NicoleEirin

NicoleEirin ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

08.07.2020 23:58
odpowiedz
NicoleEirin
2

Nie trzeba odwoływać się do wiedzy przodków, aby uświadomić sobie, że można zostać wyruchanym na różne sposoby. bardziej lub mniej przyjemne, bardziej lub mniej bolesne. Prawdziwy ból, dumała Micareth, zaczynał się nie wtedy, kiedy druga strona niespodziewanie sięgała po nóż, ale w momencie, gdy zaczynasz sobie uświadamiać, że źle ci się wydawało. W przypadku ich radosnej drużyny, zbiegiem okoliczności liczącej teraz tyle samo osób, jak na samym początku, spodziewali się przeszkód, spodziewali się niebezpieczeństw. Ba, z dobroci serca kapitan Beinard ich do Blackreach nie posłał, to też wiedzieli. Przepowiednia, kryształy, wampiry, tego się nie spodziewali, ale gdy już przeżyli ciemności, gdy już dotarli na powierzchnię... Najczarniejszym scenariuszem po powrocie był śmiech w twarz i powrót do lochu szybciej, niż zdążyliby powiedzieć "anulowanie wyroku". Świadomość, że człowiek, który ich wysłał... Czy wciąż był człowiekiem? Czy już może wampirem, kryjącym się na widoku, dumnym z tego, jak łatwo udało mu się wszystkimi manipulować...
O tak, zostali konkretnie wyruchani, za jedyne pocieszenie mieli dowody, jakie mogli dostarczyć do Fortu Greymoor, aby cały proceder ukrócić. A przynajmniej na chwilę pijawkom utrudnić. Sprytnie to sobie nawet umyśliły, wiedziały, kogo warto na swoją stronę przeciągnąć. A może i nie wiedziały, powinny zacząć od porucznika, a nie.
Porucznika, który właśnie ich opuszczał, zostawiając z dowodami, urzędnikiem i ostatnim rozkazem. Micareth nie zazdrościła mu ani trochę, mimo sceptycyzmu co do szans na powodzenie ich misji. Zostanie pijawką to los, jakiego by nikomu nie życzyła. Nikomu.
Kapitan na pewno pijawką już był, po co mu więc tego życzyć.
Musieli sprytnie uniknąć konfrontacji z dowódcą. Na szczęście Grimes nie zostawił ich całkiem bez pomocy, wspomniał komu powinni zaufać.

- Sha’anks rozumie, tak, porucznik mu ufa, Sha’anks też. Ale zaufanie Sha’anksa jest ostrożne, Sha’anks będzie się upierał, aby nie posyłać dowodów z Bodilem, gdyby coś mu się stało...
- Ale ci się nie stanie - Micareth szybko wtrąciła, aby uspokoić urzędnika. Jeszcze tego im brakowało, aby podpora ich planu wystraszyła się na tyle, że odmówi w nim uczestnictwa.
- Tak, tak, ale gdyby jednak, to dowody będą bezpieczne z nami. Poprosisz o spotkanie, niech wynajmie pokój w gospodzie, nie w koszarach, za blisko kapitana. My się spotkamy, pogadamy, tak, a potem Gutrim zadecyduje co dalej. Sha’anksa od wymyślania planów już boli głowa.
- Taki plan wart jest małego bólu głowy - uznała Micareth. Od początku zgadzała się z podstawowym założeniem, ich powrót mógł oznaczać zaprowadzenie do Gurtima w celu zdania raportu, a mógł też skończyć się natychmiastową wycieczką z powrotem do lochu. Powrót samego Bodila wywoła albo radość, u tych, co się przejęli jego smutnym losem i nie są w pijawczanej zmowie, albo konfuzję i konsternację u pijawkowych popleczników i ewentualnych pijawek.
Miała problem tylko z jedną rzeczą, z uświadamianiem Bodila, że dowody, które by posiadał, mogłyby mu zostać odebrane przez tych, przeciwko którym tych dowodów chcieli użyć. A taki obrót spraw nie wróżyłby długim i szczęśliwym życiem dla tego, kto rzeczone dowody dostarczył. I z czekaniem na umówioną godzinę spotkania, czyli jednak z dwiema rzeczami.

