wiesz nie jest to to samo, bo ten obrazek to jest bardziej, ze im ktos jest "nizej" tym potrzebuje czegos co dla tego wyzej jest juz niewystarczajace.
w moim przypadku mowilibymy czyms blizej kola, gdzie ten ktory jest bogaty, ale jednoczesnie nie ma zycia, chcialbym prowadzic skromne zycie, ale nie wiem jak to zrobic, lub sie tego boi. do czego zmierzam - zapierdalajac w robocie mozna zakopac bardzo wiele problemow, ktorych nie widac, bo czlowiek nie ma czasu pomyslec nad tym co dzieje sie w jego zyciu. dopiero jak zaczyna sie robic wolniej, wowczas ludzie staja sie bardziej swiadomi, i czesto przez to smutni, bo dopiero kiedy nie maja czym "zabic" czasu, ktory mogliby poswiecic na analize swojego zycia, zdaja sobie sprawe w jakiej sa dupie.
zaleznie od perspektywy, ktos moze byc przegrywem w oczach jednego, a w oczach innego nie.
przyklad - masz w wawie korpo, w ktorych ludzie zapierdalaja. ci ludzie ktorzy zapierdalaja najchetniej i najwiecej, najszybciej sie wspinaja. w wieku ok. 40 lat moga osiagnac szczyt, byc milionerami, byc zabezpieczonym do konca zycia. ale czy sa wowczas spelnieni w innych sferach jak rodzina itd.? pewnie nie, bo nie mieli na to czasu.
i z jednej strony bedziesz patrzyl na kogos takiego jak czlowieka sukcesu, ktoremu bys wszedl w buty, bo ma kupe hajsu i jest "bezpieczny" z drugiej, pewnie nie ma zycia poza praca, i jest to jedyny sens jego zycia, dlatego ci ludzie pomimo tego ze moga pojsc na wczesna emeryture dalej zapierdalaja jak glupi, szczegolnie ze mowimy tutaj o pracy jednak nadal troche wyrobniczej, a nie czysto "biznesowej" ktora uprawiaja najbogatsi.
jezeli nazwalbym cos byciem przegrywem, i to byloby w miare obiektywne, tak mi sie wydaje, to bycie w zyciu nieszczesliwym, z dowolnej przyczyny, i brak proby zmiany tego stanu. na to nie ma, tak mi sie wydaje, zadnego wytlumaczenia, zawsze mozna zrobic COS, a przynajmniej zaczac COS robic.
cena wydaje sie w porzadku, pod warunkiem ze w te gry faktycznie poszedl jakis wysilek, a nie jest to tylko wydanie czegos co moderzy zrobili wczesniej i lepiej.
a niestety biorac pod uwage ile ta firma wklada wysilku w rozwoj swoich starych gier nie mzona miec zbyt wysokich oczekiwan.
yaris, chyba 2002, jakos ok. 140km/h. przyznam ze juz przy tej predkosci rzucalo i chyba sie balem (bylo to juz dosc dawno temu).
ale z drugiej strony, od jakiegos czasu slucham w zasadzie codziennie eurobeatu... i chyba bardzo dobrze ze nie mam teraz samochodu, bo nie wiem jakby sie to skonczylo.
diablo 3 to syf, ale ciezko sie nie zgodzic, ze diablo 2 jest pod kazdym wzgledem od w zasadzie wszystkich innych h&s obecnych na rynku od kilkunastu lat.
a bardziej ogolnego pytania nie potrafisz juz zadac? kotno na selfie to jest program wdrozony przez banki, a nie parabanki typu vivus. jakby to nie bylo bezpieczne to by tego nie wprowadzili.
Czesc,
czy mozecie polecic jakis monitor (albo odradzic), markę etc. lub zasugerować na jakie parametry powinienem patrzec?
Monitor będę podlaczal aktualnie do laptopa, ktory stanowi pseudo PC ze względu na brak lepszych opcji ATM.
Do tej pory korzystalem z monitora Della z pracy (model podobny do tego [link] ). Ogólnie jest spoko (bo sie nie znam), ale prywatnie moze moge kupic cos lepszego.
