Takie rzeczy są planowane dużo wcześniej, to nie wyścig, ewidentnie widać że czekali na to aby MS zrobił pierwszy krok i tym samym Sony jest teraz na trochę lepszej pozycji. Niezależnie od tego ile informacji "pod biurkiem" obie strony zebrały o swoich projektach, to Sony w tej chwili wie co MS przekazał opinii publicznej i ujawniając swój projekt mogą się do tego odnieść i odpowiednio zmodyfikować prezentację podkreślając zalety nad konkurencją, mają "ostatnie" słowo. Skoro odpowiadają tak szybko, musieli poczuć się pewnie i są gotowi.
Tak to przynajmniej widzę jeżeli zakładamy że marketing jest dobrze przemyślany, jutro dowiemy się ile faktycznie pokażą. Wiele razy już niejedna korporacja pokazała że mimo dużych pieniędzy każdy może popełnić ogromne błędy, więc również nie zdziwiłbym się gdyby jutro pokazali jakieś ogryzki, albo ogólnie nic ciekawego będąc zbyt pewnym swojej pozycji. Niemniej, jak na razie nie widzę powodu, żeby taką szybką odpowiedź widzieć jako słabość, wręcz przeciwnie, jak wyżej. Osobiście mam nadzieję, że sprzęt będzie na porównywalnym poziomie, ani lepszy, ani groszy, więc będą musieli nadrobić dodatkowymi usługami, tak jak MS ze swoim Game Passem, zdrowa konkurencja byłaby dobra dla wszystkich graczy.
Sporo osób żartobliwie mówi że nawet grając we wszystkie dostępne części, nie tylko 1 i 2, mało kto zrozumie KH3. Nie da się więc ukryć że jest w tym trochę prawdy bo zagmatwali tą historię naprawdę mocno, więc równie dobrze można cieszyć się z KH3 ogrywając po prostu dla światów Disneya.
Manga z 1989 roku, chociaż ta trochę odbiega od wizerunku z jakiego znana jest seria, wydarzenia są przedstawione chwilami nawet w trochę komediowy sposób, nie jest też zbyt długa. Można więc powiedzieć że to film animowany z 1995 roku zapisał się najbardziej w pamięć, szczególnie na zachodzie. Zainspirował między innymi autorów Matrixa.
Mimo że za większość animacji w tym uniwersum odpowiada jedno studio Production IG, to autorzy nie są zbyt konsekwentni fabularnie i poszczególne serie nie łączą się ze sobą. Dlatego film kinowy i jego kontynuacja to jedna linia czasowa, serial Stand Alone Complex to druga, a ostatni serial Arise to trzecia. Film kinowy który ukazał się kilka lat temu to był trochę taki miks motywów z SAC.
Ten film tutaj ma być kontynuacją serialu Stand Alone Complex, trzecim sezonem nie licząc filmu Solid State Society który był umiejscowiony po drugim sezonie. Jest to najdłuższa seria w tym uniwersum z 26 epizodami na sezon, plus film i kompilacje, jest też całkiem nieźle oceniana. Nie ma się więc co dziwić, że ludzie są mocno zniesmaczeni kiedy po latach dostają takie coś sponsorowane przez Netflix z jakimiś głupimi eksperymentami ze słabym 3D zamiast normalną animacją 2D jak zawsze. Jedynie fabuła może to uratować. To tak pokrótce co się tutaj wydarzyło.
Szkoda słów na to co się tutaj stało. Fakt, wygląda to dużo lepiej niż typowe CG spotykane w anime, ale bez tego kontekstu dalej jest bardzo słabo i drętwo, bardziej jak animowane przerywniki filmowe na silniku gry z zeszłej generacji. Można więc domniemywać że budżet był całkiem rozsądny i gdyby został wpakowany w normalną animację 2D to mogłaby wyjść perełka z fantastycznymi detalami i tłami. No ale nie, Netflix oczywiście musi być sobą, wejść z butami i kompletnie zignorować wieloletnie doświadczenie oraz tradycje japońskich animatorów i rysowników, zlecając taki kicz 100% w 3D.