Wyszło na to, że do gospody musieli się włamać. Sha’anks nawet nie próbował się ponownie przechwalać, że on i każde drzwi, po prostu je otworzył. O dziwo, Micareth spodziewała się przeszkód w postaci nieufności Gutrima, a może i nawet martwego Gutrima, nic z tych rzeczy.
Czekał na nich w pokoju, razem z Bodilem i oddziałowym magiem, który nawet nie pofatygował się z podstawowymi uprzejmościami i zaczął czytać przepowiednię zanim wojowniczka dowiedziała się choćby jak miał na imię.
- Pamiętam ten rozkaz, trochę nawet dziwiłem się, że cię samego wysyła. Nie kwestionowałem tego, bo to kapitana rozkaz, zdawał się bezpieczny dla samego tylko urzędnika - Gutrim wierzył im na słowo, choć bardziej nie ich, Sha’anksa i Micareth, ale Bodila i Grimesa, przede wszystkim Grimesa. Nieobecnego, a jednak w myślach każdego z obecnych.
- I porucznik, wciąż nie mogę uwierzyć, że już go z nami nie ma, nie mylił się, wiem, komu mogę zaufać. Z oddziału, a pewnie i w lochu znajdzie się jeszcze paru więźniów, co by chcieli sobie wyrok skrócić bijatyką na miejscu, starczy im tylko wskazać, kogo mają bić, a kogo nie powinni.
- Bić trzeba ostrożnie - podkreśliła Micareth. - Z pewnością są wśród zwolenników kapitana pijawki, może nawet i sam kapitan... Aby się nikt z naszych nie zaraził, ostatnim czego chcemy, to powiększyć ich szeregi.

Kiedy uwolnieni z lochów więźniowie dołączyli do walczących na dziedzińcu, Sha’anksowi wydawało się, że w zamieszaniu dostrzega znajomą sylwetkę pewnej nekromantki. Wydawanie zmieniło się w pewność, kiedy jeden z wampirzych strażników po prostu eksplodował obok Khajiita, a ten poczuł znajomy zapach śmierci.
- Jak? - krzyknął, nie siląc się na rozwijanie myśli. Altmerka na pewno wiedziała, o co mu chodzi.
- Nekromancja! - odkrzyknęła Vera. - Jak nekromanta mówi ci, że zaliczył już trzeci zgon w tym roku, to nie zawsze ma na myśli alkohol, pamiętaj.

Kiedy głowa Beinarda potoczyła się pod nogi Micareth, dumnej z cięcia, jakim udało jej się zabić wampira, nie dotarło do nich, że już było po wszystkim. A przynajmniej, że ich udział w tej historii się zakończył. Przepowiednia wciąż nad nimi wisiała, ale nie portrety z listów gończych. Morowe Burze wciąż się zdarzały, ale oni już ich nie widzieli, solidarnie uznając, że mają dość śniegu, dość Skyrim.
- Elsweyr jest piękne o tej porze roku - stwierdziła Vera.
- O każdej porze roku - poprawił ją Sha’anks.