Nie potrzebuje, zeby monitor wyswietlal wiecej jak 60 klatek na sekunde bo jestem i tak cienki w gry seciowe, wystarczy mi 60 klatek i mozliwe dobre odzworowanie barw (nie pracuje graficznie, po prostu tak jest fajniej).
Do tej pory korzystałem z monitora 27 cali. To jest w porządku, ale jak będzie większy to mnie chyba nie zaboli.
Cena w sumie bez limitu, ale wolałbym się zamknąć tak w 1500 PLN.
sniadanie to zwykle jakas jajecznica z parowka lub jakies slodzone/kukurydziane platki jak mam jej dosc.
a obiad to zwykle ide zjesc cos w maku.
kolacja roznie.
dieta tragiczna, ale nie zdobylem sie jeszcze znowu na bardziej ambitne sniadania i przygotowywanie obiadow. aktualnie w jednym miescie mieszkam, a w drugim pracuje, i depresyjny stan z tego wzgledu udziela mi sie na tyle, ze w tym drugim za bardzo nie chce mi sie organizowac zdrowe jedzenie, szczegolnie ze mieszkam z randomami. zastanawiam sie troche nad dieta pudelkowa, bo mam juz 25 lat i odnosze wrazenie ze moj zoladek nie jest juz takim chadem jak gdy mialem 20 i znosil wszystko :(
na swoja obrone powiem, ze praca regularnie po kilkanascie godzin i ciezko sie zmusic zeby to ogarnac samemu, chce sie miec troche zycia.
pytanie raczej jakiej ty gry oczekujesz z hiszpania, zeby mozna bylo mowic o przyzwoitej grze, biorac poprawke na rywala i umiejetnosci zawodnikow.
wydaje mi sie, ze wystarczy jak polska wygra ze szwecja w oparciu o dowolny wynik. wydaje mi sie, ze nie ma dla nas znaczenia co sie wydarzy w drugim meczu.
If two or more teams in the same group are equal on points on completion of the qualifying group stage, the following criteria are applied, in the order given, to determine their rankings:
a. higher number of points obtained in the group matches played among the teams in question
tak, serio. to nie byla zadna obrona czestochowy bo hiszpania niczego wielkiego nie grala i nie miala bardzo wielu okazji.
hiszpania nic wielkiego nie grala, ale taki wynik i gra byly naprawde przyzwoite, pierwszy raz od bardzo dawna.
w10 mialo byc ostatnim windowsem ktory juz bedzie tylko aktualizowany... a to przeciez nadal w miare mlody system.
w korpo w zasadzie grazynek nie ma, ale tak czy tak rozumiem ciezar pracy z takimi ludzmi. jak bylem na praksach w sadzie to siedzialem w pokoju z takimi dwiema w wieku late 40/50s i one klepaly jezorami i nakrecaly sie nawzajem przez pelne 8h (a to bylo pierdolenie o tym jak im zle w tym sadzie, ze pracuja tam ponad 20 lat i malo zarabiaja, wszystko im przeszkadza, tak kazdego dnia, doslownie). jedyna ulga kiedy jedna poszla na urlop, to drugiej ciezko bylo prowadzic konwersacje samej ze soba albo ze mna. ogolnie jakbym byl zmuszony tam pracowac dluzej ze wzgledu na brak innych opcji/ brak kasy etc. (wytrzymalem 2 miesiace i to pewnie az tyle bo latem xd) to juz wolalbym zakonczyc zywot.
w korpo tez czasem trzeba wyjsc na przerwe/ posiedziec w social roomie z korposmieciami i jak zasadniczo unikam wszelkich sytuacji pozapracowych (bo zwykle korpoludki maja bardzo obludne, obrzydliwe charakterki i trzeba bardzo skrupulatnie w tym srodowisku wybierac osoby do chocby pol-szczerej rozmowy, i w sumie to nikogo tam nie lubie, najwyzej lubie z nimi popracowac xd), tak te sytuacje nie wiaza sie z nieporownywalnym bolem istnienia jak kazda sekunda w pomieszczeniu z grazynka.