Kanał Andre Antunes na YT to jedna z najlepszych rzeczy, jakie odkryłem w tym roku. Gość dodaje metalowe brzmienie do różnych viralowych filmików w Sieci. Piękna sprawa, :)
https://www.youtube.com/watch?v=7YPiUtAde2o
Nowy cover od Brass Against jak zwykle z Zosią na wokalu.
https://www.youtube.com/watch?v=s2yPyidhTtQ
Nie wiem, czy są tu jacyś fani Lorny, ale kiedy nowy kawałek kapeli deathcore'owej robi ponad 130.000 wyświetleń w jeden dzień, to znak, że coś się dzieje :D.
A do tego sam utwór miażdży jądra z taką niewymuszoną gracją, idealnie balansując między przyjazną dla ucha i popowych przyzwyczajeń konstrukcją, ale bez odchodzenia od twardych założeń gatunku. No i jeszcze wokalista kokietujący odbiorców pięknym, czasami wręcz black metalowym brzmieniem. Miodzio! :)

Gdy świat zaczyna wariować, a gazety pękają w szwach od coraz to bardziej alarmujących nagłówków, warto czasem sięgnąć po periodyki dla fachowców, które poza masą interesującej treści i wyszukanej rozrywki mogą być także prawdziwym duchowym wsparciem, pomagając nam osiągnąć wewnętrzny spokój i pogodę ducha nawet w trudnych życiowo chwilach.
Mój DanPol,
Moja bezpieczna przystań,
Moja Kiełbasa ZEN
(Pisząc powyższy tekst byłem przekonany, że podałem go w najbardziej niedorzecznej i przerysowanej formie reklamowego bełkotu, jaki dało się wymyślić, lecz w międzyczasie trafiłem na oficjalną stronę firmy DanPol i teraz już wiem, że nie sięgam nawet do pięt ich marketingowym czarodziejom.
A to z jaką gracją i niewymuszoną swobodą są w stanie połączyć temat "emulgatorów produktów homogenizowanych" z powołaniem do bycia nieskazitelnym wojownikiem karate, to wisienka na mięsnym torcie, która jeszcze długi czas będzie mi się odbijać.) :D
Magia DanPol:
http://danpol.net.pl/Filozofia_firmy.html
Gdyby na tym polegał język głuchoniemych to migałbym jak porąbany. :)
https://www.youtube.com/watch?v=U0JIlOc5nH0

To ja wspomnę, - podtrzymując nieco minorowy ton kilku ostatnich postów - że FBI uaktualniło właśnie listę najbardziej poszukiwanych osób w USA, dodając do niej prowodyrów ataku na Kapitol. Wśród poszukiwanych znalazł się Jon Schaffer - gitarzysta i założyciel Iced Earth.
Zawsze mnie wkurza i napawa smutkiem, kiedy artyści - a w szczególności muzycy - angażują się politycznie. Niezależnie od tego, kogo popierają, czy za czym optują. Muzyka powinna łączyć ludzi, a nie generować dodatkowe konflikty - jakkolwiek naiwnie by to nie brzmiało.
Nie wiem, czy ten duet jest jakoś szerzej zanany, ale dzisiaj na nich wpadłem i jestem pod wrażeniem. Pierwsze skojarzenia, że to trochę takie polskie Darkwood ewentualnie Death in Ro... Warsaw ;)
https://www.youtube.com/watch?v=b1HMvdDjHYM
Panowie, życzę dużo zdrówka i udanych szczepień. A tu macie taką popularną kolędę na przesterowanym hurdy gurdy - mocno świątecznie to nastraja. :)

Ruszyła szeroko zakrojona akcja marketingu szeptanego, która ma pomóc podbić zainteresowanie nową trasą koncertową Metallici, Według Larsa obecnie jedynie taka forma komunikacji ma szansę dotrzeć do najbardziej hardcore'owej i oddanej grupy fanów, zyskując ich przychylność odpowiednim słownictwem i szczerością całego przekazu.
I chociaż rzadko podzielam poglądy Larsa na kwestię strojenia werbla, tak w tym przypadku chłop musi mieć rację, bo ten filmik obejrzałem do końca :)
https://www.youtube.com/watch?v=l5MCb2HhaBI

Ostatnio temat wojów z Północy w mainstreamowej popkulturze generuje zainteresowanie na podobnym poziomie co Spacerujące Zwłoki albo SuperGoście z mocami. Imponujący ale w pełni zasłużony sukces, bo choć sam się na wikingowaniu nie wyznaję to jednak fakty przytaczane obecnie przez mnóstwo różnych twórców na YT oraz osoby komentujące pod ich filmami sprawiają, że trudno nie zacząć się zachwycać.
Szacunek wzbudza to, jak nowoczesny mieli światopogląd oraz jak bardzo ich model społeczeństwa był postępowy w kwestiach równouprawnienia, tolerancji czy parytetów płciowych. Także ich gotowość ryzykowania życia w najazdach na sakralne budowle i opactwa, które jak dzisiaj już wiadomo motywowane były głęboką potrzebą zapewnienia Brytom wolności słowa i wyznania oraz chęcią wdrożenia reform ekonomicznych gwarantujących bardziej sprawiedliwą dystrybucję dóbr.wszelakich.
A chociaż na razie jeszcze nikt nie poruszył kwestii podejścia Wikingów do szczepionek, glutenu czy usuwania ciąży, to już z samego kontekstu śmiało można wnioskować, że i w tych sprawach byli bardzo otwarci, w pełni akceptując prawo do aborcji zarówno wykonywanej na etapie do pierwszego trymestru, jak i takiej w nieco późniejszym czasie, na przykład już po porodzie.
Zainspirowany tak głęboką wiedzą etnograficzną internautów na temat obrządków i wierzeń staroskandynawskich - czerpaną z przekazów ustnych od tych, co zaliczyli już wszystkie cykle komiksów i filmowe dzieła Marvela na temat Thora, Asgardu i tęczowego Bifrosta - oraz zachwycony prawdziwą naturą Nordów, którą teraz wspólnym wysiłkiem udało się w Sieci odczarować i po raz pierwszy rzetelnie ukazać, sam też postanowiłem chwycić za klawiaturę i przybliżyć nieco niszowy choć bardzo ekscytujący gatunek powieści spod znaku VIking's Romance.
Choć książek nie należy oceniać po okładkach, to tutaj ta zasada jakby nie miała ochoty obowiązywać, bo dostajemy dokładnie to, co sugeruje nam opakowanie. Żadnych niedomówień, żadnej reklamowej ściemy i zero przemycania jakichkolwiek dodatkowych - a jakże tu niepożądanych - treści, mogących tylko niepotrzebnie rozpraszać uwagę czytelnika. Co jak co, ale uczciwy marketing to rzadkość, więc warto to docenić.
Fabuła każdej z trzech powieści jest ogromnie elektryzująca. W pierwszej poznajemy historię nieszczęśliwej włoskiej szlachcianki Niny, która zostaje porwana przez duńskich wikingów, ale że ich Jarl jest bardzo męski, a ona - nomen omen - zniewalająco piękna, to młodzi powoli się w sobie zakochują, nie bacząc na mezaliansy, społeczne uprzedzenia, czy skutki tego całego syndromu sztokholmskiego - przeca nawet małe dziecko wie, że ze Szweda wiking dupa, bo tak mu wali z japy tym ich zgniłym śledziem, że psy w każdej osadzie na 10 wiorst wyczują i cały efekt zaskoczenia o kant dupy Odyna potłuc.
W drugiej książce jest nawet jeszcze bardziej zaskaująco, bo zniewolona zostaje hrabianka angielska, a jej gorącym i niebezpiecznym kochankiem staje się młodszy brat samego wodza. Chłopiec o muskularnym ciele, zwierzęcym magnetyzmie oraz rozbrajająco i uroczo naiwnym braku doświadczenia w Ars Amandi - jak choćby wtedy, gdy kompletnie zaskoczony i zniesmaczony pierwszym francuskim pocałunkiem, postanawia wybić z głowy kochanki takie bezeceństwa przy użyciu swojego bata, pozostając wiernym dawnym i sprawdzonym metodom uprawiania miłości, czyli seksu "na pijanego intruza" z co najwyżej drobnym urozmaiceniem wynikającym z zawołania druchów do pomocy. Dla Wikingów tradycja zawsze stała na pierwszym miejscu, a przysłowie przodków mówi jasno - "Jeśli baby bez oporów i płaczu idą z Tobą do łóżka, to przy podziale łupów nie dostaniesz ani jednego okruszka".
Fabuła ostatniej zaczyna się od niepokojącego abordażu jakichś piratów na statek wiozący saksońską piękność. I gdy się już zaczyna wydawać, że tutaj ta historia kompletnie nie ma sensu, sytuację naprostowuje pojawienie się na horyzoncie łodzi pełnej umięśnionych i efektownie spoconych ludzi Północy, którzy szybko dopadają te pirackie łachudry z przepaskami na oku, drewnianymi protezami zamiast nogi i papugami srającymi im na ramię. I po krótkiej walce cały łup trafia nareszcie w ręce Wikingów, a piraci razem z tym swoim drobiem trafia prosto na dno. Tymczasem naszej heroinie od razu w oko wpada dowodzący atakiem lśniący wojownik z jakby najobficiej wtartą oliwką, a i on zwraca uwagę na pyskatą i nie dającą sobie nikomu do rosołu dmuchać dziewoję z ogniem w żyłach i wściekłymi kurwikami w oczach. Kolejne udane etapy podboju jej oblężonego rosołu...- tfu znaczy - serca mamy okazję wręcz namacalnie doświadczać przez pozostałą część opowieści, aż do ekscytującego spełnienia w wielkim finale. Robi to duże wrażenie głównie dzięki wyjątkowo barwnym i soczystym opisom autorki, w których jego "nabrzmiałej męskości, wyglądającej niczym wskazujące chmury ramię niemowlaka" często towarzyszą "drżące z rozkoszy uda, niekontrolowanie acz obficie podlewane sokami z jej wewnętrznego źródełka namiętności".
I to się nazywa gorący romans, a nie tam jakieś pitolenia: "A wtenczas owa panna takoż była wyrozumiała iż mimo nobliwości mej parówki w usta chciała" - którymi próbują rywalizować książki z gatunku Highlander's Romance
spoiler start
Kobiety skandynawskie miały zdecydowanie lepiej niż ich współczesne odpowiedniczki w Europie. Specyfika życia wymusiła przez pokolenia zrozumienie, że aby przetrwać, trzeba współpracować. Jeśli mężczyzna był poza domem, to kobieta była zarządcą i organizatorem funkcjonowania społeczności. Mimo że prawnie często reprezentowane przez braci lub mężów, jako dziewczyny czy młode kobiety miały duży zakres swobody. Mogły same decydować o swoich losach, zamążpójściu, miały prawo do rozwodu, dziedziczyły po swoim rodzie, mężu czy bezdzietnych członkach rodziny. Mogły zajmować się handlem, rzemiosłem, brały udział w wyprawach" - Ewa Strukowska
spoiler stop
Pani Ewa w swoich analizach musi stosować jakąś niezwykle wyrafinowaną i akrobatyczną metodykę porównawczą, by z kamienną twarzą wygłaszać takie grube tezy. :D
Rzeczywiście warto zacząć od posprzątania po starych bibliotekach i wyzerowania ustawień karty. Użyj darmowego DDU, bo lepiej sobie poradzi z tym zadaniem. Po uruchomieniu DDU wybierz opcję restartu programu w trybie awaryjnym i zaznacz opcję pełnego usunięcia plików i świeżej instalacji.
Jeśli używasz jakiś programów do boostowania kartu czy zwiększania wydajności w grach 3D, to wybierz w nich opcję przywrócenia ustawień domyślnych. Jeśli w biosie bawiłeś się profilami XMP to też je warto zresetować + ewentualnie zapuścić wbudowany w windowsa test pamięci RAM ( najłatwiej w Menu Start wpisz do okienka wyszukiwarki słowo "diagnozuj" i zobaczysz funkcję na liście).
Powodem dla którego przy kopiowaniu z lub na dysk dużych plików dochodzi do złych odczytów lub pominięcia części zawartości mogą być także wymuszone ustawienia pamięci podręcznej.
Cholerka też lubiłem i też trochę tęskno do tych gierki z logiem RTL, w których sporo frajdy dawało nie tylko samo skakanie, ale tez system rozwojuu karierą,
To w sumie całkiem ciekawy pomysł, tylko może dajmy sobie spokój z wszelkimi rankingami, bo na cholerę ustalać, czyj klip jest bardziej w sosie 80's, albo czyj penis z profilu bardziej przypomina wczesnego Limahla, skoro i tak wiadomo, że Wodecki z Pszczółką Mają skończyli się na "Kill'EM ALL"
Dlatego lepiej jeśli będzie to miejsce na wrzucanie materiałów, które to dla nas samych są takim małym wehikułem czasu do ery kiczu i geniuszu w jednym, zamiast ładować się w tysięczny zbiór ogranych filmików z Pet Shop Boys, Rambo czy tam Markiem Bilińskim szturmującym Vangelisa w Rudym 102.
Jest mnóstwo cudownych rzeczy wartych zobaczenia, ale akurat teraz pierwsza w głowie pojawiała się specyficzna reklama z porannego pasma TV, próbująca się podpiąć pod bardzo wówczas popularne trend na domowy aerobic w towarzystwie celebryty doradzającego z kasty VHS.
Mimo że trafiłem na to już ładnych kilka lat temu, to wciąż powraca do mnie to takie małe marzenie, by kiedyś samemu nagrać taką profesjonalną i w pełni autorską kastę VHS z ćwiczeniami mięśni z okolic gardła i twarzy pod nazwą: "NajphiLOVE Faciale"
Wklejam tutaj tylko fragmencik, ale bardzo reprezentatywny. Warto z dźwiękiem, :)
https://youtu.be/PyxpXgS5deU

Panowie, sorrki za taki spam na dzień dobry, ale kumpel ma zajawkę by dostać się do ekipy JaRocka - chłop sobie na stare lata wymarzył zostanie Super Popularną Brodatą Tubą, Bożyszcze Wirtualnych Gimnazjalistek, czy tam innym Nerdowskim Dawcą Orgazmów w Preorderze - nie bardzo pamiętam. Bardziej Istotne, że człek z niego zacny, wiec jeśli macie chwilę by w ankiecie na samym dole poniższej Strony zaznaczyć nick: DIAKON, to będę wdzięczny.
Żadna rejestracja, potwierdzanie mailem czy inne głupoty nie są wymagane
Zerknąłem na nowe posty i dwa tematy mnie zaskoczyły na tyle, że poczułem przymus otwarcia dzioba. Pierwsza sprawa to nowy Bring Me The Horizon i wrzucony kawałek Kingslayer. Nigdy nie przerabiałem ich twórczości, a to co do mnie docierało przypadkiem raczej nie budzało mojego entuzjazmu, ale ten numer to kawał rasowej roboty, a jeszcze czuć w tym taką nutę nostalgii za czasami mniej kontrolowanego a bardziej idącego na żywioł łojenia, że od razu byłem kupiony.
Druga sprawa to Lemura wrzuta EMBR. No toś mnie przyjacielu zdziwił tym tak, że już dzisiaj nie dam rady usunąć tej "palmy" z twarzy ;). WTF, przecież baba brzmi jak Anja Ortodox na grzybach. I nie mówię tu o halucynogennych, tylko w trakcie zbierania tych normalnych, o 5 rano w kaloszach. Miałeś jakiś chwilowy udar, czy coś :)