01.07.2020 23:58
odpowiedz
NicoleEirin
2

Rozpoczęli tę przygodę jako przypadkowa zbieranina. Ot, najbardziej zdesperowani więźniowie, wolący nie czekać na wyrok, co według wszelkiego prawdopodobieństwa nie byłby dla nich korzystny; gotowi zaryzykować nawet i mroczne czeluście Blackreach dla mglistej obietnicy wolności. Czy można jednak mówić o podejmowaniu ryzyka, kiedy nie ma się tak naprawdę wyboru? Oni nie mieli, nie na samym początku.
Teraz jednak, myślała Micareth, możliwości wyboru się pojawiały. Wspólna walka zmieniła ową przypadkową zbieraninę w drużynę z prawdziwego zdarzenia. Tym bardziej ona i Sha’anks musieli docenić poświęcenie ich towarzyszy. Wybór, jakiego dokonała najpierw Vera, a potem porucznik. Wy biegnijcie, ocalcie siebie, ja ich zatrzymam. Nikt ich do tego nie przymuszał, a jej i Khajiitowi pozostawało jedynie uhonorowanie owych decyzji w jedyny słuszny sposób.
Pobiegli.
Urzędnik, Bodil, chyba tak Grimes go nazwał, nie ułatwiał im tego zadania. Po prawdzie nie ważył wiele, całkiem możliwe, że zawsze należał do chudzielców, albo i niewola dała mu się we znaki... Najlżejszy nawet ciężar, niesiony zbyt długo, staje się nie do wytrzymania. Bieg, rozglądanie się na boki, unikanie przeszkód w nierównym korytarzu, nic z tych rzeczy nie ułatwiało pewnego chwytu. Całkiem zrozumiałe więc, że Micareth i Sha’anks zmieniali się co jakiś czas, przekazując sobie urzędnika jak worek pełen słodkich bułeczek... Wojowniczka jęknęła w duchu, nie czas i nie miejsce na przypominanie sobie o wypiekach.
Jeszcze nie byli bezpieczni.
Jeszcze nikogo nie spotkali, co było dziwne. Niepokojące wręcz. Żadnych wampirów, Falmerów, nic.
Po prawdzie, nie biegli z powrotem, ale w głąb, naprzód, z Blackreach musi być więcej niż jedno wyjście.
Mijali właśnie wyjątkowo rozrośniętą i malowniczą formację świecących grzybów, gdy wojowniczka usłyszała coś innego poza ich dotychczasową rutyną kroków i oddechów.
- Co... Co się... Gdzie jestem? - nieznany Micareth głos, ostatnie słowa zagłuszone warknięciem Sha’anksa. Teraz była jego kolej na niesienie urzędnika. Położył swój ciężar na ziemi i przykucnął, aby nie wystraszyć biedaka za bardzo.
- Znaleźliśmy cię w celi, szukamy teraz wyjścia. Sha’anks nie może powiedzieć, że jesteś bezpieczny, nikt nie jest, póki jest tutaj, tak? Sha’anks za to może obiecać, że z naszej strony nic ci nie grozi.
Urzędnik rozejrzał się, wciąż drżąc nerwowo, ale nie wyglądał na takiego, co skoczy i ucieknie. Co ciekawe, uspokoił się nie po słowach Khajiita, ale kiedy spojrzał poza nich, na grzyby.
- Ja... Ja je pamiętam, tędy mnie nieśli, ja... ja byłem przytomny, wiem! - poderwał się na równe nogi, po czym od razu tego pożałował, opierając się o ścianę i prawie opadając z powrotem na siedzenie. - Wiem gdzie jest wejście, którym mnie przynieśli - oznajmił, zaskarbiając sobie dozgonną wdzięczność Sha’anksa.
Micareth nie oprotestowała nowej pozycji urzędnika, awansu z wchodzącego w drogę ciężaru na zacnego przewodnika. Wiedziała, że nie mieli wyboru. A raczej mieli, dalej iść na ślepo jak poprzednio. Jeśli nawet okaże się, że pamięć go zawodzi, cóż, nic nie broni im powrotu do starego sposobu.
A prowadził ich pewnie.
Wciąż nie spotkali nikogo, co tylko skutkowało nerwowymi spojrzeniami rzucanymi to na siebie nawzajem, to na boczne korytarze, to znowu na ich przewodnika.
Bodil zatrzymał się nagle i odwrócił ku swoim wybawicielom.
- Za tym przejściem jest wyjście - wskazał ręką na ciasny korytarz, częściowo zawalony. - Chodźcie - zrobił krok, który jednak bardziej przypomniał piruet tańczącego pijanego Khajiita, potknął się i wyrżnął głową o ścianę.
- No nie, nie możesz mi tu zginąć przed samym wyjściem! - krzyknęła sfrustrowana Micareth, biegnąc do urzędnika. Uderzyła go delikatnie po twarzy, najlepszy sposób na budzenie nieprzytomnych, nie działający na martwych, westchnęła z ulgi, gdy zareagował, otwierając oczy.
Żył.
Kiedy jednak spojrzał nie na nią, nie na Sha’anksa, ale na zawalone przejście, zaczął się trząść.
-Nie tędy, nie tędy, tam wampiry, tam...
- O czym ty bredzisz? - wypaliła wojowniczka. - Przed chwilą byłeś przekonany, że tam jest wyjście.
- Nie, nie, wyjście jest dalej, dalej, nie tu, nie tu...
Sha’anks pierwszy zrozumiał.
- Hipnoza. Wampiry wciąż go miały, chciały, aby nas tu przyprowadził.
Pijawki. Jakże Micareth ich nienawidziła.
Pytanie, czy teraz mogli ufać słowom Bodila, pozostawało otwarte. Nie biegli już, dawno przestali biec. Nie szli już pewnie za pewnym siebie urzędnikiem, skradali się cicho razem z nerwową ofiarą pijawek. Sprawdzali każde przejście, czy aby na pewno znowu nie wiedzie ich wprost do leża wampirów.
Powoli, powoli, dawno stracili już poczucie czasu, która godzina, to pytanie dawno stało się bezzasadne, który to już dzień wędrówki, nikt z nich nie wiedział.
Sha’anks wiedział jedno. Nie było drzwi, których nie mógł otworzyć. I kiedy zobaczyli drzwi w oddali, oznaczone znajomym im glifem strażniczym, na widok których Bodil głośno wciągnął powietrze, wiedział, że je też będzie mógł otworzyć.

