Widziałam o niej mnóstwo pozytywów. Spodziewałam się fantastyczności. A siedziałam, i siedziałam i nadal siedziałam, czekając. I w końcu nie doczekałam się tego wow, którego oczekiwałam. Zdecydowanie za długa, o niezbyt ciekawych postaciach i straszliwie nietrafiającym do mnie humorem.
Założenia brzmią absolutnie nieziemsko – nie mój typ gry, ale chyba nie powstrzymam się od kupienia <3
To nie jest RPG, którego szukacie. Walka wybitnie irytująca, levelowanie co najmniej dziwne. A jednak ja się zakochałam, wiem, że nie ja jedna. Postacie w mojej opinii nierzadko wspaniałe, ciekawe dialogi i fascynujący klimat. Wiedziałam, jak będzie to wyglądać – aż przykro, że niejedna osoba miała nadzieję na lepszą mechanikę, może gdyby oczekiwania były niższe, oceny byłyby lepsze. W końcu DontNod już znamy z raczej kiepskiego gameplayu – szkoda, że nie zawsze pamiętamy.
Zgubiłam te wyniki czy nadal nieogłoszone? Bo bardzo mnie, przyznam, ciekawią odpowiedzi zwycięskie :>
Dziwne. Oczekiwałam po tej grze po prostu miłej rozgrywki i ciekawej fabuły. Dostałam dosyć typową fabułę, w której doskonale widać, że jest typowo growa, idzie się od zadania do zadania i tyle. Rozgrywka faktycznie niezmiernie przyjemna, chowanie się po kątach sprawia mi olbrzymią frajdę, jak mało która gra. Ale poza tym dostałam sporo postaci, początkowo mi obojętnych, w których jednak zakochiwałam się stopniowo. Dostałam protagonistę, którego szybko uwielbiłam i z którym przeszłabym cały świat. Do dwójki dopiero się zabiorę, ale już doskonale wiem, że to nie Emily będzie moim wyborem. Może akurat zdążę się Corvo nasycić, ale już teraz nieco żałuję, że więcej niż dwie gry nim nie pogram. Co tym dziwniejsze, że przecież on sam nic w tej grze nie robi. Ale co ciekawsze, dostałam zadania poboczne, których konsekwencji się nie spodziewałam, a były, i zaowocowały u mnie dziwaczną wręcz immersją – czułam, że powinnam zamknąć za sobą drzwi, bo tak przecież wypada, że akurat tych strażników nie zaatakuję, bo uważają Rewidentów za heretyków, a mogę ich bez większych problemów uniknąć, a nawet, że nie powinnam ukraść rzeczy X, bo tej osobie przyda się bardziej niż mi. Absurdalne, wiem. Ale nadspodziewanie przyjemne. Tak samo też, chociaż główna fabuła w ogóle mnie nie zafascynowała, wszystko, co odkrywało się o świecie po drodze, z Odmieńcem kontra Rewidentami na czele, wciągnęło mnie niepomiernie. Osadzałam się na wszystkim, co dostawałam, latałam za każdą książką i każdym audiografem, zapisywałam każdą kapliczkę i większość grafiiti, a nawet niektóre wypowiedzi postaci pobocznych.
Nigdy nie oczekiwałam, że wciągnie mnie aż tak, głównie dlatego, że nie potrafię nawet powiedzieć, co dokładnie tak wbiło mnie w fotel w tym akurat świecie. Ale tak się stało, a nie da się oceniać czegoś subiektywnie. Więc ode mnie jest to mocna, pewna dziesiątka – nie spodziewałam się, że jakaś gra wywoła we mnie większą immersję niż Wiedźmin, a już na pewno nie spodziewałam się tak szalonego jej poziomu.
Ciężka i mocna, zamykająca i odrażająca. Chyba tak bym ją opisała. Długo kończyłam, i to bardzo, ale zdecydowanie nie dlatego, że gra była słaba.
Nie da się zapomnieć tego, co oferuje Deponia. Tym bardziej dziwi mnie małość uwagi, którą dostała.
Rufus jest dla mnie definicją tej serii, zaproszeniem do niej i moją najprawdziwszą grową miłością, która narastała z każdą sekundą jego istnienia na ekranie
A niech sobie wszyscy krzyczą na Asasyna, ja lubię. Uniwersum, postacie, motywy. Wchodzącą potem szarość. Nie wiem, czemu akurat ta seria dostaje tyle niechęci w internecie, ja przywiązałam się niezmiernie, w szczególności do Edwarda.
Oczekiwałam chyba za dużo. Postacie dosyć przyjemne, choć oczywiste, fabuła zaczynająca się miło, a potem wędrująca w dziwaczne klimaty i absurdy, które wywoływały skrzywienie na mojej twarzy. I zakończenie. Tak tragiczne, słabe i niesatysfakcjonujące, że wgapiałą się w ekran parę długich sekund, wyłączyłam i chciałam zapomnieć.
Gra dla mnie niezmiernie ważna. Zapewne gdybym chciała platformówki dla samej platformówki, zawiodłabym się nieco, bo nie jest ani specjalnie wymagająca, ani ciekawa, szczególnie za drugim przejściem. Za czwartym i piątym byłam diabelnie wynudzona. A jednak historie, które miały do przekazania postacie, ciekawiły mnie zbyt bardzo. Nie wiem, czy to była najlepsza forma, jaką twórcy mogli wybrać, ale i tak zakochałam się w tym tworze. Żadna inna gra nie zmusiła mnie do takiej samorefleksji. The Cave uderzyło w moje ego, w chorą ambicję. I przydusiła je. I za to byłam i jestem tej grze wdzięczna.
Niech mnie nazwą nieobiektywną, ależ proszę. Wiem, że ta gra ma wady. A i tak dam dziesięć. Bo przy żadnej nie wylałam tylu łez, nie przywiązałam się do tylu postaci. W żadnej nie zabolały mnie tak śmierci i wybieranie Mniejszego Zła. Bawiłam się wyśmienicie i poleciłabym tysiąc razy. Bo po recenzjach spodziewałam się cudów na kiju i, co najdziwniejsze, otrzymałam je.
Uwaga! W recenzji pojawią się drobne, nieznaczące spojlery.
Ta gra jest po prostu wspaniała. I już teraz mogę powiedzieć, że w trójce (jeśli będzie) coś mi się nie spodoba. Bo będę miała sentyment do najlepszej gry, w jaką dotychczas dane mi było zagrać. I choć zagadki podobno nie są trudne, ja spędziłam przy nich dobre dziesięć godzin (a potem drugie tyle w trybie kooperacji). Fabuła tej pierwszej jest znacznie bardziej skomplikowana, a szczegóły bardzo dopracowane, druga już nie, ale przysparza tyle samo trudności i przyjemności.
Jednak to właśnie single mod jest tym, co będę wychwalać przez wieki. Każda lokacja jest dopracowana do granic możliwości - mamy prośby o zachowanie czystości, a dla wszystkich, którzy zastanawiali się, jak działa Aperure Science jest tu wspaniałe wyjaśnienie. Postacie - Wheatley i GLADoS - są barwnie zarysowane, a ich charaktery, choć przerysowane, wzbudzają różne uczucia. Grze nie brakuje też morału, który łatwo zauważyć, lecz nie wciskano go na siłę. Gadające wieżyczki, pokazane jako myślące istoty, również niosą za sobą przekaz.
I dlatego gry nie da ocenić się inaczej, niż 10/10.