Ostatnio przeginam z tym cholerstwem Vifona. Wiadomo, że w tym jest tyle chemii, że w razie czego można użyć do czyśzczenia rur kanalizacyjnych i już samo otwarcie torebki z proszkiem wywołuje silną reakcję organizmu z drapaniem w gardle i łzawieniem na czele, ale ciężko odmówić sobie miseczki, gdy się człowiekowi nie chce gotować albo nie ma na to czasu.
No i jest to tak cholernie smaczne! Choć mam wrażenie że smak się zmienił w ciągu ostatniech kilku miesięcy albo to efekt zajechanych kubków smakowych.
"NuMETAL POWRACA I JEST SILNIE JAK NIGDY DOTĄD..."
Artykuł o takim chwytliwym tytule przeczytałem ze dwa lata temu bodajże na łamach Livewire. Autor ze swadą opowiadał o narodzinach nowego nurtu łączącego stary świat Numetalu ze współczesnym podejściem metalcore'owym. Ów NuCORE miał szybko zyskiwać popularność i z buta wejść na salony.
W sumie chyba to nie nastąpiło, przynajmniej w mojej bańce. Z wymienianych w artykule kapel z potencjałem do namieszania nam na rynku niewiele zapamiętałem, bo w sumie żadna wówczas nie przypadła mi do gustu - głównie były to jakieś klony wczesnego Korna - poza jedną.
Tallah wyróżniał się sporą chętką do łamania rytmu - co jest tą charakterystyczną cechą numetalu, która z perspektywy czasu nie straciła dla mnie na wartości - a także tym, że za udzielanie wywiadów oraz ciekawą wizję muzycznej filozofii odpowiada całkiem sprawny bębniarz, co nie powinno dziwić, bo to syn Maxa Portnoya.
Jakieś oszałamiającej kariery oni także nie zrobili, ale jako że do archiwum metalowych komunistów wskoczył właśnie live tej kapeli, warto sprawdzić jak dzieciaki hałasują.
https://youtu.be/W0YwnIxyQmg?t=1613
eee... Jazzcore?
Byłem ciekaw, dlaczego odwiedzając Nowy Orlean nie warto nosić szortów. ;)
https://www.youtube.com/watch?v=JROdHUjJ_94
Gra przywołała sporo nostalgicznych wspomnień z czasów gdy się w rzucie izometrycznym człowiek błąkał po kryptach, waląc każdego szczura z dzidy, upychając po kieszeniach całe tony wszelkiego rodzaju złomu od pancerzy i pukawek aż po nieprzekonująco martywe fragmenty żądłodupcego skorpiona.
W sumie jednym minusem tego tytułu jest to, że pojawił się jak Fallout trzeci, zamiast tej nikczemnej bethesdowej abominacji sprzed kilkunastu lat.
Swoją drogą gość, który odpowiadał za dobór utworów towarzyszących rozgrywce, to po prostu cholerny Geniusz na miarę talentu wczesnych dzieł Tarrantino. Udało mu się dość klasycznie wyglądającej turówce nadać głębię wręcz filmowego doświadczenia, a to jest już coś!
Cały Gosspelowo-Redneckowy klimat OST miażdży, ale moment epickiego starcia z wielkim MechaReaganem przy dostojnie płynących dźwiękach "Washed In The Blood Of The Lamb" skradł mi serce na amen. :)
Słuchanie dzisiaj słów i głosu Davida Golda w epitafium "I was buried..", to dość intensywne doświadczenie, które potrafi połamać serce razem z żebrami chyba każdemu,
a ten kawałek ładny i faktycznie podobny. Leci na playlistę i to z rodzeństwem, bo ta kapela ma sporo innych interesujących rzeczy do opowiedzenia.
https://www.youtube.com/watch?v=g00BocCbels
Po raz kolejny doświadczam efektu metalowego jojo. :D Jeśli zbyt długo i zbyt mocno daje się ponieść swojej fascynacji jakimiś niuansami brzmienia, stopniem skomplikowania partytur, czy umiejętnościami technicznymi ulubionych muzyków, oraz generalnie takiemu dziwnemu przekonaniu, że w tym gatunku więcej, solidniej, precyzyjniej zawsze oznacza po prostu lepiej, to prędzej czy później dostaje w twarz olśnieniem, że to gówno prawda, bo do wywołania emocji wystarcza znajomość ze trzech chwytów, skoczna melodia oraz przykuwający uwagę i ładnie rezonujący po płucach rytm.
Brazylijska scena punka i dalsze losy członków Milli Vanilli - historia jakby nieznana :)
Spoko, znaczy że będę musiał się bardziej zainteresować tematem, bo sprawia wyjątkowo sympatyczne wrażenie.
Stawiając jednak twardy opór "modernej influencji" nie będę się dopytywał o jego instagram ;) Co to, to NIE! Przecież trzeba mieć w życiu jakieś zasady. :D
Kto by przypuszczał, że z Fenriza taki charyzmatyczny, sypiący żartami lew salonowy i całkiem intrygujący interlokutor. Byłem dziwnie przekonany, że goście stojący za Darkthrone to muszą być jakieś boleśnie nieprzemakalne hardkory, z którymi obcowanie daje podobną ilość frajdy, co atak rzadkiej kupy w przepełnionym gawiedziom pociągu, a tu proszę.
Debata The Wire na temat muzyki i jej wpływu na naszą osobowość i postrzeganie świata.Jak komuś się nudzi warto zerknąć, szczególnie na fragment, w którym Fenriz opowiada o swojej głębokiej miłości i przywiązaniu do muzyki Techno :D
https://livestream.com/aktivdebatt/events/4663439/videos/110286117
Nowa Sepultura. I to całkiem interesująca - z braku lepszego określenia. Metal tak ekologiczny, że powoli doganiają Nuclear Assault, ale wiadomo - BIO TECH is Godzilla!
https://www.youtube.com/watch?v=4yNxUYIEkuA
Płytki i koncertowe DVD z Infernus Sinfonica MMXIX w końcu dotarły
i znowu zadziała się magia. :)
Niby człowiek już dorosły, emocjonalnie stabilny i niby doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że symfoniczny death metal to taki ślepy zaułek dla nastoletnich blaszaków z dużą frotką na łbie, ale wystarczy jakiś nowy materiał Septiców, a ja od razu całą tą moją racjonalną dojrzałość za rączkę sprowadzam do piwnicy, szybko zatrzaskując drzwi przed samym nosem, coby mi nie psuła radochy z dorobku chłopaków.
Absolutnie uwielbiam to, jak potrafią wykorzystywać znajomość reguł i zasad kompozycji, przy stawianiu akcentów także na drugim, a czasem nawet i trzecim planie. To wciąż i niezmiennie robi na mnie wrażenie zarówno na intelektualnym poziomie - dając mnóstwo radości z analizowania każdego utworu i odnajdywania poukrywanych smaczków - jak i na poziomie nieco bardziej hmm... Primal Warsaw Shore - bo przez intensywny headbaging o mało nie zrobiłem sobie wczoraj loda.
Wyprawa na koncert tych Panów to jedno z takich moich wciąż niezrealizowanych marzeń na "Bucket Liście", bo zawsze coś stawało na przeszkodzie, ale w końcu ich dorwę. :)
https://www.youtube.com/watch?v=is5ycVeLRI0
A tutaj to zostawię. Odpowiednie miejsce na skitranie tego materiału. :)
https://www.youtube.com/watch?v=DfTtEbj9gpo
Na świętą Jagodę, patronkę niekontrolowanie szczerbatych, ale ten utwór ma klimat. Może pod względem wokalnym nieco brakuje techniki, ale dziewczę nie dość, że wszelkie swoje niedociągnięcia skutecznie nadrabia poziomem zaangażowania, to jeszcze narracyjny twist sprawia, że to w ogóle przestaje mieć znaczenie. :)
https://www.youtube.com/watch?v=EBRYSlKDlws
Dobra, Lemur, Mnichu, czy Wy macie dostęp do mojego pulpitu czy jak? :D
Najpierw temat "The Council" teraz z kolei deus ex, którego Mankind Divided właśnie ogrywam, stojąc przed wyborem - ratować córkę "zegarmistrza" czy zrobić bank job.
"- Psipadek?! Nie sondzem" :)
Swoją drogą długo wzbraniałem się przed tą odsłoną - głównie przez informacje o błędach krytycznych i narzekania startych hardcorowych fanów serii - a tu się okazuje, że pod wieloma względami ta część to spełnienie moich marzeń o tym, jak to uniwersum powinno wyglądać.
Absolutnie uwielbiam ten doskonały balans pomiędzy różnymi elementami rozgrywki, super swobodę przy rozwiązywaniu zadań, to w jaki satysfakcjonujący sposób nagradzane jest eksploracja oraz cały duszny klimat Pragi z wszechobecnym czeskim językiem brzmiącym na ulicach, a także za wszystkie poukrywane historie i opowieści, które da się poskładać w całość dzięki podsłuchanym rozmową czy fragmentą informacji rozsianych po mailach i znajdywanych plamtopach. Ależ to rewelacyjnie buduje wiarygodność świata i koherentność całego uniwersum. A do tego czasami potrafi ostro dać w kość naszym emocjom, jak na przykład:
spoiler start
(cały czas mam w głowie misję z początku, gdzie potrzeba było wyrobić karty identyfikacyjne dla ojca i córki. Gra zmusza nas do wybrania kogo uratujemy. Ja wybrałem staruszka i zapomniałem o sprawie. Kiedy więc szmat czasu później, penetrując getto dla druciarzy, napotkałem rzeczoną córkę - przymusowo internowaną tu przez władzę - a ona w rozmowie mówi, że nie ma do nas żalu, mimo że po podłodze walają się zużyte prezerwatywy, bo to dla niej jedyny sposób na zdobycie neuropozyny, to przyznaję, że naprawdę mnie ruszyło - Najphilek emokid mode:ON :D )
spoiler stop
Dobra koniec offtopu, Czas posłuchać dźwięków redneckowej bohemy z dixilandu. :)
To żeby jeszcze pozostać w klimatach gier moje dzisiejsze znalezisko, czyli sympatyczne małżeństwo w doomowym sosie. :)
Swoją drogę gitary o przedłużonej skali zawsze wprawiają mnie w lekkie zakłopotanie. Z jednej strony z miejsca pojawia się wrażenie pozerstwa, bo skoro tak brakuje dolnych rejestrów to łatwiej zejść ze strojeniem i ustawieniem menzury niż się kompletnie przestawiać na inne trzymanie, torturując nadgarstek.
No ale z drugiej strony dobre opanowanie gryfu takiego ośmiostrunowego lotniskowca to jest naprawdę wyższa szkoła jazdy. Nieco bezcelowa, niemniej budząca respekt.
Pewnie dla osób, które śledzą newsy o Cyberpunku77 to żadna nowość, ale ja trafiłem na ten kawałek zupełnym przypadkiem, dając się powoli zaczarować wirowi surowej energii płynącej z głośników, a dopiero później doczytałem, że jest to utwór skomponowany specjalnie na potrzeby fikcyjnej kapeli Samurai, która ma pojawiać się grze. Nice!
Jeszcze większe zaskoczeniem było to, że stoją za tym panowie z Refused, a mi żadna lampka się nie zapaliła.
Swoją drogą skoro Refused to aż się prosi, żeby i Atari Teenage Riot czy EC8OR też coś nagrali dla CP2077 - wygrzebując się nieco z "niepamięci".
A propos "The Council" - to naprawdę fantastyczna gierka, w pełni się zgadzam. Ogrywając ją wpadłem w pewien rodzaj obsesji, co skutkowało tym, że w przeciągu tygodnia ukończyłem ją 3 razy - za każdym razem innym archetypem i z innym rodzajem perków. Miodzio :)
A wracając do łupania i tupania. Ostatnio miałem małą chwilę słabości, ale to wystarczyło by virus znany jako Thy Art is Murder zagnieździł się we mnie. Kurdę tyle lat się przed nimi broniłem, a teraz przerabiam dokonania chłopaków w trybie ekspresowym niczym zelota z odzysku. :)
Ktoś cierpi lub cierpiał na tę chorobę? Jest nadzieja, da się z tego wyjść? :)
Tutaj koncertówka z zeszłego roku, w której CJ robi Michaela Jacksona. Ten moonwalk to czyste złoto :)
https://www.youtube.com/watch?v=4d_5R_noZas
Ponoć żaden szanujący się wątek metalowy nie może się obyć bez tego kawałka. :D No i tupię nóżką
https://www.youtube.com/watch?v=75Mw8r5gW8E
Koncert Igorrra w Polsce przeniesiony na 21 lutego 2021. Tymczasem jego clip jak zwykle robi kapitalną robotę.
A i kolekcjonerka wygląda nieziemsko.
https://www.facebook.com/IgorrrBarrroque/videos/477867656346109/
(tak na marginesie dla pełnego obrazu sytuacji poza MOBO warto podawać także dane procesora.)
A temat czy lepiej mieć nieco wyższe taktowanie czy nieco niższe opóźnienia to częsty powód zaciekłych kłótni i na tyle ciężkich argumentów, że konieczna jest późniejsza interwencja kreatywnego dentysty,
Ale że rzecz dotyczy Patriot to niejako z obowiązku czuję się tu wywołany do tablicy :D
Jak rozumiem mówiąc o wydajności masz na myśli większą ilość FPS w grach - a jeśli tak, to wiedz nasamprzód, że jedyną prawidłową tu odpowiedzią jest ... "Uj jeden wi". Zależy w co będziesz grał. Niektóre gierki mają w dupie czy ustawione masz CL 16 czy 17. Np. Battlefieldy Z kolei inne - np. nowe Assassyny - niższe opóźnienia pamięci potrafią wynagrodzić nawet 5% wzrostem wydajności.
Jeśli jednak nie zamierzasz kręcić swoich pamiątek, ani manipulować profilami XMP oraz przede wszystkim, jeżeli Twój procesor potrafi to w ogóle wykorzystać, to idź w szybsze taktowanie. Co prawda obecnie takim najbardziej sensownym punktem dla kości Patriot jest wartość 3600MHz, bo korzyści płynące z wyższego taktowania są już niemal nieodczuwalne, to jednak tutaj polecam te Viperki w wersji 2x8 3733Mhz przy CL17 bo mają lepiej kombinowane parametry i napięcia na poszczególnych progach i pracują bardzo stabilnie z prockami Intela.
Odraza wydali piękny album, dopiero wczoraj mi YT wyrzucił rekomendację, ale zdążyłem już kilka razy przesłuchać.
Ale jako że wiosna w pełni, to ja dzisiaj z czymś bardziej romantycznym, czyli wspomnieniem swoistego kościoła pod wezwaniem "SHK PNK". Ten projekt to naprawdę grubo szyty muzyczny gobelin przeróżnych styli i często zaskakujących aranżacyjnych inspiracji. A nuż ktoś jeszcze nie zna. ;)
https://www.youtube.com/watch?v=n4ej5Sx96ng
Tutaj z kolei inny cover znanego utworu, który zawsze mnie rozbraja, szczególnie to, z jaką czułością Frah spogląda na Samaha, gdy ta zaczyna śpiewać. (Perk +100 do uczuciowości :D )
https://www.youtube.com/watch?v=6NXvc6mnNKY
Ciosy i fajne uderzenia energii to mieli już wcześniej, bardziej mi chodziło o kilmat, bo wcześniej to był typowy przedstawiciel metalcore z antypodów, zawsze jakoś przepełniony pozytywnym przesłaniem i optymizmem - co dla mnie było niekiedy trudne do przełknięcia. Nawet kiedyś pokusiłem się o tezę, że to musi wynikać z położenia geograficznego, bo jakoś ciężko udawać prawdziwego badassa jeśli przez całe życie biega się w krótkich spodenkach i klapkach. ;)
https://www.youtube.com/watch?v=kmma1RBFqY8
Druga kapela to In Hearts Wake, która obrała dokładnie odwrotny kierunek od "podpalaczy nieba", bo stali się teraz zaskakująco mroczni i przepełnieni gniewem. Ale wiecie co - i to jest w tym wszystkim najfajniejsze - paradoksalnie oni także bardzo dużo zyskali na zmianie swojego wizerunku i jestem niezmiernie ciekawy ich nowej płyty
https://www.youtube.com/watch?v=yUKZhbZHXsI

Dzisiaj trafiłem na dwa nowe kawałki zespołów, których już dawno nie słuchałem i tu ciekawy zbieg okoliczności, bo emeryci z HEAVEN SHALL BURN wyraźnie złagodnieli, stając się teraz bardziej przyjaźni w odbiorze, co w mojej ocenie zdecydowanie wyszło im na plus.
Do tego świetny projekt okładki oraz dwa kapitalne teledyski promujące nowy album, które są małym majstersztykiem pod względem realizacji i designu kadru.
Tutaj klimatyczny Übermacht
https://www.youtube.com/watch?v=vMOfGpv4dEY
a tu nawet jeszcze lepszy Protector ;)
https://youtu.be/IvytvMgUpis
o drugim zespole poniżej)

Hej Panowie,
jest taka akcja z prośbą o finansowe wsparcie dla małego szkraba z cholernym glejakiem. Kumpel właśnie przekazał na aukcję charytatywną swoją płytkę Behemotha z limitowanej edycji, na której podpisy machnęli mu panowie Nergal, Orion i Inferno.
Jeśli ktoś jest fanem tego zespołu to zachęcam do wzięcia udziału w licytacji, ale pomocne też będzie po prostu rozpuszczenie wici, czy to wśród swoich metalowych kontaktów, czy też w ulubionych miejscówkach w Sieci.
Jak powszechnie wiadomo metalowcy to ludzie o anielskich sercach, mimo że smoliście czarnych. :)
Koniec aukcji 8 marca, więc czasu niewiele.
https://www.facebook.com/groups/3161140030615761/permalink/3180413058688458/
Ostatnio Mgła robi piękną karierę i tak jak w przypadku Wiedźmina 3, czytanie komentarzy pod ich każdym klipem jest prawdziwym antydepresantem i miło łechce patriotyczną dumę. Polecam na wszelkie smutki ;)
https://www.youtube.com/watch?v=wcsTJ1n2jkE

O proszę, nomenklatura zmienną jest, a za moich czasów kwas wrzucało się pod powiekę (tu Najphilek zaczął pokasływać, drapiąc się po sztucznym biodrze ) , a Pixy wraz z Dixy co najwyżej biegały po ekranie czarno-białego telewizora spierdzielając przed kotem ;)
Jeezes, Kilgur, z kim Ty się zadawałeś? :) Ale jakoś ciężko uwierzyć, żeby takie odpały to była wina kwasa. Wiele eksperymentów "naukowych" dowodzi, że LSD to niezwykle niebezpieczny narkotyk, nawet mała jego ilość potrafi wywoływać niekontrolowany pacyfizm. :)
spoiler start
Mimo przyjęcia LSD dowódca oddziału próbował realizować wyznaczone cele, ale po tym, jak jeden z żołnierzy wspiął się na drzewo by nakarmić brzydkiego ptaka, dał sobie spokój. :D
spoiler stop
https://www.youtube.com/watch?v=KWodyapGNxI

Nie wiem, czy znacie, nie wiem czy lubicie, ale projekt Gruzja robi naprawdę fajne wrażenie. Wygląda to trochę jak nieślubne dziecko Ireny Kwiatkowskiej i Varga Vikernesa, na które rodzice po ciężkim porodzie postanowiliby się jeszcze wspólnie wysikać. :)
Dobre procedurale, które najbardziej lubię, mają zwykle 20+ odcinków na sezon, co z oczywistych względów bardzo cieszy, bo im więcej tym lepiej. Jeśli jednak jest to jedna ciągła historia, to tak 5 do 8 odcinków wydaje się taki optimum, choć pierwsze sezony Lost, Prison Break czy ukochanego The Killing mogą temu zaprzeczać.
Nowy kawałek od naszego PsychoCzarniawego Metala, który 24 stycznia będzie grał koncert z Red Scalp w Hydrozagadce.
Pośrodku! Bo duże "ptaki" posiadają zwykle tylko osoby gwałtowne, prymitywne, i nieokrzesane, a od zarania dziejów drobny penis jest prawdziwą ozdobą człowieka cywilizowanego, o wysokiej kulturze osobistej i wysublimowanym guście.
Na razie odpuściłem sobie granie i w związku z tym postanowiłem być trochę bardziej ekologiczny czy tam bardziej cebulowy. Wiadomo, że karta 1080ti żre prąd jak hipochondryk pigułki, ale czy wystarczy podłączyć monitor pod zintegrowaną z MOBO grafikę, by przestała, czy też trzeba wypiąć ją z gniazda PCIe?

( Tak z nudów.
Dialog luźno zainspirowany sceną rozmowy młodzieńca z seksowną MILF w grze porno. Oryginalnie to były raptem 3 zdania na krzyż, ale mi nieco "wykipiało")
- Widziałam że ostatnio oglądasz sporo filmów w Sieci
- eee... znaczy, wiesz, to tak w ramach zainteresowania czysto zawodowego...
- Zawodowego? Pracujesz przy tworzeniu gier?
- A te filmiki, (UFF...) wiesz, gameplay'ie to ostatnio moja jedyna rozrywka.
- Nie lepiej samemu grać?
- Niby lepiej, ale coś się we mnie wypaliło i nie umiem już w tym znaleźć przyjemności. Odpalam nową grę z nadzieją, że wróci ta radość, ale nawet fajne tytuły po 15 minutach wyłączam znudzony. To samo mam z serialami. Kiedyś potrafiłem cały dzień spędzić przed ekranem, dając się pochłonąć opowiadanej historii, odpalając jeden odcinek za drugim, a czas mi błyskawicznie i przyjemnie upływał. Dzisiaj skupienie się nawet na 20 minutowym odcinku sitcomu przerasta moje siły i już po chwili wychodzę z trybu pełnoekranowego, by z boku zacząć przeglądać coś w Sieci.
- Oops, czyli już w tak młodym wieku roztrwoniłeś swoje ZBP na głupoty?
- eee, słucham, że co?!
- ZBP, czyli Zasoby Biernej Przyjemności.
- ... i co? Łaskawa Pani będzie mi tak dawkować odpowiedź. Mów, co masz na myśli, albo weź się ugryź.
- Dobra, słuchaj zatem. Jak zapewne wiesz człowiek ma niestety ograniczoną ilość zasobów. Dotyczy to zarówno możliwości fizycznych jak i psychicznych. Jeśli zaczynasz czerpać z nich ponad miarę organizm wysyła jasne sygnały, że to dla niego za dużo. I tak np. duży wysiłek fizyczny objawia się najpierw zadyszką, później kolką, krwawieniem z nosa, a nawet utratą przytomności, gdy źródłem napędowym dla przedłużającego się wysiłku przestaje być do cna wyczerpana bezpieczna energia użytkowa - którą potrafimy odnawiać każdym posiłkiem czy snem - a zaczyna być energia czerpana z głębokich rezerw organizmu. Taka pożyczka to jednak "chwilówka" z lichwiarskim oprocentowaniem, za którą przyjdzie nam sporo zapłacić.
Ten sam mechanizm działa w sferze psychicznych możliwości. Zdarzało Ci się, że mimo braku specjalnej ochoty na odpalenie gry czy czytanie książki i tak to robiłeś? Czy to z przyzwyczajenia, czy dla zabicia czasu? A po seansie czy lekturze z uśmiechem sobie gratulowałeś, że niby tak się nie chciało, a jednak jak już zacząłeś, to po chwili wciągnęło cię na amen i dobrze się bawiłeś? Cóż, raczej nie jest to powód do świętowania, bo za te kilka chwil wymuszonej przyjemności zapłaciłeś z rezerw, które są mocno ograniczone i bardzo kiepsko odnawialne.
Natura wyposażyła nas w mechanizmy pomagające przetrwać w niebezpiecznym środowisku, - jak np. adrenalina czyli małe turbo mocy jakże pomocne gdy trzeba walczyć lub uciekać - oraz w różne procesy, które mają na celu w razie potrzeby pobudzić nasz umysł zmuszając do szybszego myślenia, większej koncentracji, czy lepszego refleksu. Ale te wszystkie mechanizmy są w nas zaprogramowane z myślą o dawaniu wsparcia w momentach naszej fizycznej aktywności. To dotyczy także ośrodka przyjemności, którą Pani Ewolucja uprzejmie powiązała nam z wysiłkiem fizycznym, by wytwarzane endorfiny nie tylko np. ułatwiały skuteczniej spierdzielać przed dinozaurem, ale też pozwalały mieć z tego trochę frajdy.
Jednak na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat osiągnięcia cywilizacyjne zmieniły diametralnie profil egzystencji człowieka. Potrzeba fizycznego wysiłku przestała być wymuszana środowiskowym niebezpieczeństwem, walką o jedzenie czy koniecznością budowania schronienia. Co więcej, mocno uległy ograniczeniu społeczne interakcje czy rywalizacje, które zawsze towarzyszą ustalaniu hierarchi w grupie. Teraz możemy pracować zdalnie, a kontakty z resztą ludzkości dowolnie ograniczać lub wręcz całkowicie zastępować byciem online. Także z nawet najgorszych niebezpieczeństw dzisiaj wychodzimy nie dzięki zastrzykowi adrenaliny, lecz z pomocą telefonu do pana złotej rączki, żeby ratował, bo kibel zapchany czy komp się nie reaguje.
I tutaj rodzi się problem, bo niestety o endorfiny raczej ciężko w trakcie czytania powieści SF, czy pisania postów na forach (nawet takich jak ten? cholera!) Ewolucja nie miała jeszcze czasu dostosować nas odpowiednio do nowej sytuacji, w której większość dnia spędzamy w trybie wegetatywnej konsumpcji dóbr zarówno materialnych jak i duchowych. Nie wytworzyła w nas jeszcze odpowiednich mechanizmów które byłby w stanie pozyskiwać, gromadzić i dobrze zarządzać zasobami przyjemności czerpanymi biernie. I to dlatego na pierwsze oznaki przetrenowania czy problemy z uzyskiwaniem oczekiwanego poziomu satysfakcji w trakcie sensu filmowego, podświadomie reagujemy stosując jakąś formą aktywności, czyli np. klikając na odpalonym w tle facebooku, albo coś tam podżerając - mimo że nie jesteśmy głodni - lub też kompulsywnie "bawiąc się" trzymanym w dłoni pilotem.
- Jezu, to co mi teraz pozostało? Co mam robić?
- Nie wiem. Zaczekaj aż Ewolucja się ogarnie? A jeśli pytasz, co masz robić konkretnie teraz, to akurat rzecz prosta, masz skończyć już to zabawianie mnie rozmową, a zacząć zabawianie swoim penisem.
Są filmy, które się pamięta jakoś szczególnie. :) Neverending Story do takich należy, choć chyba głównie przez twarz młodej Imperator oraz traumę związaną z utonięciem na bagnach Artaxa. Kulisy kręcenia tej sceny pokazane są zresztą na tym filmiku i emocje na twarzy reżysera mówią chyba wszystko.
https://www.youtube.com/watch?v=W4DP2rDAoRA
Swoją drogą Wolfgang Petersen wyreżyserował kilka moich ulubionych filmów - "Das Boot", "Enemy Mine", czy "Troy". Oby podołał z filmową ekranizacją "Old Man's War", która ma trafić do kin w tym roku.
Tia, a jak chciałem mojemu Mateuszkowi zmienić imię na Siara to od razu, że zły ojciec ze mnie. Zły to bym był zmieniając na Siara1010011010...
Hog Jaw, świetna kapela, ale tak na wskroś redneckowa, że nigdy nie wiem, czy przy ich muzyce powinienem zacząć grzmocić łbem czy swoją kuzynkę. :)
https://www.youtube.com/watch?v=82h2hyM4DTM
Na tej podlinkowanej przez Ciebie płytce piąty utwór rządzi i trafił mi playlistę. Brzmi niemal jak wczesny Napalm Death w Jpop sosie - miodzio. :)
Na żywo dziołchy mają jeszcze większą moc oraz fatalnych naglośnieniowców. :)
https://youtu.be/ZNIACPk73Uk
Mając na sumieniu bycie moderatorem kilku różnych forów i portali w swojej "sieciowej karierze" jednego się nauczyłem - wszelkie odgórne próby ratowania/podtrzymywania/ulepszania dyskusji niewiele dają. Zbiorowiska z tak dużą ilością użytkowników podlegają tym samym regułom i tej samej dynamice co każdy naturalny ekosysytem - czyli czasem coś umiera, a czasem tylko trafia na chwilowe mielizny, niemniej na dłuższą metę utrzymywanie jakiegokolwiek status quo - nie mówiąc już o wzorcu progresu - to mrzonki. ;)
Moje coraz rzadsze wizyty na forum w ostatnich miesiącach wynikają jedynie z kłopotów zdrowotnych, a nie z utraty zainteresowania muzyką przecież, więc cóż, może za jakiś czas będzie lepiej. :)
A żeby nie być tak w całkowitym offtopie... okazuje się, że 17 czerwca 2020 do Stodoły zajrzy Chris Motionless. Dla wszystkich wyznawców prawilnego tru metalu ten gość uosabia wszystko to, co w tym gatunku jest najgorsze. Po pierwsze to druga fala zwana czasem melodycorem, w której ryki wokalisty przeplatają się często z popowymi wstawkami - nieprzystającymi szanującym się szatanom. Po drugie Chris to typowy przedstawiciel zgnębionego EMO, który szkolne prześladowania i wszelkie życiowe niepowodzenia przekuł w postawę antyspołecznego jokera z potężnym EGO. Jeśli doda się do tego jego epatowanie brzydotą, maskowanie wewnętrznych fobii holendarną ilością pokazowych tatuaży, dziur w ciele i litrów makijażu oraz produkowanie wprawiających w zakłopotanie tekstów piosenek o byciu niezrozumianym i o braku akceptacji, to łatwo gościa zakwaterować w szufladce: "Oesu, jakiś klon Marlyn Mansona tyleże chudy" ;)
A jak jest naprawdę? Co skrywa i jak wygląda to drugie, subtelnie ukryte dno.
A ch*j wie! Ja po prostu lubię popatrzeć jak gość się wkurza i ma to swoje pierdyknięcie niszczącej mocy, przy którym świetnie się poguje. ;)
https://www.youtube.com/watch?v=vov0yT7qnVI
Panie i Panowie 17 kwietnia 2020 Igorrr zagra w Proximie - myślę że warto dopisać do listy. Dla mnie to na ten moment najbardziej ekscytujący news muzyczny nadchodzącego roku i już przebieram nóżkami na możliwość zobaczenia na żywo Gautiera i prześlicznej Laure. <3