24.06.2020 23:58
odpowiedz
NicoleEirin
2

- Poruczniku, to już nie jest Milten - powiedziała powoli Micareth.
-Wiem -warknął Grimes.
Naprawdę wiedział, mimo to... Chłopak wciąż go rozpoznawał, wciąż pamiętał. Wciąż miał twarz Miltena, wciąż wpatrywał się w porucznika z oskarżeniem, zostawiłeś mnie, zawiodłeś... A może to tylko własne myśli Angry sprawiały, że widział to, czego spodziewał się zobaczyć. Wiedział, że już za późno na cokolwiek, a mimo to nie ruszył się z miejsca.
-Zdecydowanie radzę wiać -nalegała Veranque, jej słowa zostały jednak zagłuszone przez wyjątkowo głośne huknięcie. Wyrwało ono porucznika z chwilowego zamyślenia, rzucił krótki rozkaz, na który wszyscy czekali:
- Biegniemy!
Nikt nie dyskutował, nikt nie chciał zostać z tyłu. Wszyscy odnieśli rany w dopiero co stoczonej walce, ale wszyscy też wiedzieli, iż jeszcze nie mogą sobie pozwolić na odpoczynek. Co jakiś czas na ścianach zauważali podobne glify, różniące się od tamtego jedynie kolorem. Micareth rzuciła, że te zapewne zostały ukończone, ostatni składnik dodany. Nikt nie próbował się z nią spierać, wolała uważać, iż to dlatego, że się z nią zgadzali, a nie dlatego, że byli zajęci czymś innym.
Porucznik zdecydowanie nie przyglądał się mijanym bohomazom, nasłuchiwał raczej huku pogoni. Ustającego huku pogoni, należałoby dodać. Czyżby udało im się wyprzedzić owe posiłki? Czyżby poszło im tak gładko? Nie, na pewno nie, musi chodzić o coś innego. A może uważają, że nie trzeba wcale się spieszyć, i tak im nie uciekną, bo z tych tuneli nie ma innego wyjścia...
Przerwał, ponieważ Sha’anks zatrzymał się przed drzwiami. Proste, zwyczajne drewniane drzwi, jakie można znaleźć w każdym zakątku Tamriel... może poza terenami zamieszkanymi przez Bosmerów. Dodatkowo, tych akurat drzwi ktoś nie zamknął. Nawet Khajiit nie otworzyłby ich tak szybko.
Kot nasłuchiwał chwilę, po czym stwierdził:
-Sha’anks nikogo nie słyszy, pusto. Wejdźmy i odpocznijmy trochę, tak?
Protestów nie stwierdzono, każdego po kolei zmęczenie dopadło z podwójną siłą w momencie, w którym przestali biec.
Pomieszczenie za drzwiami, choć wykute w litej skale, umeblowaniem nie odbiegało od typowego nordowego mieszkania. I tylko dobór dekoracji, puste metalowe klatki, leżące tu i ówdzie kości, a także fakt, iż spora część mebli pokryta była krwią w różnym stadium zaschnięcia, świadczył, że nie było to mieszkanie typowego Norda.
Veranque postanowiła udowodnić, iż nie mijała się z prawdą mówiąc o sobie "uzdrowicielka". Sama po drodze wypiła jeszcze jedną miksturę odnawiającą manę, co pozwoliło jej teraz zajmować się po kolei ranami towarzyszy niedoli, zaczynając od porucznika. Micareth i Sha’anks w tym samym czasie przeszukiwali pomieszczenie. Niewiele czasu zajęło im znalezienie pierwszej użytecznej rzeczy.
-Dziennik ktoś pisał -oznajmiła wojowniczka, po czym zaczęła czytać zapiski. -Pisze, że ranny, samotny, porzucony, to chyba ten wampir-malarz, bo wspomina towarzyszy broni, całkiem miło o panu pisał, poruczniku. -Przewróciła kilka stron. -Tak przez parę dni, potem coraz gorzej, ostatnie dni to raczej bazgroły i bełkot. Starał się datować, wiecie, miesiąc, dzień tygodnia, choć pod koniec nie był już pewien... -urwała, przekartkowała dalej. -O, i tu jest coś ciekawego. Dzień pierwszy. Tak, to jest pierwszy dzień mojego nowego życia. Moje ciało było słabe, poddawało się, kości połamane, skóra potargana, ale to już przeszłość. Zostałem naprawiony, teraz nie muszę się już niczego bać, nic mnie nie uszkodzi, nawet