Zdecydowanie "We All Lift Together" z Warframe'a. Nie to że kawałek świetny to przyda się nam wszystkim w nadchodzącym roku.
Wake the fuck up Samurai,
Mówiła mi matka,
Łamała opłatka,
Dawała karpia,
Mi już za dużo,
Mi już za bardzo,
Poczęstuj dziadka,
Ja chcę pierniki,
Ja chcę prezenty,
Ja chcę kasę z kolędy,
Gdy pierwsza gwiazdka na niebie świeci,
Cieszą się dzieci,
Cieszą rodzice,
Mówią zwierzęta,
Bo mamy święta!
Dla Panów Bandytów poleciłbym A Way Out, przyda im się jak w końcu do Kevina przyjdą.
Po miesiącach przygotowań nadszedł dla Eivora ten czas, pora była wyruszyć na ścinanie Choinkostwora. Był to syn Lokiego, chytry i przebiegły jak jego boski ojciec, wyglądający jak pokaźna choinka, tak naprawdę był śmiertelnie niebezpiecznym przeciwnikiem. Poczwara, mimo że zakorzeniona w ziemi, rzucała się na wszystkie strony siekąc wszystko swoimi ostrymi jak brzytwa igłami i kłapiąc swoimi ogromnymi szczękami ukrytymi pomiędzy gałęziami. Wszyscy podróżni przejeżdżający obok, nie mieli szans. Nieświadomi, malutcy, przedzierali się przez śnieżne zaspy na kulbakach swoich wierzchowców. Nie zdawali sobie sprawy, że to drzewko to będzie ich ostatni widok przed śmiercią. Choinkostwór od dziesiątek lat zbierał swoje krwawe żniwo, lecz tylko przed świętami. Na wiosnę zapadał w długi sen i budził się dopiero gdy na swoich gałęziach poczuł pierwszy śnieg. Eivor naostrzył topór, ubrał się ciepło, wypił grzańca i wyruszył ku przełęczy, w której okolicy rósł Choinkostwór. Gdy dotarł na miejsce zobaczył mały zagajnik, paręnaście choinek, nie więcej. Jedna, rosnąca lekko na uboczu, rzucała się w oczy. Była przynajmniej pół metra wyższa od reszty. Eivor, by nie ryzykować, podniósł z ziemi kamień i rzucił w stronę drzewka. Nagle drzewko jakby złamało się w pół, połknęło kamień i zrosło na nowo. Choinkoswtór został zidentyfikowany. Eivor poprawił chwyt na rączce topora, światło poranka odbijało się od wypolerowanego, ostrego jak brzytwa ostrza. Policzył do trzech i ruszył z krzykiem godnym niedźwiedzia na potworne drzewko. Był metr od choinki gdy pierwsza gałąź wystrzeliła w jego stronę, zrobił szybki unik. Następną gałąź odrąbał toporem. Trzecia gałąź przeleciała nad jego głową, Eivor zdążył się na czas uchylić. Czwartej się nie spodziewał, igły ostre jak sztylety rozorały mu bok. W przypływie adrenaliny odrąbał roślinną kończynę i nie zauważył piątej. Niski cios powalił go na śnieg. Szybko odbił kolejny atak. Wiedział co musi zrobić, albo zetnie podstawę, albo zginie. Przeturlał się na lewo, w miejscu gdzie przed chwilą leżał wbił się iglasty konar. Skoczył prosto w wir gałęzi, ciągle w ślizgu ciął na odlew w pień Choinkostwora. Szybko wykonał przewrót w bok i odskoczył. Drzewko rozwarło swoje paszczęki, zawyło i zaryczało w wielkim bólu, po czym padło na ziemię bez życia. Eivor odetchnął, podziękował Odynowi za pomyślny bój i obwiązał drzewko liną. Przytargał je do wioski, postawił na środku, razem z mieszkańcami je przyozdobili i poświęcili na chwałę bogom. Eivor zmęczony i ranny padł na wznak na swoje leże. Teraz został mu już tylko Karpiopotwór.

Murloki z Warcrafta nie są za duże więc świetnie by wskoczyły na miejsce elfów. To że zabawki byłyby by śmiertelnie niebezpieczne, włóczniopodobne i ostre na każdym końcu to już inna sprawa...