Na razie w nosie mam takie streamowanie gier, bo jeszcze dużo czasu i technologicznego postępu trzeba, by zapewnić przyjemne doświadczenia z takiej rozgrywki.
Wbrew pozorom tutaj znacznie trudniejszym zadaniem nie będzie samo zredukowanie opóźnień, ale przede wszystkim zagwarantowanie ich stałego poziomu, bo wszelkie, nawet minimalne wahnięcia przesyłu danych z miejsca odczujemy na kontrolerze.
A ten czynnik zależny jest nie tylko samego Google, ale także choćby od "jakości" usługi naszego internetowego providera.
Znacznie, ale to znacznie bardziej interesującym pomysłem, który nawet już dzisiaj powinien mieć technologiczny sens i dawać realne profity użytkownikowi, wydaje się korzystnie ze Stadia i jego mocy przerobowej do projektowania i renderowania treści multimedialnych, bez potrzeby wydawania majątku na sprzęt.
Przy tego typu zadaniach ewentualne opóźnienia czy przycinanie nie powinny mieć w zasadzie żadnego realnego wpływu na doświadczenie i ogólny komfort pracy, bo w zasadzie zawsze renderowanie na domowym komputerze szybko zmienia go w śliniący się, zapaćkany miodem generator lagów po wylewie.
Rok 1987. Maynard i jego Children of the the Anachronistic Dynasty na koncercie dla nocnej telewizji. Ostrzegam, że choć możliwość posłuchania, jak wyglądały preTOOLowe wersje znanych hitów jest bardzo ciekawa, to przez rozjechaną tonację i gubienie tempa łatwo można nabawić się jakiejś nerwicy natręctw np: niepohamowanej potrzeby wepchnięcia sobie szpikulca do ucha. (chyba chłopakom nie działały odsłuchy)
Czas: 15 minuta - "Sober" w early access :)
https://www.youtube.com/watch?v=tAJn5OyqIas
Trafiłem dzisiaj na takie dziwne cudo. Jest to kolejna już sytuacja. w której pod przykrywką nieco goofy style, z głupią nazwą i bezsensownymi teledyskami skrywa się zadziwiająco dobra jakość, porządny warsztat i ciekawe podejście do kompozycji. No i wokal, który szaleje różnymi fakturami bez żadnego marginesu bezpieczeństwa, ani techniki pozwalającej amortyzować przeciążenia - głupie ale i nieco fascynujące. :)
Hunt the Dinosaur
https://www.youtube.com/watch?v=t9A-cuAcAZo
Niestety należę do tej dziwnej mniejszości, której ta gra jakoś nie sprawiła frajdy. W sumie mam za sobą ledwie koło 12 godziny zabawy, ale od ponad roku nie znajduję w sobie chęci by do niej wrócić. A to dziwne, bo generalnie lubię wyciągać swój miecz z pochwy, spuszczać łomot plugastwu wszelkiemu, a i zawsze żem gotów na nocne igraszki z sukkubem, co to w snach bogobojnych mężów do niecnoty wiedzie.
Ta gra ma 1000 zalet, które potrafią wyrecytować z pamięci fani, i z którymi sam jestem skłonny się zgodzić, ale tej jednej, najważniejszej tu brakuje. W trakcie zabawy moje serducho i emocje nawet nie drgną. Pozostaję obojętny niczym naćpany lekiem zwiotczającym manekin na seansie filmu dokumentalnego schnące pranie.
A przecież pragnąc być częścią tego powszechnego entuzjazmu uciekałem się nawet do pomocy procentów, bo jak powszechnie wiadomo, dobra zabawa bez alkoholu jest jak filmy porno bez udziału kobiet - niby są, ale to raczej frajda nie dla każdego. Niestety w moim przypadku nawet Harnasie zawiodły więc chyba pozostaje mi już pogodzić się z faktem, że to najwyraźniej efekt braku jakiegoś ważnego chromosomu, lub też - co zwykle imputują zatwardziali miłośnicy Wiedźmina - to kwestia mózgowych zwojów. Najwyraźniej stopnień skomplikowania moich plasuje mnie gdzieś na poziomie kury hodowlanej, z tą przewagą, że potrafię powstrzymać się przed dziobaniem dywanu... przynajmniej przy ludziach.
(BP gości u mnie od niedawna, fakt, ale zdążyło już się ładnie zadomowić ;) )
Kublai Khan ładnie pocisnęli. W tym utworze dwa posty wyżej brzmią jak rasowi HC z Nowego Yorku, więc jeśli podoba Wam się takie granie to polecam filmy pana hate5six. To taki dziwny koleś, który od 15 lat własnym kosztem rejestruje i udostępnia dokonania koncertowe sceny Punk i HardCore głównie właśnie z NY. To zawsze są bardzo profesjonalne realizacje na kilka kamer, czyli coś, o czym w innym wypadku większość tych kapel mogłaby tylko pomarzyć.
Poniżej nagranie z koncertu Incendiary. Jedna z najbardziej szanowanych kapel HC na jednym z najlepszych koncertów jakie widziałem, gdzie z każdą minutą rośnie dzikość w sercach aż do swoistej kulminacji w finale (około 23:20) a energię i tworzącą się w trakcie występu chemię w relacji kapeli z publicznością można by pokroić nożem i zasilić kilka koncertów największych gwiazd metalu.
Nie wiem, może brakuje mi wyobraźni albo nie umiem czytać między wierszami, ale tekst utrzymany jest w tonie odkrycia wielkiego niebezpieczeństwa i afery, w której podli oszuści zarabiali naszym kosztem. Tylko jakoś nie jest wyjaśnione, w jaki to sposób ta ich działalność była szkodliwa. Bo jeśli to nadziewanie ciasteczek to tak naprawdę robienie zwykłej luki w filtrach, pozwalającej przepuszczać konkretne reklamy partnerskich sklepów, i prowizja liczona za zakupy zrobione po ich kliknięciu - bo tak mi wynika z tekstu - to raczej chłopakom należy się podziw za pomysłowość, a nagonkę warto by urządzić zleceniodawcom. :)
No i niestety nasz Marcinek odpadł w półfinale amerykańskiej wersji "Mam Talent", a byłem przekonany - jak zresztą wiele osób, co widać w komentarzach pod tym filmem - że za kilka dni w wielkim finale w Las Vegas powalczy o milion dolców. Naprawdę szkoda, bo to był prawdziwy pokaz czystego i niezwykłego talentu oraz budzących respekt umiejętności, a wszystko na poziomie o jaki raczej ciężko w telewizyjnych reality show (możliwe że to tu leżał problem).
Niemniej duże brawa dla gościa za wszystkie występy, ale także za taką bardzo sympatyczną i pozytywną dumę w podkreślaniu tego, że jest z Polski.
https://www.youtube.com/watch?v=rrnj2IJZC08

Uwielbiam ten film. Klimat australijskich bezdroży przykleja się do człowieka niczym lepka od potu koszulka po 3 godzinnym sparingu z nakoksowanym kangurem i no jest jeszcze Gorodon, a nie sposób nie kochać Gordona. Co prawda nie wypowiada w filmie ani jednej kwestii, ale już sam fakt, że przeżył, zrobiło z niego swoistą klamrę spajającą całość, - choć to raczej że nie było planowane przez twórców. :)
Pattisona porównywałbym bardziej z przypadkiem Matthew McConaughey, bo akurat DiCaprio na dzień dobry zyskał status aktorskiego child prodigy i na długo przed nakręceniem Titanic miał szansę zabłysnąć w Chłopięcym Świecie, Co gryzie Gilberta, czy rolą w tym filmie o młodym narkomanie w Nowym Jorku (tytuł wyleciał mi akurat z głowy, ale na pewno wiecie o co chodzi.) A Matthew przez 15 lat kariery był właściwie nikim, tym gościem od romantycznych komedii i ról amantów, a tu pstryk, trafił do serialu i nagle w oczach zarówno widzów, jak i branży nabrał jakiejś szlachetnie dramatycznej głębi, niczym długo leżakowana whisky. Liczę, że Pattison i jego wielka głowa zaliczą podobny twist.
Jako że wynik rozmowy ze znajomymi mnie nieco zaskoczył pozwolę sobie zapytać szersze grono kinomanów. Pattisona zacząłem traktować jako aktora a nie modela po obejrzeniu "Remeber me", ale prawdziwe objawienie jego ogromnych możliwości i błyskawiczny awans na liście najbardziej obiecujących następców De Niro, Pacino czy Day-Lewisa przyszedł po obejrzeniu Good Times czy The Rover. Macie wobec niego podobne odczucia, czy też dla Was to dalej jest tylko "ten koleś ze Zmierzchu".
Aż mi w sumie żal się zdecydował na rolę Batmana, bo to następna aktorska koleina, w której sukces i zdobycie popularności wśród bazowej grupy fanów w gimnazjach okupione jest utratą szacunku u większości pozostałych odbiorców.
O ja pierdziu! Klimat wali człowieka w pysk z siłą parowego, choć niezwykle i stylowo wysublimowanego młota. Każdy kadr to mała uczta, choć ciężko ją przełknąć gdy nam szczęka co chwile ląduje na podłodze. I jeszcze na dodatek całość to prawdziwy popis aktorskich możliwości jak zwykle genialnego Pattinsona, który brawurowo dotrzymuje kroku Willemowi Dafoe w zaciętej potyczce na "WOT?!"
Kinowy styl Siergieja Eisensteina ze szczyptą "Bazy ludzi umarłych". Uff, jestem kupiony.
Slaughter to Prevail wypuścili dzisiaj nowy klip. Muszę przyznać, że to jedna z kapel, którą lubię od czasu czasu dokarmić drzemiącą we mnie małą, szarpaną skrajnymi namiętnościami gimnazjalistkę. Takie guilty pleasure, przy słuchaniu którego zwykle po jakichś 60 sekundach przestaje mi już przeszkadzać cała pompatyczność, elementy żenady, czy skrajna siermiężność przekazu, a daje się uwieść tkwiącej w tym sile czystej pasji.
W sumie wyszło mi tu niechcący nawiązanie do założeń filozoficznych Davida Hume'e, który identyfikował emocje jako wroga ludzkiego intelektu, więc do tego by móc coś rzeczywiście poczuć trzeba się odpowiednio ogłupić, inaczej utknie się w kleszczach "oświeconej" świadomości, niczym niedokręcona lampka w lodówce wystudzonego przeintelektualizowania.
Fak, no dobra, na dzisiaj już w odstawkę idzie gąsior wina, bo jeszcze chwila i zacznę tu Wam analizować teksty Motionless in White - innej z moich ulubionych emocjonalnych protez :D
Uniwersum jest fantastyczne i wychodzi daleko poza ramy komiksu. Mamy przecież bardzo intrygujący film pełnometrażowy, choć mocno mieszający wątki. Świetną grę przygodową, który doskonale oddaje klimat świata oraz choćby twórczość zespołu Septic Flesh, dla których całe to uniwersum było inspiracją do napisania kilku utworów.
https://www.youtube.com/watch?v=t1dtulPD-CM
Odkryłem kangurów ledwo miesiąc temu, ale szturmem mi się wdarli do top 10 najchętniej słuchanych. Na nowe ich dokonania przyjdzie czas, na razie zgłębiam muzyczny elementarz.

Zgadzam sie z Lemurem... stop... źródło generujące takie opinie raczej niepewne... stop...być może skażone...stop...zaleca się niczego nie pobierać tylko znaleźć nowe ujście....przerwa (to w zastępstwie bo źle się obliczyłem i zabrakło mi już "stop")...
... a najlepiej w ogóle się nigdzie nie szlajać, niczym jakiś obwoźny moczymorda z ADHD, tylko jak panisko u nas na miejscu się nawadniać, gdzie woda czysta i gdzie bursztynowy "Świerzop80" z "DzięcielinąMnicha" swojskim rumieńcem chętnie i szczodrze nam pała. ;)
Ci weterani mają zagwarantowane miejsce w moim serduchu na zawsze. American Way you M..F...!
Dzisiaj na to wpadłem i na Belzebuba co po żwirze gołą rzycią ciąga z gracją, dałem się zaskoczyć, bo goście choć naprawdę nieźli, to wyglądają jak powyciągani z różnych smutnych bajek ślepym trafem. :)
https://www.youtube.com/watch?v=s8V5VtMCDV0
Niezobowiązująca, ale ciekawie pomyślana gierka, z mnóstwem mechanik, które się w ciekawy sposób potrafią zazębiać, dodając sporo nowych możliwości w miarę postępu gry. Na normalnym poziomie potrafi stanowić pewne wyzwanie intelektualno-zręcznościowe, szczególnie, jeśli jak debil uparliśmy się by zawsze zgarniać złote emblematy. W takim wypadku dochodzi jeszcze konieczność dobierania odpowiedniej taktyki pod każdą misję i cele, co przy stale rozrastającej się talii kart potrafi dać dodatkową frajdę
Bardzo przyjemny zapychacz czasu.
Wczorajszy cyklicznie organizowanu samczy wieczór - na których standardowo atmosfera aż gęsta jest od testosteronu, najtwardszych przekleńśtw, SLAYERA oraz gardeł przepłukiwanych czekoladowym Karmi - kumpel zapodał ten numer i trafił w dzisiątkę. Dzisiaj zdążyłem już z pięć razy to sobie właczyć za każdym razem przepełniany wręcz nabożnym podziwem wobec tego zapiekle zajdałego optymizmu wokalisty. :)
Belgijscy marzyciele czyli Raketkanon:
https://youtu.be/m8LU5ACDwJk