śmierć mnie nie dosięgnie, ha, gdyby tylko wiedział -roześmiała się, po czym przerzuciła parę stron do przodu. -Te były puste, a tutaj pisze, że dostał misję, że udaję się w wyznaczone miejsca i rysuję glify tak, jak zostałem nauczony. Mam czekać na ostatni składnik, krew żywych. Po dodaniu jej mam wracać po kolejne miejsce na glif. Inni mają inne zadania, wszystko ku jednemu dziełu. I dalej jest dzień czternasty, skończyłem glif, dzień dwudziesty, dodałem ostatni składnik, dzień dwudziesty trzeci zacząłem nowy glif, i tak dalej i tak dalej... -Vera w tym czasie skończyła z ranami porucznika i zajmowała się już Khajiitem, Micareth mruczała do siebie, przewracając kolejne strony. -O, jest, dzień sto czternasty, skończyłem glif. I na tym się kończy ta książeczka, panowie i pani.
- Nie podobają mi się ci wspomniani "inni" - mruknął porucznik. Mogliby na takiego innego wpaść.
- Sha’anks ma teraz okazję, aby powiedzieć, że Sha’anks też widział glify na mijanych ścianach. I Sha’anks zauważył też coś jeszcze. My biegliśmy po tym glifie. Układ tunelu zgadzał się z jedną z odnóg, biegliśmy prosto do centrum.
- Glif strażniczy, tak? - Micareth spojrzała na Verę.
- Mówiłam, że nie jestem pewna -skontrowała elfka. - Chodź, teraz twoja kolej.
Szczęście ich nie opuszczało, Altmerka zdążyła uleczyć wojowniczkę, kiedy usłyszeli znowu zbliżający się huk. Z pomieszczenia, w którym się zatrzymali, nie było innego wyjścia, wybiegli więc ponownie do tunelu.
Tunelu, który, jak po odpoczynku mogła stwierdzić Veranque, wyłożony był nie tyle ziemią, co ziemią zmieszaną z kośćmi. Wahała się, czy podzielić się tym odkryciem z pozostałymi, szczególnie z Khajiitem, który niezbyt dobrze reagował na nekromancję. Przerwała jednak wewnętrzną debatę, gdy pojęła czemu ktoś, poza względami estetycznymi, wykłada podłogę kośćmi.
- Krew żywych i kości umarłych - rzuciła. Kiedy nikt jej oczywiście nie zrozumiał, dodała: -Tunele tworzą glif, namalowany z krwią. A w ziemi, po której idziemy, są kości. Merów, ludzi, tych bestii, z którymi walczyliśmy, sporo, jakich nie potrafię rozpoznać. To jest duże zaklęcie, potężna magia. Najważniejsza rzecz jest w centrum.
- Kurwa - zaklął z uczuciem Grimes, nawet nie oglądając się za siebie.
Micareth też nie zauważyła, że Vera przystanęła na chwilę, a potem mruknęła do siebie:
- I nie mogę ich ruszyć.
Ale ktoś inny usłyszał.
Jednym płynnym ruchem Khajiit przyskoczył do Very, przykładając jej jedno ostrze do gardła, a drugim kłując elfkę w bok.
- Sha’anks zastanawia się, czemu to chcesz ożywiać tych wszystkich nieszczęśników, bardzo się zastanawia - wyszeptał na tyle cicho, że idący z przodu Micareth i Angara nic nie usłyszeli.
Veranque nie przejmowała się kiepskimi widokami na pomoc ze strony towarzyszy wyprawy, spokojnie poradzi sobie sama.
- Aby zniszczyć zaklęcie - wyjaśniła, również ściszonym głosem. -Skoro leżą tu tworząc wzór, to naruszenie tegoż powinno wszystko zepsuć.
- Tylko po to, tak?
- Tylko i wyłącznie.
Khajiit odstąpił, ale przed tym wykonał uniwersalny gest mówiący "mam cię na oku" i pogonił za pozostałymi.
Nie musiał długo gonić, Grimes i Micareth zatrzymali się, wpatrując się niemo w to, co mieli przed sobą. A mieli urwany tunel, urwisko w dół, a na dole całe miasto.
A ulice nie były wcale puste.
A za zwyczajnie wyglądającymi budynkami wznosiła się złowroga wieża.
- Czyżby inni naprawieni, inne wampiry? -rzuciła na głos Vera.
- Tak - usłyszała w odpowiedzi.
Problem w tym, że głos ten nie należał do żadnego z jej towarzyszy.