Tylko że tutaj to nie jest błąd, a sprytne wykorzystanie właściwości sprzętu, jego zalet jak i wad, po to aby wycisnąć z niego ile się tylko da. Takie i inne rzeczy na konsolach to standard. Nie bez powodu wsteczna kompatybilność zawsze odtwarzała gry z poprzednich generacji w oryginalnej liczbie klatek, a jakikolwiek upgrade wymaga indywidualnej ingerencji jak np. w przypadku Xboxa gdzie tylko pewna lista gier dostawała patche. Na PS4 Pro z automatu też nic nie działa lepiej dopóki twórcy nie przygotują odpowiednich poprawek, bez tego konsola specjalnie zwalnia i "emuluje" tym samym standardowe PS4. Z PS5 i jej zapowiadaną wsteczną kompatybilnością będzie tak samo wbrew temu co niektórzy oczekują, bo inaczej tego się nie da zrobić - gry będą chodzić tak samo, a lepiej tylko po aktualizacji i poprawkach, inaczej gry mogą się "wykrzaczać" na różne sposoby. Nie muszą, ale często mogą, właśnie dlatego że coś może korelować z prędkością.
Jedyne co zastanawia w przypadku RDR2 to fakt, że nikt tego nie przetestował na PC, co tylko świadczy o niezbyt solidnie przygotowanym porcie. Taka właściwość gry nie jest przecież przypadkiem który można łatwo przeoczyć jeżeli nie robi się portu szybko na kolanie. Inna sprawa że takie rzeczy to na PC też nie odosobniony przypadek, można przypomnieć choćby fizykę w serii TES, która nieźle szalała po odblokowaniu 60 FPS.
Było już wiele razy taniej, rzeczywiście można odnieść takie wrażenie że cena idzie do góry. Parę miesięcy temu kupiłem na prezent za 799 PLN, rok temu na czarny piątek dla siebie też za niewiele ponad 800 PLN po zbiciu dodatkowo kuponami z newsettlerów. Wszystko online w typowych marketach z elektroniką, nie na aukcjach czy z zagranicy żeby nie było. Ludzie deklarują też że dwa lata temu i wcześniej tak samo dało się dostać slim poniżej 800 PLN. Można więc podejrzewać że na tegoroczny czarny piątek ceny spadną do podobnego poziomu, bo te standardowe albo "promocyjne" jak tutaj to jest jakiś absurd.
Mam wrażenie że ludzie błędnie odbierają newsy takie jak ten stawiając się niepotrzebnie w obronnej pozycji, a przecież nikt nie twierdzi że każdy kto gra w gry, nawet intensywnie i długo, jest od razu uzależniony i powinien się leczyć.
Najprościej mówiąc, wiele takich problemów i zaburzeń diagnozuje się wtedy, kiedy wpływają w negatywny sposób na życie pacjenta i osób w jego otoczeniu. Wiadomym jest że jeżeli ktoś panuje nad swoim życiem, ale w wolnym czasie po pracy gra wiele godzin bo to jest jego hobby i pasja, to nie kwalifikuje się pod żadne leczenie. Z drugiej strony możemy mieć kogoś kto gra dużo mniej, a mimo wszystko przez to zaniedbuje swoje obowiązki, rodzinę, traci pracę, wdaje się w konflikty itd. Wtedy przydałoby się coś z tym zrobić żeby polepszyć komfort życia.
Sam czas poświęcony na granie, czytanie książek, czy cokolwiek innego, nie jest wyznacznikiem uzależnienia bez kontekstu sytuacji w jakiej znajduje się dana osoba. To że coś jest wpisane w listę chorób to jedno, ale to jakie są kryteria diagnozy to drugie, po to one są żeby nie uznawać wszystkich jak leci za chorych, bo to byłby absurd. To samo jest z innymi zaburzeniami, ktoś może mieć niewinne natręctwa i 2 razy sprawdzać czy zamknął drzwi, ale problem zacznie mieć dopiero jak wielokrotnie spóźni się do pracy bo musiał sprawdzić 20 razy.
Standard w takim przedziale cenowym, marketingowcy dwoją się i troją aby powiedzieć jakieś dobre słowo o produkcie, który nie posiada praktycznie żadnych zalet. Wiadomo że zawsze podkreśla się najlepsze cechy produktu, jeżeli więc o głośnikach można powiedzieć tyle że są wygodne w użytkowaniu, a o mikrofonie że ułatwia komunikację z innymi (co innego miałby niby robić?), to możemy być pewni że mamy do czynienia z przedmiotem specjalnej kategorii.
Dokładnie, nie zapominajmy też o sztucznym zablokowaniu Windows Update nawet w 8.1 na nowszych procesorach, mimo formalnego wsparcia do 2023 roku. Bezczelna zagrywka, jedna z wielu, która wymusza dodatkowe duże koszta zakupu W10 przy upgrade sprzętu. Człowiek płaci za licencje na każde stanowisko, formalnie ma dalej wspierany system jeszcze przez prawie 3 lata, a mimo to MS pokazuje środkowy palec, jawnie łamie umowę i szantażuje że nie zmienisz już żadnego podzespołu więc będziesz siedział na starych częściach, albo kupisz nową licencję. Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? Potem czytamy newsy że korporacja jest dumna ze statystyk.
Trzeba wziąć pod uwagę, że rynek pudełkowy na PC praktycznie nie istnieje przez rozwój cyfrowej dystrybucji - dalej płyty DVD na których nie zmieszczą się dane, brak możliwości odsprzedaży egzemplarza gry przez zabezpieczenia, zazwyczaj dużo wyższe ceny i brak częstych promocji.
Możemy więc spokojnie założyć, że większość osób które kupują gry pudełkowe na PC to niedzielni gracze niezaznajomieni z rynkiem, rodzice chcący kupić coś swoim dzieciom lub te robią to osobiście. Nic dziwnego więc, że na listach sprzedaży królują właśnie Simsy, Fify, symulatory farmy i gry z tanich serii wydawniczych.
Czas gry czasowi nierówny. Są gry które które istnieją po to żeby je przejść, oraz te w które się gra i mogłyby się w ogóle nie kończyć. Control zdaje się będzie należeć do tej pierwszej kategorii, podobnie jak A Plague Tale, The Last of Us czy nowe Tomb Raidery. Standardem tutaj jest właśnie te 15 godzin przechodzone na spokojnie, może mniej bez zwiedzania lokacji. Ostatecznie to są tylko liczby, lepiej żeby przygotowali solidne 15 godzin jednorazowego doświadczenia, niż 30 godzin nudnych aktywności pobocznych.
Taka już jest mechanika tej gry, jeżeli będziesz jechać normalnie to zostaniesz zupełnie w tyle i w ten sposób nigdy nie wygrasz. Jest to trochę głupie, dlatego sam nigdy za CTR nie przepadałem na PS1. Trasy są dosyć proste i szerokie, a gokarty jadą raczej wolno, dlatego trzeba ciągle szukać okazji do driftu żeby otrzymywać boost, nawet na prostych odcinkach.
Osobiście mam trochę takie przeczucie, że te podwaliny pod nowy gatunek gier mogą opierać się na motywie podróży i ewolucji koncepcji otwartego świata właśnie w tym kierunku. Inaczej mówiąc, zamiast w miarę zbalansowanej prostokątnej mapy gdzie w wielu grach chodzimy tak naprawdę w koło i zawsze wracamy do punktu wyjścia do jakiejś bazy czy miasta, możemy otrzymać węższą mapę, ale za to bardzo długą, którą będzie trzeba pokonać na przestrzeni gry z punktu A do punktu B. Z jednej strony liniową jeżeli chodzi o całokształt, ale z drugiej rozbudowaną na tyle, że każde z odwiedzonych miejsc dawałoby pewną swobodę wyboru ścieżek.
To właśnie pokazywane fragmenty rozgrywki nasuwają mi takie skojarzenie, ponieważ mapy wydają się duże i rozległe, ale jednocześnie bardzo puste. W dodatku często zmienia się sceneria, raz są pustynie, innym razem góry, innym lasy. Nie wygląda to na typową rozgrywkę w "idź zrób X w lesie 1,2km stąd i wróć dokończyć questa do bazy". No i jeszcze te pojazdy oraz zagadki terenowe. Wygląda to trochę tak jakby bohater był ciągle w podróży i może to być oddane właśnie w rozgrywce, że do pokonania będziemy mieć dziesiątki jak nie setki kilometrów i wiele przeszkód po drodze w postaci wydarzeń, przerywników fabularnych, miejsc zainteresowania. Powiedzmy że coś takiego jak The Last of Us tylko z otwartym światem, takie "kino drogi" w formie gry komputerowej.
Czyli jednak, zamierzają rozbić każdą z części na osobne gry, za które trzeba będzie zapłacić pełną cenę... Z drugiej strony obiecują, że będzie dużo zawartości i pierwsza część będzie pełnoprawną długą grą, o czym mają niby świadczyć aż 2 płyty BD. W tej sytuacji na pewno wstrzymam się z preorderem, zobaczymy jak się sytuacja rozwinie, jakie będą recenzje i pewnie wezmę jak trochę cena spadnie.