Nie wiem czy brnięcie w to dalej ma sens, bo to zdaje się mój System miesza , ale ja ten fragment bezpośrednio w publikacji oraz po skopiowaniu i wklejeniu u siebie do edytora cały czas widzę tak, jak na screenie.
Więc teraz to już bardziej pytanie, co sprawia, że mi komp wzrok oszukuje :D
Dość obszerny blok tekstu, który skopiowałem z Sieci - i zacząłem redagować by wejść w polemikę z autorem odwołując się do konkretnych fragmentów jego wypowiedzi - po wklejeniu do notatnika jakoś dziwnie i niepoprawnie się składał.
Poniżej najbardziej jaskrawy przykład. Gwoli formalności to jedna z pozycji w podanej bibliografii:
K.Bi??rdieAS??_18??_x.retsail?_?tom?31????
Na pozór zwykły, wyrwany z kontekstu ciąg, ale ustawiając kursor na jego początku i przesuwając go prawo kliknięciami strzałką na klawiaturze zobaczcie ile niewidocznych "stoperów" zawiera. Jeśli policzyć gołym okiem to widać tu w sumie 29 znaków, ale edytor tekst z funkcją zliczania użytych literek podaje wynik aż 42
O co chodzi? I czym są te ukryte znaki?
btw:
Napisałem maila do kolesia z prośbą o wyjaśnienie, ale na razie jeszcze nie odpisał.
EDIT: I SIĘ NIECO WYJAŚNIŁO DZIĘKI SAMEMU OPUBLIKOWANIU MOJEGO ZAPYTANIA BO WIDAĆ FORMAT FORUM NIE DAJE SIĘ ZWIEŚĆ I WSZYSTKIE UKRYTE ZNACZKI ODSŁONIŁ JAKO ZNAKI ZAPYTANIA. Co nie wyjaśnia sprawy, a tylko sprawia, że się głupio czuję :D
Zapomniałem o nowym dla mnie znalezisku. O zespole BLACK STAR RIDERS słyszałem dotąd tylko z nazwy, a ten utwór wszedł mi bez mydła. Taki trochę mix irona maiden z irish punkiem.
Większość osób dość powściągliwie wstrzymuje się od oceny nowego utworu Toola, dając sobie czas na jego przetrawienie, ale ja tam mówię srać trawienie. "Wydalam" więc opinię na gorąco, po pierwszym przesłuchaniu:
Mam wrażenie, że to nie jest utwór muzyczny a matematyczny, bo to wszystko brzmi i zaaranżowane jest tak, jakby skomponował to specjalny algorytm któremu wgrano wszystkie dotychczasowe utwory toola i kazano stworzyć z tego coś nowego na bazie najlepszych, najbardziej charakterystycznych klocków. To trochę jak te generatory online do tworzenia tekstów piosenek disco polo
Tylko co z tego?! To działa!
Sam nie wiedziałem, czego oczekuję po nowej płycie. Czy chciałbym usłyszeć coś zaskakującego, czy powinnien to być album pełen słuchowo-intelektualnych wyzwań a chłopaki mieliby bardziej eksperymentować z dźwiękami i nowym stylem? Okazało się jednak, że nie. Chciałem dokładnie tego, co nowy utwór mi dostarczył. Starego, ale niesamowicie przytulnego i wygodnego muzycznego kocyka, którym może się otulić i na nowo odgrzać dawno już zapomniane emocje. W tym momencie dla mnie to czysta PERFEKCJA - choć w ciągu najbliższego roku zmienię zdanie pewnie ze 4 razy
Jeśli nie doszło do uszkodzenia mechanicznego, czyli nie zrzuciłeś po pijaku klawiatury na podłogę, to powodem może być np:
- jakieś mocne zabrudzenie - mało prawdopodobne, ale byłby najmniej kłopotliwe do naprawy.
- zwarcie na płytce PCB - wtedy po ptOkach
- albo wysypały ci się sterowniki lub/albo firmware klawiatury i trzeba zaktualizować - Nie wiem czemu sam sobie zrobiłeś krzywdę kupując taki szrot, ale tak czy siak nawet ta firma musi mieć jakąś Stronę pomocy technicznej czy oficjalne forum gdzie znajdziesz software w najnowszej wersji.
;)
Genialny numer i jak zwykle czytanie komentarzy pod utworami Mgły na YT to genialny antydepresant na wszelkie smutki. Serce rośnie :)
Oj, jeszcze z Ciebie zrobimy rasowego MC/DC, zobaczysz. :) Zaszczepimy miłość do aranżacyjnych emo breakdown i tatuaży na gardle. :D
A propos Toola, wczorajszy odcinek Joe Rogana z Maynardem. ( bodajże trzecia jego wizyta w ciągu kilku ostatnich lat) Jak zwykle nieco smucenia i dziwnie pseudo filozoficznych pogaduszek o kondycji człowieka i jego roli w Wielkim Planie Wszechświata, ale że panowie się jakoś bardzo nie napinają to słucha się całkiem przyjemnie nawet momentów bajdurzenia.
https://www.youtube.com/watch?v=9-w-LFBw8Co
jak widać na moją percepcje miało to wpływ znaczący, ale mnie łatwo zwieść. Wystarczy przebranie z wąsikiem z grzebienia, a ja już mijam człowieka jak obcego, a wchodząc do łazienki kilka razy w tygodniu zdarza mi się mówić dzień dobry własnemu odbiciu w lustrze. Co gorsza czasem ono odpowiada... :)
No co Ty opowiadasz. Szwajcarzy to chyba najbardziej znani na świecie orędownicy pagan folku. :)
Tutaj jeden z pierwszych koncertów Michaliny na scenie razem ze zespołem
https://www.youtube.com/watch?v=CNgXxOtr_kE
Z goleniem była chyba kwestia dostosowania odpowiedniego tempa, nie pamiętam jednak czy ten fragment przechodziłem z padem w łapach (co jest dla mnie kompletną nowością) czy na myszce.
Ale że Fahrentheit nie sprawił Ci trudności to mnie zdziwiłeś. Ze mnie manualnie całkiem zwinny i ogarnięty gość, ale zabawa z synchronizacją obu półkul by z odpowiednim wyczuciem i dokładnością wciskać klawisze dwoma rękami jednocześnie zmusiło mnie do remontu mieszkania, gdy przestraszony moimi głośnymi przekleństwami tynk sam zlazł ze ściany i poprosił azyl w Strefie Gazy dla bezpieczeństwa.
Pewnie temat był już dyskutowany wśród konsolowców, ale mnie niemiło zaskoczył spadek poziomu trudności gier Cage'a. Nie mówię już nawet o świetnej Nomad Soul, ale o erze związanej QTE. W Fahrenheit manualne wyzwanie było cholerne wyśrubowane, ale równie cholernie satysfakcjonujące. Pamiętam na przykład, że pół dnia spędziłem grając na gitarze te kilka dostępnych utworów, bo postawiłem sobie wyzwanie zagrać je bez błędów. Niedawno ukończyłem Heavy Rain i choć dało się odczuć pewną "casualizację", to było trochę gimnastyki, szczególnie, jeśli chciało się mieć 100%. Wczoraj zainstalowałem Dwie dusze, pograłem 3 godziny, ale co chwilę musiałem sprawdzać i się upewniać, czy mi się nie załączył jakiś tryb dla 5 latków z upośledzonym płatem czołowym. Poziom trudności - jakikolwiek - zniknął, zostało samo "tu idź", "teraz Kliknij w to", "wychyl gałkę w lewo by zagrać na gitarze" "a teraz zrób przerwę i odłóż pada, żebyś się nie spocił".
Więc teraz mam takie pytanie, jak to wygląda w Detroit? Czy ta choroba dalej postępuje i całą grę przechodzi się bez potrzeby dotykania pada?
A tak wspomnę bo to fajna i inspirująca historia. Mój facebookowy znajomy, Lardo Romo, z którym przez kilka lat administrowałem grupę dla miłośników amerykańskiego rocka i metalu, dość nieoczekiwanie dla siebie samego zagrał jak support na koncercie Texas Hippie Coalition i widać się spisał rewelacyjnie bo został z miejsca przyjęty na nowego basistę tej kapeli. I to jest taka sytuacja od fana do idola, bo gość zawsze uwielbiał Big Dad Richiego. W sumie jedyny minus to że poza chórkami dla Lardo nie ma miejsca przy mikrofonie, a ma pięknie mięsisto-panterowe pierdyknięcie w krtani.
Uwielbiam takie historię, zresztą przykład mamy na naszym polskim podwórku, bo przecież nasza mała Michalina w liceum uwielbiała folk metal i to do tego stopnia, że na urodziny zamówiła u lutnika lirę korbową i zaczęła zamieszczać na YT swoje covery hitów m.in. Eluveitie, a po kilku miesiącach "The Boss" czyli Chrigel Glanzmann zapukał do jej drzwi z propozycją dołączenia do składu. :)
Ja też właśnie zamówiłem na Allegro drumlę, więc w BackStreet Boys niedługo może dojść do pewnych roszad w składzie.
Nowy kawałek już z Lardo w składzie
https://www.youtube.com/watch?v=1OMdKpt2aPg
A propos Slipknota, niedawno genialny nauczyciel i muzyczny teoretyk Rick Beato wziął na warsztat utwór "Duality" w kolejnym odcinku swojego cyklu - "Co sprawia, że ten kawałek jest świetny".
Bardzo lubię te jego filmiki, w których niejako rozbiera muzykę na czynniki pierwsze, omawiając aranżację, użyte efekty, instrumenty, strojenie itd. Często dzięki temu można dostrzec i docenić smaczki, na które dotąd nie zwracaliśmy uwagi. Ze Slipknotem też paroma rzeczami mnie zaskoczył.
https://www.youtube.com/watch?v=WH40KKypNys
Niestety spalę numer, bo ten kawałek mnie też porobił, a już się powoli tak ładnie rysowała czytelna linia podziału miedzy naszymi muzycznymi podwórkami.... crap :D
A ja pamiętam, to było jakoś tak na wiosnę bo przez chłód i słotę biodro mnie strasznie rwało, kupiłem w kiosku ruchu zdrapkę za 2zł i się okazało, że normalnie wygrałem takie samo 2zł, więc czym prędzej pobiegłem kupić kolejną zdrapkę, żeby wykorzystać to, że Pani Fortuna tak łaskawym okiem na mnie łypie, ale wtedy... wtedy to już nic nie wygrałem
Eee tam, trochę mnie zaskoczyło jeno, że z płeć jest dla Ciebie aż tak istotnym parametrem do sortowania muzyki. Ale z drugiej strony ja kiedyś miałem lekki fetysz i kolekcjonowałem utwory wykonywane przez osoby mające wrodzony albo spowodowany jakimś wypadkiem defekt nagłośni lub krtani, więc zdecydowanie nie powinienem z tym kamieniem do rzucenia pchać tak do przodu :D
https://www.youtube.com/watch?v=8kF8QM_Aedc
DOBRE KOBIECE WOKALISTKI NA PALCACH JEDNEJ RĘKI... ?!?!
Na brzydkie majtki Majki Jeżowskiej, cóż to za HEREZJA!!!
Mnichu dzwoń po feministki, a my z Lemurem w tym czasie spróbujemy zaciągnąć XinJina do jakiegoś doświadczonego psychiatry. Może da się jeszcze odratować chłopa.
Chociaż na najmniejsze podejrzenie, że to może być zaraźliwe to w imię społecznego dobra, już nawet bez czekania na oficjalną diagnozę zacementujemy drzwi lekarskiego gabinetu, starając się jedynie jakoś wymazać z pamięci minę zaskoczonego doktora.
A potem z miotaczem ognia pod pachą będziemy sobie z Lemurem patrzeć głęboko w oczy, szukając pierwszych objawów podobnego szaleństwa, niczym w w finałowej scenie zThe Thing :D
Od frenetycznego entuzjazmu po zadeklarowaną niechęć. Zaskakujący rozrzut. :) Aż zaciekawiło mnie, jak inni odbierają ten kawałek.
HEJ - INNI - DAJCIE ZNAĆ CO MYŚLICIE :D
WOW! fck wow! Kawałek który może formalnie ledwo ociera się gdzieś o pop rockowy klimat, ale aranżacją, harmonicznym kontrapunktem i emocją to prawdziwa torpeda, gdy złudnie ospały początek pięknie ewoluuje z każdą nutą Dzisiaj kumpel podrzucił i wciąż nie mogę uwierzyć, że po 5 latach od opublikowania na oficjalnym kanale wokalistki jest ledwo ponad 3000 wyświetleń. Po raz kolejny człowiek łapie depresja na myśl o tym, ile jeszcze w czeluściach yt jest takich perełek, które przepadły pod nawałem śmieci. :(
Bonne Finken - I'MNOTWAITING
https://www.youtube.com/watch?v=I2l50ZketkI
Oo! Zatem polecam Ci zajrzeć na jego kanał, całkiem ciekawy koleś i ma sporo przyjemnie metalizujących kawałków i to na tyle profesjonalnie opracowanych, że przez całkiem długi czas korzystałem w trasie z playlisty zawierającej ponad 40 jego coverów. Takie niezobowiązujące ale miłe dla "około metalowego ucha" dźwięki :)
https://www.youtube.com/watch?v=G6r1dAire0Y
Chyba najbardziej popularny muzyk metalowy na YouTube - oceniając po ilości subskrybcji jego kanału - którego głównie kręci tworzenie coverów znanych hitów (a wychodzi mu to naprawdę nieźle, bo nie dość że to multiinstrumentalista i wokalista to do tego obdarzony dużą kreatywnością) udostępnił właśnie wideo o tym, jakim przeżyciem była dla niego wizyta w Polsce pod koniec czerwca i jakie ogromne wsparcie otrzymał tu od ludzi. Widać, że gość jest tym szczerze przejęty i uradowany. Miło.
Krasnoludzki heroic power metal. :)
Na brodatą babę bez zęba, już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz słuchałem takiej muzy. I choć powody ku temu są ze wszech miar słuszne i uzasadnione, to akurat ten kawałek całkiem przyjemny i potrzebował zaledwie około 40 sekund by wślizgnąć mi się do ucha z zaraźliwą melodią.
https://youtu.be/34CZjsEI1yU
O ja pierdziu!!! King Gizzard & The Lizard Wizard Jaki Hysteric ACID Holocaust. Aż obrazki z przeszłości stanęły mi przed oczami jak żywe - nieco rozmazane z powodu Paronamixów, Dragonów, czy tam Panów z Tamburynem pod powieką, cenionego wówczas anyżowego Ouzo w tętnicach i dźwięków Slayera, Sepultury oraz chamskiego Techno na każdej imprezie - często jednocześnie. :)
Dzięki Miodowy
Dzisiaj mi wpadł w oczy post Szkoły Stana Winstona z filmikiem zza kulis dolarowej trylogii. Nie ma tu co prawda Anal. CGI - (tak, będę się upierał przy tym żarcie) - ale wpisuje się w ogóle przeświadczenie, że kiedyś kręcono filmy lepiej.
Zachwyca tutaj jakość uzyskiwanego efektu szerokiego kadru i anamorfozy nie wymagającej obróbki w postprodukcji, dzięki czemu już sama kręcona "surówka" wygląda genialnie. Dla mnie najciekawsze jest jednak to, w jaki sposób pozbyto się niemal całkowicie efektu głębi ostrości - dalszy i bliższy plan jest tak samo ostry. Ktoś coś słyszał albo zna temat od strony technicznej i wie jak to robiono?
https://www.youtube.com/watch?v=P9DlefEReQ8
Sorry że tak krzywo piszę, ale tworzę tego posta jedną ręką. :)
Łaskawie bowiem postanowił mi o sobie przypomnieć łokieć tenisisty, wywalając guza wielości jajka. Łażę więc po domu klnąc głośno i srodze na wszystko, łącznie z pomysłem nadania tej kontuzji nazwy dyscypliny sportowej, której nigdy w życiu nie uprawiałem, i której nie znoszę, bo jak tu się emocjonować rywalizacją mając z tyłu głowy myśl, że od wszystkich tych wielce utalentowanych Federerów Djokoviców czy Nadali razem wziętych lepsza i tak jest jakakolwiek choćby i obsrany ściana z zerowym doświadczeniem. Może jej technika odbijania piłki będzie mniej finezyjna, ale koniec końców i tak wygra z każdym.
https://www.youtube.com/watch?v=x6ikqNlXv-8
Moi ulubieńcy z Czech, czyli Hentai Corp. i Atari Terror właśnie zapowiedzieli nowy wspólny projekt. Dla mnie bomba bo to goście nie dość że z fajnym przytupem, to także dość specyficznym poczuciem humoru. Ich mała kolaboracja sprzed kilku lat wypadła bardzo przyjemnie, ciekawie łącząc Hardrocka z Hardcorem.
Rude jest piękne. Ponoć fetysz redhead dawno już pokonał ten związany z włosami w kolorze blond. A przeca Pan Bóg w ten sposób naznaczył rudego byś uważał na niego. :)
Dotter
https://youtu.be/6LRntDo-pF0
Pewnie każdy ma na playliście takie kapele i takie utworu, które przy każdym odsłuchaniu każą się zastanawiać, jakim cudem to nie wypłynęło na szerokie wody mainstreamu? Aż się człowiekowi przykro robi, że taki potencjał zamiast przynieść twórcom profity i należne uznanie, przeszedł w zasadzie bez echa.
Tutaj jeden z takich przypadków muzycznej niesprawiedliwości
King Dalton - Sudden Deafness
https://youtu.be/8RQwVKdzAHY
Wow! Świeżutka jeszcze ciepła nowość wjechała, po przesłuchaniu której od razu cisnąłem replay, a to w sumie dość rzadko się zdarza. Nieźle potrafią posterować emocją, nawet mimo tego, że za grosz w tym subtelności, a wokaliście nieco brakuje warsztatu.
Przecież to jest uwspółcześniona wersja RollerBalla, czyli dyscypliny uprawianej przez bohaterów klasyka SF z lat 70. :)
https://www.youtube.com/watch?v=aVUxK1mNups
Subskrybuje od jakiegoś czasu i niezobowiązująco zerkam. Trochę żenady i liźnięcia hipsterki tu jest, szczególnie w wąsach w pomadzie, ale mają też nieco dystansu do siebie, więc to aż tak nie razi. Gorzej że w swoich muzycznych opiniach często się mylą, na co dowodem jest fakt, że ja mam inne zdanie :D
Patriot Viper V560 - zakochany od 4 lat.
Potrzebowałem urządzenia zarówno nadającego się do gier, jak i mającego funkcjonalności pomocne przy obróbce zdjęć czy intensywnym wertowaniu Sieci i to najwygodniejszy gryzoń jaki znalazłem.
A "TILT" czyli możliwość podpięcia dwóch dodatkowych funkcji pod wychylenie kółka myszki na boki to coś, co będzie musiała posiadać już każda moja przyszła myszka. Trudno nawet opisać jak korzystnie to wpływa na produktywność i jak bardzo jest intuicyjne i pomocne, gdy wychylenie działa jako Undo - Redo w profilu przeznaczonym do pracy w photoshopie i edytorach, czy odpowiednio Enter - Backspace gdy przełączam się na Firefoxa.
A w grach, szczególnie trzecioosobowych action RPG, w które najczęściej grywam - te dwa nowe przyciski to prawdziwe Eldorado o nieskończonych możliwości bo jedyne co nam może stawiać ograniczenia to brak kreatywności. ;)
Edit: A skoro już zabrzmiałem jak wykupiony klakier marketingu szeptanego to idEm na całość bo teraz zerknąłem że z ceny 200+ - którą kiedyś zabuliłem - spadło do 130zł więc to naprawdę psie pieniądze za taki sprzęt.
Backup zrobiony a "WHEEL TILT" na Prezydenta!
Dzisiaj przypadkowo kliknąłem na ten filmik nieco skuszony obrazkiem startowym i zaliczyłem lekki opad szczęki, że to trailer pełnometrażowej produkcji o Mayham i kulisach morderstwa, które zawiodło Varga za kraty. Jeszcze większe zdziwienie przyszło w momencie, gdy do mnie dotarło, że w roli nieszczęsnego Deada wystąpił tu syn Vala Killmera, a w Euronymousa wciela się Rory Culkin - młodszy brat Kevina samego w domu.
Ktoś już może widział cały film, warto go poszukać? Niby oceny mieszane, ale może to fani Burzum zagłosowali. :)
A tak swoją drogą wygląda na to, że Macaulay w końcu całkowicie porzucił drogę autodestrukcji i od ponad roku trzyma się dzielnie. Akurat kilka dni temu słuchałem jego dwugodzinnej gadki u Joe Rogana i wypadł tam naprawdę całkiem sensownie. Wciąż liczę, że może gość nas jeszcze zaskoczy jakąś nietuzinkową kreacją, jak to ktoś napisał w komentarzu, idealnie pasowałby jako nowy Joker
a tu wspomniany wywiad
https://www.youtube.com/watch?v=Oyb1xz7waY8