post wyedytowany przez NicoleEirin 2020-06-24 23:58:36
17.06.2020 22:21
odpowiedz
NicoleEirin
2

Veranque, zwana też Verą, nie potrzebowała poświęcać zbyt wiele czasu na poszukiwanie jasnych stron sytuacji, w jakiej się znalazła. Było coś budującego w sielskim obrazku Wysokiej Elfki spokojnie siedzącej w karczmie i pijącej piwo w towarzystwie Nordów. I o wiele mniej spokojnie wznoszącej toasty i śpiewającej w wielu duetach z tymi samymi Nordami. Jakby barwy poszczególnych Sztandarów pozostawiono przed progiem karczmy, a wszyscy w środku należeli do jednego paktu. Albo dominium.

I to by było na tyle, jeśli mówić o jasnych stronach. Ciemne zaczęły się w momencie, w którym Elfka zapomniała, iż nordowe piwo uderza do głowy o wiele mocniej niż khajiickie wina. A gdy głowa pełna alkoholu, a nie marzeń, łeb swój podnoszą głupie pomysły. Takie jak próba dołączenia do konkursu prężenia muskułów, po licznych nawiązaniach do poprzednich edycji i przerzucaniu się ilością wygranych sądząc, miejscowej tradycji. Sytuacja Altmerki byłaby obecnie o wiele mniej tragiczna, gdyby zwyczajnie spróbowała dorównać Nordom w prężeniu. Owszem, zostałaby wyśmiana, ale od tego jeszcze nikt nie umarł. Na własne nieszczęście, posłuchała pijanego w sztok wewnętrznego głosu, podsuwającego najgłupszy pomysł jaki miała od lat. I zrobiła coś, czego zdecydowanie robić publicznie nie powinna. Coś, w czym była o wiele lepsza niż w prężeniu muskułów, czyli coś, czym Nordów pokonać by mogła.

