrodniałych osobników, którzy z zabijania setek istot nie robią sobie nic. Więc i też psychopatów.
Ciekawe ile osób głosowało w ankiecie.
Chyba większość nie czytała książek i jest przeciw Sapkowskiemu zgodnie z modą. Może później się to zmieni jak artykuł przeczyta więcej osób. Gra może się bardziej podobać, ale jak tekst o tym słusznie mówi, trudno postawić grę obok jakiejkolwiek książki jeśli chodzi o fabułę. Scenarzysta może być wybitny, ale sam fakt, że pisze na potrzeby gry oznacza wiele ograniczeń. No i - w grach fabuła jest elementem mniej lub bardziej ważnym, obok całej reszty. W książkach to wraz ze stylem pisania najważniejsza rzecz.
Przecież to Sansa z gry o tron, co wy tu pierniczycie w tych komentarzach.
L.A Noir
Uwielbiam lata 40 i wcześniej, klimaty mafii z najlepszych czasów. A niestety bardzo mało gier w tej tematyce i przedziale czasowym, o ile w ogóle są jakieś. Mafia 3 na moje nieszczęście rozgrywa się już w późnym okresie.