"Odkąd mi System przerwał układanie pasjansa, arbitralnie stwierdzając, że to będzie najlepszy moment na zrobienie aktualizacji, nie tylko w kartach, ale i w życiu przestało mi się układać".
- Borys lat 9
Muzyki nie doświadcza się tylko uszami. :) Dużą rolę odgrywa kontekst. Jeśli dany utwór jest tłem dla przepełnionych emocją i grozą scen z filmu czy gry, to w naszych uszach nabiera głębszych treści, i przy późniejszym przesłuchiwaniu angażuje nasze emocje znacznie silniej, niż u kogoś kto w ten tytuł nie zagrał. :)
Punkt wyjściowy do wyznaczonego obszaru z przyjętą metodyką jest w pierwszym akapicie. Próbkę stanowiło 39 osób w wieku od 18 do 34 lat, które na co dzień słucha ostrej muzy, co mocno podkreślają w "auto con", czyli na liście dostrzeżonych czynników mogących wypaczać wynik lub mogących wynikać z innych powodów niż tylko przedstawiona interpretacja dowodząca tezy.
Istotne było też to, że badanie przeprowadzano korzystając z utworów znajdujących się na playlistach tych osób, by odizolować czynnik związany z nowością i domknięciem poznawczym, a jednocześnie wzmocnić warunek tzw. SET bo tylko zapewnienie przez operatora bezpiecznego środowiska do testu pozwala uniknąć "zabrudzenia próbki" stresem, poczuciem odrealnienia czy zbytniego zakłopotania badanego.
Swoją drogą zarzuty wobec niedopełnienia SET są dla badań korzystających z psychometrii drugim z najczęstszych powodów odmowy walidacji akademickiej, odzierając je tym samym z wszelkich wartości naukowo poznawczych.
Zgadniecie co jest na pierwszym miejscu? :)
spoiler start
Troszkę odwrotność, czyli zarzut o wywołanie nadmiernej aktywności w obszarze limbicznym oraz niekorzystnego efektu sprężenia personalnego.
A mówiąc po ludzku - dopuszczenie przez operatora, by poddawany testom stał się zbyt na niego napalony. :D
spoiler stop
"Metalheads listen to music to regulate sadness and to enhance positive emotions"
Temat, którego żadnemu fanowi ostrego brzmienia nie trzeba udowadniać, ale tutaj postarano się to zrobić z pomocą pomiarów biometrycznych oraz narzędzi PANAS, które ostatnio w obszarze psychologii święcą triumfy, bo okazały się zaskakująco skuteczną metodą pomiaru stanów emocjonalnych z uwzględnieniem cech afektywnych.
I wyniki tych badań pokazują, że na odbiorców z wyrobionym uchem ostra muza działa kojąco, pozwalając im skuteczniej i szybciej pozbyć się negatywnych uczuć lub stresu, Jest pierwszy krok by w końcu rzucić w czeluść zapomnienia obowiązujące farmazony Arnetta, które w 1991r. zawarł w swoich opublikowanych badaniach o negatywnym wpływie metalu - "Adolescents and heavy metal music".
Mimo że napisane językiem typowo męczącym jak przystało na pracę naukową, to jest ciekawy materiał pozwalający spojrzeć od zaplecza na mechanizmy i złożoność biochemicznych efektów towarzyszących doświadczaniu muzyki, które zwykle znamy jako: "wow, ale ten kawałek daje czadu"
Tak na marginesie, SUPIN czyli polski odpowiednik PANAS opracowany by mapować obszary i skalą pozytywnych i negatywnych emocji ma skuteczność i punkt wiarygodności ponad 90%, więc niedawno także w Polsce włączono do akademickich metod potwierdzania badań przy obronie oryginalnej dysertacji.
https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fnhum.2015.00272/full
'SLAYEEERA, K*WA! :D
W licealnych latach grałem w kapeli Brzydszy Hemoroid Piłata, więc chyba też się nieco wpisuje w ramy gatunku. :D
Dzieciaki z AW znani też jako: "Te Reo Maori heavy Metal Band coz Nothing more Kiwi than barefeet double-kicking" wypuściły nowy teledysk, który jak zwykle daje przyjemnego kopa energii. Przy okazji dopiero teraz rzuciło mi się w oczy, że będą w lipcu grali w Polsce, więc chyba wracając z Rammsteina trzeba się będzie wbić do klubu Stodoła. :)
https://www.youtube.com/watch?v=yIlBJ4hTJsI
"Na czarną duszę mydło nie pomaga" - żalił się kiedyś w wywiadzie wokalista tej kapeli z pogranicza alt country i chrześcijańskiego rocka. Nie wiem, czy w końcu znalazł jakiś skuteczny środek wybielający, bo w pewnym momencie całkowicie odpuściłem słuchania całej amerykańskiej alternatywy. Jakoś przejadły mi się te wszystkie Woven Hand, Archive, czy Faun Fables, ale wracając teraz, po latach okazało się, że ucho się zregenerowało, a ja znów mam frajdę z tych dźwięków. :)
16 Horsepower - Black Soul Choir
https://youtu.be/f-vpAn15-vE
No to masz spory wybór, bo ten album jest wciąż dostępny w wersji oryginalnej, a do tego jest remaster czy reedycja zrobiona bodajże 10 lat temu, a jeszcze jakoś rok temu kolejna odświeżona wersja trafiła na któryś z abonamentowych streamów muzycznych :)
Rany Boskie, chłopie, a myślałem że jestem absolutnie jedyną osobą w Polsce, dla której ta płyta ma znacznie i może jedną z pięciu, która ją w ogóle kojarzy. :D
Świat to jednak cholernie mała puszka sardynek, co lubi powtarzać mój kot po kielichu.
Zadziwiające jakim cudem te brzydkie niemieckie pokurcze były w stanie stworzyć tak perfekcyjny album. :)
Dzisiaj coś romantyczną nogą z łóżka wstałem, bo cały dzień chodzą za mną rzewne kawałki. A na taki nastrój idealny jest Raphaël - przedstawiciel muzycznego nurtu "nouvelle nostalgie parisienne" - to jeden lepszych i bardziej uzasadnionych powodów dla zostania frankofilem, Polecam szczególnie albumy "Résistance ŕ la nuit " i "Je sais que la terre est plate" mają już co prawda ponad 10 lat na karku, ale po prostu żadnego słabszego momentu, j'adore <3
i jeszcze kawałek, którego przekaz i emocja mi zawsze zaciskają gardło
https://www.youtube.com/watch?v=9EgOhzzzGxo
Kapela, w której odmęty twórczości wpadłem po uszy. To nie jest może łatwa miłość w stylu nastolatków na wakacjach a bardziej podróż w nieznane na galopującym freakowym koniku, o tyleż zachwycająca, że ci goście naprawdę znają się na muzycznym fachu i mają techniczny warsztat że czapki z głów.
Tutaj koncercik, i już w zasadzie pierwszy utwór jest miarodajnym samplem ich sposobu postrzegania matematyki dźwięku, więc albo się człowiek zakocha albo nie ma sensu sie męczyć. ;)
https://www.youtube.com/watch?v=HK3X2-6R3NY
Chłopcy z Bombaju, którym udało się zebrać kasę na sprzęt i wydanie płyty dzięki crowdfundingowej zrzutce metalowców z całego świata z nowym teledyskiem. Niby ich utwory brzmią bardzo do siebie podobnie, ale na tyle oryginalnie, że na razie mi to jeszcze nie przeszkadza i bioderkiem wywijam z równą przyjemnością co przy pierwszym zetknięciu.
https://www.youtube.com/watch?v=Gsy5sJy5_34
Coraz mocniej zauważam u siebie inklinacje do bycia kaznodzieją i to najchętniej obwoźnym. Słowo daję, gdyby tylko mój zarost jakoś sensowniej się układał na twarzy, to już dawno byłbym na szlaku pouczając napotykanych ludzi w berecie mądrości wszelakich. Niestety bez odpowiednio imponującej brody byłby to tylko nieuzasadnione nagabywanie przechodniów.
https://www.youtube.com/watch?v=382BTxLNrow
Robiłem to ze trzy miesiące temu, więc o ile czegoś nie zmienili to anulowanie subskrypcji było w: Moje konto> Shield albo Wallet >Subskrypcje i tu na liście kliknięcie koła zębatego przy aktywnej acz niechcianej opłacie
Współczesny marketing zanurzony jest po kokardę w social mediach, bo to bardzo interaktywna forma utrzymywania kontaktu z bazą klientów i to zarówno w formie biernej - co ma ogromne znacznie na dłuższą metę, jak i angażującej bezpośrednimi akcjami, co ułatwia znajdywanie nowych kontrahentów tanim kosztem.
Inna sprawa, że patrząc od podszewki na schematy budowania zainteresowania to tutaj wyjątkowo biorą mdłości od stopnia cynizmu, wyrafinowania i perfidii w żerowaniu często na najniższych ludzkich skłonnościach, które w swoim arsenale posiada i wykorzystuje "dobry" marketingowiec. W niektórych wypadkach aż się człowiek brzydzi podawać rękę. :D
Dzięki Robert za wyjaśnienia.
Moje oburzanie jest wynikiem przede wszystkim rozczarowania. Nie interesowałem się historią wydawniczą gier na konsole, bo kupując grę na PC nie miałem obowiązku jej znać, a sam towar nie był podpisany jako - gra kropka w kropkę jak Yakuza Zero tylko skromniej i z obciętą zawartością,
Zważywszy że ta część kosztowała tyle samo co Zero, to wydaje się całkiem zasadne wkurzenie na podejście Konami z rodzaju:
"Kiwamy" klienta dając mu bieda "Zero"
Gdyby taki numer wycięło Ubisoft czy EA to ogień rewolucji dogasałby teraz na zgliszczach ich siedzib
P.S W Zero 40 godzin z ogonkiem zajęła mi próba zrobienia wszystkiego. Poddałem się nie mogąc znaleźć jakiejś ryby oraz dobić do wymaganego dla 100% poziomu w bodajże dwóch utworach tanecznych, chociaż żem gibki w biodrach niemożebnie, to klawiatura i palce mi zastrajkowały. :)
Ze mnie całkowity i nieprzemakalny dzieciak pecetowy, więc o tej serii wiedziałem tylko że jest i prawdopodobnie porusza temat zorganizowanej przestępczości w Japonii. To było dość odważne założenie i strzał w ciemno, ale tak coś mi podszeptywało, nie wiem, możliwe że tytuł serii. :)
Do Yakuza Zero na PC pochodziłem więc jak pies do lewego kapcia. Najpierw niuchając z daleka, później obszczekując, coby sprawdzić reakcję, a na koniec zatapiając zęby bo same dziąsła w mięsistym mięchu. Bo ta metafora dość trafnie oddaje, jak bardzo gierka zawładnęła moją wyobraźnią, pozwalając wykręcić coś ponad 40 godzin bo zachciało mi się zrobić wszystko na 100%. Gdy znieanacka i jakoś błyskawicznie pojawiło się Kiwamibyłem więc wniebowzięty, ale tutaj doznałem delikatnego klapsa w twarz łopatą . Kiwami okazało się kpiną bo nie dość że kopią poprzedniej części, to jeszcze okrojoną z wielu elementów i pozbawioną charkteru, kreatywnośći i całej frajdy. Za to pełną tym samych assetów i lokacji.
Jak sobie tera przypomnę swoje narzekania na UBISOft, o podobieństwo lokacji AC Odysey i Origin to aż mi głupio i czuję moralną potrzebę przeproszenia Żabojadów
Nie mam siły się wgryzać w temat, wydawniczej chronologii YAKUZY na konsolach i co wobec czego jest prequelem a co zaledwie nieślubnym sequel. tylko w innej kolejności podanym. Może jest tu pogrzebane logiczne wytłumaczenie tego uwstecznienia rozwoju tej serii, ale jako klient mam w nosie całe to grzebanie w kompoście by móc usprawiedliwić KONAMI. Rozczarowanie i tyle!
Więc aż muszę zapytać, czy to całe KIwami 2 - niezależnie od stopnia jego sequelowatości - to po raz trzeci niemal dokładnie to samo, z akcją osadzoną w tym samych lokacjach i schematem znajdziek co najwyżej kosmetycznymi modyfikacjami? :)
Po pierwsze całe to szumnie deklarowane hasło serwera NAS to tak naprawdę było My Ditto, czyli dziadowskie urządzenie nanteca, które wyciągnąłem od kumpla w sumie tylko dlatego, że w obu kieszeniach miał dyski 2TB, a ze mnie tak prawilny chomik, że jak jaka choroba złapie do lezę najpierw do weterynarza.
I nie ma co mi wyrzucać braku UPS bo ten cały system lokalnego połączenie ułatwiającego dostęp i dzielenie się plikami tak naprawdę specjalnie nikomu do niczego nie był potrzebne. Ot bajer, który tylko ślicznie żarł prąd, ale kto bogatemu zabroni, przynajmniej wsród sąsiadów poszła plotka że ja to ktoś znaczny muszę być skoro taki zaszyfrowany po domu siedzę. Wiem to, bo sam ją rozpuściłem.
A po drugie, mi nie zależy na odzyskaniu danych z dysku backup, bo tak naprawdę tam nic nie było poza obrazem systemu (mającym już ze dwa lata), i zbiorem jakiś filmików z imprez z ciociami i rocznicy teściów z grubym grillem na działce, gdzie szarpnąłem się dla wszystkich gości na kaszanką w wersji prime delux smelly first&only pewex edition, przez co mój portfel inwestycyjny wpadł w depresję i próbował walnąć samobója, wyrywając sobie kieszonkę na bilon z okrzykiem Tamtaradej Motherfuckers!.
Fajnie by było móc odzyskać dla Windowsa ten dysk, bo akurat mój podstawowy sprzęt zaczął mieć nadwagę z HDD dźwigającym folder na instalacje zapełnionym już w ponad 70 %, co zaczyna wpływać na wydajność.
Co do pomysłu z linuxem, Nie znam się, nigdy nie zdradziłem Billa Gatesa, więc dla mnie pomysł na pierwszy rzut laickiego oka wydaje się hmmm... karkołomny, bo nawet jeśli miałbym gdzie zainstalować ten nowy System, to trzeba by było jeszcze poświęcić sporo czasu na opanowanie choćby samych podstaw obsługi by móc dojść do tego, jak mam coś naprawić? Przynajmniej tak to sobie wyobrażam, być może tkwiąc po szyje w uniksopodobnym stereotypie błędnych założeń. :)
Jakiś czas temu przepięcie popaliło bebechy domowego serwera NAS wraz z dyskami i całość poszła do kosza. Dzisiaj trafiłem jednak na 2TB HDD z backup, który miałem osobno skitrany na wypadek wojny, ataku zombie czy po prostu awarii PornoHuba.
Problem jest taki, że dodając nowy dysk i ustawiając go jako sieciowy serewer formatuje i szyfruje go pod siebie, więc teraz, choć w biosie dysk widać, to w Windzie pojawia się co prawda na liście dysków nawet ma przypisaną literką, ale nic więcej, bo każda próba interakcji kończy się komunikatem o braku dysku.
Próba naprawy sytuacji z poziomu windowsowych narzędzi administracyjnych, jak i korzystając z free Mini Partition Tool skończyła się fiaskiem. A na tym moje rozeznanie, wiedza i możliwości gwałtownie się kończą, napotykając mur bezradności. Za nim już tylko głucha ciemność złym okiem łypie, przerywana odgłosami objawów IT Paniki, wymownym milczeniem IT Depresji ewentualnie libacjami disco-polo IT Alkoholizmu.
Jakieś pomysły? Jest sens, by laik sięgał po soft do niskiego formatowania bez konieczności przeczytania najpierw trzynatu tomów skróconej instrukcji obsługi?
Pal licho że mi też ten nowy Black River nie siada, ważne że Maciek Taff wraca do życia i udzielania się wokalnie, po całym tym chorobowym syfie, który mu odebrał kilka lat kariery.
A trzymając się warszawskiej sceny metalowej pozwolę sobie wrzucić wywiad o projekcie Dante, konsekwentnie promując chłopaków. :)
Święta jeżyno, Whitechappel to kapela, którą bardziej znam z rankingów najlepszych deathcore'owych wokali niźli ich faktycznego dorobku muzycznego, ale ta zamiana stylu z bycia "bezkompromisowym pociskiem patelnią w pysk" na "Ministrantów kościoła pod wezwaniem błogosławionego Corey Taylora" to chyba największe muzyczne WTF tego roku. :)
A propos I Prevail i powielania schematów w aranżacji utworów z gatunku metalcore, to dzisiaj pozamiatali mną panowie z mojej ulubionej kapeli tego rodzaju (no takie moje guilty pleasure).
Ten początek, z wejściem wokalu to jedno lepszych koncertowych otwarć od lat :)
https://www.youtube.com/watch?v=hVaDeSjFtKA
Swoją drogą przewijające się w klipie kadry ze średniowiecznym rycerzem pochodzą z filmu "Trudno być Bogiem", który z różnych powodów wart jest obejrzenia. Szczególnie jeśli jest się fanem cyklu Grzędowicza o lodowym ogrodzie, bo tak naprawdę ...
spoiler start
akcja tego filmu nie rozgrywa się w wiekach średnich. :)
spoiler stop
Nawiązując do kilku spraw, w tym niedawnej dyskusji o ewentualnej przewadze dorobku Rome nad twórczością Death in June (czy tam odwrotnie). Może Wam się spodoba właśnie opublikowany utwór mojej ulubionej kapelki z tego stylu czyli DEATH IN ROME :), bo panowie zaskoczyli coverem "Firestarter" upamiętniającym Flinta.
(znaczy zrobienie coveru przez nich nie jest żadnym zaskoczeniem, bo w zasadzie tylko tym się zajmują, ale to ten rozstrzał gatunkowy robi tu robotę).
https://www.youtube.com/watch?v=zn4Ac2oG2Gs
Ja pierdziu. Czas na chwilę klimatycznego wyciszenia przez zaplanowaną na jutro prawdziwie szaloną imprezką z udziałem kilku spoconych męskich torsów, wzbudzającej szacunek ilości alkoholu i jeszcze pokaźniejszej kolekcji elektronarzędzi o ekscytującym potencjale - choć głównie dla fanów rekreacyjnej amputacji.
Ja pierdziu! Wszystko to w ramach projektu - "Wspólny remont piwnicy bo nie po to zdobywało się wyższe wykształcenie, żeby teraz kretyńsko dawać się doić jakimś łopaciarzom". I choć próbowałem nieco protestować, że dyplom wydziału humanistycznego jest świetny, ale przy robieniu betonowej wylewki, przyda się co najwyżej jako podkładka po nóżkę krzywo stojącej betoniarki i że jakby co to na pijaństwo zapraszam bez konieczności robienia czegokolwiek - a szczególnie bez konieczności unikania ryzyka uzyskania trwałego połączenia czyjejś kończyny z moją piwnicą, to w tym momencie mi niegrzecznie przerwano, gdyż podany przykład rozbudził gorącą dyskusję na temat czasu wiązania betonu, w której padały ostre argumenty o gęstości scalarnej i jej nieliniowej paraboli zależności od temperatury powietrza, co skutecznie obalano kontrargumentami na temat szemranej proweniencji rodzicielki przedmówcy i zachętami by pewność swoich racji udowadniać jedyną honorową metodą organo-LEP-tyczną, czyli wyciągając zanurzone w betonie jądra tuż przed upływem obstawianych bezpiecznych ram czasowych.
Ja pierdziu! Siedzę teraz już pogodzony z losem. Z dupskiem wciśniętym w żółty kombinezon roboczy marki "Goryl-BUD Wszystko do remontu", by sprawdzić, jak w nim będę jutro wyglądał - i już wiem, że jak dorodny banan mający zbolałą minę, przewlekłe rozwolnienie, zamrażalkę zapchaną czymś, co może uda się jeszcze przyszyć i piwnicę w cholerne moszny. :)
No ja pierdziu!
Więc tak dla skołatanych nerwów i egzystencjalnej niepewności jutra wrzucam delikatny dotyk głosu Italiańskiej Śmierci ubrany w obrazki z dzieła Andrieja Tarkowskyego. Takie połączenie potrafi zdziałać cuda.
Omg, były czasy gdy na metalowych imprezach rządziło Die Krupps na przemian ze Schnitt Acht i generalnie muza EBM była honorowana na równi ze Slayerem. :)
https://www.youtube.com/watch?v=PL3OzjVQQIY
Oj, sorry bro. No to wyszło szydło z wora --- "najphil nieuważnie czyta posty kolegów a później publicznie struga wariata albo rżnie głupa". :)
Moje źródełko nowości z gatunku, który na własne potrzeby ochrzciłem mianem "modern core" podrzuciło mi dzisiaj ciekawy projekt. Nieprzekonany z początku podchodziłem jak pies do jeża, tylko szturchając z daleka patykiem ambiwalencji, ale po dłużej chwili byłem kupiony. Głównie zasługa ciekawego wokalu, który robi wrażenie ładnie niosąc emocje.
Jedynie czego się mogę przyczepić to teledysk, który w moim przypadku miał wyjątkowo niekorzystny wpływ na odbiór dźwięku, więc zalecam posłuchać bez gapienia się na tego wąsa. :D
No i mnie pozamiatało. Dorosły facet zalany łzami przy oglądaniu klipu to zabawny widok. Albo zaczynam być jakoś bardziej proGender albo jakoś bardziej w ciąży. :D
https://www.youtube.com/watch?v=bCuhuePlP8o
a propos metalowych filmów jest kilka interesujących shortów na YT z black metalem w nazwie. A czy ktoś oglądał American Satan z wokalistą Black Veil Brides? Zalega mi na dysku od kilku miesięcy, ale jakoś nie mogę się namówić do odpalenia. :)
https://www.youtube.com/watch?v=mutMh1RMkCE
Wow! Old Sea Brigade nieźle mi błękit w głowie zamieszało, z miejsca trafiając na playlistę. Bardzo w klimacie Bena Howarda, którego utwór "Oats In The Water " też mnie kiedyś tak skutecznie pozamiatał już od pierwszych dźwięków.
Z kolei brzmienie Team Sleep z miejsca mi się skojarzył z Tree Adams, którzy też tworzą niby proste muzyczki, ale tak przesiąknięte tym amerykańskim małomiasteczkowym klimatem, że idealnie nadawałby się jako tło rozgrywki w "Life Is Strange" czy OST dla filmu Donnie Darko
Ja zarzucę takim bardzo niedzielnym utworem, bo gdy nic nie jest w porządku, to przynajmniej można to zwykle jakoś rozchodzić. :)
IDLES - MOTHER
https://www.youtube.com/watch?v=BuQG6_evFc8
Tree Adams
https://www.youtube.com/watch?v=4UzJVEaCfxQ
Ben - Oats im the water
https://www.youtube.com/watch?v=WgHmZGCqEuQ
Jinjer jako znalezisko w 2019?! Sekrecie Mnicha, stosowałeś jakiś klasztorny autocelibat :) Ukraińcy mieli i mają silny związek z polską sceną, bo na początki swej kariery (z 10 lat temu) byli u nas znacznie bardziej popularni i doceniani niż u siebie w domu. A odkąd life studio wersja utworu "Pieces" trafiła z rok temu na YT wystrzelili z popularnością niczym kometa, zaczęto mówić o nich wszędzie a Internety zalały dziesiątki filmików z cyklu - "moja reakcja na..." :)
Jakiś pokutny karny jeżyk się należy :D
A to moja ślepa plamka i kapela, która dotąd skutecznie unikała mojego radaru. Zaskakujący kawałek i świetna aranżacja.
Rivers of Nihil "Where Owls Know My Name"
https://youtu.be/LBAXZto7uVc
Nice! Ten drugi kawałek bardziej mi podszedł, ale nie da się ukryć, że ma gość dar do budowania klimatu.
Ja z kolei zaliczę mały powrót do świątecznych klimatów, bo to zaiste ciekawa emocja, gdy Mark Forester - muzyk i juror niemieckiego "The Voice" - w programie z popularnymi artystami śpiewającymi kolędy szarżuje z Lulajże Jezuniu. :)
Wybuliłem za 3 bilety na Rammsteina tyle kasy, że mój portfel inwestycyjny z okrzykiem tamtaradej motherfucker próbował walnąć samobója, a księgowa do dzisiaj się jąka. Cóż, ale zawsze marzyłem żeby spędzić gorący lipcowy weekend w Chorzowie. :D
Tutaj nowe znalezisko. Polskie i całkiem ładnie opakowane :)
Nawet nie zliczę, ile razy przez to cholerne ograniczenie rzucałem mięsem. Mój weganizm na szczęście udało się obronić dodatkiem do przeglądarki "Form History Control", który umożliwia przywracanie tekstu. :)
Czesi pokazali klasę, więc po walnięciu Kingdom Come z konkurencji nie było co zbierać. W sumie dopiero po kilku miesiącach udało mi się znaleźć pocieszenie w objęciach doskonałej Yakuza0 - swoją drogą szkoda, że jej pecetowa premiera nie pojawia się w zestawieniu.
Wśród gier, które mnie najbardziej w tym roku pochłonęły, i z którymi spędziłem najwięcej czasu jest jeszcze bardzo oryginalny i zadziwiająco intrygujący The Council. I tyle. Obecnie pykam Thronebreakera, ale początkowy fun po w kilku godzinach gdzieś się rozwiał.
Netfilx kręci serial "The Dark Crystal: Age of Resistance" - nawiązujący do klasyka fantasy z 1982 roku - i ponoć robi to w starym dobrym stylu w hołdzie dla dzieła nieodżałowanego Hensona. W obsadzie m.in. Taron Egerton, Natalie Dormer i Mark Hamill
https://www.youtube.com/watch?v=u-kDli6k_es
Naprawdę całkiem rasowe. Trochę w tym słychać echa Sisters od merci trochę Moonspell czyli zacne wzorce.
Oczywiście widząc nazwę kapeli nie mogę nie wspomnieć o zespole z mojego miasta. Sympatyczni goście, z którymi często spotykałem się na kolejowej bocznicy, którą wynajmował pewien artysta rzeźbiarz o wątpliwym talencie, ale niewątpliwie dobrej jakości gandzi na sprzedaż. Kilka razy testowanie zakupu przeradzało się jam session do 4 nad ranem a następnie uciekanie przed sokistami. Stare dobre studenckie lata.
https://www.youtube.com/watch?v=4WK0jxBTeaE