Kolejny przebłysk szczęścia, pod karczmą nikt nigdy nie zakopał ludzkich zwłok. Zaklęcie nekromantki trafiło na leżącą wcześniej spokojnie w stodole zdechłą mysz, a raczej na znajdujące się wciąż w zwierzątku kości. Szkielet ów przydreptał radośnie do karczmy, aby udowodnić wszem i wobec, iż Vera też coś potrafi zrobić porządnie.

Za mysz wrzucili ją do lochu, za Norda pewnie by próbowali zabić na miejscu. Ten przebłysk szczęścia po części dla Elfki, po, o wiele większej, części dla Nordów, co uniknęli śmierci bądź innego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu będącego skutkiem podnoszenia broni na Altmerkę. Przed zgonem by się broniła, przed uwięzieniem nie dostrzegała potrzeby, z lochu o wiele łatwiej się wydostać.

Chęci w łajzach się znalazły, Grimes wątpił tylko w ich szczerość. Ilu naprawdę chce odpracować, a ilu czeka tylko na okazję, aby wbić nóż w plecy? Rozsądek nakazywał założyć przewagę drugiej grupy. Aby ją zmniejszyć, porucznik postanowił zagrać w otwarte karty, nie tając celu wyprawy. Niech wiedzą, na co się piszą. Kłamstwo i tak by się wydało, a wtedy łajzy niechętne na aż takie niebezpieczeństwo sięgnęłyby po noże i zaczęły szukać pleców.

- Zbieram drużynę na wyprawę do Blackreach. Jest to dla was szansa na uniknięcie wyroku - wątpił w to, że sędzia się zgodzi na taki układ, ale oni o tym nie wiedzieli - dla wielu jedyna i ostatnia szansa jaką otrzymacie w tym życiu, radzę z niej skorzystać.

Niektórzy zrezygnowali, nie zamierzał po nich płakać. Przyjrzał się za to pierwszej osobie, jaka się zgłosiła. - Nadal jesteś taka chętna, Elfko?

- Nadal opuszczam ten uroczy przybytek, czyż nie? - odpowiedziała Altmerka.

- Co potrafisz i jak cię zwą?

- Zwą mnie Veranque - Elfy i ich imiona - bądź Vera, - to już lepiej -specjalizuję się w uzdrawianiu - a ta odpowiedź podobała się porucznikowi najbardziej. Potrzebowali uzdrowicieli.

Po kolejnych pytaniach, skierowanych do kolejnych ochotników, ukazał się obraz może i nie nędzy i rozpaczy, ale blisko. Na ich szczęście trafiło się więcej uzdrowicieli w ich radosnej grupce. Mieli może szanse na... Na co tak naprawdę? Na dotarcie do Blackreach? Na przetrwanie i szczęśliwy powrót do czego? Przeżycie takiej straceńczej misji rzadko oznaczało dobre słowo na powitanie, nie mówiąc już o sławie i zaszczytach.

Nekromantka-uzdrowicielka zastanawiała się raczej, już całkowicie trzeźwa, na co jej tak naprawdę były te wakacje w Skyrim. Prawda, że potrzebowała odmiany od rozpalonego słońcem Rimmen, mogła ją jednak znaleźć w Alinorze, i to zdecydowanie mniejszym kosztem.

"Będzie dobrze" pomyślała, patrząc po tymczasowych towarzyszach tej niedoli, jaką było życie w tej prowincji Tamriel. Miała całkowitą pewność, że wróci z Blackreach, bowiem jej pokłady optymizmu nie znały wyczerpania. Swoją tendencję do szukania jasnych stron oceniała jako doskonałe dopasowanie charakteru do wybranej przez siebie dziedziny magii. Zawsze widziała bowiem nekromancję jako magię ze wszech miar optymistyczną. W swej istocie bowiem polega ona na spojrzeniu na sytuację beznadziejnie pesymistyczną i wyciągnięciu z niej czegoś pozytywnego. Zawsze może być lepiej, martwego zawsze można ożywić.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl