
Chciałabym spędzić święta z Geraltem w stolicy Toussaint - mieście Beauclair. Toussaint skrywa mroczne sekrety. Ale to przede wszystkim miasto pełne kwiatów i kolorowych budynków. Podczas świąt odbywają się tam liczne festiwale i wydarzenia, które z pewnością spodobałyby się każdemu kto tu przybywa. Beauclair jest spokojnym miejscem, ale ma swój własny klimat oraz duszę. To miasto naprawdę żyje.

Dla Luffyego wybrałbym Freeskiing. Luffy potrafi tworzyć twarde ciało z otaczającej go czakry. Dzięki temu mógłby z łatwością wykonywać skomplikowane akrobacje na śniegu.
Dyscyplina w której najlepiej sprawdziłby się Zoro jest Biathlon. Mistrz miecza ma doskonały refleks, co pozwoliłoby mu na strzelanie do celów bez pudła.
Nami jest bardzo szybka i zwinna. Te cechy predestynują ją do uprawiania Snowboardu. Mogłaby wykorzystać swoje zalety do wykonywania skomplikowanych trików.

Kevin zostaje znowu sam. Jak myślicie w jaką grę gra pod nieobecność rodziców i dlaczego w tę?
Moim zdaniem gra w grę Santa Claus in Trouble. Podobnie jak zimowy dobroczyńca sam często pakuje się w kłopoty, z których z gracją unika. Soundtrack z gry przywołuje piękne wspomnienia, kiedy jako młodziki siadaliśmy jak do telenoweli i tak spędzaliśmy czas w chłodne, zimowe wieczory.

Do swojej drużyny świątecznych elfów-pomocników wybrałbym jako swoją prawą rękę Linka z serii gier The Legend of Zelda. Dzięki swojej sile i sprawności fizycznej pomógłby mi w przyniesieniu drzewka choinkowego z lasu.
Jako zastępca Sonic the Hedgehog jest bardzo szybki przez co pomoże mi w takich zadaniach jak zakupy czy dostarczanie prezentów.
Maskotką w ekipie byłby Kirby. Jest bardzo przyjazny i lubi pomagać innym. Byłby wspaniałym towarzyszem zabaw dla dzieci.
Jako gwóźdź programu Mario. Wąsaty hydraulik znany z tego, że jest bardzo pracowity i zawsze pomaga innym. Tym razem zamiast ratowania księżniczki, pomógłby mnie w ugotowaniu zupy grzybowej.
spoiler start
ps: nie odpowiadam za smak zupy, natomiast gwarantuję że po zjedzeniu dostaniecie Power-upa
spoiler stop

W Oregonie panowała mroźna zima. Śnieg padał nieustannie od kilku dni, zasypując wszystko białą kołdrą. Siedziałem w mieszkaniu i słuchałem kolęd. Nagle zadzwonił telefon. Odebrałem i usłyszałem głos Deacona St. Johna.
- Cześć, słyszałem, że jesteś sam w święta. Może pokolędujemy?
- Kolędować? Przecież trwa apokalipsa zombie, a w dodatku spadł śnieg!
- To nie problem. Mamy motocykle więc szybko dotrzemy do każdego domu.
Kolędowaliśmy do późnej nocy. Deacon to świetny gość. W świecie, który pogrążył się w chaosie, on wciąż wierzy w to, że ludzie mogą być dla siebie dobrzy.