Pierwsza część "Lake Placid" z 1999 roku. W obsadzie Bill Pullman, Brigdet Fonda i jak zawsze zjawiskowy Brendan Gleeson. W mojej ocenie to jeden z bardziej przyjemnych do oglądania filmów z gatunku animal atack, w nieco komediowym sosie, na potrzeby którego stworzono ogromny model pływającego i zdalnie sterowanego aligatora. CGI z tego co pamiętam pojawiło się tylko w scenie, gdy nasz wodny cielaczek walczy z niedźwiedziem Grizzly.
Dobry temat, nad którym sam się kilka razy zastanawiałem, i nawet ciekawie tutaj ujęty, choć nie bardzo zrozumiałem kontekst przywoływanych odniesień do "banalności zła".
Widok scen z czołgiem na trailerze nowego BF5 wzbudziła u mnie ma tyle jednoznacznie negatywne emocje, że z automatu dałem krok w tył, żeby złapać trochę dystansy i dać sobie czas na jakąś refleksję. Rezultatem był wniosek, że taka reakcja nie jest związana z brakiem empatii i możliwości zrozumienia czy przyznania, że po drugiej stronie w okopach nie siedzieli sami komiksowi złoczyńcy, ale bywali też goście po prostu zaplątani w tryby historii.
Problemem jest poczucie, że danie wolnej ręki i przyzwolenia na taką narracje, nad to pochylanie się nad biedną jednostką ubraną w mundur niemieckiego żołnierza, szybko będzie z premedytacją wykorzystywane w celach politycznych. Jeszcze bardziej pozwoli odciąć się Niemcom od swojej historii i czynów, zrównując cierpienia kata i ofiary i pozwalając całą winę przenosić na tych mitycznych nazistów przypadkowo szprechających tym samym językiem.
A to mnie wkurza, niezależnie od ilości kroków robionych w tył. :)
Będę się upierał, że od strony formalnej "Lista wstydu" to bardziej związek frazeologiczny. A znaczeniowo zbliżony do wyrzutu sumienia wywołanego grzechem zaniedbania. :D :D :D

Oj tak, Verhoeven to absolutny kult, szczególnie etap z Rutgerem Hauerem gdy kręcili jeszcze w Holandii, potem wspólnym ruszeniem na hollywoodzkie wody debiutem marzenie czyli absolutnie genialnym "Ciało i Krew", aż po niedawny intensywny jak cholera "Elle". Ten jego styl przesiąknięty surowym naturalizmem ze szczyptą pozbawionego złudzeń romantyzmu pojawia się w każdej produkcji niezależnie od gatunku i zawsze elektryzuje. Czekam niecierpliwie na "Lyon1943".
A co do wątku, to warto też chyba wspomnieć twórczość Zemeckisa. Niezła fotka zza kulis kręcenie Powrotu do przyszłości 3.
To nie wygląda jak list wstydu tylko jak lista gracza, który spędził ostatnie kilka lat uwięziony w jaskini. :)
Ładne. Z modelami jest jednak ten problem, że wyglądają świetnie na zdjęciach statycznych, natomiast brak odpowiedniej masy razi sztucznością w ruchu Z tego powodu np. sceny z udawaniem przenoszenia zwłok w worku zawsze wypadają słabo. :)
Tutaj bardzo miłe zaskoczenie, na które ostatnio trafiłem. Choć to coś, co pewnie bardziej ma szansę przypaść do gustu Predi222 (mimo motywu rodziny z dziećmi) niż miłośnikowi slasherów :)
https://www.filmweb.pl/film/Tajemnica+Marrowbone-2017-779051
Mimo że mi zawsze było bliżej do muzyki ze zdecydowanie mocniej stawianymi akcentami, to jednak Oldfield ma u mnie miejsce w dziesiątce najlepszych twórców ever. Choć nie była to miłość od pierwszego usłyszenia, bo chłop musiał bardzo długo czekać aż dojrzeję, nabiorę dystansu i muzycznej pokory by móc docenić jego geniusz. Starczy powiedzieć, że pod kątem całościowym i aranżacyjnym są tylko 3 albumy, które uważam za dzieła absolutne i prawdziwe majstersztyki bez nawet jednej skazy, czy słabego momentu. Dwie z nich nagrał właśnie Mike - "Tubular Bells" oraz "Crises" :)

Nie no, to było takie celowe puszczenie oczka, na bazie żartu o analogowym Photoshopie ;)
Miałem niedawno ten problem, choć u mnie występował tylko w menu start, Przy każdym restarcie System losowo i kompletnie na pałę dobierał obrazek ikonki do skrótów. Pomogło przebudowanie cashe według tej nieco upierdliwej metody
https://www.thewindowsclub.com/rebuild-icon-clear-thumbnail-cache-windows-10
Wideo pokazujące kulisy pracy nad filmem "Labirynt" z 1986r, z kilkoma robiącymi wrażenie scenami w którym efekty specjalne uzyskiwano od razu na planie, w czasie rzeczywistym.
Takie małe, nostalgiczne wspomnienie talentu Jima Hensona i kreatywności Stana Winstona z czasów, gdy CGI było tylko analogowe, piątka z ZPT dawała spore szanse zrobienia kariery w Hollywood, a bohaterowie kina SF nie paradowali gromadnie w kreacjach od tego samego krawca z fetyszem do spandexu :)
https://www.youtube.com/watch?v=zSi5vpE2eRM
Nie znam żadnych darmowych aplikacji. Wśród płatnych masz spory wybór np: CutOut, Photoscissors lub Inpaint - na pierwszy rzut oka najprostszy wśród wymienionych, ale po zapoznaniu się z mechaniką i nabraniu wprawy oferujący zaskakująco dużo kreatywnych możliwości
Trafiłem dzisiaj na utwór, który od pierwszych nut wydawał mi się dziwnie znajomy. Dopiero po chwili skojarzyłem, że tą melodią kilka lat temu próbowano mnie namówić na zakup ubezpieczenia. Bez skutecznie, ale kawałek całkiem zacny.
Soko - We Might Be Dead Tomorrow
https://youtu.be/bEAPZBRkwho?list=FLU63_iR6xWDBJM3Wl5zwayQ
Bardzo przyjemny kawałek acz samo zjawisko - wbrew temu, co mogłoby się wydawać - nie jest jakimś zaskoczeniem czy ewenementem dla tego rejonu.
Obecna scena rockowo/metalowa Mongolii jest prawdopodobnie mocniejsza i ma się lepiej niż gdziekolwiek w Europie. Szczególną popularnością cieszą się właśnie takie kapele, które twarde stawianie dźwięków łączą z tradycyjnym instrumentarium w oparach ludowego folkloru, jak np, Tengger Cavalry, Nine Treasures , Ego Fall, czy Hanggai
https://www.youtube.com/watch?v=KhkeqeUX4tk
Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że będę biegał po Empikach za albumem z dźwiękową ścieżką niemieckiego serialu, to zadzwoniłbym na "TELEFON 110", by enerdowska milicja przyjechała aresztować wariata. Ale serial "BABYLON BERLIN" to mega zaskoczenie zarówno jakością filmowego warsztatu, jak i doskonale przygotowaną oprawą muzyczną. Mała perełka z małego ekranu.
Severija - Zu Asche, Zu Staub
https://youtu.be/uekZpkYf7-E
O ja pierdziu! Czasem zdarzają się zaskakujące muzyczne odkrycia, gdy coś nam zabełta, wymemła, popaćka i do lufki nabije cały błękit w głowie, wprawiając w nieliche osłupienie pozostałe barwy po łbie się bezsensu pałętające. Tyle że to zwykle dotyczy przegapionego pojedynczego utworu, czy ewentualnie świeżo debiutującego zespołu. Ale żeby w uwielbianej, czujnie monitorowanej i teoretycznie przepluskanej do samego dna bali przegapić całe zjawisko...
Hipsterski sludge z rozmachem, daleko wychodzący poza ramy gatunku i mający w nosie oczekiwania odbiorcy. Każdy utwór jest genialny i zaaranżowany w sposób, który potrafi zaskoczyć i odmienić początkowe wrażenie. Nawet kiedy przy słuchaniu bodajże 7 czy tam 8 kawałka z kolei pomyślałem - "Ojoj, no to się w końcu skończyło babci sranie i tutaj odpierdzielili coś słabego, to to akurat nie był ich kawałek tylko pomyłka na playliście.
Boss Keloid - Chronosiam
https://youtu.be/PbajHpfW3cs
No dobra, dzień wolny więc jest czas sklecić dłuższą wypowiedź, a powód ku temu akurat dokonały, bo wczoraj miał premierę nowy klip KING 810.
A to kapela specyficzna, która najpierw debiutanckim albumem oczarowała na maksa, a swoim następnym wprawiła w prawdziwe osłupiające zażenowanie.
Na pierwszej płycie największe chyba wrażenie robiło to gładkie, ale wybuchowe przechodzenie z siermiężnego metalcore'a, do mrocznych ballad w stylu Nicka Cave'a czy Tom Waitsa. Z utworów o sile młotka napędzanego rozdrapującym rany riffem i desperackim gardłowaniem, do wysublimowanej emocji nękającej dźwiękiem pianina i skrzypiec. Z bombastycznych tekstów o tym że King 810 to rodzina, bo mamy takie same tatuaże, a jak mnie zaatakujesz to moi kumple wezmą uzi i przyjdą odstrzelić nie tylko Ciebie, ale też twoją rodzinę, psa, rybki i sąsiadów w promieniu co najmniej dwóch kilometrów, do nieco bardziej stonowanych i niejednoznacznych opowieści o stracie czy byciu samotnym.
A jeśli dodamy do tego całą otoczkę z mocno akcentowaną dumą white trashowego rodowodu i to nie byle jakiego, bo dla Amerykanów fakt wychowywania się na ulicach przemysłowego Flint ma swoje znaczenie. Miasto tyle razy upadało przez kolejne przemysłowe kryzysy - łącznie z tym ostatnim związanym z bankructwem nieodległego Detroit - że stało się najniebezpieczniejszym rejonem w USA z przestępczością na poziomie zbliżonym do brazylijskich slamsów. Dla lepszego zobrazowania sytuacji warto dodać, że na oficjalnej Stronie tej miejscowości widnieje informacja, że siostrzanym miastem Flint są Kielce, Świętokrzyskie Voivodeship, Poland.
Niestety sukces i to ogromne wsparcie wręcz fanatycznie reagujących fanów nieco przerosło chłopaków, a w szczególności frontmana, bo nagle David Gunn ze świetnego wokalisty ewoluował do roli proroka nowego objawienia - przynajmniej we własnych oczach - i na drugiej płycie od muzyki ważniejszy stał się przekaz utaplany pseudofilozoficznymi kazaniami w formie inscenizowanej dysputy z Bogiem.
Dodatkowo zakusy zajadłych rasistów by uczynić z Davida swojego orędownika zmusiło zespół do reakcji i ukrócenia wszelkich takich pomysłów Ale tu znowu zadział jakiś brak równowagi czy emocjonalnej dojrzałości bo wybrany przez nich sposób zapewniania o własnej tolerancji był na poziomie pięciolatka z autyzmem, bo jak inaczej oceniać np. kręcenie wideo, w którym poza białym jak prześcieradło młynarza Davidem pojawiają się sami czarnoskórzy goście, klepiący go po ramieniu i okazujący na każdym kroku, że jest jednym z nich.
Z żalem odpuściłem więc dalsze śledzenie ich kariery, ale ten nowy klip z fajnie pomyślany muzycznym ornamentem oraz przede wszystkim sporą dawką wyluzowanego dystansem do siebie rozbudza moje nadzieje, że może chłopakom woda sodowa w końcu już wyciekła do butów i wrócą do tworzenia fajnych dźwięków.
Tutaj nowy klip
https://youtu.be/7XAI5fYUVIs
A dla osób nie znających dorobku Królów dwa klipu dobrze oddające klimat na pierwszej płycie. Najpierw więc jedna z ballad:
https://youtu.be/CkMfICi8Zco
a następnie metalcorowo redneckowy patos pełną gębą :)
https://youtu.be/LQ6HrmyE9-s
Dzisiejszy premierowy clip Slipknota. Kawałek nawet przyjemny, z odpowiednią werwą, choć i nieco męczącą aranżacją, ale mi ostatnio jakoś nie po drodze z chłopakami i wieści o nowej płycie przyjąłem z podobnym entuzjazmem, co wyniki rozgrywek ligowych w Singapurze.
https://www.youtube.com/watch?v=wLoYIBEZEfw
Taką próbę przekrętu można potraktować jako zwykły uciążliwy spam, albo jako otwarcie dla nowej ekscytującej przygody...
https://www.youtube.com/watch?v=C4Uc-cztsJo
Da się żyć bez konta w banku i karty płatniczej w portfelu. Przez wiele lat było mi z tym dobrze i wygodnie i tylko z przyczyn formalnych musiałem sie w końcu złamać. Powiem więcej da się też wychodzić na ulice i bezpiecznie trafiać do wyznaczonego celu nie mając smartfona - i odpukać - jeszcze żadne względy nie przekonały mnie do zmiany zdania. :)
Predi, mimo niechęci do od odgrywania roli taniego akwizytora podpowiem, że Nest bank - który co prawda w strukturach polskiej bankowości ma równie silną wiarygodną pozycję, co Karolak na gali wręczania Oskarów - pozwala cieszyć sie kontem za zero złotych i to bez wyznaczonej ilości transakcji w miesiącu.
Fajna sprawa jeśli potrzebne nam konto z kartą do obsługi jakichś szybkich transakcji, czy zakupów w Sieci. Odradzam oczywiście pomysły z trzymaniem tam większych sum, czy już broń boże brania tam rat, pożyczek czy innych długoterminowych zobowiązań. :)
(P.S. daj znać czy Cię przekonałem, bo za polecenie klienta dają darmowy toster :D )
Mogło tak być, bo Kobong to dla mnie zespół o specjalnym znaczeniu, który wpłynął na mnie nie tylko muzycznie, ale i bardziej bezpośrednio, gdy kiedyś, mimo presji i wielu prób namawiania wybrałem pójście na ich koncert, rezygnując tym samym z weekendowego wypadu z licealnymi kumplami do Jastrzębiej Góry, gdzie panienki w dyskotece Ara były łatwe niczym gameplay większości współczesnych gier, a dwa dni później próbowałem się pozbierać po wiadomości, że koledzy wracają z nad morza zaliczyli czołówkę z ciągnikiem. Oszukać przeznaczenie :)
Reedycja pierwszej płyty chyba najbardziej kultowej warszawskiej kapeli lat 90. Wówczas chłopaki nie byli w stanie wyżywić się z grania takich dźwięków i tak naprawdę ich muza zyskała większy rozgłos dopiero kilka lat po rozpadzie KOBONGA, kiedy moda na Primusowo Prongowe dźwięki trafiła nad Wisłę.
Cała reedycja płyty trafiła też na Spotify, :)
https://open.spotify.com/album/0ZqbPJ5axKNBmpkMDY1gCk
KOBONG (1995)
https://www.youtube.com/watch?v=hRfj1rn_Y54
W zadziwiająco zgodnej opinii wiewiórki przypominają papierosy, z daleka całkowicie niegroźne, problemy narastają i to lawinowo, gdy wciskasz je sobie do buzi i próbujesz przypalić.
Mnie się udawało przez prawie dwa lata trzymać z daleka od twórczości pani "Sentymenth" ;) bo jej kawałki szarpały mi duszę niczym wygłodniały wilk dupsko sarny, ale wystarczył jeden nieopaczny wieczór dzielenia się gąsiorem w zadymionym pomieszczeniu i to osłabiające kolana uczucie wróciło z taką samą mocą, jak przy pierwszym razie, gdy w trakcie słuchania poniższego kawałka trafił mnie strzał amora. Choć blond menda raczej nie użył do tego celu łuku, tylko tak na odlew pacnął w potylicę baseballem miłości.
Bozie, tylko nie pozwól mi znowu bombardować jej twitterowego konta matrymonialnymi propozycjami. :)
Nostalghia - Glitch
https://youtu.be/wPtrgkMNTE0
Porno dla uszu. Projekt supergrupy "zakrwawionych wacików" czyli panów z Paradise Lost, Katatonii, Opeth i czegoś tam jeszcze powraca, promując nowy album takim potężnym klapsem w twarz. Coś czuję, że to może być moja płyta roku. :)
Bloodbath - Bloodicide
https://youtu.be/xDDTGAsybMY
Dla wielu osób programy ze śpiewającymi amatorami to nie muzyka. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć takiego stawiania murów wobec dźwięku. Choć ostatnio forumowy dyskutant zaryzykował tezę, że częściowo winny temu format takich show, w którym występy są skracane do ledwie dwóch minut kosztem utworu, który pocięty traci sensowną konstrukcję i staje mocno niepełnym doświadczeniem.
Nie wiem, może i tak, choć przecież w dwóch minutach można zmieścić tonę albo i dwie rozżarzonych do białości emocji.
A poniżej kolejny na to dowód.
I nawet jeśli to nie jest nasza muzyka, to szacunek wzbudza już sama odwaga, z jaką ten kanadyjski cygan zaryzykował szarżując emocjami, bo w takim pójściu na żywioł bardzo łatwo można było przesadzić z miejsca popadając w śmieszność.
(tak po prawdzie to nie wiem czy gość jest rzeczywiście Romem, ale ma stylówę, jakby Cię miał zaraz nagabywać do zakupu patelni) :)
Bałem się odmiennej kulturowo rozgrywki, tych długaśnych przerywników filmowych, pewnych problemów z zapamiętywaniem i rozróżnianiem twarzy bohaterów o azjatyckich rysach (co jest dla mnie normą) i ogromnych problemów, gdy przychodzi do tych twarzy przypisać nazwiska oraz sterowania klawiaturą w grze projektowanej pod pada.
Po dwóch godzinach zabawy te wszystkie lęki poszły se zrobić seppuku, bo gierka okazała się super przyjemna i przyjazna w odbiorze, że finał zastał mnie po ponad 80 godzinach zabawy. Przy czym 80% to był czas poświęcony na opcjonalne i mocno poboczne aktywności jak trening hostess czy ekspedycje poszukiwawcze oraz uparte masterowanie umiejętności tanecznych czy karaoke oraz poznanie cudownej odmiany szachów Shogi i przejście drogi od zera do poziomu master, by zlać tyłek temu ulicznemu dziadowi.
Dwa utwory z nadchodzącej płyty Soulfly mnie nakręciły. Max zapowiedział wielki powrót do korzeni i ja dalej to kupuję, choć facet w swojej karierze tyle razu się już cofał, że pewnie może patrzeć na swój tyłek centralnie przed sobą, a jego korzenie zapuściły już swoje własne.
https://www.youtube.com/watch?v=v3uSTOQlDXc
Mnie ostatnio nieco wzięła z zaskoczenia Arrow de Wilde. Sceniczny alias zresztą dobrze koresponduje z roztaczaną przez nią aurą dość niepokojącego selfdestraction i aspiracjami dołączenia do klubu 27.
Akurat dzisiaj zobaczyłem reklamę koncertu architektów, bo mają zagrać u nas w lutym i zacząłem się zastanawiać, czy może znowu by się nie wybrać. :)
Chociaż ostatnio mniej ambitne dźwięki mnie się trzymają i na tapecie właśnie mam dorobek I Prevail, czyli swoistego produkcyjno marketingowego dynamitu, który pod względem tempa zdobywania popularności i robienia kariery ustępuje chyba jedynie panom z Beartooth.
Dużo w tym pozerstwa nawet jak na ten gatunek muzyki, ale brzmieniowo się broni i potrafi przyjemnie synchronizować tętno z ciśnieniem w płucach. :)
https://www.youtube.com/watch?v=GrbCxA3zxa0
Trochę to wygląda jak zwykły mod do Yakuza 0 - której nota bene pecetową wersję właśnie kończę, mając przy tym mnóstwo frajdy i ponad 80 godzin na liczniku :)
Ale po co? Chyba tylko, by zrobić przestrzeń dla mniej lub bardziej zawoalowanej pogardy w komentarzach i festiwalu obłudy osób, które często przy tego typu sytuacjach zaczynają wypowiedź od stwierdzenia:
"Nie jestem rasistą, ale..." :)
Hej Klesk, Twój post nie tyle ukuł moje ego - akurat do muzyki podchodzę z bardzo dużą pokorą - co trafił na zły dzień. Wczorajsza nieprzyjemna sytuacja sprawiła, że sfrustrowany nieświadomie szukałem jakiegoś dymu. Za co przepraszam, bo to nie jest typowe dla mnie zachowanie.
A wracając do tematu. Oczywiście że reggae ma swój wkład i jest częścią muzycznego ekostytemu. Ironia polega na tym, że w wersji surowej, podane "sauté" jest dla mnie niezjadliwe, za to pięknie się sprawdza w roli jednego z klocków pod muzyczne crossovery. Wystarczy spojrzeć na Skindred czy twórczość Bad Brains, czy genialne kapele SKA Punk.
Także peace bro.
A co do Soulfly, to do zobaczenia na koncertach. Tutaj mój ostatni raz z telefonem w łapie w trakcie występu, bo po tym koncercie solennie sobie obiecałem skupiać się skakaniu zamiast udawaniu Felliniego :)
Drogi Klesk, mam wrażenie, że jedyną osobą silącą się na pozę muzycznego znawcy jakiejś jednej jedynej prawdy jesteś tutaj Ty. :) Pytanie dotyczyło subiektywnego spojrzenia na ulubioną muzykę i w tym duchu padają odpowiedzi. Więc skąd to oburzenie? :) Podważanie gustu przypomina podjęcie się próby wmówienia komuś, że mu smakował schabowy, jak akurat walczy z mdłościami.
I żadne argumenty na temat, jacy to muzycy nie inspirowali się tym gatunkiem, czy jakiego kunsztu muzycznego on by nie wymagał (tu się trochę zaśmiałem :) ) Reggae wciąż tak samo będzie mnie odrzucać. Nawet jeśli ma to ze mnie czynić ignoranta to ani reggae ani do szpinaku w siebie wmusić nie potrafię.
Nie bardzo wiem, jak sie odnieść do tych późniejszych nieco dziwnych wywodów na temat - o co byśmy się kłócili gdyby zabrakło reggae czy też problemach ze spokojnym snem, bo to już chyba wynik jakiejś projekcji własnych demonów, a w każdym razie nic, coby wynikało ze sposobu prowadzania czy kontekstu tej dyskusji.
Miłego & disco forever :)
Reggae to żółta plama na muzycznym prześcieradle, o którym pozytywnie można mówić tylko w kontekście bycia rodzicem gatunku SKA.... no jeszcze może wczesnej twórczość UB40, ale to wszystko. :)
Bo RAP, proszę Pana, to taka miłość moja niezakochana... :)
https://www.youtube.com/watch?v=Hz218k0AseM
Kumple z Antigama mają nową płytkę, więc by chłopaków nieco wesprzeć i zareklamować - jeszcze cieplutki, mający wczoraj premierę teledysk. I to całkiem niezły.
Taka mnie refleksja naszła, bo zważywszy na jego zwykle nieco cyniczny i prześmiewczy styl niedawny filmik "Jak Dying Light stał się potęgą? 3 lata od premiery" zaskoczył nietypowo przyjacielskim tonem oraz entuzjastycznym, wspierającym i na wskroś pozytywnym przesłaniem.
[Tym bardziej mi się to gryzło bo akurat DY nie jest moją szczególnie ulubioną gierką] :D
Minął miesiąc i HED zapowiadając teraz nowy DY znowu brzmi dziwnie. I w tonie bardziej pasującym nasmarowanemu trybikowi maszyny marketingowej, niźli redaktorowi potrafiącemu zachować dystans i krytyczne spojrzenie na przedpremierowe obietnice twórców.
https://www.youtube.com/watch?v=NCaQfn3ZpYY
Po pierwsze, dla większości stałej fauny forumowej język pisany jest narzędziem dość istotnym, którego używanie sprawia frajdę, i o które się po prostu dba - i to także w aspekcie poziomu higieny.
Po drugie przekleństwa nie są żółtą plamą na forumowych prześcieradłach - a chyba niektórzy tak do tego podchodzą. "Brzydkie wyrazy" mają określoną wartość i znaczenie zarówno dla językowej komunikacji, jak i aspektów artystycznych, bo odpowiednio użyte potrafią, żeż w mordę go i nożem, pięknie zdynamizować szyk i dodać nieco pikanterii wypowiedzi.
W końcu klepaniu literek na klawiaturze nie towarzyszą mechanizmy języka mówionego, choćby z takim nawykowym i bezmyślnym rzucaniem "kobietami o szemranej proweniencji" w co drugim zdaniu.
I po trzecie. Budowanie wypowiedzi palcami to proces wspierający łapanie dystansu i potrzebę refleksji, więc zainicjowanie sekwencji klawiszy by powstała "DUPA" to zabieg świadomy i mający jakiś określony cel komunikacyjny, a nie próba zdestabilizowania życia forum, by wciągnąć je w odmęty demoralizacji. :)
A już zupełnie na marginesie. Jeśli regulaminowo jest brak zgody na brzydkie wyrazy, to czemu obowiązuje ta wybiórcza ślepota, by nie robić problemu jeśli część literek jest wygwiazdkowana. Jaki jest sens walki o wysokie standardy, jeśli tani i znany powszechnie wytrych pozwala to obchodzić i bezkarnie pisać:
Mode*atorowi tego for*m nieprz*sadnie ładnie pach*ą stopy.
To w końcu przekleństwo jest "Złem" ze względu za stojącą za nim negatywną emocję czy to tylko kwestia utrzymania "czystości" SEO? Jakoś to na hipokryzję zakrawa.
Badanie ma poprzeć tezę, że osoby grające na komputerze potrafią dokonywać fabularnych wyborów i czynów, które można już uznać za zachowania socjo- czy psychopatyczne.
Matko boska, oczywiście, że tak. Czasem z ciekawości, bo niemoralna ścieżka wydaje się mieć więcej interesującej zawartości, czasem z przekory lub dodatkowej frajdy gdy musimy z premedytacją przełamywać w sobie naturalne odruchy i zawsze wybierać na opak.
Tylko jaką udowodnienie tej tezy będzie mieć wartość poznawczą dla psychologa? Serio pytam, bo może czegoś nie rozumiem. Fakt, że w maksymalnie ograniczonym, w 100% hermetycznym i całkowicie sztucznym środowisku, czego ma świadomość badany obiekt, zdarza mu się eksperymentować czy robić rzeczy, których w normalnym życiu nigdy by nie zrobił, to jak napisać pracę doktorską na temat koła jego budowy, wyglądu i możliwych zastosowań.
Takie zachowanie gracza to dokładnie ten sam obszar psychiki, który rozświetla lektura "niegrzecznej" powieści, czy choćby zwykłe rozgrywanie w głowie alternatywnych scenariuszy, gdy pod wpływem jakiegoś wydarzenia wiercimy w łóżku nie mogąc zasnąć.
Ale oczywiście końcowe wnioski nie będą takie, że gracz jest dokładnie takim samym kolesiem jak każdy inny, jego wybory w wirtualnym świecie nie mają przełożenia do realu, i że generalnie całe to badanie nie miało sensu bo moralności nie da się zmierzyć i oceniać po sposobie w jaki ktoś potraktował zlepek pikseli na ekranie.
Zawsze mile widziane rozkręcanie afery na oficjalnych fanpage'ach firm. Ostatnio pozwoliłem sobie pójść po bandzie na fejsie UPC, robiąc awanturę o zmienienie warunków umowy nie tylko bez konsultacji, ale nawet powiadomienia mnie. Po godzinie dołączyło sporo wkurzonych i to z różnych powodów klientów i nie tylko załatwiłem problem, bo przywrócono zapis w starym brzmieniu, ale co ważniejsze - ;) - zaspokoiłem swoją rządzę krwi, widząc jak pod wywołaną przez zemnie lawiną ataków oponent słania się na wirtualnych nogach i odklepuje matę. :D
Zakładam się, że Frank miał nieco inny pogląd na ten teledysk i widok córuchny prężącej się do kamery :)
I jeszcze raz Torre. Tym razem w dueciku z Roos i prawdopodobnie najlepszym teledysku tanecznym ever.
Swoją drogą próbowałem podłapać kroki i ten koci wdzięk wyleniałej pumy o gibkich biodrach, coby móc poszpanować na dyskotece, ale to już poziom dla profesjonalistów umiejących sobie wyłączać synchronizację między półkulami. :)
Torre Florim & Roos Rebergen
https://youtu.be/X572OVgMmx4
Uwaga, zrobić miejsce. Wychodzę z kredensu!
Miałem z szafy, ale tam nadmuchiwana lalka z kompresem na ciepłą wodę zrobiła sobie strajk okupacyjny, domagając się filtrów na kranie, bo jej się niby silikon marszczy od kamienia. No ja cię przeprasza, ale jak się cały boży dzień leży w szafie, to co się ma nie marszczyć, ale, pal ją licho, zobaczymy kto kogo przetrzyma.
A wracając do mojej nowo zdobytej orientacji - trochę to jak w harcerstwie :) - no więc bez cienia wątpliwości zakochałem się w "Holernym CHolendrze". Każdy projekt Torre zniewala, choć oczywiście to THE STAAT jest tym creme de la creme. I czasem można się spotkać z opinią, że talent, kreatywność, poczucie humoru to najlepsze afrodyzjaki. Cóż, jeśli tak, to ten gość jest najatrakcyjniejszym żywym mężczyzną na świecie
(...nie to, żeby jakiś martwy facet mnie pociągał. Pociągu do zakopanego to ja zawsze unikałem, docierając na Krupówki jak panisko autokarem).
Najpierw genialny teledysk nakręcony za 16 dolarów
THE STAAT "Help Yourself"
https://www.youtube.com/watch?v=oXEgY7Xieus
Pełna profeska. Od klimatu aranżacji i muzycznej jakości po doskonały teledysk kręcony metodą kinową i to przez kogoś, kto wie jak to robić. No i jeszcze Lena na wokalu, która w The Voice moim zdaniem stworzyła jeden z najbardziej niesamowitych duetów w historii programu. I zwykle nie jestem w tym przekonaniu osamotniony czytając komentarze z różnych stron świata towarzyszące wszelkim rankingom cyklu Top The Voice Global :)
Jakieś dwa lata temu śledząć amerykańską wersję The Voice w ucho i oko wpadła mi Sophia i jej drapieżny koci magnetyzm. Poszukanie jej dorobku w Sieci przyniosło bardzo miłą niespodziankę w postaci projektu Brass Against, czyli małej sekcji nadętej i mocno dmuchanej, która mając Zosię na wokalu wrzucała na YT ciekawie zaaranżowane covery RATM. Fajne, ale w sumie to tylko ciekawostka. Dzisiaj jednak sobie o nich przypomniałem i miło zaskoczyłem kierunkiem rozwoju. Teraz to już moc pełną gębą i coś, czym warto się dzielić.
Cover Tool - "The Pot"
https://www.youtube.com/watch?v=8zfYO9sZjrE
Nie wiem, czy to "nawiedzenie" w tym wypadku masz aż tak pejoratywny wydźwięk. :D
Bo w sumie czym to się różni od reakcji stadionu na strzelonego gola, załzawionych oczu na koncercie ulubionej kapeli, czy "nawiedzonego" zachowania gracza opowiadającego o meczu, w którym udało mu przechytrzyć całą wrogą drużynę.
Dwa czynniki mają tu znaczenie - zaangażowania i ekspresja. Bo choć nie lubię takich uogólnień, to jednak w Polsce powściągliwość wysysa się z mlekiem matki, a co za tym idzie potrafi nas wprawić w zakłopotanie widok kogoś, kto nie ma oporów by tak publicznie uzewnętrzniać targające nim emocje. I mimo że ze mnie introwertyczna i pełna cynizmu świnia mam jakoś perwersyjną słabość do obrazków, na których widać takie gęste, że niemal namacalne poczucie wspólnoty - pal licho pod jaką egidą. :D
Rzadko to rzadko, ale YT zdarzają się przebłyski geniuszu, gdy ze swoją rekomendacją trafia w nasz gust z precyzją, której nie powstydziłby się snajper rozmiłowany w kastrowaniu komarów w locie.
Co za klimacik i jaki obrazek do tego - cudo!
666
Pieśń kościelna to nieco śliski temat, szczególnie gdy trwa aż 11 minut, ale ożeż w prezbiterium jego mać, jakże to wykonanie i ta powoli narastająca emocja potrafi poruszyć i wywołać ciarki. Gdyby w Polsce tak wyglądały msze, to bym normalnie wykupił jakiś niedzielny abonament czy tam kartę stałego klienta. :)
https://www.youtube.com/watch?v=KeXcHAurv5A
O święta owco z ogolonym dupskiem, co za kawałek!, co za teledysk!
SWEEET! I te piękne nawiązania do popkultury lat 80 - Ilu z nich się doszukaliście?
https://www.youtube.com/watch?v=60ruvzfXQoE
Miałem weekend pod znakiem nu-metalowych rozczarowań. Robiąc małą wycieczkę by sprawdzić co tam nowego u kapel spoza mojej aktualnej topki ulubionych najpierw trafiłem na sporo nieprzyjemnego szumu wokół Mushroomhead i ich polityki kadrowej. Muzycznie nic ciekawego, a na dodatek eksperymenty z zastąpieniem jednego z duetu genialnych wokalistów panną LaPonza - mimo całej sympatii jaką mam do niej - to nic, coby było w stanie choć na kilometr się zbliżyć do elektryzującej harmonii przenikających się głosów poprzedniej ekipy.
Ale niedługo później jeszcze większe i bardziej dotkliwe rozczarowanie zgotował mi OTEP. Nowa płyta jest tak bezbarwna muzycznie, jak tylko może być typowy manifest polityczny, Ten zespół od kilku lat jest na równi pochyłej, ale tym razem nie znalazłem nawet jednego utworu wartego uwagi. Ale jeśli priorytetem stają się wywiady, wygłaszanie opinii, zajmowanie stanowiska w sprawach społeczno-politycznych, zamiast tworzenie muzyki, to taki efekt nie powinien być zaskoczeniem.
Ale i tak boli, bo jeśli chodzi o szeroko rozumiany nu-metal to mamy tutaj nie tylko jedną z najbardziej utalentowanych wokalistek, ale i kapelę, która z dekadę temu potrafiła nagrać niezwykły "Ghostflowers". Dla mnie ten utwór to wciąż niekwestionowany hymn całego gatunku z optymalną dawką emocji i dającej frajdę rozpierduchy. :)
Więc zamiast męczyć te nowe gnioty lecimy jarym staruszkiem.
OTEP
https://www.youtube.com/watch?v=2AkxEuyRPMg
W październiku zawita w naszym kraju Satyricon i to dla mnie wycieczka obowiązkowa - mam słabość do chłopaków i jako raczej jeden z nielicznych fanów kocham ich dorobek w całości. :) Ale tym razem nie o nich, tylko o ich supporcie. Na poprzedni koncert w Polsce jakoś ze 4 lata temu panowie zaprosili młodzieńców z kapeli "OSLO i coś tam po norwesku" - Na pierwszy rzut oka tlenione metalcory mało pasują do rozkręcania imprezy dla metalowych nestorów, ale energię mieli taką, że po dwóch kawałkach w pogo wyglądałem jak zmokły kogut po seksie z betoniarką.
W październiku ta kapelka znowu będzie supportem. Choć tym razem już nie są to wypłochy z blokowiska w Oslo, tylko nieco bardziej ogarnięci i ukierunkowani na sukces muzycy i nawet nazwę zmienili na łatwiejszą do zapamiętania i wymówienia, ale energii wciąż mają sporo, więc dawajcie betoniarkę. :)
https://www.youtube.com/watch?v=gmZPIaNmGhU
Zapewne masz rację, choć pamiętam wciąż żywy przykład z save'ami w Kingdome Come - ich limitowanie utrudniało życie i nieraz kląłem na czym świat stoi musząc godzić się z faktem spartaczonej misji iść dalej
Ale wgranie moda umożliwiającego w końcu zapis na żądanie wcale nie okazał się zbawieniem, bo na dłuższą metę przygasił płomień ekscytacji, wykastrował z elementu niepewności i takiej dzikości, która sprawiała, że nawet mając kilkadziesiąt godzin rozgrywki człowiek podchodził do tej gry z respektem.
Zacząłem dzisiaj, ale na razie odpuszczam, bo dojdzie do tragedii.
Za duża irytacja choć przemieszana z frajdą. Zgadzam się w pełni, że niektóre elementy są zbyt mocno akcentowane a ilość negatywnych aspektów utrudniających nam grę to już prawdziwy festiwal sadyzmy.
Cała przemyślane strategia i planowanie ruchów w oparciu o umiejętne korzystanie z talentów podwładnych w 80% przypadków szło mi w cholerę, gdy kolejne losowe zdarzenia pozbawiały manewru i przywileju decydowania o czymkolwiek
Np. już po chwili od rozpoczęcia miałem ochotę zatłuc niedomytym śledziem gościa, który mi rzucał, że nie pojedzie na patrol z babą, a w jeszcze bardziej wyrafinowany sposób ukatrupić babę z najlepszymi statystykami, która kręciła nosem na działania z niemal połową komisariatu, a na dodatek dwa dni z rzędu nie chciała pracować.
A jeszcze bardziej irytowała mnie niemożność przeklikiwania poszczególnych wypowiedzi, by móc dostosowywać szybkość do własnego tempa poznawania historii. Zamiast tego dostajemy scenki w których np. przez 40 sekund widać statyczny obrazek krat celi, potem odgłos zbliżających się kroków, jakiś metaliczny dźwięk, i znowu kroki oddalające się - bo w ten sposób twórcy postanowili zaprezentować moment odebranie z rąk więźnia klucza - dodam że to moment absolutnie zbędny i nie mający żadnego uzasadnienia i z niczym nie powiązany.
Szczerze mówiąc po 3 godzinach upartego przekonywania siebie że dobrze się bawię i że dalej będzie lepiej wyłączyłem i nie wiem czy wrócę.
Za to nie zgadzam się z pomysłem zapisu stanu w trakcie akcji. Zbyt duża pokusa masterowania, a tak przynajmniej to potrafiło zaangażować i dać trochę frajdy.
@UP
Dla mnie szczytowym osiągnięciem starego punkowego hardcore'a jest koncert jaki panowie z Bad Brains odstawili w salce CBGB w 1982 roku. Oglądanie tego na YT nigdy mi się nie znudzi, a dodatkowo łatwiej mi się utożsamiać z tekstami ;)
Ale ja w tym upale pogować dzisiaj nie zamierzam i jakoś bliżej mi do gorących popowych kociaków, mimo wizualnych znaków ostrzegawczych, bo przeca pan Bóg zrobił rudego byś uważał na niego. :D
Ale pal licho ubarwienie, ta gówniara potrafi ładnie posterować emocjami. A to, w jaki sposób świadomie wykorzystuje niskie zakresy tessitury, by maskować pewne niedostatki wokalne robiąc z nich jednocześnie swój największy atut, to mistrzostwo samokreacji. :)
Janet Devlin
https://www.youtube.com/watch?v=-kGl_uD9TkQ
Jakoś tak wiarygodnie i dobrze zgrane mają wszystkie elementy, nawet ci podkarpaccy Indianie mi pasują, więc na plus :)
Tak szczerze mówiąc, poza moim ukochanym Septic Flesh - a szczególnie ich twórczością w kolaboracji z ateńską orkiestrą symfoniczna i chórem - to moje wyobrażenie o tamtejszej muzyce oscylowało wokół sceny z Anthony Quinnem tańczącym Greka Zorbę :D
A tu wspomniany majestat aranżacyjnej rozpusty, czyli greckie piekło i szczypało na orkiestrę
https://www.youtube.com/watch?v=s96xXPYlecI
@Up przyjemne retrowave, nieco może zbyt subtelne jak dla mnie, bo jak uderzać w ton lat 80 to z siłą Carpenter Brut :D
A ja trafiłem właśnie na fragment koncertu chłopaków DE STAAT, w którym odtwarzają swój teledysk z udziałem "żywej" publiczności. Jak ich nie kochać.
Swoją drogą ten ich klip wciąż pozostaje cholernie intensywnym i pobudzającym zmysły pociskiem. Jeśli ktoś nie widział to niech nadrabia.
https://www.youtube.com/watch?v=ozXQ8EOWrV0
tutaj oficjalny klip:
https://www.youtube.com/watch?v=0ttGgIQpAUc
Ponoć George Michael kochał się na zabój w Kerry Kingu i miał jedną nóżkę jakby nieco bardziej, a SLAYER jest dosadna odpowiedzią na każde poniedziałkowe pytanie, niczym niepryskany "pomidor" w popularnej niegdyś dziecięcej zabawie na zachowanie kamiennej twarzy.
Więc sprawa jest prosta - wygrywa ten, co się nie uśmiechnie słuchające tego pięknego utworu. ;)
https://www.youtube.com/watch?v=FjLhLgdhzMQ
Tak cichutko i skromnie tu wbiłeś ten link pozbawiony obrazka, że można łatwo przegapić, a szkoda, bo całkiem zmysłowe dźwięki. Dziwi tylko przypisanie temu kategorii hiphop/rap bo jeśli już to temu bliżej do trip hopu. A i o samo rapowanie raczej dość ciężko w utworach instrumentalnych, ale pal licho. :D
Kolega z grupy muzycznych ćpunów podrzucił mi to znalezisko, czyli efekt pracy nad nowym materiałem Paula Barkera - tego bardziej introwertycznego i zdecydowanie mniej rzucającego się w oczy z dwójki liderów i ojców sukcesu projektu Ministry czy Revolting Cocks. Przyznam, że o ile uwielbiam chłopaków z okresu Psalmu 69, bo to kapitalna imprezowa muza, to zawiłości i roszady w składzie jakoś mnie mało interesowały, ale porównując dzisiejsze solowe dokonania Jourgensen i Barkera dość jasno widać, kto miał większy wpływ na brzmienie tej kapeli.
Ten rytm wybijany świetnym cyber bębnem potrafi zahipnotyzować - sweet :)
PAUL BARKER - "HARD WON DECAY"
https://www.youtube.com/watch?v=aCXe2olLAWU
No masz, o mnie też się nie musieli długo targować i praktycznie za półdarmo kupili, ale niech mają. :)
Swoją drogą klimacik mi nieco przypomniał VITJA - to taka kapela z półki guilty pleaseur, do znajomości której wolę się głośno nie przyznawać w rozmach z kolegami, :D i którą lepiej się słucha niż ogląda.
Ale może Ci akurat podejdzie. ;)
https://www.youtube.com/watch?v=JA-bHRhfzRo
Jako gracz mający olbrzymią słabość do przygodówek point&click wróciłem do opowieści o Eryce i jej polowaniu na seryjnego mordercę w kapitalnym czteroczęściowym "Cognition: An Erica Reed Thriller". Poniższy utwór pojawia się już w outro na koniec każdego epizodu, co robi szczególne wrażenie po tych wszystkich mrocznych emocjach, krwawych scenach i dramatycznych sekwencjach w trakcie normalnej rozgrywki. :)
https://www.youtube.com/watch?v=qO4FExFrQ0E
Mówisz że to Grecy? W życiu bym nie zgadł. Brzmią jak rodowite rednecki gdzieś ze środkowo południowej części USA, grający stonera w oparach destylującego się bimbru i trzech niedogaszonych jointów. :)
Meg to jedna z tych zawzięcie niezależnych szansonistek, która powolutku budowała swoją pozycję głównie z pomocą YT. Ponoć kilka lat temu zrezygnowała nawet z kontraktu z Interscope Records, bo poprosili ją o nagranie dodatkowych wersji utworów, ale z nieco mniej erotyczno sugestywnymi tekstami na potrzeby radiowej promocji.
W sumie śledzę sobie jej karierę niemal od początku i zawsze z dużą frajdą słucham jej dźwięków. Nie ma co ukrywać, że duża tu zasługa jej urody, ale też tego specyficznego chwytu (teoretycznie) anty marketingowego, z wykorzystywaniem twardych przekleństw w popowych piosenkach o miłości - to nie jest może nowość, ale nadal na tyle rzadkie i niewyeksploatowane, że potrafi zaskoczyć i zwrócić uwagę.
MEG MYERS - desire
https://www.youtube.com/watch?v=bR5u9jb0PJE