Co do gameplaya który pokazali, jestem pozytywnie zaskoczony. Bardzo spodobał mi się ten nowy system walki - z jednej strony dynamiczny, a z drugiej taktyczny.
W klasycznym ATB mimo wszystko zawsze raziło mnie to, że postacie stoją bezczynnie i mogą wykonać tylko jedną akcję po napełnieniu paska, dlatego niemal zawsze wybierało się najsilniejsze skille przez co wiele komend jak zwykły "Atack" się po prostu nie używało, chyba że na słabe moby. Tutaj niejako ten zwykły "Atack" przeniesiono w formie dynamicznej akcji, poruszamy postacią, robimy uniki, ataki zadają niewielkie obrażenia napełniając jednocześnie ATB, które to aktywowane zatrzymuje czas jak dawniej i pozwala wybierać silniejsze skille. Przełączanie postaci też wyglądało całkiem zgrabnie. Jak na razie kupili mnie tym systemem walki, świetny kompromis pomiędzy starym i nowym.
Jak na razie nikt nie powiedział wprost, że każda z części będzie osobną grą wycenioną na $60, brzmi to tak absurdalnie że nikt nawet nie zakłada że tak będzie. Preordery też nie wyszczególniają że jest to część pierwsza, więc możemy założyć że zostanie to rozwiązane podobnie jak w innych epizodycznych grach - płacimy z góry za całość, a kolejne epizody będą w formie aktualizacji. Jeżeli odwalą taki numer, że całość miałaby kosztować 4x$60 albo i więcej, mówiąc to ludziom długo po fakcie i zakupie preorderów, to nieźle by oberwali wizerunkowo. Zobaczymy czy dzisiaj powiedzą coś więcej na konferencji w tej sprawie.
Żal patrzeć jak legendarna marka zostaje "odświeżona" jako mobilny gruz który nawet nie próbuje nawiązywać do oryginalnej rozgrywki. Na trailerze nie ma fragmentów gry, ale na konferencji pokazali coś co wygląda kompletnie nijako i wręcz odpychająco. Oceny pod filmem mówią same za siebie. Szykuje się dojenie tego samego kalibru co mobilny Dungeon Keeper.
Ciekawy zwiastun, ale szkoda że tak naprawdę nic nie znaczy, bo jest w całości filmowy i nie pokazuje ani jednego fragmentu rozgrywki. Na pewno będę mieć ten tytuł na uwadze, ogólna koncepcja zapowiada się nieźle.
W pewnym sensie to dobra wiadomość, widać że wolą skupić się nad faktyczną rozgrywką i nie marnować sił przerobowych do przygotowania kolejnego specjalnego dema na E3. Chyba że to co przygotują dla prasy będzie porównywalnej wielkości jak poprzednio, no to wtedy szkoda że dział marketingu woli w ten sposób prowadzić promocję i dalej nie pokazywać nic publicznie.
Trochę nie rozumiem dlaczego na model figurki wybrano "głównego" bohatera, skoro każdy w grze może stworzyć swoją własną postać, więc siłą rzeczy żadnej głównej postaci nie ma. Przekreśla to dla mnie trochę zasadność posiadania kolekcjonerki, bo na co mi figurka postaci która de facto nie istnieje w grze i pojawia się co najwyżej na okładce i materiałach reklamowych. Chyba że coś w tej kwestii się zmieniło, ale nie słyszałem nic o tym żeby odrzucono koncept tworzenia postaci.
Bardzo słabo, ale niestety taka jest już dzisiaj rzeczywistość gier na PC. Dystrybucja cyfrowa i tym samym DRM przejęły kompletnie wydania pudełkowe oraz rynek wtórny. Fakt że na PC dalej standardem jest napęd DVD, lub nawet jego brak, zamiast BD, jest też tego skutkiem.
Z Artifactem jest ten problem, że to jest po prostu słaba gra, a polityka cenowa to było tylko przypieczętowanie tej porażki. Spokojnie więc mogą sobie wytłumaczyć, że Artifact przegrał nie tylko ze względu na mikro transakcje i dalej iść tą drogą.
Większość branży widziała zapowiedź tej gry jako kolejną maszynkę do robienia pieniędzy, ileż to tych karcianek w końcu jest na rynku, ale prawda jest taka, że społeczność TCG/CCG była mocno poruszona tym tytułem. Poza głównym nurtem odbywał się ogromny hype na ten tytuł, to miała być kolejna "wielka rzecz" i nowa świeżość w gatunku. Wszyscy o Artifacie mówili, dosłownie wszędzie i wszyscy, jakby to miało być nowe zbawienie dla gatunku.