Ostatnio kolega dla zabawy przytargał na posiadówę urządzenie do mierzenia braw i kalibracji monitorów i mocno zaskoczył mnie efekt jego kilkuminutowej pracy z moim sprzętem. Nowe ustawienia całkowicie odbiegały od przyzwyczajeń i tkwiącego gdzieś w głowie czy oczach wzoru na dobry balans barw.
W dużym skrócie czerwony postrzegam jako tako, niebieskiego dodaje nieco za dużo, a zielonego o wiele za mało. Przynajmniej jeśli wierzyć temu urządzeniu za kilka stów.
Oczywiście wywiązało to dyskusję na temat sensu stosowania się do jakiegoś uniwersalnego wzorca, skoro wydaje się nam tak obcy, a nie jesteśmy grafikami. A także czy w tym względzie wzrok można nauczyć i przyzwyczaić do jakiegoś narzuconego schematu, jak duży wpływ na nasze postrzeganie barw ma monitor oraz skąd się bierze przewaga kolorowej wódki nad czystą popijaną tanim sokiem - przy czym ten ostatni temat zwykle wsparty mnóstwem argumentów pokazowych to stały elementem niezależenie od aktualnych trendów dyskusyjnych.
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale sprawa na tyle ciekawa, że w ramach eksperymentu taki pomysł. Jeśli komuś się zachce, niech pobierze wrzucony obrazek i w swoim programie do zdjęć dostosuje trzy podstawowe kolory RGB (czerwony, zielony, niebieski) oraz kontrast według własnego uznania i wrzuci w komentarzu. Przy czym prosiłbym nie ruszać jasności ani gammy, bo to już inny poziom zagadnienia. Kto wie, może będzie można wysnuć jakiś wyrafinowanie błyskotliwy wniosek na takiej podstawie. :)
O man, duży sentyment. Mam na koncie nawet krótki, acz burzliwy romans z "fryzurą na voivod" :D
Jedna z tych chyba podstawowych różnic w odbiorze i podejściu do czarniawego metalu wiążę się z kolejnością podgatunkowych fascynacji jakie człowiek zaliczył przed trafieniem na black. Pamiętam jak na feriach w Zakopcu - a będąc akurat w szponach chamskiego hardocore'a w wersji nowojorskiej (biohazard, mad ball itp.) - trafiłem na BURZUM i odbiłem się tak, że w regionie wciąż żywą pozostaje legenda o śmigającej przez Krupówki komecie. I ta niechęć trzyma mnie do dziś.
Z kolei np, taki Thurisaz z przedziwnym albumem Scent Of A Dream zawitał do mnie w sprzyjającej konfiguracji planet i to wystarczyło, by mimo świadomości wszystkich obiektywnych przeciwwskazań osiągnąć status najbardziej zajechanej przez mnie płyty ever. :)
Swoją drogą ta groteskowa pompatyczna opera za 3 grosze w pełnej krasie - a nuż może akurat ktoś jest pod równie odpowiednim wpływem planet... :)
https://www.youtube.com/watch?v=IsenftKNFN8
I słusznie, skoro masz własną wizję i pomysł na kierunek rozwoju, to się tego trzymaj. Brzmienie o dziwo - skoro to debiut z klasykiem - naprawdę przyjemne. Troszkę mało selektywne - jakby poszczególne struny nierówno trzymały dźwięk, ale być może to wina mikrofonu i jego ustawienia pod kątem. Ewentualnie można się upewnić (choć to niezbyt precyzyjne) sprawdzając ze stoperem czas wygaszanie na każdej struny z osobna.
Dla mnie też zbyt nisko schodzą doły, ale to już czysto indywidualne upodobanie.
Tak czy siak duży szacun bro!. Masz piękny fach w łapie i warto to dalej pielęgnować i rozwijać. Powodzenia!
@Imak
Na myśli miałem całe uzbrojenie czyli progi, klucze, siodełko. A także - i tutaj mały tip - może warto od razu zacząć kombinować z systemem pozwalającym na regulację krzywizny. Co prawda w klasykach ten patent aż tak bardzo nie wydaje się potrzebny, to jednak dziwnym trafem gitarki mające w gryf wpuszczony pręt napinający z jakąś regulacją kosztują ze trzy razy więcej.
To sporo dodatkowej pracy, szczególnie na początku, bo wymagać będzie eksperymentowania z metodą i przygotowania sobie odpowiednich narzędzi, ale też coś co pozwoli na przeskok od razu na wyższą półkę customów. A zakładam, że gdzieś w szerszej perspektywie marzeniem jest tu tworzenie własnych, mocno autorskich cudeniek. ;)
Ale mam nadzieję, że nadal pozostaje społecznie akceptowalne wyżywanie się na osobach grubych, rudych, czy zezowatych i nie trzeba bać się bana?
Brzmienie od pierwszych riffów wywołało skojarzenie z UFO i ich genialnych trzech pierwszych płyty, gdy jeszcze im się chciało eksperymentować. :)
Muzyka jest rozkosznie nieścisłą dziedziną życia, pozbawiona jakichkolwiek suwmiarek do mierzenia i narzucania określonej wartości. Bo przecież na to, jak słyszymy i odbieramy dźwięki wpływ mają przeróżne czynniki - od zebranych w życiu doświadczeń, przez ilości kumpli z sądowymi wyrokami, aż do liczby sportowego obuwia w szafce, które uznajemy za wystarczające. :)
A programy ze śpiewającymi amatorami to w sumie jedyne miejsce, gdzie wciąż można trafić na oryginalny, niekastrowany do wymogów rynku czy oczekiwań panów producentów materiał aż skrzący od czystego talentu. :)
PS. Na YT można znaleźć zabawny filmik dokumentujący tę eskapadę Sida i jego szlajanie się po uliczkach Paryża. :)
A odkopię temat, bo wciąż jestem miło zaskoczony faktem, że na Antypodach finał programu The Voice wygrał gość, w którym się zakochałem od pierwszego odcinka i którego każdy kolejny występ wprawiał w osłupienie.
Tutaj jeden z takich zapierających dech w piersi popisów z coverem Queen. Ale pomijając już nawet całą aranżację, która zdradza sposób myślenia o muzyce, ale może się podobać lub nie, najbardziej zaskakująca jest ta jego rozbrajająco "głupia" swoboda korzystania z pozornie się wykluczających technik wokalnych.
Tak, jakby cała odwieczna wojna Bel Canto - pomiędzy szkołą nakazującą podpieranie dźwięków odpowiednim ułożeniem miękkiego podniebienia dla lepszego rezonansu a zaprzeczającą temu filozofią, w której to priorytetem jest zawsze wibracja i śpiewanie bardziej "do przodu" kosztem mocniej obciążonej krtani, - w ogóle go nie dotyczyła. Gość prześlizguje się niczym śliski węgorz między wytyczonymi granicami, a jeszcze na to wszystko nakłada się jego kangurzy akcent i ta pojawiająca się czasem dziecięca artykulacja. (prawdopodobnie gdzieś na etapie przechodzenia mutacji ułatwiało mu to utrzymywanie tonacji, a później nie miał kto go tego oduczyć)
Nie ma jednak co zaprzeczać, że cała ta odmienność albo człowieka uwiedzie, albo z miejsca odrzuci. Dla mnie to cholernie elektryzująca mieszanka braku uległości wobec sacrum i idącym po bandzie profanum.
Sam Perry sings Bohemian Rhapsody
https://youtu.be/qmovwtboPzM
Kształt niewątpliwie zgrabny i kuszący, ale to gitara, więc liczy się brzmienie. A na to wpływa mnóstwo czynników, od rozmieszczenie wewnętrznych poprzeczek tak by nie zaburzały przestrzeni rezonansowej, przez jakość użytych okuć i wzmocnień w gryfie, czy w końcu kwestię dobrania rodzaju drewna z odpowiednio długim okresem leżakowania w kontrolowanych warunkach. Także wrzucaj nagranie z dźwiękiem, to wtedy będzie można ocenić. :)
ehehe jak się ma w drużynie takiego przystojniaka i lep na laski jak Kerry King, to nie ma potrzeby, by zwalniać tempo. Hail The King - ostatnia trasa!
Eee tam. Od czasów gdy pierwszy jaskiniowiec uświadomił sobie, że zamiast normalnie grać łupanego rocka - waląc kamienną maczugą po łbie kolegi - warto czasem nieco zwolnić tempo, uwydatnić mięśnia, rzucić powłóczyście romantycznym spojrzeniem spod zrośniętej brwi, bo to działa na okoliczne sikorki z podobnie nudnym owłosieniem czołowym, ballady stały się akceptowalnym i społecznie użytecznym narzędziem do zmiękczania niewieścich serc. A w tej materii każdy hanidcap bywa przydatny. :)
Dawno się nie interesowałem tematem, ale jako że Youtube zawsze stosował drakońskie kompresje - tak w ogóle to teraz dla 4k standardem jest chyba już tylko kodek VP9, bo google ucieka od H.264. - to sprawdź może jak będzie wyglądał filmik wrzucony gdzie indziej np. vimeo, czy Dailymotion Ewentualnie sprawdź, czy któryś host korzysta z HEVC, bo jeśli wierzyć testom i porównaniom to jakościowy skok dla branży.
Druga sprawa, to czy Twój komputer i łącze mają odpowiednie parametry by wyświetlać streaming w pełnej dostępnej jakości, bo serwisy z automatu dostosowują jakość nadawanego filmu do możliwości odbiorcy. Zerknij więc, jak wrzucony do Sieci filmik prezentuje się na innym kompie. ;)
Dzisiaj pojawił się teledysk RISE OF THE NORTHSTAR, zapowiadający nowy krążek. A z kilku powodów mam ogromną słabość, a i sporo szacunku dla tych żabojadów.
Po pierwsze wypracowali własny i niepowtarzalny styl, tworząc specyficzną otoczkę wokół swojej - także pozamuzycznej - działalności. Po drugie są absolutnymi mistrzami trzech chwytów - a wbrew pozorom wcale nie jest łatwo zbudować chwytliwy, energetyczny utwór tak prostymi środkami. I chyba najważniejsze - w tym tryskającym testosteronem gatunku, pełnym pozerstwa i scenicznych twardzieli, należą do nielicznych przedstawicieli, którzy podchodzą do siebie i własnej twórczości z dystansem. Bo panowie naprawdę sprytnie umieją lawirować, z jednej strony szydząc ze stereotypów i zawsze gdzieś puszczając oczko do odbiorcy chcącego je zauważyć, ale przy tym absolutnie nie porzucając typowej dla gatunku konwencji.
Polecam do porannej kawy, albo przed udaniem się do sąsiada, który o 3 w nocy bawi się wiertarką.
https://www.youtube.com/watch?v=ySORA33T--E
Załóż konto bez udziwnionych danych osobowych, np. Janek Kowalski dla botów systemowych będzie mniej podejrzany niż Alfonso Kurdebele - choć konto z takimi danymi udało mi zachowywać przez lata i dopiero niedawno mnie rozpracowali, gnoje :D
Na wszelki wypadek możesz na czas rejestracji włączyć jakiegoś VPN, choćby tego zintegrowanego z Operą. A do tego użyj jakieś strony z tymczasowymi skrzynkami mailowymi. Np. tempm.com
oraz tymczasowymi numerami telefonu by obejść upierdliwości rejestracyjnych SMS. Np. receivesms.co
Szybka i wygodna sprawa

Zważywszy na wcześniejsze doświadczenia jak i informacje o problemach z majową aktualizacją wstrzymałem się z jej instalacją, ale teraz System już mi zaczął tupać zniecierpliwiony i zamęcza przypomnieniami, więc niechętnie muszę się w końcu poddać tej męczarni.
A dlatego tak do tego podchodzę, że dwie poprzednie kumulacyjne aktualizacje kosztowały mnie utratę dźwięku w kompie. Za pierwszym razem System wybrał złe sterowniki dla karty, blokując przy tym wszelkie próby wgrania innych. A drugim razem po aktualizacji karta dźwiękowa wpięta pod USB niespodziewanie stała się zwykłym pendrivem, na drzewku urządzeń moszcząc sobie nowe gniazdko na gałązce dla magazynów przenośnych i dumnie wypinając swoje prawie 14MB pojemności.
Mam więc teraz niezłego pietra, czy znowu mi komp nie zafunduje dźwiękowej diety z dostępem jedynie do radia migowego.
Ale nawet pomijając te przygody i sposób, w jaki Windows daje mi odczuć, że nie jest fanem mojego muzycznego gustu, to szlag mnie trafia, że update Dziesiątki potrafi cichcem nadpisać do wartości domyślnych sporą część niekiedy mozolnie dopieszczanych ustawień. Np. nagminnie mieszając na listach aplikacji przypisanych dla danego formatu plików, czy resetując zapamiętane dla każdego folderu z osobna opcje widoku, sortowania, układu kolumn itd. Nie mówiąc już o pliku hosta, bramek dla firewalla czy ponownie pałętających się wszędzie macek Windows Defendera i One Drivera - które muszę za każdym razem ręcznie wyłączać, bo z nich nie korzystam.
Podejrzewam, że większość osób nie ma fioła na punkcie takich rzeczy i teraz puka się w czoło, ale ja jestem niewolnikiem przyzwyczajenia i nie znoszę, jak mi ktoś bez pytanie przekłada klocki. Z tego wszystkiego aż przeczytałem dzisiejszy artykuł o zaletach Linuxa - choć dotąd skrupulatnie chroniłem swój mózg przed zakusami Szatana - który się dzisiaj pojawił na tomshardware z wielce chwytliwym tytułem "Should You Declare Windependence?
Więc przy okazji, jeśli ktoś ma jakąś poradę związaną z aktualizacjami to chętnie przyjmę. Np. czy lepiej pozwolić na automatyczny update online, czy ściągać ISO i lecieć offline? Ewentualnie czy zna ktoś jakiś software pozwalający zapamiętać aktualny zbiór preferencji i ustawień Windowsa + ewentualnie także konfiguracje programów zainstalowanych na dysku tak, by w razie czego można było to wszystko łatwo odzyskać i przywrócić?
Church of the Cosmic Skull
Nie wiem, czy są tu fani tych angoli. Ja dopiero teraz miałem okazję posłuchać nowej płyty i choć po pierwszym przesłuchaniu nie robi ona aż takiego wrażenia jak debiutancki "is Satan Real", to nadal solidne granie, które mogę polecić fanom tego typu rocka.
https://www.youtube.com/watch?v=7Yiq4ocwQJs
Przy tego typu awariach to tylko zgadywanka, ale jeśli bawimy się już w loterię, to ja obstawiam awarię pamiątek. :)
A swoją drogą MOBO poza nakręcaniem wiatraków coś piszczy startując?
The Council nie tylko nie przegapiłem, ale mam na punkcie tej gry małego hopla, bo dostępne dwa epizody przechodziłem wielokrotnie, za każdym razem z inną profesją i decyzjami. Mimo lekkiego niedosytu nie do końca wykorzystanym potencjałem oraz niskim poziomem trudności zagadek środowiskowych, to cudownie świeża i nowatorska małą perełka.
Ale dopisek na liście zalet tej gry:
"Nie przeszkadza ci epizodyczność"
to jedno z najobrzydliwszych kłamstw w dziejach Internetu. :)
No coś Ty? Poważenie? Nawet zakładając, że to jednodniowy dzień zdjęciowy i fajrant, to mówimy tu nie tylko o potrzebie samego "zagrania" jakiejś roli, ale przede wszystkim pozwoleniu na dysponowanie naszym wizerunkiem.
Pomijając zapaleńców, dla których szczytowym osiągnięciem jest widok własnej gęby w Trudnych sprawach oraz osób, które wciąż marzą o zrobieniu filmowej kariery, to kto się, u licha, zgadza na takie warunki? Nawet zdesperowany bezrobotny dwa razy się pewnie zastanowi, zanim da się tak wykorzystać.
Jeden z podstawowych problemów polskiej piłki nożnej jest to, że najlepsi i najbardziej znający się na temacie fachowcy są już zatrudnieni jako taksówkarze czy fryzjerzy.
Książka dla dorosłych to zawsze wprawiające w zakłopotanie określenie. Bo jakby z samego założenia całe fantasy musiało by odpaść w przedbiegach, bo przeca królewny, monstra i świst miecza nie wypada polecać osobie "dorosłej" :)
Z drugiej strony jestem już dorosły, mam zarost, łonowe włosy i mogę pić piwo przy rodzicach, a ponownie zakochałem się w książkach o walce dzieciaków z okupantem z serii - "Kaktusy z Zielonej ulicy" - tym razem czytając je wspólnie z córą na głos. Więc bądź tu mądry. :)
Niemniej dwie ostatnie fantasy, które czytałem bez ruszania ustami, a które w taki czy inny sposób sprawiły mi mnóstwo frajdy to wspomniana już w tym wątku autorka Celia Friedman .
Cykl Trylogia Zimnego Ognia ma w sobie mnóstwo uroku i choć elementy składowe wydają się być mało oryginalne bo mamy drużynę śmiałków przeciwko odwiecznemu złu, to jednak autorka szybko rozwiewa złudzenie wtórności, wpływając na niejednoznaczne wody m.in. za sprawą pozytywnego bohatera karmiącego się strachem i bólem niewinnych, który swoje moce zdobył torturując żonę i dzieci.
Druga kniga to Czerwony rycerz - Christiana Cameron. Znowu na pierwszy rzut oka mało tu "dorosłości", ot banda najemników pod dowództwem tytułowego rycerza wynajęta zostaje do obrony żeńskiego zakonu przed maszkarą, ale wspólne czytanie jej z córką odłożę raczej do czasu, gdy będzie już jednak nieco starsza, czyli będzie koło trzydziestki. :)
Od wczoraj się jaram tym trailerem, który stanowi swoistą odpowiedź na nigdy niezadane pytanie, jakby mogło wyglądać nieślubne dziecko "Evil dead" i "Cobry" na które po ciężkim porodzie Alejandro Jodorowsky postanowiłby się wysikać. :)
Cudownie bezkompromisowa stylistyka.
MANDY 2018
https://www.youtube.com/watch?v=OSdJqDE7Qmg