Ludzie nakręcali się bardzo mocno wierząc w sukces tytułu, wiele znanych postaci odeszło od Gwinta, Hearthstone, TESL czy Magica Arena - liczyli na sukces, nowe możliwości, to miało być coś wielkiego. Współpraca z Richardem Garfieldem była wizytówką Artifacta, tyle się mówiło o tym, że ta gra będzie fenomenalnie zaprojektowana, z jak najmniejszą ilością losowych mechanik, że rozgrywka będzie mocno taktyczna i zależna od umiejętności gracza, że będzie można handlować kartami itd.
Nadeszła premiera i niestety hype train rozbił się z impetem o ścianę rzeczywistości. Rozgrywka jak i wiele kart posiadały dużo elementów losowych, mecze trwały długo i były niezbyt ciekawe do oglądania z pozycji obserwatora, promowano głównie draft zamiast standardowo constructed, a mikro transakcje i ogólna polityka cenowa to była już tylko wisienka na torcie. Większość osób wróciło z podkulonym ogonem z powrotem do poprzednich gier bo nakręcana wcześniej iluzja rozbiła się w drobny mak.
Z TCG/CCG jest tak, że społeczność jest mocno spolaryzowana w stosunku do tego gatunku, albo ktoś karcianki lubi, albo nienawidzi. Artifact nie przekonał ani nowych graczy, ani weteranów, mimo wielkiego hype jaki wywołał. Polityka cenowa nie była jeszcze taka tragiczna w porównaniu do tego co się odwala w tym gatunku, gdyby gra była bardzo dobra sama w sobie, to historia potoczyła by się zupełnie inaczej i ceny nie stanęły by na przeszkodzie.
Niestety muszę się zgodzić. Stylizacja to jedno, ale ta grafika jest po prostu przestarzała i sprawia wrażenie niedopracowanego produktu. Mamy tu geometrię terenu niczym z końcówki lat 90, rozmazane tekstury, mało szczegółowe obiekty, puste tereny z paroma kosmykami trawy, niezbyt szczegółowe postacie i ich animacje itd.
Tym bardziej mnie to dziwi, bo np. efekty specjalne we fragmencie z dużymi pokemonami wyglądają nieźle. Chyba za bardzo przyoszczędzili ze szczegółowością co wyjdzie bokiem przy opcji dowolnego obracania kamery i podczas przerywników filmowych.
Nintendo potrafiło zdziałać cuda z np. Super Mario Galaxy na Wii czy Zeldą lub Super Mario Odyssey na Switcha mimo ograniczeń sprzętu. Game Freak chyba za długo programowało na przenośne konsole i to widać, bo ta gra wygląda jakby była trochę zremasterowanym portem z 3DS, a nie powstawała od zera na Switcha, analogicznie jak np. Type-0 przeniesiono na PS4 - parę efektów nie zmieni słabego terenu, obiektów i modeli.
Już na ostatniej prezentacji było widać ogromne opóźnienie, szczególnie w momencie w którym gra działała na komputerze i kiedy prowadzący poruszał myszką, a obraz reagował kilkaset milisekund później. Jeżeli będą mieć stabilną infrastrukturę, a usługa będzie dostępna i przystępna cenowo to może być to jakaś alternatywa dla mniej wymagających graczy i dla mniej dynamicznych gier, ale rewolucji która miałaby zastąpić granie stacjonarne nie ma co się spodziewać.
Tytuł to mocny clickbait, bo w artykule chodzi o coś zupełnie innego. Jeżeli faktycznie coś kupiłeś to masz licencję i możesz dalej używać w takim stanie w jakim była aplikacja. Jednakże płacąc za Creative Cloud tak naprawdę nic nie kupujemy i nie mamy żadnego prawa własności, dostajemy tylko dostęp do aplikacji znajdujących się w pakiecie na określony czas, a Adobe może ten pakiet modyfikować w dowolnym momencie. Można to porównać trochę do Netflixa czy Spotify, użytkownik płaci za dostęp do bazy, ale nie może mieć żadnych pretensji jeżeli ona się zmieni w trakcie użytkowania. Starsze wersje Photoshopa przed CC nie obejmują więc tej sprawy. Na screenie jest Flash CC 2015, gdyby to był np. Flash CS6 kupiony na innej licencji pewnie nie byłoby problemu.